Zmroziło mnie nieco w przenośni (bo u nas dopiero pierwsze nieśmiałe chłodki), gdyż niechcący zorientowałem się, że pamięć mnie zwodzi i jest gorzej niż.
Bo nagle zorientowałem się, że nie płaczę po Niziurskim, gdyż go w ogóle nie znam. Ot, nazwisko, pozycja w literaturze PL, no i "Sposób na Alcybiadesa" z którego pamiętam ze trzy motywy na krzyż (nie opowiedziałbym tej historii) i tyle na temat Niziurskiego mam w głowie. Co dosyć dobitnie mówi nt. "literatury chłopackiej" jaką czytywałem za młodu, albo i nie czytywałem.
A przekląłem pamięć, gdyż oszukuje mnie, że przecież za dzieciaka i młodziaka byłem całkiem normalny i przeciętnym chłopakiem czy facetem, i mam wspólnotę i empatię ze swoim pokoleniem. A przynajmniej powinienem mieć, i tylko czasem, na stare lata i ze zgredostwa, rozjeżdżam się ze znajomymi, rówieśnikami, itd itp.
Tak jakby kiedykolwiek było mi z jakimś "pokoleniem" czy "rówieśnikami" po drodze.