Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 14:38
Coś w tym jest, że gadżety, luksusowe materiały,...

PoGOOD - Premium
Tue, 14 Aug 2018 13:33
W latach 2002-2005 sprzedawałem Volvo - wtedy dopiero...

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 09:10
@zz_top 1) silniki > X, ograniczenia "z dołu" -...

zz_top - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:30
Jak się bawić to się bawić :-) Samochód klasy...

Boni - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:24
@igor Ford ma jakiegoś zajoba na grzane przednie...

igor - Premium
Mon, 13 Aug 2018 18:12
Podgrzewaną przednią szybę miałem w Focusie, tak...

RobertP - Epoka wyuczonej bezradności
Mon, 6 Aug 2018 14:09
"15s z mokrą chusteczką niemowlacko-dodupną i się...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2018-03-24, sobota
Tagi:  szrot
___________________________________
Jakoś dawno nie było o szrocie, więc przy sobocie... bo przecież niedawno obeszliśmy bardzo po cichutku rocznicę posiadania obecnego szrotwagena, czyli niebieskiego lexusa GS300 drugiej generacji.

Lexus GS300 - Scottish WaterPrzez rok przejechał około 25tys km. Jak na nasze typowe warunki i pojazdy, to bardzo dużo. Z jednej strony, dojazdy do pracy nie zmieniły się, coś koło 40km dziennie, plus weekendy i wycieczki. Ale to powinno dać rzędu 15kkm. Dodatkowa dycha to używanie go zamiast samochodu służbowego, do rozbijania się po farmach wiatraków, po oczyszczalniach ścieków, stacjach uzdatniania wody, itp., od Isle of Wight na południu, po "na pn. od Inverness", czyli prawdziwe Highlands.

Jak to zniósł? Zaskakująco dobrze, jak na szrota w cenie ułamka płacy minimalnej, i przecież ma na liczniku w tej chwili 247.5tys km i prawie 20 lat. Na początku porobiłem nieco typowych rzeczy w "nowym starym" wozie, jakieś paski i oleje, jakieś detale hamulców. Potem nieco w zawieszeniu (miał rozklekotane przednie), jakieś drążki kierownicze, wymieniłem olej w automacie, filtry LPG. Miałem nosa, że przełożyłem mu koła 16" z tłustymi gumami z poprzednika, 17" na niskim profilu kosztowałyby nas srogo w komforcie i kosztach opon, na tych wszystkich zadupiach i zalesiach.

Jedyna poważniejsza awaria przez rok i te tysiące kilometrów, to rozsypanie się prostownika na alternatorze - chyba dobiła go starość i parę tys km w parę dni, w upale. Ale szczęśliwie kopnął w kalendarz na zakupach weekendowych po tych rozjazdach, i spoko dało się dojechać bez ładowania tu i tam, nie zdechł w trasie w połowie UK. Wymieniłem cały alternator na profi regenerowany, bo był w cenie w miarę wiarygodnego nowego prostownika (20 letnie używki prostowniki czy alternatory nie są u mnie mile widziane).

Inne drobne usterki były co najwyżej upierdliwe i nieliczne, jedyną którą pamiętam, to śmierć siłownika zamka w drzwiach pasażera. Skądinąd na tym przykładzie ładnie można pokazywać, że ceny części do lexi są nie tyle "drogie" co raczej "przepłacone" - siłownik importowany z Chin, jeśli wie się co i jak i od których toyot pasuje, kosztuje tyle co powiększony Big Mac; używka "do lexusa" w stanie nieznanym kilka Big Maców; za nówkę ori "od Lexusa do lexusa" trzeba dać ze 25 Big Maców.

Zacząłem kombinować nad czujnikami ABS, które "od zawsze" w nim świrują, przeważnie nie działają, zdaje się, że jeden albo oba przednie, ale mi się nie chciało - jakieś "zamienniki" leżą na półce od miesięcy, a lampki ASB i kontroli trakcji zakleiło się ładnie taśmą (nie żeby mnie wkurzały czy że wstyd i nieładnie, ale prozaicznie - raziły pomarańczowo przy jeździe nocnej).

Niefrasobliwość w temacie ABSu okazała się głupia, kiedy w śliczny letni dzień wyskoczyliśmy na "autostradzie" zza zakrętu i nagle mieliśmy przed sobą brak pobocza, zepsuty autobus na awaryjnych i hamujące i objeżdżające go osobówki. Trza było pocisnąć uczciwie hamulec, bo mieliśmy prędkość przelotową i było mało casu, kruca bomba, no i wyszło kiepsko. Cztery całkiem jeszcze porządne zimówki zamieniły się w kupę dymu, a poślizg (pomimo, że lato, sucho, czysty asfalt...) był taki, że dobrze, żeśmy nie zaliczyli bariery środkowej, złapaliśmy wewnętrzny niski krawężnik. Dodatkowo zdarzyło się to w okresie fakapu wyjazdowego, musiałem pojeździć chwilę na kwadratowych kołach, zanim nie wymieniłem kompletu, nie poleca się.

