Wypasiony służbowy notebuk nagle wziął i zdechł nieco, więc przyszło się rozejrzeć po chałupie za jakimś zamiennikiem. Z maszyn podręcznych wybór zrobił się trochę ograniczony, bo żonie zabrać jej klaptoka trudno, ładowarka do pada została w PL, a na telefonie przecież nie będę się motał jak zwierzę. Stąd przyszło, po ponad roku, wyciągnąć z otchłani przydasiów wiernego acz
zabytkowego 240x, z którego do was kieruję te słowa - z czego wynika, że działa, lata po wifi i coś koło 14 letni kompuciek z XP na 198MB RAMu nadal raje dadę.
Z tej radości i sentymentu, że taka solidna przedwojenna urocza maszynka działa, polazłem testować po sieci, co i jak da się z niego przeglądarkować, a co jednak nie (bo jednak posrane oskryptowane portalozy czy duże ilości gifów czy animacji, wyczerpują pamięć). Ale z tego zrobiła się wyłącznie bieda, bo dowiedziałem się niechcący, że jakaś Kim pokazuje dupsko za pieniądze, co wzbudza reakcje całego świata bardziej burzliwe niż wszystkie obecnie prowadzone wojny razem wzięte; że będę niedługo modny, gdyż istnieje słowo "drwaloseksualny"; no i że polska reprezentacja piłki kopanej wygrywa mecze i to, ranyjulek, podobno od jakiegoś czasu.
Te i podobne wstrząsające newsy spowodowały, że mam ochotę wyłączyć się z sieci albo i z tej planety na jakieś 300 lat, a może i trochę więcej. Chociaż, po zastanowieniu, to nie pomoże, bo przecież nie ważne jakie i jak bardzo debilne media upadną w międzyczasie, w ich miejsce wejdą kolejne i kolejne, najpewniej jeszcze bardziej debilne. Musiałaby w międzyczasie zajść jakaś rewolucja klasowo-intelektualna bez spadku dobrobytu, ale to chyba zupełnie nierealne.
Czyli zostaje po staremu, po prostu się odłączyć.