... czyli nieustające pasmo sukcesów w temacie zbędnych gadżetów zwanych "aparat foto".
Jakoś tak w styczniu
chwaliłem się tutaj, że stary cegłopodobny aparat fotograficzny Fuji X-S1 (klasy "bridge" czyli pośredni między kompaktami a lustrzankami/mirrorless) nadal piknie działa, i tylko ze względów ergonomicznych nabyliśmy małego fuji "mirrorless" z serii X.
Sytuacja szybko się zmieniła - w ramach otwierania się Irlandii na podróże i wycieczki i powrotu do użycia aparatu nieco częściej, okazało się, że stare fuji ma kurz wewnątrz obiektywu, a co gorsza ma też malutką plamkę na osi pierwszej soczewki (pewnie od wilgoci itp). Która daje nieduży ale jednak nieostry fragment na zdjęciach. Przykre.
Problemu nie było wielkiego, bo przecież mamy te nowe małe fuji z jakimś tam szkłem oraz komórki też spoko. Ale jednak mały zoom "w zestawie" z fuji nie jest bardzo fajny w użyciu, szczególnie po tej tubie w "bridge" X-S1 (ekwiwalent 600mm...). Znaczy, jakościowo jest całkiem ok, ale 15-45mm to nie jest coś, co mi wystarcza "w polu". A w komórce zooma ni ma.
Stąd przyszło rozważyć inne opcje.
Opcja numer jeden, czyli rozebranie X-S1 i wyczyszczenie, wydawała się całkiem fajna, tylko że nie, i lepiej nie róbcie tego w domu - już pomijając, jak trudno się taki "bridge" rozbiera, to nie uwierzycie, jak łatwo w nim coś uszkodzić, np. taśmy łączące obiektyw z korpusem. A jest tego sporo (AF, pierścienie, sensor itd.) - bo sensor siedzi "na tubie", rzecz jasna, a nie w korpusie aparatu, jak w mirrorless czy lustrzankach. A nawet gdybym nie uszkodził mikro-tasiemki foliowej, to mam silne wrażenie graniczące z pewnością, że żaden domorosły amator, ani nawet profi naprawiacz lokalny, nie jest w stanie ustawić sensora we właściwej płaszczyźnie w takim "bridge", bez jakiegoś wypasionego testera/programu od Fujifilm (bo skądinąd - nie da się rozebrać tego zooma bez demontażu sensora).
Po zupełnym zepsuciu starego X-S1 przyszło rozważyć dalsze opcje - opcją numer dwa było kupienie porządnego szkła do nowego fuji, w klasie "travel zoom", czyli coś do 150-200mm (ekwiwalentu) powiedzmy. Tyle, że z opcją tą mocno konkurowała cenowo opcja numer trzy - kupienie jakiegoś następnego "bridge" na wycieczki i podróże. Oczywiście nie jakiegoś najnowszego sony z górnej półki itp. bo takie mi się kojarzą cenowo z samochodami raczej; ale coś poprzedniej generacji, z 4K or compatible i z sensownym zoomem dało się wymyślić taniej niż średni zoom Fujinon serii XF...
Była jeszcze opcja numer cztery, czyli kupienie następnego X-S1 po prostu - niestety, odpadła, w sumie jedynie z powodu wieku tych aparatów, gdyż najmłodszy miałby z 8 lat chyba i żadnej gwarancji, że nie popsuty albo wadliwy, jak nasz staruszek. A skądinąd, opcja ta cholernie mi pasowała, bo zabytek miał pewne zalety, których w nowszych "bridge" nie dostarczają. Cenowo, taka używka wyszłaby około połowy szkła do nowego fuji czy ceny średniopółkowego "bridge" (albo w cenie nowego dolnopółkowego "bridge" - co daje pojęcie jak stare X-S1 trzyma cenę...). No ale jw. starość nie radość; może i jestem fanem szrotu, ale nie aż tak.
Stąd dłuższą chwilę wahałem się między opcjami dwa i trzy - obiektywem do nowego fuji (nienawidzę przekładania i zabaw szkłem, ale przecie już mamy duży sensor oraz fuji zgrabne, lekkie i przyjemne), a nowym "bridge" (po pierwsze, trza było coś wybrać... a jw. nie robią już takich jak dawniej). Na finiszu zostały: fajny "pancerny" zoom
XF 18-135mm, czyli ekwiwalent do ok. 200mm oraz
Panasonic Lumix DMC-FZ1000 (model "sprzed liftingu" ale nówka ze sklepu - nieco tańszy od powyższego szkła do fuji).
