(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Mądrość ludowa mówi, że prowizorka jest wieczna, ale mam wrażenie, że to tylko wyraz jak bardzo lud uwielbia confirmation bias - czyli, że te nieliczne prowizorki, które wytrzymały względnie długo, to pamiętamy, i kiwamy ze zrozumieniem ceberkami, że wieczne, a te zyliony, które rozpadły się, zanim jeszcze taśma klejąca się przykleiła, czy sznurek porządnie zawiązano, no to nikt nie pamięta i przysłów nie wymyśla, bo to nudne.
A snuję te głupotki, bo dzisiaj, zupełnie ekspresowo, w ciągu coś koło 6h udało mi się dokończyć likwidację ok 10 letniej prowizorki i zepsuć około 5 letnią - czyli dokończyłem przebudowę tymczasowego włazu na strych (pokłosie tamtej noci) i zepsułem prowizorycznie naprawione (raczej wyrzeźbione...) zegary ze scorpio.
O ile właz to dość trywialne, poza ceną profi klapy/drabiny, upierdliwością robót budowlanych i mocno potłuczonymi przez samozamykającą się klapę paluchami, to zegarki są ciekawsze - lata temu osobiście je zepsułem, niepotrzebnie przerabiając kolor wskazówek... a że takie rzeczy mnie mocno wkurzają, w furii błyskawicznie złożyłem z dwu różnych zestawów od dwu różnych modeli jeden komplet, który trzymał się na wkręty od gipsopłyty, dziwne kawałki plastyku, i siłą woli (FYI - ford już 25 lat temu uwielbiał zrobić co nieco "po taniości" - na przykład elektrykę zegarów w formie folii plastykowej ze ścieżkami z folii miedzianej; co fajnie się układa i dopasowuje, i kosztuje centy zamiast dolarów za przewody itp. ale za to jest nienaprawialne i niemodyfikowalne). Nadludzkim wysiłkiem podłączyłem tę rzeźbę do wozu, zapakowałem na miejsce, i solennie obiecałem nigdy więcej tego nie ruszać. I działało to w warunkach, cóż, jak w samochodzie na polskich drogach, ok 5 lat.
No ale jestem świr, a nie człowiek poważny i słowny, więc gdy wczoraj polazłem doprowadzić do stanu 100% sprawnego świecidełka i pstryczki elektryczki w scorpio (bo lubię jak wszystko świeci i działa, a zimojesienią i wczesnonocą tym bardziej), to oczywiście, zachciało mi się wbrew zdrowemu rozsądkowi wymienić spaloną żaróweczkę w zegarach. Co kosztowało rozpad prowizorki w czasie porównywalnym z rozpadem mionu na to, na co przeważnie rozpadają się miony. No dobra, zegary, a raczej ich elektryka, rozpadły się trochę wolniej i na znacznie grubsze elementy, ale niewielki z tego pożytek.
Chyba się starzeję, bo to się naprawi, ale tym razem bez żadnej prowizorki.