Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:23
@Gatling @sroko-chomiki Zdefiniuj "skład...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:18
Oj bo na koralky.cz mają co jakiś czas wyprzedaże...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 10:34
@Gatling "Panie, czy pan mnie usiłujesz obrazić?",...

Gatling - Dialogi
Sun, 9 Sep 2018 17:03
Koraliki japońskie, unless Preciosa wypuściła...

hellk - Top gun
Mon, 3 Sep 2018 16:12
@bibliografia Jakieś 10 lat temu dostałem od...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2018-07-07, sobota
Tagi:  szrot
___________________________________
Po miesiącu (za)mieszania temi rencamy na naszym szrocie, "małe" podsumowanie, czyli gry i zabawy w kupna-sprzedaże, pełna recenzja naszego "nowego" lexusa GS430 V8, w moim standardowym formacie, plus luźne uwagi o tym i owym:

Lexus GS430 and GS300Miej pan serce dla biedoty, kup pan lexi od sieroty

Pierwsza warta wzmianki akcja odbyła się przy zakupie GS430 srebrnego, bo rozgadaliśmy się z pakistańskim właścicielem, niczym na jakimś zlocie szrotwagenów i udało nam się odwalić klasyczny numer, czyli każdy z nas wziął odcinek dowodu rejestracyjnego, który powinien wziąć ten drugi, tj. ja zabrałem "duży" dowód, a on zostawił sobie odcinek dla nowego właściciela. No dwa nieogary, a niby obaj dorośli i nie pierwszy raz handlujący autkami w UK... Zorientowałem się, jak do domu dojechałem, i już było za późno, bo po południu gość wysłał "mój", niewłaściwy odcinek, pocztą, do ekwiwalentu Wydziału Komunikacji (w skrócie DVLA; dla ustalenia uwagi, tu się wszystko związane z samochodami - kupnem, sprzedażą, rejestracją, podatkiem drogowym, itp. załatwia pocztą albo online). Co zabawne, na odcinku jest w nagłówku "NIE WYSYŁAJ TEGO DO DVLA, MORONIE!" (no może bez morona), ale widocznie za małym drukiem.

Ale nie spędziło mi to snu z powiek (no, poprzedniemu właścicielowi może troszeczkę, gdyż bez "starego" dowodu nie mógł zdjąć wózka z bazy DVLA online, i podatek drogowy na nim wisiał), nieco przechytrzyłem formularze online, żeby założyć podatek drogowy na siebie bez "mojego" odcinka; po czym wysłałem, tak jak powinien poprzedni właściciel, właściwy dowód do DVLA do zmiany/kasacji (skanując wszystko solidnie, bo zostałem bez jakiegokolwiek kawałka dokumentu).

Że kraina tutejsza jest nieco inaczej skonstruowana niż np. kraj priwiślańskij, świadczy np. to, że zaraz przyszedł do mnie, listem z DVLA na ich koszt, "mój" odcinek, który pomyliliśmy i koleś im wysłał, razem z wyjaśnieniem, że sorki, ale na to się wozu nie zarejestruje, to jest tylko odcinek, itd. itp. całe pouczenie, dla niekumatych i nieczytających instrukcji obsługi (ok. powierzchni kartki A5 w dowodzie rejestracyjnym V5C opisuje dokładnie co i jak z nim robić).

A za dzień czy dwa przyszedł mój nowy dowód, jak powinien (BTW nie jest zresztą potrzebny do jeżdżenia czy ubezpieczenia, w praktyce wyłącznie do sprzedaży, modyfikacji wozu itp. no i do ustalania podatku drogowego ewentualnie).

Druga warta wzmianki akcja odbyła się w związku z niebieskim GS300, gdyż pomimo, że wózek je okej, okazał się zbędnym; na co nam dwa prawie takie same lexusy, a już szczególnie ten słabszy. Wystawiłem go leniwie na Gumtree, w cenie sensownej (dla mnie), z niepotrzebnym opisem co ma nadpsute; przez tydzień zaczepiło mnie ze trzech klientów online (jeden rzutki i szukający po (zbytniej) taniości; drugi głupi jakiś; trzeci entuzjastyczny, po czym unikający jakiegokolwiek kontaktu, stawiam na krótkotrwały entuzjazm napędzany kokainą albo alkoholem). Miałem wystawiać go na innych serwisach, może obniżyć cenę, itp. ale tu nastąpił nagły zwrot akcji.

