Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 10 Dec 2018 15:46
Wpadło mi dzisiaj coś takiego. Może nie jest to coś...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 13:35
@zz_top Tak szczerze, to nie ogarniam i nie wnikam,...

zz_top - Premium
Wed, 14 Nov 2018 08:52
Ej, ale czemu ty jako premium szukasz w Audi A7 czy...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 03:11
Obejrzałem sobie różności i powiedzmy, chyba...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:24
@zz_top A to faktycznie porażka. Powiedzmy, dalsze...

zz_top - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:07
Nawet mnie zaciekawiłeś tą germańską trójcą i...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 19:47
@zz_top Zapewne masz rację, tyle że z merolami ze...

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-12-21, niedziela
Tagi:  varia, fun
___________________________________
Przez jakieś dziwne wspominki, tudzież zaśmiewanie się po raz kolejny z przeprowadzkowieckiego Radkowieckiego, przypomniało mi się, że miałem kiedyś zamiar opisać struktury pionowe społeczeństwa siłacko-prawdziwie-mięskiego (bo same się nie opiszą, gdyż nie mają do tego, jak to mówią, głowy). I oto jestem.

Spektrum siłackie, w sensie bajek i opowieści, rozciąga się od facetów przeciętnie silnych po pudziany i conany. No dobra, ci o wyjątkowo słabych warunkach fizycznych, to są szybcy, albo wytrzymali, albo mają dobrą koordynację. Słabych facetów nie ma.

Ale tak jest tylko w bajkach i opowieściach, szczególniej w tych inteligencko-miastowych, gdzie opowiadający swą siłę "testują" na siłowni, albo przestawiając szafę, albo coś podobnego, no i w historii z życia chłopców, nawet jeśli mają lat 20 czy 25. Prawdziwy ranking siłki dorosłych facetów idzie trochę inaczej.

Najpierw są całkiem spore rzesze chłopców i mężczyzn, którzy w ogóle nie mają do czynienia z pracą fizyczną czy wysiłkiem; najwyżej z małoekstremalnymi odmianami sportów. Więc w ogóle siły nie mają, i nawet nie wiedzą, co to takiego, tak naprawdę.

Potem są równie spore rzesze facetów, którzy dorywczo zajmują się aktywnościami rzeczywiście wymagającymi siły (albo sportami ekstremalnymi wymagającymi siły), więc korzystając albo z wrodzonych warunów albo z jakiegoś treningu, popróbowali, sprawdzili się nieco i wiedzą na co ich stać, a na co nie bardzo. Ci przynajmniej wiedzą, co to znaczy mieć albo nie mieć siłę do czegoś (i jak się łączy z tym wytrzymałość). Tu się łapie Radkowiecki czy ja (no bo wiem że 100kg silnik czy skrzynię mogę se nosić czy obracać, albo że 200kg konstrukcję moge postawić do pionu (sprawdzić czy się zaraz nie przewróci na coś/kogoś), albo mogłem rozładować 500 bloczków gazobetonowych w mniej niż godzinę, itd itp). Tudzież przeciętni bodybuilderzy czy inne grubasy tu się załapują.

Potem jest, coraz mniejszy procent (bo automatyzacja, mechanizacja, deindustrializacja itd.) facetów, którzy pracują fizycznie jw. ciągle a nie dorywczo. Czyli ci, którzy codziennie targają 100kg silniki, albo rozładowują bloczki; wszyscy przysłowiowi drwale czy zbrojarze-betoniarze czy smolarze - kumple Radkowieckiego itp. Przeciętny człenio, szczególniej inteligencko-miejski z pierwszego świata, nie zdaje sobie w ogóle sprawy, jak twardzi i silni są ci ludzie. I jak bardzo kosztowne to jest na ich zdrowiu i życiu. Okej, powiedzmy, że tu łapią się też mocno trenujący siłacze i sportowcy, bo czemu nie.

A potem, są nieliczne okazy, mutanty i potwory, które zgodnie z rozkładem normalnym muszą wystąpić, w siłactwie też. I jak się takiego mutona zaobserwuje w środowisku naturalnym, to człowiek przeciętny, a nawet taki z grupy prac-fiz czy prawdziwego dresiarstwa, stoi w podziwie i zadziwieniu (i bardzo cieszy się, że czasy walk na miecze czy topory odeszły w historię). Spotkałem parę takich okazów w poprzednim życiu, no to się podzielę anegdotą, nieprawdaż.

Był sobie kolo, który miał ksywkę Mniam, nie pytajcie skąd ją mniamł bo nie wiem. Koło 2m, budowa bardzo zacna (jak przeskalowany mocno pływak, a nie jak siłacz czy bodybuilder), miał ze 25 lat wtedy; inteligentny przeciętnie, urody normalnej plus nos prawdziwie rzymski. Pracował całymi dniami przy przecinaniu świń wzdłuż (przez kręgosłup, takim mniej więcej sprzętem, to jest podwieszane na wyciągu, ale bezwładność i masę ma jak trzeba, a ciąć trzeba dokładnie). Do tej roboty dawano najsilniejszych i najsprawniejszych, ale Mniam to był, moi drodzy, inny level. Na przykład kolega-elektryk dorabiał u Mniama na budowie i taka akcja - ojciec Mniama manewruje z taczką pełną betonu, spadło mu kółko ze ścieżki-deski, taczka natychmiast wbiła w glebę, że nie sposób jej ruszyć. Ojciec woła Mniama, żeby pomógł, Mniam podchodzi i bierze taczkę pod pachę, jak ja torbę z notebukiem, i pyta "gdzie ci to zanieść" (tu koledze kielnia z ręki z wrażenia wypadła), ojciec na to "postaw to Sławuś, bo się podźwigniesz", Mniam, zero zdyszenia czy wysiłki, znudzony: "ojciec, GDZIE CI TO ZANIEŚĆ?" i poniósł na miejsce. Komentarz kolegi "od dziecka go znam, w piasku się z nim bawiłem, ale że taki silny jest, to nie myślałem...". I naprawdę trzeba spóbować się z ch... ciężką i nieporęczną taczką betonu, żeby zakumać, co to znaczy podnieść ją se ot tak, pod pachę.

