Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 10 Dec 2018 15:46
Wpadło mi dzisiaj coś takiego. Może nie jest to coś...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 13:35
@zz_top Tak szczerze, to nie ogarniam i nie wnikam,...

zz_top - Premium
Wed, 14 Nov 2018 08:52
Ej, ale czemu ty jako premium szukasz w Audi A7 czy...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 03:11
Obejrzałem sobie różności i powiedzmy, chyba...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:24
@zz_top A to faktycznie porażka. Powiedzmy, dalsze...

zz_top - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:07
Nawet mnie zaciekawiłeś tą germańską trójcą i...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 19:47
@zz_top Zapewne masz rację, tyle że z merolami ze...

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-08-31, piątek
Tagi:  DIY, fun
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Poniedziałek

Rzeczy mnie napadły. Czaiły się, oczywiście, od lat, skradały i umawiały się po kątach, piętrzyły się niezauważone w zakamarkach, ale koło poniedziałku przystąpiły do frontalnego ataku. No dobra, kontrataku, sam je sprowokowałem, bo głupio i naiwnie próbowałem wejść na ich teren, dawno podbity i zawłaszczony, czyli pod wiatę koło domu. Po tym jak już wygrzebałem się spod zawału, rozmasowałem guza, obejrzałem piszczel i poprawiłem okulary, i przyglądałem się szczerzącemu kły złożu, nagle mój delikatny wewnętrzny homunkulus wyjął nie wiadomo skąd bejzbola i ogłuszył znienacka mojego delikatnego wewnętrznego buddę, po czym skopał hipokamp na okoliczność namiarów na dostawców urotropiny i kwasu azotowego. Ale zanim doszło to eskalacji i użycia heksogenu, przekonałem wszystkich zainteresowanych, nawet szaloną lewacką lewicę, która już sięgała po zapałki, że przecież wystarczy to posprzątać - też podziwiam swój dar przekonywania. Żeby towarzystwo nie zdążyło się zorientować w absurdalności tego bieda-planu, z marszu przystąpiłem do wywalania rzeczy spod wiaty na światło dzienne podwórka, w założeniu, że jakoś to będzie. Rzeczy też się w pierwszej chwili nie zorientowały, ale zaraz drwiąco zaczęły się mnożyć i mnożyć, tudzież teleportować (bo niby skąd tam się wzięła zapasowa chłodnica albo trzecia (???) kanapa od pewnego samochodu...) tak, że niebawem skończyła mi się czasoprzestrzeń podwórka, a pod wiatą zrobiło się tylko trochę luźniej. Zadumałem się nieco, bacznie obserwując rzeczy, nad dalszymi możliwościami, pomiędzy ewakuującymi się eeekspreeesooowooo ślimakami, rozbiegającymi pająkami, i innymi bliżej niezidentyfikowanymi stworzeniami żywymi i martwymi. Na wsparcie garażu nie mogłem liczyć, bo chociaż w poprzednim tygodniu odbiłem rzeczom jego fragment, to krótkie obliczenia, poparte wykresami i grafem, wykazały, że dopiero w przestrzeni sześciowymiarowej garaż pomieści złoże spod wiaty, a dopiero w siedmiowymiarowej pozostaną w nim jakieś przejścia, którymi kawał chłopa jak ja mógłby się prześlizgnąć. Kłóciło się to trochę z moim przepływem chi i pomysłem na zajęcie się zalegającym w garażu, co za niespodzianka, samochodem, więc ta opcja odpadła. W międzyczasie udało mi się z przydasiów, paru gwoździ i silnej woli zmontować na ścianie wiaty półkę, a raczej sześciometrową półę, więc w nadciągającej prognozie pogody i zmroku zapakowałem, co się dało i gdzie się dało. Przeważnie z powrotem. Tylko złom żelazny złośliwie zostawiłem pod chmurką, niech cierpi. Nadszedł czas na rezerwowy plan S jak strych.

