Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-11-11, wtorek
Tagi:  triptrop, varia, szrot
___________________________________
... czyli podsumowanie wycieczki i urlopu w PL. A w zasadzie, już chyba tradycyjnie, "urlopu", bo sprawy, zlewy i zamieszanie.

Jak zwykle, jeździmy se fte i fefte, bo graty, bo różności - tym razem przejechaliśmy się Fordem Scorpio o wielu twarzach aka UFO (niespodziewane pożytki z bloga - jakby mi ktoś powiedział, że już trzy lata jeździ z tym ryjem, to bym wyśmiał, że niemożliwe, że góra dwa).

Jak poprzednio, popłynęliśmy do PL promem Newcastle - Amsterdam. Wypogodziło się na szczęście (bo tydzień wcześniej było sztormowo) więc jazda i pływanie było ok i spoko. No może z dokładnością do Halloween, przebierańców i tłumu pijaków na pokładzie; ale było i tak lepiej niż się spodziewałem.

W Amsterdamie pół dnia przeznaczyliśmy na zwiedzanie, żeby choć homeopatycznie poczuć urlop w "urlopie". Miasto śliczne, ładnie komponuje się architektura stara, nowa, tudzież wszechobecna woda/kanały, a nawet infrastruktura fajnie się komponuje. Ludzie i atmosfera też fajna. Zdjęcia wrzucę, kiedyś.

Uparłem się na muzeum żeglugi w Amsterdamie, bo rekomendowane w wielu miejscach sieci, ale okazało się taką porażką, że jeszcze mi słabo jak wspomnę. Mógłbym wypisać dłuugą notkę co i dlaczego mi się tam nie podobało, ale mi się nie chce, więc tylko dwa morały - może i dla BARDZO małych dzieci jest to niezła atrakcja i jakaś edukacja; dwa, nie pierwszy raz odnoszę wrażenie, że jakość muzeum czy galerii jest odwrotnie proporcjonalna do ceny normalnej wejściówki...

Wyjeżdżając z zatłoczonego wąskouliczkowo - kanałowodnego starego Amsterdamu nieco zdumiałem miejscowych policjantów, którzy zapewne widzieli niejeden samochód na polskich tablicach jeżdżący jak pijany, tudzież niejednego gościa z UK jeżdżącego pod prąd, no ale połączenie obu powyższych w formie czarnego UFO ładującego się im na wąskiej uliczce prosto w maskę, po czym objeżdżającego ich (złorzecząc pod nosem) od prawej po chodniku, sądząc po ich minach, widzieli pierwszy raz. Ale na nasze szczęście nie bardzo mogli mnie zdybać czy zawrócić za mną. My zorientowaliśmy się, dlaczego nas obcinali, szczególniej rejestrację wozu, dopiero po zatoczeniu kółeczka w jednokierunkowych uliczkach i gdy jeszcze raz wyjechaliśmy na to samo miejsce, tyle że za drugim razem nieco zgodniej z holenderskim prawem drogowym...

Z Amsterdamu pojechaliśmy bez problemów na wschód, ale żeby nie było całkiem nudno, tylna opona rozsypała się w okolicy Hanoweru. Oczywiście wymiana koła na zapas po ciemku na poboczu na autostradzie jest nieco, eee, trudna i niebezpieczna. A szczególniej, gdy ma się tylko g... fabryczny podnośnik. I nie ma się kamizelki odblaskowej (bo zostały w drugim wozie). Ale udało się wszystko jakoś ogarnąć, nawet policja, która pojawiła się w sile dwu Champignons, była jakaś taka przyjazna i pomocna, zamiast dać uczciwy i należny wycisk szrociarzowi-polaczkowi (może pomogło, że w okolicy ze trzy wozy złapały gumę, coś mogło być na drodze, więc policja była zaangażowana i próbowała pomóc). Po tej całej akcji (albo i wcześniej, kto wie) solidna alufelga okazała się wygięta jak rogalik - ale o tym dowiedziałem się dopiero po wymianie kompletu opon. Tu podziękowania kolegom - fanom Scorpio za zorganizowanie felgi do kompletu.

Kierujemy na zmianę, starając się jeździć non-stop, stąd Grażyna zaliczyła kawał polskiej autostrady we mgle takiej, że słabo było widać barierki - kiedy na moment się obudziłem i zobaczyłem, że nic nie widzę, uznałem, że mi się to śni i poszedłem spać dalej. Udało jej się to jakoś przetrwać, fakt, było pustawo bo środek nocy, gdyby ruch był normalny, to karambole gwarantowane.

Urlop w PL zaliczamy do udanych.

Żartowałem.

Tydzień w PL upłynął pod znakiem sprzątania i pozbywania się różności i załatwiania spraw. Towarzysko tylko mała wizyta u rodziny i drobna wizyta w poprzedniej pracy. A cała reszta wypełniona głównie sajgonem skrzyżowanym z hanoi - ale nie mam zamiaru zanudzać szczegółami postronnych. Ogólnie, jakoś nie zrobiło się w PL fajniej czy przyjaźniej przez ten rok, nawet taniej się nie zrobiło.

