Wpadłem przypadkiem na
klasyczny artykuł Stanisława Barańczaka o tłumaczach, tłumaczeniach i "do tłumaczy" poezji, i co się pośmiałem, to moje, bo jak wiele innych rzeczy Barańczaka, jest to genialne i "bawiąc, uczy".
Ale okazało się, że wpadłem też w środku na minę, i to klasy przeciwpancernej, bo robiąc rozbiory różnych własnych i cudzych, trudnych, złych, dobrych, itd. wierszy i tłumaczeń Barańczak wrzucił spory kawałek o "The Tyger" Williama Blake'a, a to jest jeden z moich ulubionych poetów (mistyczno zakręcony pre-romantyzm, koniec XVIII, znacznie wyprzedzający epokę, ogólniej jeden z najbardziej znanych i czytanych poetów angielskich EVAH) i chyba mój ulubiony wiersz Blake'a. Z siatką prywatnych skojarzeń od płyty "Tangerine Dream" "Tyger", 1987, przez pierwszą sygnaturkę, jakiej używałem w Usenecie itp. (pierwszego wersu, IIRC ktoś był przekonany, że chodzi o czołg Tygrys...), po pierwotny tytuł "Gwiazdy moje przeznaczenie" A. Bestera ("Tiger! Tiger!"). Oraz w wierszu jest sporo metafor kowalskich (hint: tytuł bloga).
Na początku było OK, Barańczak zmiażdżył ze dwa słabsze tłumaczenia, przeanalizował jakieś w miarę okej, okraszając wszystko dużą ilością zacnej analizy, po czym zaprezentował kawałek swojej dawniejszej próbki, no i w końcu jego wersję "nojlepszą".
I tu miałem "ale że k... co??" i ten barańczakowy "Tyger" wcale a wcale mi się nie spodobał. Więc zaraz w duchu barańczakowego eseju, gdzie wyjaśnia, po co się robi np. 14 tłumaczenie sonetu Szekspira (głównie, żeby pokazać 13 tłumaczom, że nie dali rady), wziąłem się w końcu za tłumaczenie "The Tyger", bo, co dziwne, nigdy tego nie zrobiłem (tak, bardzo rzadko, ale bawię się w takie rzeczy - mam wiele wad i nałogów).
Wrzucam 3 wersje obok siebie (jeśli wam ekranu starczy i przeglądarka nie zepsuje), potem będzie analiza.
[W. Blake]
Tyger Tyger, burning bright,
In the forests of the night;
What immortal hand or eye,
Could frame thy fearful symmetry?
In what distant deeps or skies,
Burnt the fire of thine eyes?
On what wings dare he aspire?
What the hand, dare sieze the fire?
And what shoulder, & what art,
Could twist the sinews of thy heart?
And when thy heart began to beat,
What dread hand? & what dread feet?
What the hammer? what the chain,
In what furnace was thy brain?
What the anvil? what dread grasp,
Dare its deadly terrors clasp!
When the stars threw down their spears
And water'd heaven with their tears:
Did he smile his work to see?
Did he who made the Lamb make thee?
Tyger Tyger burning bright,
In the forests of the night:
What immortal hand or eye,
Dare frame thy fearful symmetry?
|
[S. Barańczak]
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?
Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?
Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? kunszty czyje?
Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle,
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?
Gdy rój gwiazd ciskał swoje włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto Jagnię — lecz i ciebie stworzył?
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?
|
[tubylec ver. 1.21]
O Tigrze, Tigrze który płoniesz
Tak bardzo jasno w puszczach nocy;
Czyj nieśmiertelny wzrok czy dotyk
Mógł twą symetrię groźną zoczyć?
Tygrysie! Tygrysie! Żarem mrok
Rozjaśniający w puszczach nocy;
Czyj dotyk, czyj nieśmiertelny wzrok
Mógł twą symetrię groźną zoczyć?
W odległych głębiach, czy też w niebie
Rozpalił oczu twoich ogień?
Czyje to skrzydła, jakie dłonie
Skrzesały ogień, którym płoniesz?
Czyje ramiona, jaki przemysł
Zawiązał węzeł serca twego?
