Krótka historia fuchy a nawet fuszerki.
Wyobraźcie sobie, że kupujecie samochód, nówkie salonowca wymarzonego, za ciężko zarobione peeleny. I zamawiacie go z zylionem opcji i dodatków, za jeszcze cięższe peeleny. I na końcu szczęśliwie odjeżdżacie w dal.
Tyle, że po chwili orientujecie się, że może i jest to samochód, ma w przybliżeniu 4 koła, jakiś silnik, kilka foteli i jest mniej więcej w zamówionym kolorze, ale to jest diesel zamiast benzyny, "czerwony ceglasty" natynkowy zamiast Matador Rosso metallic, ma dziurę w podłodze zamiast klimy, no i zamiast superduper elektroniki ma garść przedwojennych przekaźników a mrygadełka i klawiszki to atrapy. No i zamiast orzechowego forniru jest wykończony folią firmy Fornir w kolorze orzechowym. Bo tak w ogóle to jest Kia ze znaczkami BMW.
Niemożliwe, co nie?
A w przemyśle jak najbardziej możliwe. Gdyż mniej więcej tak się różni spory system sterowania, jaki Poważny Klient zamówił od tego jaki otrzymał, jak w powyższej głupawce.
Najpierw były niejakie zastrzeżenia co do "look and feel" SCADA. Po rozgrzebaniu tematu okazało się, że nie tylko "look and feel" ale bebechy SCADA są mocno nie teges. Po czym za chwilę okazało się, że to w ogóle inna SCADA niż zamówiona (!). Wtedy już przyjrzano się wszystkiemu, no i okazało się, że o ile hardware się mniej więcej zgadza, to programy tegoż hardware nie zgadzają się nie tylko ze specyfikacjami i dobrą praktyką, ale ze zdrowym rozsądkiem też.
(Dla ciekawskich pro - mowa o kupie najdroższego krapu od Siemensa, najmocniejszy S7, WinCC, i podwójny Profinet na jakieś 40 nodów i ze 3000 tagów)
No po prostu masakra jakaś i wszyscy zbierają szczeny z gleby, bo takiego robienia w wała Poważnego Klienta na tak drogim i złożonym systemie najstarsi papraje nie pamiętają.
Na "usprawiedliwienie" dostawcy można rzec jedynie, że full specyfikacja ma jakieś 6000 stron. Ale to przecież, eee, normalne.
A co ja mam do tego? Otóż niektórzy mają lekko durny plan, żeby wykopać fuszerów i toto poprawić do stanu zgodnego z. Na początek poprawić SCADA, w 3 miechy, moimi rencamy. Czyli teraz ja utonę w 6000 stronach specu, i będzie o tyle weselej, że wszyscy będą patrzyć mi na te rency, i zero taryf ulgowych.
Na razie kombinujemy z szefami, czy nam się to w ogóle chce dotykać metrowym kijem (mi oczywiście się nie chce) - bo zyliona funtów z tego nie będzie, ino kłopoty. Mniej więcej takie jak ze zrobieniem ze sfuszerowanej Kia wysoko wyspecyfikowanej i już raz zapłaconej BMW.