Zadziwia mnie ciągle i ciągle, jak całkiem mądrzy ludzie filozofując tak bardzo fiksują się na języku i pojęciach, najchętniej idealnie abstrakcyjnie sferycznych w próżni. Co po Wittgensteina "Es ist ja nichts versteckt" i paru podobnych kopniakach wymierzonych w "znaczenie" i język, jakim mamroczą filozofowie od jakichś 3000 lat, powinno dać niejednemu na wstrzymanie.
Ostatnio (w sensie, parę dekad) jakieś nieprzytomne dyskusje, pyskusje i żale i tańce indiańskie odbywają się wokół pojęcia wolnej woli, i determinizmów takich i owakich - bo nowoczesna neurologia przyniosła garść empirycznych danych o ludzkich umysłach, więc filozofowie mówią laboga.
Świeży odprysk, całkiem zgrabny i sensowny, można obejrzeć
na blogu z rollki obok.
Jakby to powiedzieć... W moim małym kąciku pojąć nie idzie, jak można pomieszać rozważania o wolnej woli jako filozoficznej abstrakcji pierwszej wody z rozważaniem prozaicznego poczucia czy odczucia wolnej woli, nieźle umocowanego w neurologii no i psychologii.
"Wolna wola" jako abstrakcja filozoficzna, sprzeczna z determinizmem takim i owakim, to mieszka se tam, gdzie wszystkie podobne byty - w przedsionku jaskini Platona albo w jego czerepie, któremu język się na mózg rzucił, ale jej NIE MA, jw. mawiał Ludwig W. "nic tu nie jest ukryte". A skoro jej nie ma, no to przepraszam, ale nie zwilża mnie jej "być albo nie być". Skądinąd, ponieważ IMHO abstrakcyjnego filozoficznego "determinizmu" też nie ma, można powiedzieć, że nie zwilża mnie to do kwadratu (ale o tym i o chaosie deterministycznym może innym razem).
"Wolna wola" jako poczucie, stan psychologiczny, oparty na neurologii, ma się natomiast doskonale. I choćby przyszło dziesięciu badaczy i każdy przytargał dziesięć tomografów, to raczej żadne wyniki badań nie zmienią tego, że powszechnie mamy poczucie wolnej woli - bo tak poskręcała nam ewolucja kawałki mózgu (zdaje się, głównie przednią część kory obręczy), że to poczucie po prostu mamy. I jedyne co ciekawe, to jak w szczegółach działa i dlaczego właśnie tak - ale to jest temat z neurologii i podobnych, a nie temat dla filozofii. Ba, to czy decyzje podejmujemy świadomie czy nie, i czy można na nie wpływać pod-świadomie czy nie, też nie ma dla tego poczucia większego znaczenia.
Bo przecież chyba nikt, w miarę nowożytnie, poza bardzo oderwanymi od świata, idealnie sferycznymi filozofami w próżni, nie wierzy(ł), że "wolna wola" doznacza jakąś absolutną czy bezprzymiotnikową wolność podejmowania decyzji. Więc tu się też nic nie zmieniło - na nasze decyzje wpływa pierdyliard czynników z przeszłości i teraźniejszości, no i co niby z tego wynika, że można je obecnie nieco łatwiej i lepiej prześledzić niż 200 czy 100 lat temu? Niewiele.
Stąd, zaprawdę, obawy, że wyniki badań neurologicznych czy fizycznych czy podobnych nagle zmienią nam powszechnie spotykane poczucia, emocje czy podstawy etyki czy prawa czy cokolwiek, sugerowałbym między bajki włożyć.
Czego skądinąd historia pojęcia predestynacji i jego wpływu na nihilizmy i różne inne -izmy przykładem.
A jedyne czego można się z takich dyskusji jak te o wolnej woli kontra determinizm dowiedzieć, to że człowiek uwikłany w język potrafi narobić sobie obaw i problemów zupełnie z niczego, jeszcze gorzej niż małpa z brzytwą.