Parę miesięcy temu
marudziłem, że picuje się wszelkie autka, ale konkludowałem nieśmiało, że perełki i okazje też się trafiają. Przypadkiem wczoraj wpadł mi w oko przykład mojego ulubionego modelu, no to się podzielę:
Lexus LS400 1995, tylko 10tys mil przebiegu, specyfikacja (fabryczna!) JESZCZE przekraczająca to, co ludzkie oko normalnie widziało w LSie a czego normalni posiadacze 4 kółek wcale nie znają; to jakaś wersja na superspecjalne zamówienie, zdecydowanie skonfigurowana pod pasażerów z szoferem. Folia na progach, praktycznie nowy samochód. Znajduje się w JP, ale za niewielką opłatą może być w UK. Albo na Malcie czy Gibraltarze. W PL raczej nie, bo kierowniczka po niewłaściwej stronie.
Nie mam na takiego ani woli (żadnych V8 do odwołania, tak mi bogini dopomóż!), ani pieniędzy, ani odpowiedniego muzeum, więc tak tylko pokazuję, żeby dać świadectwo prawdzie - istnieją względnie tanie względnie fenomenalne okazje samochodowe w stanie "igiełka", wystarczy pogrzebać w necie. I w portfelu.