Drugim etatowym ubojarzem pracującym na pile, był Troll. Też nie wiem, skąd miał ksywkę, no ale wyglądał nieco jak troll - wielki, pokraczno-baryłowatej konstrukcji, łapy długie jak u orangutana, bary równe z uszami (ale też - tak się garbił i "wciągał" głowę), morda zbójnicka i zarośnięta jak u Rumcajsa, no i inteligencja nie najwyższej próby (ale o tym później może). Kiedyś taka akcja - ubój zatrzymany, przegląd i sprzątanie, dłubię przy regulatorze zaworu parowego, a obok dwu hydraulików przesuwa (demontaż i montaż) rury wodne i parowe, do oparzelnika i jakaś umywalka. Dla ustalenia uwagi, hydraulikę montowała parę lat wcześniej firma ze Śląska i kopalń, której "fizyczni" mieli podejście "każda złączka ma się wkręcić do końca planowanego gwintu - jak pęknie złączka albo rura, to znaczy, że była za słaba". Dla dalszego ustalenia uwagi, chłopaki rozbierają rury 2 cale. Dla jeszcze dalszego ustalenia uwagi, P. (młodszy) i R. (starszy) są fizyczni jak cholera i silni jak diabli, prawdziwi hydraulicy z poprzedniej epoki; takiego inteligencika 100kg jak ja zadusiliby jedną ręką, drugą piwa nie rozlewając. No ale dyskutowanej pionowej złączki/rury nie mogą ruszyć na milimetr - pogięli maskownicę w suficie, "zacięli" dwa wielkie klucze do rur na obiekcie; uszkodzili blaszaną ścianę (bo próbowali "przez nogę", zapierając się z buta o ścianę, jeden z prawej, drugi z lewej, ciągnąć te klucze), a rury ani drgnęły. Zapoceni, wkurzeni, czas goni, a jeszcze ja polewam się z nich z wyżyn przy zaworze parowym, że słabiaki. No i w chwili wytchnienia między szarpaniem się, nagle przechodzi przez pustawy ubój Troll, a R. przytomnie do niego "Andrzej, Andrzej, nie pomógłbyś nam? bo nie możemy odkręcić...". Na co Troll błysnął nam oczami z głebi rumcajsowatego zarostu i spod okapu śmiesznego małego (na jego ceberku) kasku ochronnego, i kiwnął łebkiem, że owszem. Po czym wziął w te swoje wielkie łapy po metrowym kluczu, jeden prawą, jeden lewą garścią, i po prostu przyciągnął je do siebie, jak wielkie nożyce; z takim charakterystycznym "tchrchrchrttttt" drobno pękającego metalu. Po czym "odblokował" klucze z cichym "ping" metalu wydającego odgłos znacznej ulgi. No jak byliśmy tam we trzech, tak we trzech zaniemówiliśmy. A Troll oddaje im klucze, mówiąc swoim powolnym basem "weźta, bo jeszcze wam je urwę...". I poszedł sobie. A my po prostu nie wierzyliśmy w to co widzieliśmy - bo jakże to tak, żeby człowiek niewiele większy od przeciętnej, miał łapy i klatę silniejsze niż DWU nieułomków ma RAZEM nogę, plecy i łapy i to bez widocznego wysiłku?

Ale potem mi na tle powyższego opowiedziano, że Troll jest klasą sam dla siebie, w całej gminie, i różne legendy o nim krążą. Jak ta, że za młodu kiedy pracował w magazynach w Z. przyszła kiedyś w niedzielę taka zamieć i śnieżyca, że zasypało cały obszar metr z hakiem; wszystko przestało jeździć, ludzie utkwili w domach, itd. No i na magazynach "bawełnianki" w Z. i w całym zakładzie literalnie nikt się o 7 rano nie stawił do pracy, a strażnicy nie mogli zejść po nocy, bo miasteczko i wszystko zasypane. I nagle, około 9 na magazyn wparowuje zmęczony Troll... wszyscy zdziwieni, jak on dotarł, bo jeszcze nawet głównej drogi nie odśnieżyli, o wioskach i zadupiach nie mówiąc? A na przełaj przez pola poszedł, daleko nie było, ze 4km. Ale jakże to tak, kiedy śnieg w pas, jak nie lepiej?? Wzrusz gigantycznym ramion. Ale w zasadzie po co lazł do pracy, skoro nic nie jeździ i nie ma co se dupy zawrać robotą, bo tu klęska żywiołowa?? "Ojciec kazali" (paczcie, jaki Kiemlicz się znalazł...). Podobno ścieżkę, jaką wyrył przez pola było widać do wiosny...

Był jeszcze trzeci okaz, równie silny i wielki jak powyższe, tak uczciwie ograniczony umysłowo, że popracował zaledwie miesiąc czy coś koło, i musieli go zwolnić, nie ogarniał poleceń i pracy. Ale silny był jak koń, tyle, że z głupoty wódkę lubił i plątał się w towarzystwach knajacko-szemranych (to inne historie i morały). Nawet już nie pamiętam jak miał ksywkę/na imię.

