Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2015-01-07, środa
Tagi:  fun, triptrop
___________________________________
Z odprysków dyskusji sieciowych przypomniały mi się jakieś stare, albo i nie takie stare, anegdoty związane z przekraczaniem granic, czasem także granic zdrowego rozsądku i porządku prawnego (tak troszeczkę tylko). Więc, wiecie, "bawiąc uczy", nie, no kogo ja usiłuję nabrać, to będą teksty w sens "bawiąc bawi" i żeby pośmiać się można nie ze mną, ale ze mnie.

Zrobimy to może w formie deko przypominającej kultowe i legendarne, acz zapomniane, "pieczarki", czyli będę pisał, co i kiedy i jaka jazda (niekoniecznie chronologicznie) aż mi się znudzi, a jak się nie znudzi, albo poprzypominam se, będzie minicykl. Aha, czasem anegdoty z drugiej reki, ale takie w miarę wiarygodne.

Bo troszeczkę świata się zwiedziło, co nie.

(2000, Okęcie)

Przed 2001 i datą wiadomą, było bosko, błogo, security w rejonach polskich czy duńskich czy niemieckich miało generalnie wyjebane, życie poróżujących płynęło należycie. Oczywiście, na liniach USA czy Izraela czy UK bywało deko inaczej, ale Okęcie-Kopenhaga? Prfff.

Lecę na parę dni z koleżeństwem z nowej pracy (bodaj pierwszy miesiąc? BTW pokrewna, przezabawna, no boki zrywać, historyjka załatwiania paszportu w 3 dni przed tą podróżą, to może na inną okazję). Dele mini, więc mam tylko duży neseser jako podręczny. Koleżanki nadały walizy, a i tak obwieszone torebkami i duperelami, a tu przecie wolne cło kusi - stąd E. prosi mnie, czy bym nie pomógł i ponosił jej ciężką reklamówkę, bo ona po sklepach koniecznie. Mam wolną łapę, niech i tak będzie. A średnia reklamówka rzeczywiście uczciwie ciężka.

Mija pół godziny znikąd, otwarli gejta, ludzie pomału się ładują, niby do otwarcia samolotu daleko, ale znudziło mi się łażenie z dwoma ciężkimi torbami, jak jakiś orangutan, no i zara miejsc siedzących na gejcie nie będzie, a koleżanek jakoś nie widać - wymyśliło mi się, że lotto mi to i idę na gejta posiedzieć. Rzucam walizkę i reklamówkę na rentgen, sam na bramkę, oczywiście jakieś klucze czy monety mi brzęczą, ze trzy razy się opróżniam z metalowych części w nerwie, ale w końcu przechodzę. Za rentgenem łapię neseser, ale nie widzę reklamówki koleżanki, więc rozglądam się bystrze i moje czujne oko notuje sympatycznego pana w mundurze moro, siedzącego sobie na ławie w typu szkolnej, a obok reklamówka wyglądająca na nieco zagubioną. Wyczuwając intuicyjnie, że zagubienie reklamówki maskuje jej podejrzaną przeszłość a nawet zawartość, tudzież niepewną przyszłość, daję panu w moro znak-sygnał, że niestety, kurteczka, to chyba moja zguba. Pan w moro się nawet w miarę uśmiecha, i upewnia się czy to moje? Koleżanki. Ahaaa (to takie charakterystyczne, mundurowe, nieco wątpiące, łatwo dołączalne do protokołu "ahaaa"). I zadaje zupełnie bezsensowne pytanie "Co jest w środku?".

