Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 17:36
@Boni Ale to nie jest bezradność. Bezradnością...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 16:38
@Bober Przykład z wczoraj czy dzisiaj - masz fajny...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 10:56
"Oczywiście, można by wypisać tu zylion anegdot w...

Boni - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 18:40
@Gatling Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak,...

Gatling - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 12:51
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious...

Boni - Historia jajem się toczy
Wed, 4 Jul 2018 20:18
@charliebravo IMHO może i jest jakaś tam większa...

zz_top - Historia jajem się...
Wed, 4 Jul 2018 08:48
Ależ zasada "zajmujemy się najpierw zabezpieczeniem...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-10-17, środa
Tagi:  DIY, nostalgia
___________________________________
Notka będzie klasy "autor robi se kuchenną psycholanalizę" i nudne opowieści z dzieciństwa, ale cóż poradzić, muszę sobie ulać na ekran, bo miałem moment kiedy moje głosy w głowie zrobiły dialog jak pierwsze dwa zdania z tego filmu:


(skądinąd wczoraj obejrzane, i nieźle się bawiłem, choć filmik nierówny i miejscami szkoda zmarnowanych szans, ale miejscami genialny)

No więc co ja kurde robię na tym dachu? A dokładniej, dlaczego siedzę w robocie cały dzień nad czujnikiem wizyjnym (zajefajny, staniały cudnie, możliwości wystarczające, i ma wielki czerwony oświetlacz - z małego narzędzia na stanowisku pozornie zrobił się mały piec hutniczy albo gobos z disco), a po powrocie z roboty, dlaczego pół wieczoru siedzę i wymyślam dziwny i pokręcony panel klimatronika do starego forda scorpio (zamiast ew. przełożyć od nowszego albo, jak normalny człowiek, kupić sobie wózek z klimatronem).

Na co wewnętrzny głos tonem S.L.J z powyższej scenki rechocze "a przypomnij sobie swoje wybory i od czego się zaczęło" i strzela mi w hipokamp.

W pierwszej chwili przychodzą do głowy rozbierane radia i zegarki, w wieku, hm, nie pamiętam, byłem na tyle duży, że dałem rady podnieść młotek, czyli 3, 4 lata? I dziadek kowal, i kibicowanie mu w robocie, i złapanie się za gorące świeżo wykute hacele (stąd lata później na scenkę z Indiany Jonesa, jak Niemiec odbija se na ręku rozpaloną głowicę laski, miałem meh i "co wy k... wiecie o łapaniu się za gorące"). I ojciec - majsterkowicz i modelarz, zaszczepiający niewinnym jeszcze latoroślom SF i Lema. I podręcznik mechanizacji rolnictwa, gdzie był przekrój kombajnu. Ale to wszystko było ogólnotechniczne, i jednak nie poszedłem w mechanikę, tradycją dziadków i rodziców.

Bo zaraz po powyższym, gdzieś na samym początku podstawówki, trafiły się dwie rzeczy - wrodzone lenistwo i flippery w PRLowskim "salonie gier".

Z lenistwa (i SF...) wziąłem przekonanie, że człowiek powinien kiwnąć palcem co najwyżej, a automatyka i roboty mają odwalać automatycznie brudną robotę. A najlepiej każdą robotę.

Z fliperów zaś wziąłem głębokie zamiłowanie do mechatroniki i świecidełek. Bo choć trafiały się już wtedy pierwsze automaty Pongi czy Arkanoidy w salonach czy wesołych miasteczkach, to zabawa wirtualną kulką na wirtualnym polu gry była 23 do 57 razy gorsza, niż prawdziwa kulka latająca po elektromechanicznie zautomatyzowanym polu gry.
shangri_la_pinball
(to z obrazka i linki nie było najfajniejsze, ale najlepiej zapamiętałem - bo był stary i 4 cyfrowy, więc jako szczyl ledwo wystający nad stół, mogłem się do niego zawsze dopchać; te fajniejsze były okupowane przez dwa razy większych ode mnie ziomali z blokowiska. BTW Internet Pinball Machine Database, OMG.)