Jakby tu podsumować. Może anegdotą jeszcze, dosyć namacalnie związaną z rąbaniem (się) toporami i mieczami i dlaczego broń palna albo miotająca nagle wydaje się pięknem i dobrem i wyrównująca szanse, jak człowiek się popatrzy na pudzianów jak powyższe, pracujących przy mięsie.

Piła, jaką wspomniałem wyżej i którą pracowali przeważnie Troll i Mniam, potrafiła się zepsuć, wysilony silnik, ciągle na mokro, te sprawy. Co było liche, gdyż taśma ubojowa wieprzowiny była w typie ruchu ciągłego - więc mieli na przecięcie świni na połówki, przez kręgosłup, jakieś 4m pomostu i 10 sekund. A zatrzymanie taśmy było trudne, gdyż ze świnek zatrzymanych w oparzalniku zaraz robiło się parę ton rosołu i nie wyobrażacie sobie, jak trudno doczyścić z niego wielką wannę wodno-parową, nawet jeśli miłosiernie żadna świnia nie pękła... plus świnie kosztują. Więc na podorędziu na uboju była piła zapasowa, identyko, do przełączenia plug and play w razie awarii. Ale zdarzyło się raz, akurat przy mnie, że zapasowa, podłączona awaryjnie, tylko gwizdnęła i zadymiła. No zrobiło się zupełnie nieciekawie, awantura z bieganiną, elektrycy próbują na chybcika podłączyć trzecią piłę (inne zasilanie itd. nietrywialne), a tu ubój idzie... w tej sytuacji przechodzili w tryb "na ręczną" - czyli rozrąbują świnię tasakiem w typie "nierdzewny berdysz na krótkim trzonku" (nie potrafię wyguglać takiego wzoru, nie jak typowy topór masarski czy siekiera, przypominał raczej przeskalowany 5x tasak chiński, z nierdzewu i teflonu); przypomniam, w około 10 sekund, świnię wiszącą-jadącą na taśmie, i każde rozrąbanie poza kręgosłup liczy się za błąd i taka sztuka idzie na prawie-odpad, a nie jako połówki.

No i jest taka akcja, że do końca zostało kilkadziesiąt sztuk, i gremium (obaj brygadziści, Troll i Mniam) ustalają, że spróbują dokończyć ręcznie, skoro elektrycy się motają piłą. Zmieniają się co 10 sztuk, jeden rąbie, drugi w tym czasie odpoczywa i ostrzy tasak. Zaczęli przysiadać kondycyjnie po 2 zmianie, chciał im pomóc brygadzista A., doświadczony ubojarz, silny wielki żylasty facet - wysiadł po TRZECIEJ SZTUCE... z trudem dokończyli, akurat jak elektrycy podłączyli trzecią piłę.

Morałów jest z powyższego kilka. Np. gdyby to była średniowieczna bitwa w "zatłoczonych" warunkach, zabiliby we dwu, niech dwu i pół, coś koło 300 ludzi w dosyć ekspresowym tempie. I nie są to bajki o Kiemliczach czy Samsonie czy Iliada czy Wikingowie czy szkockie legendy klanowe, ja ich widziałem. Co jest wielostronnie straszne.

Inny poboczny jest taki, że mutony są przeważnie łagodne, z natury albo ospałości albo z braków inteligencji (i nie wiem, na ile to są rzeczywiste deficyty, a na ile wycofani są tylko, bo nikt ich nie słucha i nie rozmawia, gdyż wszyscy się ich boją, a oni nie bardzo kogokolwiek potrzebują) - dla wielu z nich obraz pokazany w "Zielonej mili" postacią Coffey'a jest bardzo prawdziwy.

Inny jest taki - radzę, szczególnie młodszym i/lub wychowanym w cieplaranianych warunach facetom, a nawet takim dorywczo siłującym się ze sprzętem czy innym dresiwem, jak ja, doceniać siłę prostego narodu oderwanego granatem od michy i ciężkiej fizycznej roboty. Bo wielu zaślepionych testosteronem czy patryparchactwem, potrafi przyfikać do obcego drwala czy ubojarza - potem są próżne żale, że ktoś komuś wypłacił lewą z plaskacza, a tu komusiowi łeb z płucami się oberwał.





Salantor
Sun, 21 Dec 2014 23:11:07
Zarazem bawi i smuci mnie fakt, że gdyby Troll, Mniam i Trzeci Nienazwany pojawili się w jakimś fantaziaku czy innym esefie, powieści, filmie czy grze, to na bank padłby komentarz, ze nierealistyczni, nieprawdziwi i w ogóle takich ludzi nie ma, o ile w grę nie wchodzi magia albo jakieś ultra nowoczesne sterydy. A wiem, że by padł, bo nie mieszkam w internetach od wczoraj i niejedną dyskusję fandomowiczów widziałem.

Boni avatar Boni
Mon, 22 Dec 2014 18:51:39
@Salantor

Jedno co dla mnie pewne, to że 90% komntarzy i dyskusji internetowych w ogóle, a 99.99% fandomowo-fanosko-#rapieroskich, nie ma jakiejkolwiek wartości merytorycznej, ot, takie tam przekomarzania i flejmiki, oby nie idiotyczne kłótnie albo bełkoty w pomroczności jasnej. Mnie to już ani bardzo smuci, ani bardzo bawi, ani bardzo zgrzewa; chyba mi to już wisi po prostu.

Nachasz
Mon, 22 Dec 2014 19:42:32
Mniam czy Troll przydałby się bardzo, gdyśmy z ojcem postanowili, że krawężniki do podjazdu zrobimy ze starych, betonowych słupów elektrycznych.

