Na kognitywistykę i szczególniej kognitywistów patrzę z jednej strony jak na protonaukę w fazie eksplozji empirii i wzrostu wiedzy (no bo tomografy staniały, i można se wirtualnie macerować dowolne neuronalności znacznie wydajniej niż dawniej; i narzędzia do analizy i symulacji są znacznie dostępniejsze, czyli kompucie potaniały), i całkiem przychylnym okiem; ale z drugiej strony jak na paranaukę, gdzie sporo szarlatanów - umyślnie, a nawiedzonych - nieumyślnie, plecie co im ślina na język, a kawa na neurony przyniesie.
A jak skrzyżują się komuś dróżki filozofii, kognitywistyki, i modne rzeczy z teorii agentowych, no to zaraz ląduje w czymś jak
"OH MY MATERIALISTS GOD, THE UNITED STATES IS PROBABLY CONSCIOUS!!1" (zwróćcie uwagę, że to jeszcze ciepłe).
(dla niespiczujących - profesor filozofii z renomowanego uniwerku w Kalifornii, w eseju dosyć zgrabnie snuje teorię, że z punktu widzenia materialistycznego i behawioralnego, system taki jak USA "jako całość", z przepływem informacji, zachowaniem, pamięcią, itd itd. podpada pod definicję świadomości; rozważa też obiekcje i trudności w przyjęciu tej perspektywy)
I cóż ja mogę na to powiedzieć, poza tym, że jak na sf to słaba fabuła.
Może tak - ja dosko rozumiem, że wielu fascynują takie koncepta, od agentowych teorii małych grup po teorie Gai, i że wydaje im się, że można w ten sposób wiele wytłumaczyć i zrozumieć (a na końcu będzie psychiatria dla państw! i innych systemów! i psychoanaliza nie w USA ale dla USA! WOW !1) - jak byłem mały też mnie fascynowały mrowiska nie jako zbiory mrówek, ale jako pojedyncze organizmy, i snułem o tym bardzo dziwne koncepcje, nawet je sprzedawałem innym dzieciom; i też miały mnie za nieszkodliwego frajera.
Ale od nauki wymaga się, moim zdaniem, trochę czegoś innego. Na przykład ścisłości znaczeń i symboli. I falsyfikowalności. I posługiwania się brzytwą dziadka Ockhama. I jakichś weryfikowalnych predykcji. A takich możliwości i potencjalności w powyższym tekście nie dostrzegam, i podobnie w połowie konceptów z okolic bieżącej kognitywistyki, przynajmniej w tych, które czytuję.
I jeszcze - przypomina mi to "stare, było", czyli fascynację sprzed kilkudziesięciu lat cybernetyką, która też miała ślicznie wytłumaczyć systemy i systemy systemów. Ale jakoś niewiele wytłumaczyła, poza bardzo prostymi rzeczami, i też jedyne co dała, to głównie napęd SF, od dobrej jak Lema, po złą jak Korwina-Mikke.
Więc może jednak zamiast czytać lekko nawiedzone koncepta sprzedawane jako esej naukowy, poczytać "Czarne oceany" Dukaja, gdzie przynajmniej, poza koncepcjami, jest też fajna fabuła i bohaterowie.