Kto go zacisnął potężną dłonią
By bić zaczęło
Gdzież młot ten, co mózg twój skuwał?
Jaki miech dął tam w piece gorące?
Na jakim kowadle? I któż śmiał
Ująć cię w cęgi przerażające!
Gdy gwiazdy ciskały swe włócznie
I łzami zrosiły arkadię:
Czy tworząc miał na twarzy uśmiech?
Czy był tym, kto stworzył też Jagnię?
Tygrysie! Tygrysie! Żarem mrok
Rozjaśniający w puszczach nocy;
Czyj dotyk, czyj nieśmiertelny wzrok
Śmiał twą symetrię groźną zoczyć?
|
Teraz będzie egzegeza, polemika i inne głupoty:
O Tigrze, Tigrze który płoniesz
Wiadomo, że z "tyger" i z polskim wołaczem jest tu poruta po prostu, wybrałem coś zmyślonego jak "tyger" a przynajmniej dającego się jakoś zdwoić i z "grhrr" jakoś oddającym poczwórne "r" w pierwszej linii oryginału.
Tygrysie! Tygrysie! Żarem mrok
"Naród strzela do tigra i żąda dostępu do tygrysa!", po paru dniach mnie też "tigr" przestał się podobać, i może proste rozwiązania są lepsze niż nie-proste. Oraz zawsze chciałem, żeby w początku polskiej wersji było coś z "żarem", "żarzeniem", nawet jeśli u Blake'a nie ma, taką mam wizję po prostu (zwrotka "kowalska" = żar paleniska; płonący tygrys prześwitujący przez czarny las = jak żar przez polana; tygrys=żar(ł) ;) itp.).
Rozjaśniający w puszczach nocy;
Zabawne, że kłopotem było za krótkie przełożenie "the forest of the night", stąd rozwlekłem frazę "burning bright" na dwa wersy. Nie wiem, czy jednak chciałbym coś innego zamiast "rozjaśniający", ale jest IMHO "close enough". Nadal nie wiem po co Barańczak zmyślił tu "błysk" (przecież cały wiersz skwierczy "ogniem", a nie "światłem"), czy "gąszcz".
Czyj dotyk, czyj nieśmiertelny wzrok
"Nieśmiertelny" jest bardzo niewygodny, no ale
jest; długo trzymałem się "wiecznego". Barańczak zassał z brudnego palucha "nieziemski". Oraz warto spróbować jakoś ocalić "hand"
oraz "eyes", choć to wymaga akrobacji.
Mógł twą symetrię groźną zoczyć
Tak naprawdę, wolałbym "równowagę" zamiast "symetrii", mógłbym oddzielny esej o tym (Barańczak ma całkowitą rację, że "thy fearful symmetry" to ważne, ale dla mnie kontekst
dawnego "symmetry" i
u Blake'a idzie w kierunku "balanced" a nie estetycznym czy czysto geometrycznym, jak polska "symetria"). Ale nie dawała się upchnąć razem z ważną "grozą" i dzierżawczym "twej/twą" itp. Co do "zoczyć", użyłem tego usiłując ocalić "hand & eyes", czyli "wzrok i dotyk". Alternatywnie szukałem w kierunku "rzeźbić" w kontekście "frame [cośtam]" i dwu zmysłów, podobnie jak to nieźle zrobił J.Waczków, ale "zoczyć" jakoś wygrało. Pójście Barańczka w "sen, śnienie" i w jeden zmysł, to pójście na łatwiznę.
W odległych głębiach, czy też w niebie
No kurde, tam jest "or", głębie
lub otchłanie, a nie barańczakowa "otchłań nieb".
Rozpalił oczu twoich ogień
Tu jest przykład ogólniejszego problemu - cały wiersz jest pytaniami o "co/kto", ale moim zdaniem trzeba uważać, i nie należy tego "przeginać". Np. u Barańczaka nagle kto? "otchłanie" coś tam robią, kiedy w oryginale "w otchłaniach" coś tam się dzieje. Tudzież Barańczak świadomie podciąga patos i "grozę", zgodnie ze swoim planem, bo tak odczytuje wiersz, OK, ale jednak mi miejscami już zgrzyta, jak np. zmienianie prozaicznego "ognia" czy "palenia (się)" oryginału na jakieś wydumki jak "zażegła" itd. Wiersz Blake'a napisano względnie
prostym językiem.