Boni avatar Boni
Mon, 22 Dec 2014 19:54:19
@Nachasz

A to jakiś problem jest??? o_O Połowę fundamentów pierwszego domu i zbrojenie obu stropów (w sumie coś 180m2) "zrobiłem" ze starych słupów elektrycznych, spora fura tego była; fakt, że niszczyłem je przez pół zimy, swoim tempem, ale potrzebowałem do tego zaledwie młot piątkę i trochę wprawy, a nie jakieś zmutowane pudziany. To w ogóle była w miarę przyjemna i efekt(o/y)wna robota, coś jak rąbanie drewna, prawie relaks.

Salantor
Mon, 22 Dec 2014 20:36:03
@Boni
A to swoją drogą. Mnie po prostu uderza jak wiele wymaga się od fantazji, nawet takiej mało ambitnej, gdy rzeczywistość często okazuje się bardziej niesamowita. Nie wiem, dlaczego, a bardzo bym chciał.

Boni avatar Boni
Mon, 22 Dec 2014 21:02:49
@Salantor

Mnie po prostu uderza jak wiele wymaga się od fantazji, nawet takiej mało ambitnej, gdy rzeczywistość często okazuje się bardziej niesamowita.

Ok, to nieco inna kwestia. No ale aktualna odpowiedź jest chyba jeszcze prostsza - a skąd 99% masowych konsumentów produkcji "fabryk snów" ma mieć jakiekolwiek pojęcie o rzeczywistości czy Rzeczywistości.

Salantor
Tue, 23 Dec 2014 01:00:48
@Boni
Dobre pytanie. Na które, niestety, nie mam dobrej odpowiedzi.

Nachasz
Tue, 23 Dec 2014 23:11:44
@Boni

Problemu wielkiego nie było, bośmy też dali radę bez pudzianów, choć trzeba było je najpierw odkopać, bo przez lata zapadły się. w ziemię. Nie pamiętam tylko ile zużyliśmy tarcz diaksowych, aby je przeciąć na pół.

Codiac
Tue, 23 Dec 2014 23:22:56
Ja bym jeszcze dodał, że między pierwszymi kategoriami daje się jakoś przechodzić - np. sam się łapałem (i znowu pewnie łapię) do pierwszej, ale gdy przez parę lat trenowałem regularnie, po kilkanaście godzin w tygodniu, to jednak wiedziałem na ile (nie) stać i braki siły potrafiłem trochę nadrobić. I widziałem też różnicę między niewytrenowanym ale naturalnie silnym, a wytrenowanym słabszym.

Druga sprawa - był kiedyś jakiś program w telewizji, reporter dostał jakiś długi miecz, uniósł go spokojnie na wyciągniętej ręce i mówi ze zdziwieniem "przecież to nie jest takie ciężkie. Mogę to spokojnie podnieść. Ci rycerze wcale nie musieli być tacy silni". Na co ja z kolegą spojrzeliśmy się tylko po sobie i stwierdziliśmy, że oczywiście że miecz ważący te 2-3 kg nie będzie ciężki i można go spokojnie unieść. Pytanie brzmi ile można nim machać, gdy bezwładność robi swoje, niemal każdy ruch kończy się mocnym wytraceniem energii (bo albo sparowany, albo właśnie się przez kogoś przerąbujesz), a zmęczenie rośnie.

No i trzecie - wspomniany znajomy działa w grupie rekonstrukcyjnej. Broń mają (jak i opancerzenie, ubrania, etc) jak najbliższe temu, co się udało odtworzyć. I twierdzi, że najbardziej nie znosi wszelkiego rodzaju buław czy maczug. Bo miecz to jedno, topór drugie, ale energia nawet przenoszona przez nawet krótką buławę jest taka, że jak się tym przez hełm oberwie, to chyba tylko takie Mniamy nie zostaną zamroczone (a w bitwie to oznacza że martwe).

Cztery - przykład kogoś takiego akurat w fantastyce jest i nie słyszałem szczególnych protestów. "Góra" w Pieśni Lodu i Ognia. Chociaż zgadzam się, że w wielu innych dziełach takie postacie pewnie byłyby krytykowane. Może kwestia ich kreacji? Conan jakoś powstał i cieszył się popularnością.

Boni avatar Boni
Wed, 24 Dec 2014 10:04:09
@Nachasz

Aha. No ja miałem o tyle lekko, że szło wyłącznie o przemielenie wagona słupów i odzysk drutu, cięcie tego to inna bajka. BTW było z tym itp. trochę anegdot, może kiedyś notka zbrojarsko-betoniarska będzie...

@Codiac
@waga miecza

No to jest właśnie popularny błąd grupy 1 a nawet 2. Z tego że miecz waży 2kg (ba, ciężkie szable czy katany "tylko" nieco ponad kilo) albo że skrzynia od samochodu tylko 70kg, i "da się to podnieść", nie wynika wcale, że "machając" takim mieczem czy skrzynią laik nie uszkodzi się błyskawicznie, z braku techniki/siły. I że ma się jakiekolwiek szanse w konkurencji z człeniem, który takim mieczem czy skrzyniami "macha" parę godzin dziennie, przez ostatnie 5 lat.

@obuchowe

W czasach jak byłem bliżej tych różnych rekonstruktorów-maniaków, buławy, szczególniej udające bojowe (te "flanged", skute/zespawane z 6-8 płyt) czy młoty, nawet w wersjach zypełnie "tępych", bywały zakazane w "pojedynkach" czy "walkach", bo za dużo było obrażeń, ogłuszeń, rozbitych w drzazgi tarcz itp. tylko paradnie wolno było używać obuchowych.