Wywiezione sporo złomu i starej elektroniki, rozdane za bezcen jakieś ciekawsze graty samochodowe, sprzedany za grosze rodzinie jeden z ulubionych, już egzotycznych, samochodów; ten mniej ulubiony i jeszcze bardziej egzotyczny się jakoś nie sprzedał, co może i dobrze.

Koty przekazane Aniouom, radzą sobie nadspodziewanie dobrze. Czy Aniouki poradzą sobie z kotami, to inna kwestia, ale tak jakby nie mamy już na nią wpływu. Co nie przeszkada mi słyszeć w środku ciszy nocnej, że kota gdzieś tu pomiaukuje, tak jakby marudziła o dodatkowe żarcie.

Po załatwieniu mniej więcej połowy spraw z listy "to do" przyszło wracać. Pierwotny plan był, żeby jechać od wczesnego rana w sobotę, nocleg w Calais i prom rano w niedzielę. Ale zmieniliśmy go na porządne wyspanie się, załadowanie wozu (miało być niewiele i lekkich gratów, wyszło jak zawsze...) i ogarnięcie wszystkiego w sobotę rano i jazdę na luzie, z postojami tu i ówdzie, jak zwykle; na rzeczony prom w niedzielę rano. Luzik skończył się po nieco ponad 100km, kiedy poszła tylna opona (przypominam, inny komplet, używane, ale naprawdę ładne, inna strona wozu). Wymiana na zapas, w dzień i w zatoczce awaryjnej polskiej autostrady i z dobrym podnośnikiem, była nieco łatwiejsza niż tydzień wcześniej w Niemczech, ale po znalezieniu (z trudem) wulkanizacji czynnej w sobotę po południu okazało się, że Houston, mamy problem, gdyż to nie problem opony, ale mocno pęknięta felga... Przyszło zorganizować kolejną felgę, i nastepne opony (bo "siadając" felga nieco zniszczyła oponę z "nowego" kompletu...) - w tym celu musieliśmy wrócić prawie 100km. Tu kolejne podziękowania kolegom - fanom Scorpio, za pomoc i organizację.

Po tym wszystkim luz diabli wzięli i ruszyliśmy na zachód z navi przewidującą dotarcie do Calais zaledwie z godzinnym zapasem (oczywiście, zawsze mogliśmy popłynąć następnymi promami, ale to byłby dodatkowy koszt ok. stu funtów a po tyle jednak się schylamy). I zmieniło się to na gorsze w Niemczech, gdyż wydaje się, że navi liczy średnią prędkość dla Niemiec na poziomie 140-150km/h, co nocą, załadowanym wozem i we względnie dużym ruchu (obchody 25 lecia obalenia muru? albo i bez powodu) było nierealne. Szczególniej dla Grażyny, która dzielnie radziła sobie od Magdeburga po Zagłębie, pierwszy raz między szalonymi Niemcami tak załadowanym wozem i po ciemku. Ja przeleciałem najbardziej chory kawałek od Zagłębia za Antwerpię, ale nie poprawiłem ETA ani o minutę i nie dałem rady dalej, stąd znowu Grażka pociągnęła przez chore i przebudowywane rozjazdy belgijskie aż do Calais. Gdzie dotarliśmy w punkt, idealnie na czas.

Prom jak prom, już zwyczajny; pustawy, głównie Polacy i Rumuni, bo kto normalny zasuwa w niedzielę z samego rana. Przespałem się pokątnie, choć trochę kołysało nawet. W Dover tak jakby nasz pech zaczął się lekko odwracać - na początku nie bardzo skojarzyliśmy, czemu pogranicznicy przepuszczają wszystkich jak leci, i po co lecą do portu ambulanse i policje - mijały nas hurtowo, akurat kiedy tankowaliśmy samochód na stacji w środku miasta. Pierwsza myśl to oczywiście kontrabanda albo pożar, ale potem w radiu dowiedzieliśmy się, że była lepsza akcja, która skądinąd mogła nas kosztować ładne parę godzin albo i pół dnia opóźnienia na redzie, gdybyśmy nie zdążyli na nasz prom itp. I możecie nie wierzyć, ale kiedy wcześniej podchodziliśmy do rampy (z obrotem i tyłem), ci idioci startowali obok spod pirsu w takim tempie, że rzuciłem do żony coś w stylu "ale wystartował" czy "ale wystrzelił" i przez jakieś dwie sekundy zastanawiałem się, jakim driftem wyrobi się w bramę falochronu, mając nas (dużo większy prom) niebezpiecznie blisko toru w miarę normalnego zwrotu. No okazało się, że się nie wyrobił, ale samego wypadku nie widzieliśmy, był za nami, akurat wszyscy szli do samochodów.

