Chyba niewielu ludzi lubi cudze kłamstwa. Swoje, potrafię sobie wyobrazić, ale cudze? No raczej nie. I nie zmienia tego, że mniej więcej wszyscy kłamią oraz mniej więcej wszyscy wiedzą, że wszyscy kłamią.
Podobnie z samooszukiwaniem, oczywiście. Wiadomo, kondycja Lucka jest taka, że bez samooszukiwania się czy racjonalizacji czy wyparcia (czy co tam aktualnie jest na topie w psychologii i okolicach), nie sposób funkcjonować; ale mało kto, w momencie uświadomienia mu ew. sobie, jest zachwycony, że tak uroczo fałszował różności o sobie czy świecie.
Ale czasem mam wrażenie, że jest taka spora szczelina rzeczywistości, gdzie ludzie powszechnie kłamstwo uwielbiają - to pęd za podróbką, surogatem, erzatsem, namiastką, blichtrem. Za rzeczami, które udają, że są czymś, czym wcale nie są. I przecież każdy to wie, widzi i rozumie, ale po co przepłacać i takie fajnie namiastki różnych materiałów, rzeczy, stanów i możliwośc nam pociska nowoczesny przemysł i biznes i cywilizacja. I kochamy to całe udawanie i wrażenia kupowane po taniości; nic to, że pozorne.
Można by grubą książkę napisać, zaczynając od butów na szpilkach i makijażu przez podróbki jeansów i rolexów tudzież skaj i folie drewnopodobne, a kończąc na tym, dlaczego ostatnio prawie każdy najtańszy haczbak przyponina musclecar, a crossoverek podniesiony 5cm udaje przemocnego SUVa, ba, prawie pickupa. Tudzież drugą, o podaży i popycie idei zastępczych.
Czy to normalne? Nie wiem, może; może zawsze tak było - pozłacane zamiast złotego, cyrkonie zamiast diamentów, turniura i gorset zamiast figury tej, kataginu zamiast figury tamtego, bawełna zamiast jedwabiu.
Ale ostatnio (w sensie dekad) jakby więcej tych zamienników. Mam teoryjkę, że to dlatego, że już tak dawno zasprzęgliły nam się przemysł i technologia "tańszego zamiennika" z cywilizacją, w sprzężeniu dodatnim - że coraz łatwiej i taniej o podróbki, więc coraz przychylniej na nie patrzymy i bardziej nam się podobają. I przez to, że w olbrzymiej większości jesteśmy względnymi biedakami-burakami, skazanymi na tani badziew, w miarę upływu generacji, wdrażamy się w miłe prawie-poczucia jakie daje nam prawie-prawdziwy produkt czy materiał, i chcemy więcej. I po pewnym czasie praktycznie nikt już nie pamięta, jakie były prawdziwe poczucia i odczucia prawdziwego produktu czy przedmiotu czy stanu.
I nawet nie idzie mi tym razem o problem jakości - podróbka czy zamiennik może być nie ustępujący pod wieloma względami oryginałowi; czyż bawełna nie jest milsza od jedwabiu, a płyta wiórowa praktyczniejsza od litego drewna? idzie bardziej o problem fałszu czy kłamstwa, stąd erozji rzeczywistości psycho- i socjologicznej; a nie tylko o problem utraty jakości w imię kosztów/zysków.
Bo mam też wrażenie, że to sprzężenie jw. w jakiejś sporej części odpowiada w obecnej epoce za podobne zjawiska w sferze czysto społecznej i niematerialnej - od jakiegoś momentu w tej sferze też zaczęto cenić "tanie podróbki" zamiast "prawdziwych stanów". Kiedy ktoś uważa, że ważniejsze poczucie bezpieczeństwa niż realne bezpieczeństwo. Albo poczucie władzy bardziej niż władza. Albo poczucie równości niż jakakolwiek mierzalna równość. Itd. itd.
Z drugiej strony, wydaje mi się, że napędza ten efekt mentalność ludzi ubogich i prostaków, mentalność czworaków, wioski zabitej dechami, nie ważne w Polsce czy Indiach czy Szkocji, czy z innego zadupia Rosji. Ci (my...) "z czworaków" oczywiście zawsze byli gdzieś tam w tle, przez tysiąclecia, i niektórzy czasem "awansowali", stąd zawsze nabijano się z nowobogackich i ich zamiłowania do "podróbek", powierzchownego blichtru, itd. ale - w nowożytnych czasach te setki milionów buraków stały się ważnym klientem egro wielką siłą i nieświadomą masą, kształtującą przemysł, idee, biznesy, rynek w kierunku "taniego zamiennika", tak pożądanego i ulubionego wśród cebulaków wszystkich miejsc i czasów.
Bo ci którzy mają czy oddziedziczyli kapitał, także kulturowy, jednak cenią wyżej poczucia dawane przez "prawdziwe" (gdyż bardzo często można drążyć głębiej, co tu jest tak naprawdę prawdziwe) materiały, stany, rzeczy, idee, a niezbyt cenią podróbki i blichtr.
I może to różnicuje też całe społeczeństwa, np. leży pod spodem etosu "protestanckiego" vs. etosu "polsko-folwarcznego" (jak dyskutowano np.
u WO ostatnio i w wielu innych miejscach i czasach); może dlatego niepodobna Polska do Finlandii czy Danii, bo w polskich głowach, nie ważne czy tych szlachecko-inteligenckich czy czworacko-buraczanych, od zwycięstwa kontrreformacji mniej więcej, mieszka przez pokolenia wielki zbiór podróbek idei, poczuć i wielkie pożądanie taniego zamiennika - a w głowach Skandynawów czy Niemców mieszka jednak pragnienie oryginału, a nie podróbki, i także w sferze poczucia i idei?
A raczej "mieszkało", bo mam wrażenie, że technologia i cywilizacja wytrwale i skutecznie konwerguje ludzi (i całe społeczeństwa) raczej w kierunku polskiego prostaka, ceniącego fałszywe bożki, niż w kierunku skandynawskiej klasy średniej, ceniącej "rzeczy nieskłamane".