Gdyż od pewnego czasu (rok?) jesteśmy w posiadaniu sąsiadów, bezdzietnej pary młodych miłych ludzi, ujeżdżających pozornie normalne wózki, ale w naszym rozumieniu masakryczne padaki (a że mieszkają "po przekątnej" nad nami, parkujemy obok siebie). Otóż wprowadzili się razem z (fanfary) alfą romeo diesel kombi rdza edition. Alfą. Romeo. Diesel. Kombi. Tylko cztery słowa, a kilka grubych błędów i młody człowiek z niejakim zacięciem do majsterkowania, stereotypowo wiecznie dłubiący w alfie... Wydaje się, że mieli typowy pomysł "kombi na wycieczki i przeprowadzki, diesel żeby tanio", ale skąd im się alfa romeo w tym równaniu wzięła, nie sposób pojąć.

W międzyczasie dokupili codzienny samochód dla wyraźnie wdrażającej się do codziennej jazdy sąsiadki (fanfary): subkompaktowego citroena C2, czyli też gówno na kółkach, tyle, że mniej zardzewiałe niż alfa romeo i wyglądające nieco lepiej. Ale nie żeby miało sens, i zaraz sąsiad spędził parę dni nak... młotem, bo sprzęgło w nim wymieniał pod chmurką, akurat w pogodzie pizgającej złem, na trzy "rzuty" bodaj wymieniał (może z powodu nak... młotem, może z powodu ciężkiej i jeszcze niewprawnej nogi kierowniczki na sprzęgle). Nawet chyba go ogarnął w końcu, gdyż sąsiadka jakoś tym jeździ.

A związek z naszym lexi jest taki, że moja żona miała nagły przypływ litości, kiedy zobaczyła przez okno, że sąsiad znowu coś w alfie dziubie, "idź i sprzedaj mu naszego lexusa". No, z głupim żartów nie ma, raz dwa poszedłem, zagadałem, sąsiad był raczej "na niekoniecznie", bo akurat nie wyrywał z alfy silnika, tylko pół tylnej klapy, i przegląd niedawno zrobił, więc raczej nie.

Za dzień czy dwa napadł mi żonę w biały dzień, kiedy w pracy byłem, że on przemyślał sprawę i że może jednak.

No to zaraz przele... wróć, przejechaliśmy się po okolicy, opowiedziałem mu ze trzy usterki, kolesław nieco zszokował się wypasami i odpychaniem wózka, a mnie zszokował, że "ależ cichy samochód" - DKJP, jakże musi klekotać jego alfa, jeśli 3 litrowy silnik z dwoma dużymi pęknięciami na wydechu załatanymi byle jak, wydał mu się cichy... Chyba ważnym selling pointem był LPG, bo wyszło mu, że stary luksusowy sedan kosztuje nieco mniej za milę, niż jego "oszczędny" diesel.

Stanęło, że się zastanowi, zastanawiał się mało-wiele, przedwczoraj z wieczora przyszedł, zadał kilka słusznych pytań dodatkowych (nawet próbował potargować się, z mocą 0.8 Prosiaczka z "Kubusia Puchatka") i ogólnie rzecz biorąc kupił, znaczy, pohandlowaliśmy na bagażniku srebrnego GSa o 11 w nocy (piękne szkockie lato mamy).

Z ciekawostek, spuściłem mu GS300 w promocji po dokładnie tej cenie, za jaką kupiliśmy go nieco ponad rok temu (w ogłoszeniu ambitnie podciągnąłem cenę nieco w górę, bo chciałem mieć żarcik "na 20 letnim szrocie da się zarobić", byłby to drugi raz w historii mojego złomowiska) - co dobitnie pokazuje jak tanie są szrotwageny, jeśli odpowiedniego gatunku (nie alfy romeo diesel czy renault meganki itp. złom); przejechaliśmy ponad rok i ponad 25tys.km w cenie paliwa, opłat i malutkiej kupki części.