BTW co do ogłuszeń "w łeb", to chyba siła ogólna akurat niewiele ma do tego (no coś tam, ale niewiele), prędzej budowa czachy/genetyka.

@przykłady w fantastyce

Ale to chyba też mocno zależy (tak rozumiałem Salantora) od konwencji - w mocno przegiętym fantasy bohaterskim jak Conan czy nawet PLiO, przechodzą nie takie rzeczy. Natomiast jak ktoś próbuje "sprzedać" takie historie jako more-less realistyczne czy nawet fantasy, ale na realistycznym podkładzie, to zaraz są flejmy, że Conany precz do Cymmerii. BTW na przykład historyjka "Bulldozer of Fallujah" - połowa narodu wierzy, druga twierdzi, że ogólny fejk, trzecia, że strzelać to może strzelał, ale gówno trafiał, itd.

Salantor
Wed, 24 Dec 2014 12:20:57
@Boni
Yes and no, bo kwestia konwencji w dyskusji jakoś tak rzadko wypływa, a jeśli już, to raczej w wersji "heroicznie/epicko albo realistycznie", bo niczego pomiędzy nie ma. Poza tym intencje autorów są nieistotne, bo liczy się tylko interpretacja odbiorcy, a ten zazwyczaj patrzy na dzieło przez pryzmat tego, co wie. Niby oczywistość, ale wychodzą z tego dziwne/zabawne sytuacje. Nie tak dawno czytałem dyskusję "jak to jest z magami w Imperium i dziedziczeniem ziemi i tytułów?", gdzie panowie zamiast przeczytać podręczniki do Warhammera sięgali po argumenta "bo w czternastowiecznej Rzeszy było tak...". I jakoś nikt się nie zorientował, że Rzesza sobie, a Imperium sobie i to nie jest to samo, tylko w wersjach z magią i bez.

Po prostu mam wrażenie, że jakby w grze, powieści czy innym filmie pojawił się Mniam et Consortes, to zaraz by się zjawił jakiś fan ultrarealizmu, według którego poważna rana albo choroba = śmierć, a rycerz w płytówce to albo jedzie na koniu albo leży, bo chodzić się w tym nie da i zacząłby nawijać, że w wiekach średnich średnia wzrostu to była metr i tyle a tyle, więc weźcie utnijcie tej bandzie nogi albo wyślijcie do Cymmerii. I założona przez twórców konwencja nie będzie miała tutaj nic wspólnego, bo jak są miecze, to wieki średnie i będziem wszystko przez ich pryzmat oceniać, na pohybel reszcie świata.

Codiac
Wed, 24 Dec 2014 12:49:19
@waga miecza
W szkole Kung Fu od której zaczynałem nikt nie dałby początkującym nawet najprostszej broni. Zdawało się na kolejne stopnie - pierwsza broń, czyli długi kij, była dostępna od 5. Ja po prawie trzech latach treningów byłem mniej więcej gotowy na 4 :-) Ale to akurat była bardzo tradycyjna szkoła, wiele uznaje, że prostą broń można dać po roku czy dwóch i faktycznie uczciwie trenujący ma już jakieś podstawy wtedy, żeby _zacząć_ ćwiczyć z bronią.
Przy okazji, rozwój techniki właśnie sprawił, że i broń biała stała się bardziej przystępna. Bo skoro pojawiła się broń palna, pancerze zostały zredukowane do samych napierśników, albo w ogóle mundurów. A to oznaczało, że dało się zmniejszać masę broni. No i mamy szpady i rapiery, którymi już się nie macha, tylko liczy się bardziej szybkość i technika. Chociaż siła nadal też, wystarczy spędzić powiedzmy trzy pojedynki na szpady sportowe pod rząd, żeby się porządnie zmachać. A to trwa raptem kilkanaście minut.

@obuchowe
Z tego co słyszałem, nie trafia się to często, ale ponieważ oni akurat starają się trzymać realiów na ile się da, no to się trafiają i takie bronie. Oczywiście do jakichś bitew mają zasady które zapewniają bezpieczeństwo, ale mają też treningi, inscenizacje, wynik bywa umawiany i wtedy na pewne rzeczy można sobie pozwolić. To nie jest po prostu napieprzanie się (są i takie grupy podobno, ale akurat nie ta), tylko odtwarzanie, swego rodzaju aktorstwo.

No i tak, o tym czy zostanie się ogłuszonym decyduje odporność bardziej niż siła, ale te cechy są trochę powiązane. A w przypadku tej ostatniej kategorii, mam wrażenie że oni i odporność mają sporą. Zresztą sam tu podawałeś przykład jednego, który przeszedł przez tych parę kilometrów w śniegu - i mamy tutaj zarówno siłę by go odgarniać, oraz wytrzymałość, żeby w połowie takiego forsownego marszu nie odpaść.

Boni avatar Boni
Wed, 24 Dec 2014 21:56:42
@Salantor

Yes and no, bo kwestia konwencji w dyskusji jakoś tak rzadko wypływa, a jeśli już, to raczej w wersji "heroicznie/epicko albo realistycznie", bo niczego pomiędzy nie ma.

No jednak IMHO coś tam bywa, np. gdzie mieści się Wiedźmin wzg. fantasy conanopodobnej. Ogólnie, to że ludzie nie rozumieją konwencji czy nie rozumieją światów przedstawionych, to jw. rozmawialiśmy, problem z rzeczonymi ludźmi a niekoniecznie ze światami/postaciami/autorami.

