(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Kiedy można pobyć i pogadać bliskim-dalekim bratem, i jest to słuszne i fajne...
Kiedy pogoda superowa, szczególniej jak na koniec września...
Kiedy można podłubać w drobiazgach cudzego samochodu, z pożytkiem dla Rzeczywistości...
Kiedy zamiast zalegać, od niechcenia i z "przydasiów" można w pół dnia wydłubać zaległą tablicę adresową domu, w technologii hybrydowej, czyli pozornie normalną a po zmroku w typie podświetlanego panelu reklamowego, i nawet z zasilaniem awaryjnym...
Kiedy czerwone podświetlanie okazuje się może i wyjątkowo efektowne, niczym serce kuźni czy tabliczka na drzwiach biura Lucyfera, ale jednak, jak stwierdziliśmy gremialnie, deczko niezgodne z adresem, który nie ma numeru 666 i nie zawiera pentagramów...
Kiedy można je od niechcenia zmienić na inne, bo "przydasiów" dostatek, i niech się stanie zieloność...
Kiedy za piątym czy szóstym obejrzeniem "Avatara" dochodzimy z córką do wniosku, że główny morał tego filmu to "rządzi ten, kto ma większego ptaka"...
Kiedy pada późnowieczorny deszcz po tak fajnym dniu...
...zaczynam niepokoić się, kto i dlaczego popsuł matrixa, bo tak jakby życie płynie zbyt należycie.