Czyje to skrzydła, jakie dłonie
Przypadkiem wyszło mi zupełnie podobnie, znaczy, nie jest to bardzo blisko oryginału, ale nikt chyba nie daje rady z tymi "skrzydłami".
Skrzesały ogień, którym płoniesz?
Wersja Barańczaka jest OK, moja jest lepsza, bo moja. Oraz "krzesanie" bardziej mi się wpasowuje w te "skrzydła", może anielskie, a może diabelskie (hint - Balrog z LotR filmowego), niż "wzniecanie".
Czyje ramiona, jaki przemysł
Z "what art" jest oczywiście problem, bo można to pociągnąć w dwu albo i trzech kierunkach, barańczakowe "kunszty" (BTW wolę "kunszta") są niezłe, ale jak mi wskoczył "przemysł", tak został, bo siatka skojarzeń do "przemyślenia" i "namysłem" nie puściła.
Zawiązał węzeł serca twego?
"Sam jesteś supeł", rzekłbym p. Barańczakowi, jakby żył, ale z drugiej strony, nie udało mi się wepchnąć tutaj tych "mięśni" czy "ścięgien". Hańba mi.
Kto go zacisnął potężną dłonią
By bić zaczęło
No tak jakoś dynamicznie wyszło. Ale Barańczak też wyrzucił te nieszczęsne "feet"!1!
Gdzież młot ten, co mózg twój skuwał?
Niesamowite jak słówko "mózg" rozwala rytm tego wiersza, gdzie by go nie upchnąć; a pominąć trudno.
Jaki miech dął tam w piece gorące?
Tu, mam wrażenie, że wszyscy analizowani tłumacze nie zrozumieli, o co idzie z "chain" w kontekście. W 1794r. to był na 99% łańcuch od miechów, do kompletu z młotem, kowadłem, paleniskiem i cęgami, w tej zwrotce.
Na jakim kowadle? I któż śmiał
Ująć cię w cęgi przerażające!
U Barańczaka brakuje "śmiał"/"dare" w paru miejscach, albo przesuwa je w inne miejsca. Nie daję lajka. Ogólniej, z tą zwrotką Barańczak poległ też na poziomie wyższym, niż z byle wersem czy słówkiem - w oryginale tutaj
nie ma żadnego osobowego "wszechpotężnego kowala". To ważne, że nie ma.
Gdy gwiazdy ciskały swe włócznie
I łzami zrosiły arkadię:
Nie mówię, że moja wersja jest tiptop ("arkadię" było potrzebne do rymu), ale jest mniej więcej OK. Barańczakowe "łzami wilżąc jutrznię" jest cholernie daleko od OK.
Czy tworząc miał na twarzy uśmiech?
Barańczak tu po prostu zmienił znaczenie wiersza, "uśmiechnąć się nad stworzonym / do swego dzieła" a "nie strwożyć się stworzonym/dziełem" to są zupełnie różne sytuacje.
Czy był tym, kto stworzył też Jagnię?
Chciałem mieć koniecznie Jagnię na końcu wersu, wiem, poprawiam Blake'a, hańba mi.
Tygrysie! Tygrysie! Żarem mrok
Rozjaśniający w puszczach nocy;
Czyj dotyk, czyj nieśmiertelny wzrok
Śmiał twą symetrię groźną zoczyć?
To, że Barańczak nie zdołał zrobić tego, co u Blake'a czy u mnie, czyli dokładnego "refrenu" z
prostym malutkim twistem, mógł/śmiał, zamiast tego serwując dwie różne linijki, to wstyd i ludziom nieładnie.
Ogólnie, tłumaczenie J.Waczków jest chyba lepsze od Barańczaka, no niestety w szczególe poza paroma miejscami, które Barańczak mu słusznie wytknął. Ale moje i tak jest najlepsze, oczywiście.
To by było na tyle, wolno wyśmiać w komentarzach, rzecz jasna. Ale i tak miałem kupę frajdy.