... czy też raczej "muza w sztuce łucznictwa" a może "zen w DeCeDe". Gdyż Dead Can Dance wrzuciło niedawno mini-filmik (bo teledyskiem trudno mi to nazwać), który dostarcza wielopoziomowo w temacie muzyki, wizualnie, łucznictwa japońskiego tj.
kyudo i w ogóle na maxa hej.
(
mushin w zen, to powiedzmy "pierwotna bystrość umysłu" czy "umysł nie-świadomy" czy "umysł nie-przywiązany" czy jeszcze inaczej, jak próbowali to przetłumaczyć różni autorzy i tłumacze przez wieki, np. jest o tym sporo w "Zen w sztuce łucznictwa" E.Herrigela. O łucznictwie też coś tam jest.)
Cóż mogę rzec poza tym, że leżę plackiem w podziwie. Ale też hasztag ACONOWEGO? skoro leżę plackiem w podziwie przed DCD od ponad 30 lat.
I przed japońskim łucznictwem też, chociaż nigdy nie miałem "ręcznie" do czynienia, ot, tyle co czytałem o tym, czy widziałem w TV czy w sieci, no może też widziałem troszkę w Japonii. Ale np. sentyment do
kyudo mam chyba większy niż do japońskiej szermierki, mieczy japońskich i okolic, czyli znacznie bardziej modnego tematu; w końcu jakieś tam podróbki mieczy japońskich mam na półce, a łuku czy strzał japońskich nie mam... Zresztą, są mody i mody, nowe albo i stare - taka ciekawostka np. w sumo; w turniejach poza główną wygraną są czasem przyznawane nagrody dodatkowe za ducha walki, za technikę itp. Fizycznym trofeum głównym są puchary jak w świecie zachodnim, ale przy nagrodach dodatkowych są to nadal - ozdobne strzały japońskie "z dodatkami".
Bo Japonia nadal żyje i oddycha w duchu rożnych tradycyjnych "sztuk" związanych z zen i shinto, może mniej i mniej z każdą dekadą i pokoleniem, ale jednak - nadal.
Z nieco innej beczki, jedyne obrazy jakie obcy ludzie ode mnie kupili, to dwa dokładnie w temacie
kyudo. Taka prawda. Nie żebym czuł się od tego zawodowym malarzem, bo ze mnie jest raczej malarz pokojowy, a nie olejny czy akrylowy, ale jednak - jacyś ludzie TYLKO ten temat w moim nieudolnym wykonaniu kupili...
Wykonanie Dead Can Dance i spółki jest około 79 razy lepsze.