Oczywiście, zaraz wczoraj poleciał gdzieś lexusem (dosłownie też chyba poleciał, jest pilotem, więc tyle co pojechał na lotnisko), a mnie przyszło napaść jego żonę dla odmiany, bo kontaktu do niego nie mam a zapomniałem go spytać/uświadomić, czy wie, że podatek drogowy powinien zapłacić natychmiast? Jest w tym temacie pewien problem w społeczeństwie, gdyż kiedyś podatek w UK "zostawał" z pojazdem, ale od paru lat jest refundowany byłemu właścicielowi z dokładnością do miesiąca, a nowy powinien opłacić go natychmiast po zakupie. I problem jest taki, że wielu ludzi tego nie wie (nadal np. niektórzy podają w ogłoszeniach sprzedaży, że wózek ma tyle a tyle opłaconego podatku, co nie ma żadnego znaczenia), a konsekwencje są takie, że jeśli poprzedni właściciel "zdejmie" wózek z bazy danych DVLA, to na drugi dzień pierwsza kamera na mieście czy w radiowozie policyjnym przysoli nowemu niekumatemu właścicielowi mandat za brak podatku drogowego. Co przykro spotkało kiedyś np. mojego szefa, który se odkupił służbową beemwicę i przecież był pewien, że wszystko jest opłacone tiptop, a o zmianie prawa zaraz dowiedział się z mandatu na bodaj 120 funciaków.

Rzecz jasna, sąsiad nie wiedział i pojechał se ot tak. Ale że mi się nie spieszy i DVLA jeszcze nie wie o transakcji, nic złego go nie spotka. Tyle, że sąsiad mi się telefonicznie rozpłynął w podziękowaniach, a sąsiadka na odchodnym strzeliła polskim "dziękuję", z niezgorszym akcentem o_O

Także tentego, zdaje się, że nadal będą stały obok siebie dwa GSy 2gen. na parkingu; jak podsumowują starzy znajomi motomaniacy "dwa identyczne strucle - od razu widać, że chory tu mieszka" oraz "będziecie mogli uprawiać majsterkowanie i psucie synchroniczne".

Tru story, bro.

Lexus GS430 next to Kylesku BridgeZrecenzuj dla mnie ten lexus GS430

1) Silnik - wolnossące benzynowe 4.3 litra V8. Rozwinięcie kultowej V8 4.0 z pierwszych LSów i potem SC i GSów, ale z zaworami z VVI, z elektroniczną przepustnicą, wystrojone pod większy moment obrotowy, itd. itp. Zresztą, te 4.3 też już ma status kultowy, bo gdzieś tak do połowy lat '00 jest wzg. łatwo przekładalne, tuningowalne, itp. W GSie z 2002 ma 290KM i 440Nm, i zaprawdę powiadam wam, te dodatkowe Nm (rzędu 50% więcej niż GS300) się czuje, dla motomaniaka - bardzo przyjemnie czuje. Nie ważne czy pod górkę, czy do wyprzedzania, czy w dowolnej akrobacji, zawsze słusznie wgniata i daje radę, pomimo ok. 2 ton wozu. Jest piękno i dobro, jest rzędu 5.7 do setki.

2) Skrzynia - klasyczny automat 5 biegów (po którymś liftingu rozbudowano do 6 biegów). Wszystko normalnie i bardzo przyjemnie, plus używa sprytnych "hamowań silnikiem" przy zjazdach, poprzednik 1998 (albo wersja 3.0?) tego nie ma. BTW również z powodu wzg. prostego automatu ten zestaw 4.3 jest kultowy jak wyżej, bo np. następne jeszcze bardziej podkręcone 4.6 z ośmiobiegowym automatem z późniejszych nie-hybrydowych lexusów już tak "łatwe" do napraw, tuningu czy przekładek nie jest.

3) Wymiary wnętrza - normalnie jak 4 drzwiowy duży executive, nic się nie zmieniło; wszystkie GSy pierwszej i drugiej generacji mają takie same wymiary wnętrza. Lexus LS czy S-klasse czy full sedan amerykaniec to nie jest, ale wystarcza spoko.

4) Ogólna stylistyka z zewnątrz - niestety, niewiele się zmieniło. Nadal przód "okularnika", brrr, i bryła dosyć "ciężka"; za to tylne lampy po liftingu znacznie ładniejsze. Reszta bez większych zmian, poza tępym ryjem nie widzę w nim większych problemów.