Potem normalna jazda przez Anglię do Szkocji. Pojechaliśmy tym razem M1/A1 i piękną trasą od Scotch Corner do Penrith, która niby jeszcze w Cumbrii ale bardzo szkockopodobna i śliczna i pełno zamków i innych cudów, polecam. W ogóle musimy się kiedyś wybrać na wycieczkę na południe, powiedzmy Carlise-Penrith-Newcastle i powrót Wałem Hadriana itp. ale tak zupełnie leniwie i przy dobrej pogodzie. Dojechaliśmy bez większych przygód, wyładowaliśmy jak zwykle kupę gratów, zaczęliśmy odpoczynek i powrót do normalności.

Co do szrotu: pierwszy morał z wycieczki, szczególniej w temacie problemów oponowo-felgowych był "zachciało się gratów, trzeba było jechać jeepem" a nawet "więcej latać mniej jeździć", ale po zastanowieniu - to akurat nie ma wiele wspólnego ze szrotem (no może pierwsza pęknięta opona była starawa i zmęczona), raczej ze stanem dróg, bo tak samo nieciekawie mogło być z jeepem, a nawet jeszcze gorzej, gdyż nie ma on fullsize zapasu, tudzież nikt by mi do niego nie dostarczył darmo kolejnej i kolejnej felgi czy tanich opon. Tak naprawdę, jedyna usterka szrotwagena, która się objawiła pod sam koniec wycieczki, to coś dziwnego z przełącznikiem/przekaźnikiem kierunkowskazów (przestaje "chodzić" po paru impulsach), nie zbadałem jeszcze i nie miałem nic podobnego w żadnym scorpio, więc nie wiem czy to elektryka czy mechanika przełącznika. Poza tym, w zasadzie, było ok - tyle, że wiem o i wyczuwam sporo zużytych części i podzespołów, plus rdza chrupie chrup-chrup, stąd prawdpodobnie była to przedostatnia jazda UFO przez Europę, bo następny powrót będzie, niestety, ostatni, w celu sprzedaży albo zasilenia polskiej huty.





Macbeth
Tue, 11 Nov 2014 13:21:39
" I zmieniło się to na gorsze w Niemczech, gdyż wydaje się, że navi liczy średnią prędkość dla Niemiec na poziomie 140-150km/h, co nocą, załadowanym wozem i we względnie dużym ruchu (obchody 25 lecia obalenia muru? albo i bez powodu) "

Raczej strajk na kolei.

Boni avatar Boni
Tue, 11 Nov 2014 16:25:29
@Macbeth

Pewnie racja, coś mi się obiło o uszko, ale myślałem, że wcześniej "pojednali się". Zresztą, nie ważne, pewnie ludzie nie ryzykowali i prawda, że zrezygnowali z pociągów; ruch Berlin-Hanower-Zagłębie był w środku nocy powiedzmy jak w normalny dzień (nie że korki czy coś, jak rano czy wieczorem, ale powiedzmy jak w leniwe południe, a przecież normalnie o północy jest luz i wózek/TIR co kilkaset metrów).

magister Sianko
Fri, 14 Nov 2014 11:56:45
Boni, nie boisz się że z powodu biodegradacji coś Ci się urwie trasie? Jak oś albo pół auta?

Boni avatar Boni
Fri, 14 Nov 2014 13:32:43
No risk no fun




Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Srebrny ciągnik
Mon, 18 Jun 2018 00:30
@rozie Że niby jak masz zamiar osieciować zderzaki...

rozie - Srebrny ciągnik
Sun, 17 Jun 2018 20:37
Opon i tłumików to może i nie zepniesz. Ze...

Boni - Srebrny ciągnik
Sun, 17 Jun 2018 11:30
Nawet mogę spróbować zgadnąć, kiedy to szydło...

rozie - Srebrny ciągnik
Sun, 17 Jun 2018 09:41
@cmos Dobra wymówka, ale get real. Wszystko to jest...

cmos - Srebrny ciągnik
Sat, 16 Jun 2018 18:41
@boni Przy całym moim sceptycyzmie co do tego...

Boni - Srebrny ciągnik
Sat, 16 Jun 2018 17:58
Kiedy piszę "wyprujemy całą elektronikę" mam na...

rozie - Srebrny ciągnik
Sat, 16 Jun 2018 15:23
Kosztowało to jedno, ale tylko czekać jak zaczną...

cmos - Srebrny ciągnik
Sat, 16 Jun 2018 10:58
@boni "wyprujemy z niej całą zbyt nowoczesną...

Boni - Srebrny ciągnik
Fri, 15 Jun 2018 15:46
@cmos Cuuudo. To ja może jednak zacznę na serio...

cmos - Srebrny ciągnik
Fri, 15 Jun 2018 11:35
@boni Hłe, hłe, security... Akurat męczę się z...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.87   BS 2012-2017