Firma Tannoy niedawno ogłosiła, że zamyka szkocką fabrykę zestawów głośnikowych i planuje kompletne przenosiny do Chin. Trochę przykre, że na 90 lecie, tudzież to jest nasz "folklor lokalny", obok Coatbridge przejeżdżam dosyć często po drodze do klienta. Ale w sumie, dosyć późno się wyprowadzają, długo walczyli.
Mam spory sentyment do Tannoya, sam nie wiem czemu. Chyba za całokształt. Za uczciwie spatynowaną historię. Za dobrze rozumianą "solidność". Z niezgorszy kompromis ceny, jakości brzmienia, jakości ogólnej, a przy tym bez szaleństw, klasycznie.
Zaczynali w Londynie w latach '30, od różnych różności elektronicznych-elektrycznych, dość innowacyjnych wtedy, a obecnie zapomnianych, jak prostowniki elektrolityczne (z czego poszła nazwa Tannoy, od stopów tantalu, tantalum alloy, używanych w tychże). Potem, w czasie drugiej wojny, dorobili się na systemach radiowęzłowych, tak bardzo zdominowali rynek, że określenie "tannoy" (także w wersji czasownika) stało się w UK synonimem radiowęzła czy nagłośnienia, na takiej zasadzie jak adidas czy dżip w swoich zakresach.
Potem do nagłośnień dołożyli najróżniejsze profesjonalne i domowe zestawy głośnikowe, z jednej strony klasyczne i solidne, z drugiej, potrafili machnąć innowacją jak "dual concentric", czyli wysokotonową kopułką w środku głośnika niskotonowego, zamiast osłonowego kapsla, i używać tego jako technicznego trademarku przez dekady.
W latach '70 wynieśli się do Szkocji, do nowoczesnej siedziby i fabryki w Coatbridge, nadal kontynuowali "dobrą robotę". Zawsze był to sprzęt z solidnej półki, może nie jakiś super-duper high end, ale top nagłośnień produkowanych przemysłowo i małoseryjnie.
Po 2000, na tle ówczesnych dziwnych przetasowań na rynku producentów audio, w tym głośników i zestawów, weszli w holding duński, zbierający do kupy małe firmy branży, od niezbyt masowego albo i raczej profesjonalnego sprzętu; zdaje się, weszli bardziej na zasadach joint-venture niż wykupieni, ale diabli wiedzą.
Nadal produkowali niezłe zabaweczki - małe monitory serii M były kultowe (zresztą, nadal są),
małe serii F używam od lat. Co może ważniejsze, nigdy nie trafiłem na jakiś "kaszan" od Tannoya, zawsze były to sprzęty dobre albo bardzo dobre.
Pożyjemy, zobaczymy, co zostanie z 90 letniej tradycji i dziedzictwa wyniesionego do Chin, czy innych Indii, Wietnamu. Sądząc po innych, po Blaupunkcie, Peerless czy Vifa - "życzę powodzenia, nie wróżę sukcesu".