5) Zawieszenie i hamulce - bez większych zmian, tyle, że ten egz. ma lepsze niż poprzednik, któremu nigdy nie dopieściłem do końca zawiasu itp. Oraz jest wrażenie, że GS430 jest bardziej zwinny, pomimo nieco szerszych opon i cięższego ryja; podejrzewam nieco inne zestrojenie zawiasu i kierowniczego pod kontem "sportu", no bo jednak ktoś nie bez powodu kupował 4.3, znacznie droższe niż 3.0, i chciał to odczuć...

6) Napęd - klasycznie na tył, szpery chyba nie ma, nie ma nad czym się rozwodzić.

7) Jakość wnętrza - nieco wyższa niż golca przedlifta 3.0 sprzed 2000, acz bez rewolucji, jest bardzo podobnie. Lepsza skóra, nieco więcej drewna (porównywalnie z GS 1gen.), fajna moim zdaniem kierownica. Wykonanie i spasowanie, cóż, w 2002 nadal jak od Lexusa, czyli doskonałe.

8) Wygoda foteli - bardzo dobra, lepsza niż przedlifta (nie wiem czy to inna skóra (perforowana) i gąbki, czy różnica egzemplarzy).

9) Głośność w środku - nawet z dziurawym tłumikiem V8 tylko nieznacznie mruczy i jest przeciętnie głośno. No, kiedy V8 nieco wkręcić, bardzo efektownie "bulgocze". Po uszczelnieniu wydechów powinno być znacznie fajniej, tj. ciszej przy spokojnej jeździe. BTW znane są anegdoty, że klienci, szczególniej w USA, składali reklamacje na LSy i GSy, że nie po to kupili V8, żeby ani oni w środku, a jeszcze bardziej sąsiedzi, tych V8 nie słyszeli...

10) Wymiary zewnętrzne, kolor - zwykłe toyotowe sreberko, niby lekko wpadające w platynę, ale i tak dosyć nudne, poprzednik w niebieskim metaliku był znacznie ciekawszy. Wymiary takie same jak GSów 1 czy 2gen, normalne jak na 4 drzwi executive z epoki.

11) Gadżety wnętrza - w 2002 takie same jak przedliftowego 1998 mniej więcej, czyli nieco więcej zabawek niż w 1gen. ale pewnie mniej niż w rówieśnym "niemcu". Użyteczny gadżet wzg. przedlifta - trochę sterowania konsoli navi/audio zrobiono na kierownicy. Zniknęła regulacja wysokości świateł przednich, ksenony są samopoziomowane.

12) Audio, navi itp. - navi nieco zabytkowa ekranem i rozdzielczością, "niemodnie" sterowana dotykowo (i tak lepiej moim zdaniem niż nowomodne joysticki, pady, itp.), ale ratuje ją aktualizacja z około 2011 (zarówno firmware jak i map). Daje radę nawet w 2018, pod każdym względem, ogólnie bardzo intuicyjna i elastyczna, i przyjemna lektorka. Audio mamy standardowe czyli Pioneer ometkowany Lexusem (w topowych opcjach był Mark Levinson), zmieniarka na 6 CD, subwoofer; gra spoko i mniej więcej tak samo jak przedlift. Dodatkowe funkcje serwisowe "w panelu" bardzo ładnie zrobione - przeglądy (filtry, oleje, itp. kilkadziesiąt pozycji) włączane lub nie, programowane i zmieniane również przez użytkownika, a nie przez tajne programy u dealera.

13) Poduszki, kontrole trakcji itp. - doszły kurtyny okien bocznych, czyli w sumie 6szt. poduszek. ABS i kontrola trakcji jak w przedlifcie, normalne.

14) Bagażnik - bez zmian, dziwny kształt (bo nadal zbiornik paliwa pod spodem fikuśny), ale w praktyce wystarczający.

15) Ile pali - LPG w mieszanym cyklu mniej więcej 16-17/100 przy moich ciężkich stópkach. Pewnie dałoby się zejść jaki liter czy dwa niżej, jakby jeździć nudno i równo. Na benzynie nie mam pojęcia, pewnie tyle co fabryka podaje, o ile pamiętam w mieszanym średnio ok. 12/100.