@Codiac

Ok, ale IMHO odporność to inna kwestia niż siła+wytrzymałość. Też daje się wytrenować, też bywa w prostym fizycznym narodzie na zupełnie nieznanym w I świecie literatury i sztuki, ale - inna.

Salantor
Wed, 24 Dec 2014 23:53:27
@Boni

(...)problem z rzeczonymi ludźmi a niekoniecznie ze światami/postaciami/autorami.

True, true.

Codiac
Thu, 25 Dec 2014 08:23:40
@Odporność - tak, ale zwyczajowo jest ona również powiązana z siłą. Można oczywiście nie być największym siłaczem, a bardzo odpornym, jak i bardzo silnym, ale nie najbardziej odpornym, ale chyba nie znam przypadku, gdy jedna z tych cech występuje na bardzo wysokim poziomie, a druga na bardzo niskim.

Teraz co do siłaczy - tak sobie pomyślałem i stwierdzam, że jednak nie do końca. W literaturze są różne przykłady postaci wściekle silnych, które są przyjmowane pozytywnie i dobrze. Pomijając już typową fantastykę: Samson czy Goliat w Biblii, Ursus w Quo Vadis, nie pamiętam który rycerz w Krzyżakach (ten, który topór ze stołu wyjął i jego ostrze zgiął dłonią).
Powiedziałbym wręcz, że problem z takimi siłaczami ma głównie fantastyka, gdzie różnie fanboje zaraz krzyczą o "realiźmie", chociaż często nie mają pojęcia co to oznacza, tylko coś tam sobie uroili w łepetynkach.

janek.r
Thu, 25 Dec 2014 10:56:13
No, potworny siłacz występuje u "kultowego" Larssona, tylko ma jeszcze brak poczucia bólu...

Boni avatar Boni
Thu, 25 Dec 2014 13:15:03
@Codiac

Powiedziałbym wręcz, że problem z takimi siłaczami ma głównie fantastyka, gdzie różnie fanboje zaraz krzyczą o "realiźmie", chociaż często nie mają pojęcia co to oznacza, tylko coś tam sobie uroili w łepetynkach.

Bo jw. w rozmowie z Salantorem - raczej to problem z nowoczesnymi fanbojami (nie mającymi pojęcia o czymkolwiek poza nerdowato-geekowatą wiedzą) a nie z postaciami; namiętnych fanbojów starszej literatury to na palcach ręki pijanego drwala. Bo powiedzmy w czasach Sienkiewicza jakby jakiś paniczyk wydziwiał nad Ursusem czy Powałą z Taczewa, to by się mu powiedziało "wyjmij głowę z dupy, rozejrzyj się, przecież byle wyrośnięty i odkarmiony tragarz czy smolarz czy fizyczny jest tak silny" a teraz jest trudniej, no bo nie ma tragarzy czy smolarzy w okolicy, trzeba by poprosić fanboja, żeby poszedł na blokowisko jakiegoś koksa zaczepić albo innego kowala z Boląd (inna legendarna postać z okolic z notki - nie dość że wielki i silny jak kowal, to lubiał wypić i bić się na zabawach, komentarz miejscowych zabijaków był w stylu Hłaski "kto nie dostał w mordę od kowala z Boląd, to jeszcze w życiu wcale w mordę nie dostał").

@janekr

Były te dawne teoryjki o odczuwaniu bólu przez różne typu budowy (że grubasy i napakowane koksy mają inaczej i znacznie słabiej niż małe czy chude, bo układ nerwowy jest mniej więcej taki sam, ale powierzchnia i objętość którą unerwia, jest znacznie większa, stąd mniej impulsów/bodźców per cm2 czy per takiej samej wielkości zranienie czy uszkodzenie), ale nawet mi się nie chce tego szukać czy sprawdzać; czy potwierdza to nowoczesna neurologia i okolice, czy obalono.

rozie
Tue, 30 Dec 2014 10:38:03
Tak naprawdę możliwe jest przemieszczanie się między pierwszymi trzema grupami, o ile ktoś chce/musi (i raczej nie polecam gwałtownego przejścia między 1 a 3...).

No i mam wrażenie, że aktywność fizyczna młodzieży dramatycznie siada. Nawet nie o samą redukcję ilości WF, tylko mam wrażenie, że kiedyś większość czasu spędzało się na podwórku i jednak jakaś piłka nożna, koszykówka itp.

Odnośnie młodzieży i kategorii pierwszej. Pewnego razu, gdy mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu, na piętrze w mieszkaniu obok mieszkali studenci. Parka czy dwie. Młode to było (stawiam 1-2 rok) i jakieś chuderlawe. Pewnego razu wracam głodny z pracy, mijam sąsiada siedzącego obok sporej paki na schodach, ewidentnie na coś czekającego, wchodzę domu i młoda do mnie, że był sąsiad, czy bym mu nie pomógł wnieść pralki, bo kupili i czeka na kolegów. No nie wiem, czemu nie mówił mi, ale zostawiłem graty i wracam.

Schodzę na dół i pytam się, cóż to za pralka i ile to waży. Ile waży to nie wie, ale pralka ładowana od góry. Czyli taka, jaką nie dalej jak kwartał wcześniej sam kupiłem i z kumplem wniosłem (szybki googiel - jakieś 60 kg). No to jestem, mówię i czy bierzemy. No i słyszę, że "ale kolegów jeszcze nie ma". Troszkę nie załapałem chyba sytuacji, bo zacząłem rozkiminę, czy koledzy mają jakąś inną pralkę przywieźć, a tę zabrać, ale stanęło na tym, że jedynie do wnoszenia mają przyjechać.

