Lata '90 nie były takie złe. No dobra, były złe. Ale nie muzycznie. Dwa słowa: trip i hop. I nie był to tylko Massive Attack.
Dzisiaj miałem fazunię na człowieka-orkiestrę na kwasie i grassie, czyli: Tricky. Zaczynał z MA, ale potem poszedł po swojemu, i dawał radę. A szczególniej kiedy współpracował, na, hm, różnych płaszczyznach i krzywiznach, z
Martiną. Dorobili się nie tylko córki, ale też hałdy zacnej muzyki.
(skumajcie, ta muza jest pełnoletnia, ma pieprzone 18 lat.
I ta też. I cała Maxinquaye. A przecie to mogłoby być wydane wczoraj, i też by ludzie słusznie leżeli plackiem w podziwie.)
Nie słucham tego na okrągło, ale co jakiś czas dopada mnie jego muzyczka, że o rany. I nawet nie pamiętam, kiedy nastąpiło przełamanie i skąd mi się to ulęgło (bo nie od razu, trip-hop odkryłem po paru latach od szczytu popularności) - pewnie gdzieś na poboczach Massive, albo może ze skojarzenia z rólką Tricky'ego w "Piątym Elemencie"? A potem było lepiej i lepiej.
(luudzie, tak jak siedziałem z rozdziawioną gębą jak wtedy przed tv z powyższym klipem, to się zdarza raz na dekadę - nie wiem czy między powyższym (muza! wokal! Tricky! Hawkman! Edziu z "Live"!!! obraz!) a "Wrong" Depeche Mode coś podobnego się przytrafiło...)
Dzisiaj poobracałem "Vulnerable" - ulubione, mniam. Popaczyłem dokładniej na najnowszą "Mixed races", której nie miałem okazji porządnie posłuchać - zapowiada się lepiej niż nieźle, trza zadobyć. Ten pokręcony gość potrafi, nie tylko sam, ale jako producent i muzopis, także z innymi geniuszkami (no bo listę kooperacji ma jak wykaz "Najlepsi Wykonawcy Extra Muzy Na Wieki Wieków Amen") dostarczyć dobrą acz zakręconą muzę, stale i hurtowo. I bardzo dobrze.
Starczy, idę szukać dvd-kompilacji "Ruff Guide" (posiadamy, e, gdzieś; można nas dotknąć), potem poszukam jakiegoś smacznego napitku i będę się z napawał cały wieczór wizją i fonią transmitowaną prosto z pokręconej duszyczki Tricky'ego.