Ładnych parę lat nie pisałem w tytułowym cyklu, bo o ogólnie rzecz biorąc nowoczesna filozofia mnie znudziła oraz miałem ciekawsze zajęcia.
Ale, że ostatnio wpadłem na, moim zdaniem, bardzo durne i bardzo nieświeże eksperymenty myślowe i nadal sprzedawane jako "słynne", "istotne" a może nawet "Kliknij żeby obczaić jak gościu zaorał fizykalizm a może i materializm!1!", to sobie uleję, bo czemu nie.
Idzie o stary (w wersji Jacksona z 1986, ale to są znacznie starsze pomysły dualistów itp.) eksperyment myślowy "pokoju Mary". Streszczę błyskawicznie (kto chce, może sobie doczytać
na wiki polskiej czy
na SEP szczegóły):
Zamykamy w monochromatycznym pokoju Mary, od urodzenia nie zna kolorów (załóżmy, że maluje się ją na szaro, nie widzi kolorów skóry, ust, itp. to są szczegóły techniczne, zresztą, można znaleźć odpowiednie wersje ślepoty na kolory, najlepiej w wersji "na siatkówce oka"). Wychowujemy ją na genialną neurobiolożkę, ma dostępną CAŁĄ wiedzę o optyce, wzroku, neurofizjologii wzroku, wie wszystko o kolorze czerwonym. Czy kiedy wyjdzie z pokoju i zobaczy czerwone jabłko, zyska nową wiedzę?
BTW taka subiektywna wiedza-doświadczenie nazywa się w filozofii "quale", l.mn. "qualia", i oczywiście zbudowano całe biblioteki wkoło tego zagadnienia.
Podejście naiwne oraz podejście dualistów (ludzików, którzy koniecznie chcieliby być św. Augustynami, ale urodzili się o wiele za późno, co nie przeszkadza im lubować się niewysłowioną tajemnicą ciało=/=duch, i podobnymi zmyśleniami), mówi, że najoczywiściej Mary zobaczyła coś nowego, ma jakieś doświadczenie. Ergo zyskała wiedzę, której nie miała. Więc jej CAŁA wiedza jednak nie była kompletna. Więc fizykalizm/materializm w kwestii umysłu, świadomości, duszy, czy innego boskiego whatevera, ma tu dziurę.
Tylko, że niekoniecznie.
Wyobraźmy sobie, że monochromatyczna Mary wcale nie wychodzi z pokoju, ale za to ma pod ręką monochromatyczny kombinat, w którym może zbudować doskonałe urządzenia manipulujące jej neurologią, mózgiem, korą wzrokową, jej whateverem FIZYCZNYM, do poziomu atomów, kwarków, whateverów, aby tylko fizycznych. Wyobraźmy sobie, że istnieje w normalnym świecie jej siostra bliźniaczka Nancy, która może zeskanować doskonale swoją FIZYCZNĄ neurologię, kiedy przygląda się czerwonemu jabłku, or compatible. Wyobraźmy, że Nancy dostarcza Mary kompletny skan, FIZYCZNY zapis, etc. "mózgu identycznego z mózgiem Mary, oglądającego czerwone jabłko", a Mary aplikuje sobie ten "zapis" na swoją własną neurologię, w stylu "super-virtual-reality". Po czym mówi "A więc tak wygląda czerwone jabłko! ciekawe doświadczenie!". Po czym wychodzi z pokoju i widzi czerwone jabłko.
Jeśli Mary robi na nie "eee tam, widziałam to już", to fizyczny "zapis" był KOMPLETNY plus cała wiedza naukowo-techniczna związana z jego FIZYCZNĄ aplikacją tworzy "kompletność" wiedzy o "czerwonym jabłku" jako quale. A nie to, co się wydawało i wydaje dualistom "kompletną wiedzą". Bo zaprawdę powiadam wam, nie ma co się dziwić, że opis widma czerwieni to nie qualia, napis H2O to nie woda, a
"mapa to nie terytorium". Ale nie do obalenia jest myśl, że dostatecznie dokładna mapa w końcu MUSI równać się terytorium.
Jeśli Mary robi "ojej, to jest nieco inne niż widziałam w "virtualu"!", to znaczy, że VR była za słaba, mapa niedokładnie odzwierciedlała terytorium, itp. czyli trzeba powtórzyć eksperyment z LEPSZĄ i KOMPLETNIEJSZĄ wiedzą, zapisem, mapą itp. aż do skutku, to jest do osiągnięcia nieodróżnialności "zapisu" i aplikacji quale od quale. I tyle.
Nie wiem, jaką ripostę mają na to nowomodni dualiści, poza tupnięciem nóżką i silną wiarą, że taki "zapis" i jego aplikacja są niemożliwe (nawet jeśli drażnienie rejonów mózgu, w czasie trudnych operacji neurologicznych, pod częściowym znieczuleniem, wywołujące u operowanych qualia itp., żeby wyznaczyć obszary do operacji, albo czegoś ważnego nie zepsuć, jest już RUTYNOWE a nie jakimś eksperymentem myślowym). Ale to wpędza ich w dowodzenie kołowe, bo jeśli mówią, że powyższe jest fizycznie niemożliwe; że istnieje wartość dodana, której nijak fizycznie nie zeskanujemu, zapiszemy i zaaplikujemy umysłowi (ponownie lub innemu); że zawsze da się odróżnić "podróbkę" qualia od qualia, to na samym początku zakładają to, co chcieli tymi wszystkim durnymi eksperymentami myślowymi wykazać. Że istnieje coś więcej niż fizyczna substancja, będąca kompletnym hardware umysłu.
Morałów z historyjki jest kilka.
Poszukiwanie drugiego dna i niewysłowionych tajemnic nigdy nie umrze, dopóki homo omałoco sapiens pozostanie tymże homo; nie ważne, jak pozornie oświecone czy materialistyczne będą cywilizacje czy ludzie, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie potrzebował duszy, ducha, promieniowania paprotki, pamięci wody i zupełnie dowolnej teorii, aby tylko wskazywała coś poza materialnością i nudnym błotem, w którym mieszkamy. Ale "ja się nie nudzę", więc może to nie problem z naszym materializmem, ale z niektórymi umysłami.
Kiedyś myślałem, że transhumanizm w granicy, w sensie - nieśmiertelność w praktyce, mogłaby zniknąć ten wieczny pociąg umysłów do dualizmu, żeby koniecznie było tu "coś więcej". Ale przeszło mi, bo nawet nieśmiertelność w praktyce nie jest "nieśmiertelnością ontologiczną", wystarczy mieć odpowiednio bogaty język, żeby nadal bawić się w dualizm, nawet jeśli MATERIALNYCH przesłanek do niego ktoś miałby zylion razy mniej, niż my, czy dualiści przeszłości.
O fantomologii itp. Lem pisał około 1964, i jej zagrożeniach, i dylematach; virtual reality przemyślano przez następne dwie-trzy dekady bardzo gruntownie. Ale kto by sobie zawracał głowę przemyśleniami o VR, czy o nowoczesnej neurologii, z głębi wygodnego filozoficznego czy religijnego fotela w 1986. Albo i w 2023.