A że dwuzłotówki, a nawet piątki, wydawane na świecidełka i efekty dźwiękowo-mechatroniczne, szybko się kończyły, zdecydowałem, że taniej będzie mieć taką zabawkę na własność. Jednak pewne braki siły fizycznej i wzrostu, spowodowały, że nie mogłem flippera ukraść, a braki brzęczącego kapitału spowodowały, że uznałem, że taniej będzie go zrobić niż kupić. Więc w tajemnicy przed starymi, oczywiście, zaprojektowałem flipper z mechanicznymi "łapkami" i bez wielkiej elektromechaniki (brak dostępnych elektromagnesów), ale ze świecidełkami jak się patrzy. Po szybkim projekcie i kłopotliwym wykonaniu (nafaszerowanym piłowaniem i cięciem po równo aluminium, drewna, papieru i palców, chyba jedną bliznę mam do dziś; psuciem ślicznej sklejkowo-drewnianej skrzyni narzędziowej od wypasionego małego majsterkowicza, na "body"; srogim przeciążeniem zasilacza Piko; posługiwaniem się nielegalnie wiertarką, będącą w proporcji do mnie, jak młot udarowy do Boba Budowniczego autostrad; tudzież ucieczką brata, który nie chciał trzymać skrzyni, kiedy wierciłem fi 16 pod światełka w sklejce, ale może i dobrze, bo czasem obracało się wiertło, czasem skrzynia, a czasem ja z tą okropnie wielką wiertarą Celma; tudzież pierwszym poważnym fakapem z braku know-how, czyli wylakierowaniem ślicznego boardu, ze statkiem kosmicznym wykonanym paroma kolorami tuszu, lakierem zajumanym ojcu, który to lakier okazał się, niestety, żywicą bez utwardzacza...) miałem coś, co nawet jakby działało, znaczy kulkę łożyskową można było odbijać fliperami, a jak gdzieś wpadła to nawet coś czasem mrugnęło albo się zaświeciło.

(I gdzie byli rodzice !!11 - przeważnie w robocie byli...)

Nie działało to wszystko zbyt dobrze, ale pamiętam, że starzy jak już im zeszła furia, że tyle rzeczy popsułem itd itd dziwowali się, nawet ze znajomymi, nie tyle nad maszynką, co nade mną, i co z niego wyrośnie. A przecież było już jasne, że mniej więcej to, co jest teraz.

Bo już wtedy okazało się, że piękne są mechatroniczne cudeńka i zabawki, i świecidełka, i automatyka, i rozbieranie tego wszystkiego; ale jeszcze piękniejsze, że można to sobie wymyślać, projektować, i zrobić, także własnymi rękami, względnie tanio i prosto, i satysfakcje z tego procesu, i malutkie oświecenia po drodze, to zupełnie inna Rzeczywistość.

I tak już mi się jakoś zostało na następne dekady, na tym zautomatyzowanym podświetlonym dachu.





janekr
Sat, 13 Oct 12 13:13:01
A będąc dziecięciem wsadziłeś łapy w przewody pod napięciem, na przykład sprawdzając, co kryje w sobie wyłącznik od lampy?

Boni avatar  Boni
Sat, 13 Oct 12 16:06:47
@janekr

Zdefiniuj "dziecięciem". Jako naprawdę mały brzdąc nie bawiłem się pod napięciem, tylko "na sucho", i raczej łykałem wiedzę o prądzie z książek i od ojca. Więc jakoś wcześnie zyskałem respekt przed gniazdkiem czy lampką, zresztą, to było trywialne i nie wciągało. A jako trochę starszy, w okolicy 1-2 podstawówki, na etapie tego flippera itp. akcji, również chemicznych (wszystko z udziałem genialnego zasilacza Piko, który musiałem na skutek różnych projektów i eksperymentów co jakiś czas naprawiać albo tuningować; a w środku 220V), albo grzebania w magnetofonie Grundig, bywało różnie i człowiek bywał skopany.

W ogóle gdzieś w tych czasach pizgło mnie najmocniej w życiu, ale nie 220, tylko bodaj 15kV - rozbierałem starego Ametysta czy Beryla, jak już starzy kupili Elektrona (?), i o ile wiedziałem o trafopowielaczu itp i wszystko było bez napięcia i full bhp, to nie wiedziałem, że kineskop ma tak dużą pojemność i warto go rozładować; jak skrobnąłem małym śrubokrętem gniazdo WN na kineskopie, dostałem ładunkiem, że mnie przerzuciło filmowo przez pokój i zapomniałem jak się mówi na dłuższą chwilę.

Ale i tak nigdy nie przebiłem tego co ojczulek wyprawiał z prądem jako dzieciak, powiedzmy we wczesnych 50.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018