No ja rozumiem, że schody szerokie, ale we czterech to przecież się pozabijamy z tą pralką, więc mówię, żeby łapał i wniesiemy, bo generalnie to głodny jestem i mam obiad. Na co słyszę, że on nie wie, czy da radę. Usłyszał, że podobną dopiero co wnosiłem i że pójdę z dołu i jak coś to będziemy robić przystanki na półpiętrach (czwarte piętro, jakoś), więc żeby łapał, nie marudził.

Weszliśmy, chyba nawet bez przystanków. Był ewidentnie zdziwiony, że pralki nie są czteroosobowe w transporcie. Z perspektywy, to trochę mam wyrzuty, bo jednak mógł się podźwignąć czy coś.

yzek
Wed, 31 Dec 2014 19:59:31
Zimowy wyczyn Trola przypomniał mi natychmiast postapokaliptyczne opowiadanko Huberatha "Trzy kobiety Dona" czy jakoś tak, gdzie po przemianie planety w śnieżynkę tacy kolesie torowali drogę, a ich harem szedł za nimi i taszczył dobytek. BTW: tutaj krótki poglądowy obrazek czym się różni sylwetka pakera od prawdziwego siłacza: http://9gag.com/gag/aKzdop6/bodybuilders-vs-strong-man-form-vs-function

Boni avatar Boni
Thu, 1 Jan 2015 00:11:09
@yzek

Hm, to Huberath musiał mieć zaćmienie albo jakieś dobre wyjaśnienie, gdzie ukradli wszystkie rakiety śnieżne i narty ;)

Widziałem gdzieś te obrazki wyjaśnienia, razem ze szczegółami i zdjęciami itp. ale nie chciało mi się szukać do notki. I co ciekawe o ile Troll był wzorcowy jako "siłacz", a nawet aż przerysowany nieco, to Mniam był raczej jak bodybuilder czy pływak, ale olbrzymi i "na grubo". Pewnie genetyka czy coś.

@rozie

Nie można wrócić z 2/3 do 1, bo to nie jest nawet różnica siły, ale wiedzy/doświadczenia.

Fakt, młode musi się siły nauczyć, jedyneczki nie radzą sobie z nagłą pralką czy telewizorem czy kawałkiem samochodu. Ostatnie takie akcje opowiadała córka, jak jej ex z kolegą wzięli się za kilkusetlitrowe ciężkie w cholerę (podobno...) akwarium, i nie bardzo dawali radę, a to jednak szkło. Na co przyszedł jego ojciec (fizyczny) z wujkiem czy innym szwagrem i narobili im wstydu wrzucając na luzie akwarium lewą ręką przez prawe ramię.

Codiac
Thu, 1 Jan 2015 01:48:31
Nie da się wrócić z 2 do 1 w sensie takim, że się nie będzie wiedziało na co człowieka stać. Natomiast da się wrócić tam pod względem stanu fizycznego - np. jakaś choroba, etc i nagle okazuje się, że masz problem z wejściem po schodach, chociaż rok temu robiłeś po nich kilka rundek biegiem. Tylko że taki osobnik widzi, że coś jest nie tak i jest w stanie zweryfikować na co go stać. Ale siły może mieć tyle, co właśnie wzorcowa 1.

rozie
Thu, 1 Jan 2015 12:08:07
Niestety, da się zjechać z 2 na 1. O 3 nie piszę, bo doświadczenia nie mam, ale z 2 na 1 to z praktyki wiem, że się da. Kwestia zmiany stylu życia i długości przerwy. Nawet wydaje się, że nie jest tak źle, bo coś zostaje, ale jak się na poważnie sprawdzi, to jest dramat... Miałem o tym (krótką) notkę http://rozie.blox.pl/2011/05/Aktywnosc-fizyczna-informatyka.html

rozie
Thu, 1 Jan 2015 20:35:34
I jeszcze disclaimer: nie tyle mnie czysta siła obchodzi, co ogólnie sprawność fizyczna. To często się wiąże, ale już padający w porównaniu kulturysta vs strongman siłacze to raczej dla mnie karykatura. Choć oczywiście są bardzo silni. Ale wydaje mi się, że na zawodach strongmanów konkurencja typu bieg na 10 km z obciążeniem 5 kg byłaby dla strongmanów niszcząca.

Boni avatar Boni
Thu, 1 Jan 2015 23:24:09
@rozie

konkurencja typu bieg na 10 km z obciążeniem 5 kg byłaby dla strongmanów niszcząca

Mam wrażenie, że, przy odpowiednim tempie, to jest konkurencja niszcząca dla każdego, może poza 0.0001% mutantów jak z notki i gościom w pancerzach wspomaganych, ale nie znam się.

rozie
Fri, 2 Jan 2015 10:23:24
@Boni Bardziej o to chodzi, że strongmani to (zwykle) nieproporcjonalne mutanty i mają problemy z szybkim/zgrabnym poruszaniem się. Z kondycją też, co widać było np. w pierwszych walkach Pudziana w KSW. No ale nie pod to trenują.

Co do dystansu - 10 km to jakieś 1,5h spaceru (zdrowym tempem), 1h truchtu, więc jak najbardziej "zrabialne" dla przeciętnego człowieka.

I jeszcze mi się przypomniał mutant pasujący do notki. Jakieś zawody (olimpiada?), podnoszenie ciężarów. Oglądam jednym okiem. Budowa ciała ciężarowców wiadoma, wzrost też. Napinka wysiłek, problem z utrzymaniem do zaliczenia, jednym słowem standard. I w pewnej chwili wychodzi jakiś Grek, 180 cm wzrostu, proporcjonalna budowa. Wziął, podniósł, wysiłku nie widać, uśmiech w jedną, drugą, lekko skinął głową, IIRC zgarnął złoto.

