Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:23
@Gatling @sroko-chomiki Zdefiniuj "skład...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:18
Oj bo na koralky.cz mają co jakiś czas wyprzedaże...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 10:34
@Gatling "Panie, czy pan mnie usiłujesz obrazić?",...

Gatling - Dialogi
Sun, 9 Sep 2018 17:03
Koraliki japońskie, unless Preciosa wypuściła...

hellk - Top gun
Mon, 3 Sep 2018 16:12
@bibliografia Jakieś 10 lat temu dostałem od...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2013-07-22, poniedziałek
Tagi:  namysł
___________________________________
... czyli, za przeproszeniem, nowy nudny cykl, w którym będę rozprawiał się z różnymi konceptami filozoficznymi. A szczególniej tymi, których nie lubię, i raczej z nowszymi niż starszymi. Oczywiście, będę rozprawiał się na swoim, a nie na waszym, czy zawodowców, czy w ogóle w jakimkolwiek sensie przyzwoitym, poziomie, więc czujcie się ostrzeżeni.

Na początek przelecę się przez parę znanych eksperymentów myślowych, które mnie wkurzają (pozytywnym triggerem, tak ogólnie, był miniwykaz i rozważania na Utilitymon). A na początek początku, będę rozbierał jeden z większych baboli okołofilozoficznych końca XXw. czyli Chiński Pokój pana Johna Searle'a.

No więc, moja słuszna krytyka argumentu Chińskiego Pokoju bazuje na koncepcji Virtual Mind i generalnie pokrywa się z tezami Ray'a Kurzweil'a i częściowo Daniela Dennett'a, a najbardziej Stanisława Lema.

Dobranoc państwu.

Nie ma tak dobrze, będzie się pisało.

Dla przypomnienia - Searle to gość umocowany w lingwistyce, jej analityce i okolicach i straszny naturalista bez krztyny wyobraźni. Wymyślił w latach '80 eksperyment myślowy, który jego zdaniem mówi coś o AI, filozofii umysłu, lingwistyki, nawet o ontologii trochę i takich tam różnościach; moim zdaniem niekoniecznie mówi akurat o tym. Wersję z rozmawiającym po chińsku pokojem/systemem, z nierozumiejącym chińskiego operatorem pokoju/systemu, może sobie darujmy, bo to żena (jak ktoś koniecznie chce niech poszuka na wiki), przejdźmy do momentu (1984) kiedy Searle sformalizował swoją słabą anegdotę do:

1.Mózgi wytwarzają umysły.
2.Syntaksa nie jest wystarczająca dla semantyki.
3.Programy komputerowe są całkowicie zdefiniowane przez ich formalną albo syntaktyczną strukturę.
4.Umysły zawierają treści mentalne, a w szczególności zawartości semantyczne.

I w skrócie, wg. Searle'a z powyższego wynika, że niemożliwa jest silna AI, bo komputery to nie mózgi, programy to nie umysły (ew. "dla podkreślenia wagi argumentów Siłacz walnie pieścią w stół"). To może ja po kolei:

Ad 1) "Bo ponieważ ale o"? Jeśli już, to "systemy materialne bywają zorganizowane w taki sposób, że ich cechy i działania spełniają nasze definicje "umysłu"", równie dobry aksjomat, a nawet lepszy bo mój.

Ad 2) Pewnie, ale DLA JĘZYKÓW. A od kiedy to syntaksa jest konieczna dla bycia umysłem. To, że z obracania symbolami nie ma i nie może być semantyki, czyli znaczenia, nic nie mówi o byciu czy nie byciu umysłem czy inteligencją, tylko ew. o istnieniu lub nieistnieniu KOMUNIKACJI. Nikt w miarę normalny, nawet Searle, nie twierdzi przecież, że umysł człowieka o ciężko uszkodzonym mózgu, pozbawionym mowy i języka w najgłębszym sensie i najbardziej podstawowych warstwach, przestaje być czującym, inteligentnym, celowy i rozumiejącym (nie-językowo) umysłem - więc tak naprawdę, cała anegdota trafia obok AI/NI, co nie dziwne, kiedy lingwista bierze się za filozofię. Searle mówi "bycie doskonałym tłumaczem nie-semantycznym nie wystarczy by być silną AI", ale przecież nikt nie mówił "doskonały tłumacz to silna AI" a tym bardziej "silna AI to doskonały tłumacz", raczej zawsze uważano, że zautomatyzowane tłumaczenie to słaba AI i, ogólniej, że sprawna komunikacja jest bardzo ważną funkcją AI, ale absolutnie nie jest warunkiem wystarczającym - równie ważne to pamieć (w tym semantyka i kontekst) czy celowość czy może nawet (lekki SF) ciekawość czy emocje.