No przecież ni chu nie mam pojęcia. I tak mu mniej więcej mówię, chociaż chu to miałem w wyrazie twarzy raczej. "A czy możemy to otworzyć?" - "No pewnie, że ku, znaczy, cholera, możemy; sam jestem ciekaw, co mi za ciężary wtryniła podejrzane...". Wyciągamy spod jakichś śmieci i papierów fest ciężkie solidne tekturowe pudełko wielkości cegły. "Możemy to otworzyć?" - "Pewnie, rozklejamy to gówno" - rozklejamy taśmy i tym podobne i co widzimy? pudełko równiutko napakowane rdzeniami magnetycznymi od średnich styczników, full i do pełna. Od razu wyrywa mi się "christ, rdzenie do styczników zapakowała, to pewnie próbki do laboratorium naszego pracodawcy... zamiast wysłać kurierem, no co za nieogar, doprawdy... A wam pokazało się na rentgenie jak cegła ołowiana?" - pan wyjął ze dwa, przyjrzał się, pomyślał, pobawił się, westchnął i mówi "no dobra, niech tam, pakujemy i niech pan to zabiera" - "A dziękuję bardzo" - wdzięcznie widzięczny chwytam manele i spierdzielam spocony na fotelik, akurat zaraz obok rentgena. Ale wkurzyłem się uczciwie i na siebie, że debil i nie wie z czym do samolotu idzie, i na koleżankę, że bez faktury w zasadzie przemyca próbki; a dla ustalenia uwagi, leci z nami dyrektor K. raczej ostry i zaraz tu będzie, a ja "nowy", i tylko mi tego potrzeba, żeby mnie zastał, jak awanturuję się z pogranicznikami albo w kajdany idę.

Ale kiedy bardzo powoli wraca mi zen, następuje taka jazda dodatkowa bez trzymanki: kolejka przed rentgenem i bramką się zagęszcza, są i koleżanki, E. i E. No i nagle ta bardziej winna nie może przejść przez bramkę, bo brzęczy. Oczywiście bramka na koleżankę, a nie odwrotnie. E. przegląda trzeci raz torebkę i kieszenie. Pan w moro, akurat ten sam z którym miałem do czynienia, znudzony podpowiada, że może klamra paska. Pasek na rentgen. Że może coś w tylnej kieszeni spodni. Tyłek do przeglądu, nic. Kolejka z tyłu może nie napiera, ale czuć jej oddech na plecach, nieprawdaż. "Pani pokaże jeszcze raz torebkę, czasem szminki w metalowych tubkach wyją" - E. jakaś taka nagle zrumieniona, niczym dziewica na spotkanie kochanka, wahając się otwiera przed panem w moro swoją nieco nabrzmiałą acz kształtną, co to ja... aha, torebkę; pan w moro zagląda i nagle jak się nie wyprostuje i na cały hall "A TO PANI JEST OD TYCH STYCZNIKÓW!!!". No myślałem, że koleżanka popuści, kolejka jak jeden mąż cofnęła się o krok - a ja ze śmiechu mało nie spadłem z fotelika, pan w moro ogląda się na mnie i szczerzymy się do siebie jak jakieś pospolite szczeżuje. Po czym pan (metaforycznie) docuca nieco i stawia do pionu koleżankę i każe jej wsadzić cały majdan na rentgen.

Bo wiecie, E. miała torebkę pełną cewek, do tych styczników, od których rdzenie ja usiłowałem przemycić. A pan w moro miał pojęcie o osprzęcie elektrycznym skrzyżowane z pracą kontrwywiadowczą na bardzo wysokim poziomie, skoro na pierwszy rzut oka rozpoznał obiekt, dodał 16 do brązowego, przeprowadził dedukcję, no i dał przykładną nauczkę - więc już darowałem E. należny ochrzan.




(za tytuł, moim zdaniem bardzo zabawny, kredyty należą się mniej więcej tutaj)








Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

janek.r - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 19:44
Paradox zarezerwowany na

Boni - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 17:13
No tak napisałem, jakbym pracował w R&R, aż...

charliebravo - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 16:21
OMG. Wow! Ale pracujesz bezpośrednio dla R&R, czy...

Boni - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 15:53
@charliebravo No tyle kojarzę, że to powinien być...

charliebravo - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 14:41
@myself No chyba że nieoryginalne - z tego co...

charliebravo - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 14:28
@brzmienie Mustanga vs Spitfire To musieli coś...

tyz_Aniou - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 11:21
To ja już podjąłem Solenne Postanowienie Dotarcia.

Boni - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 10:56
@janekr Przyjdziemy, pewnie około 18, bo już...

janekr - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 10:46
Paradują w czwartki. Jakiś stolik się znajdzie....

Boni - Notka zastępcza
Wed, 25 Apr 2018 09:03
@Aniou @paradox Jesteśmy jeszcze; zdaje się...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.87   BS 2012-2017