Tak naprawdę nie miałem ciśnienia na te zakupy, dopóki nie trafiliśmy ostatnio do parku w Dublinie i nie spotkaliśmy bawiących się wiewiórek - o ile nowe fuji z tym szkłem "kitowym" 15-45mm robi bardzo ładne zdjęcia PARKU itp. ale jednak WIEWIÓRKI z 15m odległości sensownie nie robi... co mi ciśnienie na zakupy nieco podniosło. A w trudnym wyborze pomiędzy opcjami dwa i trzy pomogła niezawodna mła-żona, której idea przekładania obiektywów w JEJ fuji i ciągania go na wycieczki jakoś wcale się nie spodobała. Z innej beczki, jeśli ktoś zapomniał - Irlandia to zadupie świata, i np. obiektyw musiałbym zamówić, a panasonic był od ręki w sklepie...

I właśnie tak wylądowaliśmy z Lumixem FZ1000 w miejsce zepsutego Finepix X-S1.
Co panasonic FZ1000 ma dobre? Regulacje i gałkologie ma wystarczające (choć skądinąd zbędnych wodotrysków ma chyba więcej niż fuji) i zdjęcia jakieś robi... Tak naprawdę prawie wszystko ma o stopień lepsze niż zabytek X-S1: jest nieco lżejszy, sensor trochę większy, AF szybszy i lepszy, szkło jaśniejsze, komunikacje bezprzewodowe, stabilizacje jakieś, itd. itp. sporo zalet.
Co ma gorsze od starego X-S1? przeciętny elektryczny zoom zamiast "błyskawicznego-energooszczędnego" ręcznego; zoom jednak zauważalnie "krótszy" (ekwiwalent 400 vs 600mm); korekcja wizjera do -4 (jak wszystko obecnie, chyba; a nie do -5 czy nawet nieco więcej w fuji). Z rzeczy pobocznych ma nietypowy kabelek USB (niby ma WiFi itd. więc kabelek zbędny, no ale dostaje -137 punktów za sam fakt, że nie dali typowego USB mini/mikro/C; a co ciekawe, ładowarka baterii jest na USB-C...). Ma też jakość wykonania "made in China", oczko niżej niż "made in Japan" w starym fuji (ale bez jakichś katastrof).
Wzg. innych "bridge" na rynku które rozważałem, wydaje mi się środkową półką i z dobrym stosunkiem zalety/monety - jest sporo aparatów w tym stylu o połowę tańszych i nieco gorszych, ale zapewne wystarczających do fotografii 'internetowej' jaką co najwyżej uprawiam, tj. bez filmów 4K, zabaw po ciemku, w wymagające migawki/ISO itd.; zauważyłem też parę znacznie droższych i lepszych (ale czasem - jakby niewiele lepszych).
Zobaczymy, jak będzie się sprawował w warunkach bojowych-wycieczkowych. Na razie bawię się tylko w domu i zagrodzie w zdjęcia testowe.
(A ten paw i komin na domu - to u sąsiadów, z jakichś 30-40m; te pawie są taaakie "zabawne", np. nic ich nie powstrzymuje, a nawet chyba powstrzymać nie może, żeby nam pod drzwi nie przychodziły... BTW możemy zrobić konkurs memikowy na podpisy do tej jego akcji-dyskusji z kawkami na kominie, że nad pawiem jest dymek nr 1, nad kawkami nr 2, np. "A zezwolenie na tę antenę jest?! - Ale panie władzo, to nie my nadajemy, to sroki...")
[edit 28/06/2021]
Wrzutka z testów w warunkach bojowy, tj. z wczorajszej przechadzki po Dublinie - przykłady zastosowań które mnie najbardziej interesują i raczej trudne byle komórką, tj. makro w różnych dziwnych okolicznościach tudzież jakieś kolekcje, muzea itp. po ciemku oraz to co komórką da się spoko, ale aparatem lepiej, czyli zwykłe "pocztówki". Po kliknięciu powinno dawać zdjęcia w full rozdzielczości, niecięte, niegięte, JPGi wprost z aparatu.
W szczegółach, muszę się jeszcze nieco douczyć tego aparatu, ale ogólnie rzecz biorąc, zatwierdzam do użytku, królowa jest zachwycona oraz polecam tego allegrowicza.