Z drugiej strony, myślę, że Searle po prostu nie zrozumiał założeń testu Turinga i zafiksował się lingwistycznie (bo to jego działka) "przeciwko" Turingowi - ale test Turinga nie mówi "AI gadająca tak dobrze jak NI jest I" tylko "AI nieodróżnialna od NI jest I"; komunikacja/język jest tu narzędziem do badania AI. Skądinąd w tzw. normalnym życiu podobnie - przecież nikt nie wie "na pewno" jaka semantyka jest u interlokutora kiedy mówi "chleb" czy "rodzina" czy "dom", a tym bardziej "życie", "dobro" czy "prawo" itd. i jakoś nie przeszkadza to mieć innych za umysły a nie chińskie pokoje, co najwyżej przeszkadza w komunikacji.

Ad 3) Z tym nie ma co polemizować, bo to była bzdura nawet w 1984; w XXIw. to już tylko przykład, że ignorancja bardzo ułatwia wypowiedzi ex-cathedra.

Ad 4) Otóż to. Tyle, że nie widać jakichś specjalnych przeszkód, żeby syntetyczne czy wirtualne umysły zawierały "treści mentalne" i "zawartości semantyczne", a przynajmniej w stopniu takim, jak zawierają je umysły ludzi. I pamiętamy o różnicach semantycznych wśród ludzi różnych kultur, środowisk, cech biologicznych (struktury/uszkodzenia mózgu), itd itp. żeby nie okazało się, że mówimy tylko o semantyce Searle'a i innych WASPów z Berkeley, ale już o Indianach z Amazonii czy pacjentach neurologicznych czy "dzikich dzieciach" to niekoniecznie. To zagadnienie zahacza zresztą nie tylko o różne solipsyzmy, ale też o eksperyment myślowy Ziemi Bliźniaczej itp. i jeszcze będzie o tym nie raz, dlaczego ludziom a nawet filozofom, dłubiącym w języku, tak często mieszają się różne warstwy modeli rzeczywistości i wyciągają z tego zamieszania chore wnioski.

Jako konkluzja - kiedy pierwszy raz trafiłem na Chiński Pokój, chyba we wczesnych '90, to z podziwu wyjść nie mogłem, że Searle i dyskutanci z taką swadą przybredzają o rzeczach które i serio i żartem rozważano w latach 60-70 przy okazji cybernetyki, i nawet im nie zaświta, że powtarzają po raz kolejny stare figury. Mały dowód, pół-żart Lema (bo na serio to w "Dialogach" rozważał), fragment z "Cyberiady", 1965, Wyprawa Siódma Trurla i Klapaucjusza (gdzie Trurl buduje wypasione Simy dla władcy-psychopaty, i nieco przesadza):