"Nowe" opony ("dobre używki", bo opony nowe i dobre, jakie bym widział na tym lexi, kosztowałyby ze 2/3 lexi, więc raczej nie) były niezgorsze, no ale nie zimowe, co dało się we znaki, bo jak na złość zima w tym roku w Szkocji była. Ale jakoś przejeździliśmy ją nie rozbijając się, zaledwie raz czy dwa był mały zawał z powodu poślizgu czy zsuwania się w tył itp. - bo jednak jeździmy po krętych drogach przez górki.

A propos zimy i śniegu, ale też błota np. na placach budów czy drogach szutrowych u klientów, bardzo pożyteczny okazał się przełącznik "na śnieg", druga strona typowego dla toyoty/lexi klawiszka "power". Tak jak funkcja "power" minimalnie dodaje kopa na przepustnicy i dużo agresji na skrzyni biegów, tak "śnieg" bardzo przyjemnie zmula przepustnicę i robi ze skrzyni biegów jakieś wirtualne bezpłciowe CVT. Co zaskakująco ułatwia jeżdżenie po śliskim mając RWD i >300Nm, znacznie bardziej niż się nieufnie spodziewałem.

Ponieważ trzyma się tak dobrze, drobiazgi zawieszenia czy ABSu nie spędzają mi snu z powiek, cała reszta jest tiptop, a nic podobnego w sensie komfort + wielkość + pałer + wypasy w tych cenach i kosztach nie sposób wymyślić tu i teraz (znaczy, musiałby się trafić w okolicy, bo ja wiem, GS430 czyli to samo ale V8, z LPG i w cenie fistaszków, ale to chyba w totka byłoby łatwiej trafić), przyszło zrobić mu przegląd, żeby ew. został na kolejny rok. Szczególniej, że w nowej pracy dojazdy będą nie 40 ale raczej 70km dziennie, plus pewnie jeżdżenia po klientach tyle samo co obecnie, więc wygodna maszyna z LPG jest na propsie.

Stąd przejrzałem w nim to i owo oraz wymieniłem, z niejakim trudem, kolejne kawałki zawieszenia (np. wahacze górne przód) - z trudem, bo najpierw zamienniki okazały się nieco niepasujące, a jak już się dopasowało, to okazało się, że jedna nakrętka wspawana w budę poddała się i gwint jej poszedł w pizdu. W związku z tym nie mam na czym ćwiczyć w domu, choćbym chciał, bo jedyna śruba pod ręką nadająca się na zamiennik przelotowy, zamiast wkręconej w budę, była akurat w atlasie, i jakoś nadal nie udało mi się tego wszystkiego uporządkować docelowo.

Dwa lata temu zaliczyliśmy ambitny i porządny przegląd poprzedniego GS300 w bardzo ą ę stacji, ale w międzyczasie przeszło mi i wróciłem do niskiego standardu obowiązkowych przeglądów; bo wszędzie, czy to w PL czy w UK, są stacje i stacje diagnostyczne, i diagności oraz diagności. I nie mam na myśli chamskiego dawania w łapę czy kupowania przeglądów. Powiedzmy, nawet w ramach tych samych przepisów i standardów jest miejsce na interpretacje i negocjacje, stąd z GSem trafiłem niedawno na przegląd do stacji i warsztatu Abdullaha, na dzielni niewyraźnej. A największą zagadką tego sporego warsztatu jest kwestia, czy jest on dodatkiem do meczetu, czy meczet jest dodatkiem do warsztatu.

Diagnosta (Szkot, nie jakiś kuzyn Abdullaha czy inny Rosjanin czy Polak, których kręci się tam sporo) rozumiał oczekiwania i potrzeby klienta, zajeżdżającego 20 letnim szrotwagenem, i w miłej atmosferze zrobiliśmy przegląd. Nawet w sumie uczciwie, bo okazało się, że to, co uważałem za możliwe usterki, diagnoście wisiało i powiewało. Co przeoczyłem i wpisano do akt jako uwagi, to minimalne poprzeczne pęknięcie wydechu przed tłumikiem środkowym (chyba uderzony przy przejeżdżaniu po jakichś wertepach czy potykaczach, bo GS 2gen mają solidne nierdzewy fabryczne i nie pękają łatwo same z siebie nawet po 20 latach) oraz jakaś opona zebrana jedną stroną (zdaje się efekt jeżdżenia z roztrzepanymi górnymi wahaczami odrobinę za długo, trzeba je było wymienić wcześniej a nie "na przegląd"). Na inne drobiazgi, a nawet grubiazgi moim zdaniem, machnięto ręką, w duchu "to są duperele, tak naprawdę nie rzutujące ani na bezpieczeństwo, ani na środowisko". Co miłe, bo akurat nie mam czasu i głowy na dopieszczanie szrotwagena. Chociaż od razu kupiłem u Abdullaha dwie niezłe używki - opony zimówki.

Zajmę się wózkiem na serio wiosną, jak już będzie jakaś. Bo jeśli ma zostać na kolejny rok z perspektywą kolejnych 25tys km, to może trza pomyśleć nie tylko o reszcie zawieszenia, tym nieszczęsnym ABSie, itp. ale o pasku rozrządu czy pompie wodnej czy świecach też. Może, bo jest tego towaru tyle w koło, że...








Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018