16) Czy ma tryby sportowe, łopatki itp. głupoty - ma klawisz "power - snow" (czyli bez zmian wzg. przedlifta), który nieco ożywia ("snow" - nieco zmula) przepustnicę i skrzynię, ale bez rewolucji. Innych głupot nie stwierdzono. Z ciekawostek, ludzie przerabiają GSy 2gen (albo jeśli przekładają ten powerpack do czegoś innego) na skrzynię sterowaną łopatkami, jest to wzg. proste, chyba nawet jakieś zestawy części do tego ktoś produkuje. Nie wiem po cholerę ludzie to robią, ale robią.

17) Czy ma CD czy kaseciaka? - GS 2002 nadal dumnie prezentuje kaseciaka, skądinąd bardzo ładnie grającego i z nieco wstrząsającym sterowaniem przez komputer i ekran dotykowy (Lexus przeszedł do legendy utrzymując kaseciaki do 2010 o ile pamiętam, był ostatnim producentem nowych autek z kaseciakami). Ma też zmieniarkę na 6 CD. Nie ma fabrycznego podłączenia AUX, ajfonów, czy podobnych.

Lexus GS430, Campsie Fells, sunsetLuxusy a lexusy

Wnioski ogólne i szczególne po paru tygodniach używania - nieco dziwne, o ile więcej poliftowy GS430 "daje" wzg. poprzedniego GS300. To jest na poły obiektywne (oczywista wyższość napędu, nieco więcej gadżetów, nieco lepszy egzemplarz) ale na poły, chyba, subiektywne i względne. Wsiadając w GS300 pierwszej generacji czy drugiego z 1998 mieliśmy poczucie, że jest ok, że jest "jak w Scorpio", że wracamy po przerwie do właściwej dla nas niszy wygody, rozmiaru, mocy dużych sedanów executive czy segmentu E.

Przesiadka w pozornie bardzo podobnego GS430 polifta nagle daje dużo większe poczucie luksusu; różne drobiazgi i gadżety, stan wózka, no i silnior robią wrażenie, że to rzeczywiście luxury executive, a nie "zwykły" segment E. Ostatni raz takie uczucie miałem po przesiadce z pierwszego scorpio 2.0 golca w scorpio 2.9 Ghia RS.

Udział silnika V8 w tym wrażeniu, poza oczywistą nadwyżką mocy i momentu, mieści się też w tym, że kreci się on "właściwie", tak jak lubię i jak przyzwyczaiły mnie stare ciężkie V6/V8, tj. obroty są znacznie niższe i "mniej wysilone", niż rzędowej szóstki z GS pierwszej czy drugiej generacji. Zresztą, ten problem był też chyba jakimś ułamkiem przyczyny, że nigdy nie spodobały mi się kultowe rzędowe sześciocylindrowe BMW.

Wydaje się, że mógłbym zostać z GS430 na dłużej (niekoniecznie z tym egzemplarzem, czy nawet generacją - następny 3gen. jest nieco ładniejszy, ma jeszcze więcej gadżetów, i też jeszcze jest osiągalny z "normalnym" V8, choć już wtedy hybrydowy i "nienaprawialny" GS450 był mocniejszy); powiedzmy zmieniam samochody co roku, ale niektóre szczególnie miłe, jak rzeczone pierwsze Scorpio V6 Ghia, trzymaliśmy dekadę czy nieco ponad.

Zapewne można też podsumować to wszystko inaczej, przysłowiem "apetyt rośnie w miarę jedzenia".





Gatling
Thu, 12 Jul 2018 12:51:28
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious fun z fajnego sprzęta.

Boni avatar Boni
Thu, 12 Jul 2018 18:40:10
@Gatling

Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak, dojazdy do pracy, 35km w jedną stronę, zrobiły się drugim najprzyjemniejszym kawałkiem dnia.

A sąsiad na razie zadowolony, jakby mu kto szczeniaczka podarował, a nie lexusa sprzedał. Jeszcze nie wie, jak bardzo ma przesrane, tj. że po dłuższej chwili w lexi już nigdy nie będzie zadowolony z mniejszego/słabszego/gorszego wózka... BTDT.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018