Ostatnio przestawiłem się z telefonem na
MixZinga i powiem wam, że jakoś lepiej dostarcza mi muzyczkę niż cokolwiek poprzedniego. Pewnie to wrażenie tylko i zbieg okoliczności, ale może i jest coś na rzeczy z tymi zaawansowanymi algorytmami shuffli i "suprise factor", bo jakoś podczas ostatnich długich jazd przez Szkocję podrzucało mi muzę zupełnie genialnie.
Na przykład kiedy wracałem przedwczoraj, przy wczesnozachodzącym słońcu - podjeżdżam pod zamek Stirling, który zaprawdę wznosi się nad równiną, i spogląda z góry na autostradę i rozjazdy, a tu tele wrzuca mi Clannad pasujący do widoku za szybą i nade mną, jak coś bardzo pasującego. Jak tylko przejechałem rozjazdy i zamek został z tyłu, i mijam rzecz tu niezwykłą, czyli wzgórze porośnięte starodrzewem liściastym, ale takim naprawdę starodrzewem - muza zmienia się na motyw "Kodamas" z OST Mononoke Hime. OMG. Wychodzę między wzgórza na dolinę na zachód - znowu Clannad albo Maire, nie pamiętam. Potem coś tam, potem kiedy już widzę zjazd na Balfron, czyli "prawie w domu", tele zarzuca genialnie...
... czyli Orbital plus Lisa Gerrard, plus tu bonusowo jeden z nielicznych znanych mi jutubowych teledysków-samoróbek, który jak najbardziej daje radę i dostarcza.
Z Braćmi Orbital mam podobny problem jak z Grubym Chłopcem, Braćmi Chemicznymi i resztą menażerii z czasów big beatu (tego nowego, oczywiście) - jeden na pięć kawałków obala na kolana i dostarcza hurtowo, jak powyższy, a pozostałe cztery robią mi "rany boskie, kto śmiał wydalić to poza domowe studio...". Stąd pewne problemy z słuchaniem ich całymi albumami. Ale akurat "Blue Album" Orbital, z którego jest powyższy "One Perfect Sunrise" zawiera jakieś 90% cukru w cukrze, więc mam go w serduszku i na telefonie.