- Nie chcę słyszeć ani słowa samochwalstwa więcej! - przeciął mu Klapaucjusz. - Powiadasz, że to są procesy samoorganizacji?
- Ależ tak!
- I że zachodzą wśród drobniutkich chmurek elektrycznych?
- Doskonale wiesz o tym.
- I że fenomenologię świtów, zachodów i walk krwawych wywołują sprzężenia zmiennych istotnych?
- Przecież tak jest.
- A czy my sami, gdyby nas badać fizykalnie, kauzalnie i namacalnie, również nie jesteśmy chmurkami elektronowego harcowania? Ładunkami dodatnimi i ujemnymi, wmontowanymi w próżnię? I czy byt nasz nie jest rezultatem tych utarczek cząsteczkowych, choć sami odczuwamy łamańce molekuł jako trwogę, pożądanie lub namysł? [...]
- Trurlu! Doskonałość nasza jest naszym przekleństwem, które nieobliczalnością skutków obarcza każdy nasz twór! - wielkim głosem powiedział Klapaucjusz. - Gdyż naśladowca niedoskonały, pragnąc zadawać tortury, wybudowałby sobie niekształtnego bałwana z drewna lub wosku, a przydawszy mu niejakie zewnętrzne podobieństwo do istoty rozumnej, znęcałby się nad nim namiastkowe i sztucznie! Lecz pomyśl ciąg doskonalenia takich praktyk, mój drogi! Pomyśl następnego rzeźbiarza, który buduje lalę z gramofonem w brzuchu, by mu jęczała pod razami; pomyśl taką, która, uderzona, pocznie błagać o litość, taką, która z bałwana staje się homeostatem, pomyśl lalę roniącą łzy, krwawiącą, lalę, która obawia się śmierci, choć zarazem pociąga ją jej spokój, ze wszystkich najpewniejszy! Czy nie widzisz, że doskonałość naśladowcy sprawia, iż pozór staje się prawdą, a udanie rzeczywistością? Oddałeś okrutnemu tyranowi we władanie wieczne niezliczone rzesze istnień, zdolnych do cierpienia, popełniłeś więc rzecz haniebną...
- To wszystko sofizmata! - wykrzyknął Trurl, tym bardziej gwałtownie, że słowami przyjaciela poruszony. - Elektrony skaczą nie tylko wewnątrz głów naszych, ale i wewnątrz płyt gramofonowych, i z tej ich powszechności nic takiego nie wynika, co by uprawniało do analogii tak hipostatycznych! Poddani potwora Eksyliusza istotnie tracą głowy, życia, szlochają, biją się, miłują - dlatego, ponieważ zestroiłem parametry w sposób pożądany, ale o tym, czy cokolwiek czują przy tym, nic nie wiadomo, Klapaucjuszu, bo o tym nic ci skaczące w ich głowach elektrony nie powiedzą!
- Jeślibym tobie rozbił głowę, też nic bym prócz elektronów nie ujrzał, to pewne - rzekł tamten. - Udajesz chyba, że nie widzisz tego, co ci ukazuję, bo wiem dobrze, że nie jesteś taki głupi! Płyty gramofonowej o nic nie spytasz, płyta nie będzie cię o zmiłowanie błagała ani na kolana nie padnie! Nie wiadomo, powiadasz, czy oni jęczą pod razami tylko dlatego, że tak im ze środka elektrony podmrugują, jakoby kółka poruszaniem głos wydające, czy też naprawdę ryczą z rzetelnie doznawanej boleści? A to mi dopiero rozróżnienie! Przecież cierpiący nie jest ten, kto ci to swoje cierpienie da do potrzymania, abyś je mógł zmacać, nadgryźć i zważyć, lecz ten, kto zachowuje się jak cierpiący! Udowodnij mi tu zaraz, że oni NIE czują nic, że NIE myślą, że nie ma ich w ogóle jako istot, świadomych zamknięcia między dwiema otchłaniami niebytu, tą sprzed narodzin i tą spoza zgonu, udowodnij mi to, a przestanę cię molestować! Udowodnij natychmiast, żeś tylko naśladował cierpienie, lecz go nie stworzyłeś!
- Wiesz dobrze, że to nie jest możliwe - odparł Trurl cicho. - Gdyż biorąc instrumenty do ręki, gdy pudło było jeszcze puste, już wtedy musiałem przewidzieć ewentualność takiego dowodu, po to właśnie, by jej zapobiec przy projektowaniu państwa Eksyliuszowego, a to dlatego, by nie powstało w monarsze wrażenie, iż ma do czynienia z marionetkami, kukiełkami zamiast poddanych najzupełniej realnych.


I wszystkim searle'om i podobnym naturalistom czy anty-funkcjonalistom można zawsze powiedzieć "Jeślibym tobie rozbił głowę, też nic bym prócz elektronów nie ujrzał, to pewne". Gdyż zaprawdę, cienka linia oddziela naturalizm od białkowego szowinizmu.





wieloryb
Tue, 30 Jul 2013 09:19:08
Cześć Boni,
co ty za cuda tutaj wypisujesz? Filozof z ciebie normalnie zawołany :)

Boni avatar Boni
Tue, 30 Jul 2013 21:59:15
@wieloryb

Tia, mam wiele wad i nałogów.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018