Boni avatar Boni
Fri, 2 Jan 2015 14:38:55
@rozie

Co do dystansu - 10 km to jakieś 1,5h spaceru (zdrowym tempem), 1h truchtu, więc jak najbardziej "zrabialne" dla przeciętnego człowieka.

Przecież przeciętny żołnierz sił, powiedzmy, nieco-specjalnych (bo zwykli chyba jednak sporo krótsze dystanse robią) musi(ał) tyle przetruchtać czasem, z wyposażeniem i kałachem or compatible, a to jest poziom trzeci powiedzmy, niekoniecznie armia mutonów. Dlatego zaznaczałem o tempie, bo są biegi i biegi, także z obciążeniem.

rozie
Fri, 2 Jan 2015 18:04:40
Nie porównujmy biegania w wyposażeniu sportowym z bieganiem w rynsztunku. Pewnie pełnym, czyli sam hełm ma 1,5-2 kg, do tego kałach 3-4 kg. Do tego pas, mundur, plecak, amunicja. Plus plecak, plus niewygodne (do biegania) buty.

Natomiast typowy strongman nijak się do biegania, zwł. na dystans dłuższy niż krótki, zdecydowanie nie nadaje. Podobnie jak do ringu, co mieliśmy okazję przy przebranżawianiu Pudziana obserwować (OTOH ładnie zmienił branżę).

Codiac
Sat, 3 Jan 2015 00:07:01
Wyposażenie komandosów SAS, zrzucanych za liniami wroga, to było jakieś 70 czy nawet 80 kg łącznie. I może nie musieli biegać, ale przejść po kilkanaście+ km dziennie jak najbardziej.

Strongmani, owszem, mają słabszą wytrzymałość, bo nie pod to trenują. Nikt od nich nie wymaga wielkiej szybkości (choć niektóre są na czas), a i konkurencje trwają raczej po parę minut. Nawet wtedy często mają moment na złapanie oddechu. Liczy się przede wszystkim krótkoterminowe użycie siły - stąd przecież nazwa, strongman, a nie staminaman :-)

I tak, u tych, którzy idą do KSW to widać. Burejkę też Najman chciał w ten sposób załatwić, przegonić go po ringu, aż ten się zmęczy. Tylko się przeliczył, potem przeszarżował i skończyło się rumakowanie.

mmazur
Sat, 10 Jan 2015 00:29:30
Z mutantami anegdotycznymi jest ten problem, że trudno ich porównać z czymkolwiek. Mutant zajmujący się kulturystyką jest o tyle fajny, że łatwo go zmierzyć i porównać. Tutaj tekst takiego mutanta o samym sobie.

Boni avatar Boni
Sat, 10 Jan 2015 01:44:52
@mmazur

Bardzo dobry artykuł. I właśnie m.in. o to mi chodziło, używając określenia "mutanty" czy o ogonie rozkładu normalnego - genetyka jest kartą, która w temacie bezwzględnej siły (a myślę, że też wytrzymałości, szybkości, itp., i nawet w sporej części, niestety, cech bardziej "umysłowych") bije mocno wszystkie inne. I że ew. celem treningu, praktycznie dowolnego, powinna być droga sama w sobie i SAMOdoskonalenie, a kto myśli inaczej, jest mniej więcej tam, gdzie szczeniaki mierzące, kto ma dłuższego (o kibicach sportów wyczynowych może lepiej nie mówiąc w tym kontekście, co nie).

Bardzo dawno temu podobny w duchu artykuł popełnił, nie pamętam już gdzie, Dorian Yates, czyli czołowy bodybuilder ale IMHO z mocnymi akcentami strongmana i wytrzymałki, nieco jak mutanty dyskutowane (no i dosyć ciekawy acz kontrowersyjny gość skądinąd). IIRC coś w deseń "kiedy dowiedziałem się, że mam zadatki na jakiś sport siłowo-wytrzymałościowy? nie na siłowni, ale jako nastolatek, kiedy na zupełnie amatorskich zawodach szkolnych był "bieg na wytrzymałość" - kto pobiegnie więcej okrążeń małego stadionu. I biegałem, i biegałem, aż skończyły się zawody, aż wszyscy się rozeszli, i zostałem tylko ja i trener mierzący czas i liczący okrążenia. I wygonił mnie w końcu, bo tego wieczoru był ważny mecz w TV i nie chciał przegapić - miałem żal, bo czułem, że jeszcze bym parę okrążeń pobiegał. Po paru latach trafiłem na siłkę, z nastawieniem jak wyżej". I też stwierdzał, że w jego przypadku, raczej gratulacje rodzicom za kombinację genów, a nie jemu.

rozie
Sat, 10 Jan 2015 11:27:49
Skoro o mutantach mowa... Na którymś "naukowym" kanale w TV mignął mi program (raczej cykl programów) o prawdziwych mutantach. I badali, z czego to wynika. Np. był człowiek, który rozbijał na głowie betonowe płyty, czy wbijał czołem gwoździe w belki. Przebadali, okazało się, ze ma czaszkę jakoś dwa razy grubszą, niż ludzie mają normalnie... Był też (chyba w tym samym odcinku) człowiek, który może biec praktycznie bez końca. IIRC chodziło o zakwasy (kwas mlekowy?) - poziom na początku mu rósł (jak u normalnych ludzi), potem zaczynał spadać i normował się na stałym poziomie. Siła będzie szczególnym przypadkiem.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018