Wtorek

Plan S był rozważany od dawna, ale był a) upierdliwy b) wymagał nabycia materiałów drogą kupna c) nie gwarantował sukcesu. Bo nasz uroczy domek "kanadyjka" ma strych w gatunku nieużytecznych (nie mylić z nieużytkowymi) - gęsta więźba z dźwigarów kratowych i brak podłogi gwarantuje ultrawygodę rozprowadzenia różnych instalacji, kontemplację pustej przestrzeni, emocje "czy dziś jest ten dzień, kiedy spadnę przez strop z wełny i gipsopłyty prosto w garnki", i niewiele więcej. Ale po poniedziałkowej bitwie zremisowanej ze wskazaniem na rzeczy, moja determinacja podniosła się o parę kresek, a że mój wewnętrzny homunkulus znacząco stukał bejzbolem, wewnętrzny budda był zajęty opatrywaniem obrażeń, medytacją, i pilnowaniem, żeby od homunkulusa oddzielało go przynajmniej ciało migdałowate, więc i wewnętrzny księgowy bał się protestować przed zakupem materiałów na podłogę kawałka strychu. Za to rzeczy zawiązały perfidny spisek w celu uknucia przeciwdziałania, ale o tym dowiedziałem się później. Obczaiłem gdzie znajduje się najbliższe złoże płyty OSB czterostronnie frezowanej, zapakowałem do wiernego scorpio złom elektryczny pozostały z Bitwy o Wiatę, żona zapakowała się sama, ale jak tylko ruszyliśmy, przyszło wracać, bo rozległy plan Wyprawy Zygzakiem Po Płytę i Z Powrotem był niedopracowany. Po pobraniu z domku ibuprofenu i czytnika ebooków, które nagle wydały się artefaktami niezbędnymi w Wyprawie, ruszyliśmy z prędkością poddźwiękową w kierunku A2 i Bricomana na Połczyńskiej. Zdradziecki tylny hamulec, niewątpliwie namówiony przez sporą grupę tarcz hamulcowych wyrzuconą na złom, zadymił już po 6km. Słowa nie oddadzą, kolejno, zdziwienia jakie w nas to wywołało, braku jakichkolwiek narzędzi w normalnie niepsującym się szrotwagenie, i zapachu przypalonego hamulca. Ale heroicznie spuściłem mu wpierdziel kluczem do kół na pierwszej z brzegu stacji paliw, bo stwierdziłem, że już dość negocjacji z rzeczami -  zaraz poddał się, przeprosił, i obiecał poprawę, mięczak bez kręgosłupa i wentylowanej tarczy. Po czym pojechaliśmy na wyspecjalizowany złom elektroniczno-elektryczny, żeby wywalić stary monitor 17" i odkurzacz. Oczywiście, niczym w horrorze klasy Z jak złom, wcięło całą obsługę, którą kazano nam zapytać, gdzie można to wyrzucić, więc po chwili kręcenia się tu i ówdzie po pustawym placu i pomieszczeniach dyskretnie podrzuciłem monitor do kontenera monitorów, odkurzacz też do kontenera monitorów, i uciekliśmy, chichocząc diabolicznie, drwiąc z ochrony, i dyskutując, co byśmy tu mogli przywieść i wywieść, jakbyśmy zechcieli być tymi złymi. Po czym skoczyliśmy do mojej roboty w celach nieważnych, i tu moc swą okazał czytnik ebooków, bo żona nie umarła z nudów czekając na mnie. Następnie pognaliśmy z prędkością absurdalną do Tesco/Bricomana, i zrobiliśmy małe zakupy, których najważniejszą częścią było 6 płyt OSB czterostronnie frezowanych, co ciekawe nieco tańszych niż zwykłe 18mm w Leroyu, o Praktikerze przez grzeczność nie wspominając. Nasze ulubione scorpio połknęło płyty prawie w całości, ale, że prawie robi różnicę, szczególniej w perspektywie jazdy A2, musiałem wrócić do sklepu po pas bagażowy i pomarańczowe rękawice robocze. Pas żeby jakoś przekonać wielką klapę sedana, że niekoniecznie musi robić za deflektor hamulcowy, tudzież płyty, że nie warto próbować wyrwać się z samochodu na wolność, a rękawiczki w celu oznaczenia wystających płyt - bardzo zabawnie dyndały z płyt, aż żałowałem, że nie stać mnie do kompletu na pomarańczowy kask, żeby dokładniej zasymulować faceta przygniecionego i spłaszczonego przez OSB. Ale nic to, pognaliśmy z prędkością przelotową do domku (czy wiecie, że już przy prędkości 60km/h powietrze domyka klapę dużego sedana, podpartą dużymi sprężynami? no to już wiecie). Po chwili odpoczynku zacisnąłem zęby, przewaliłem nieco przeszkadzających rzeczy, zdemontowałem nieco w koło klapy na strych i rozpocząłem dwuczęściową operację logistyczną pt. "jednoosobowe dostarczenie płyty sztywnej 62x250cm przez klapę 62x80cm pod dach o wysokości 120cm na drabinie 250cm". A potem "szycie ściegiem okrętkowym przy pomocy płyty sztywnej 62x250 w koło komina przez więźbę kratową". I tak 6 razy. Jak już przejrzałem na oczy w pomroczności i gorącości strychu, po drugiej płycie, okazało się, że złą stroną je mocuję, więc przyszło je oderwać, poodwracać, co dostarczyło mi jakże wiele radości, i przymocować jeszcze raz. Potem poszło już lepiej, a nawet doskonale, do nocy miałem 9m2 nowej podłogi.

Środa

Rekonwalescencja.

Czwartek

Dziewczyny wybyły do Wawy w sprawach, więc mogłem spokojnie zacząć wciągać na strych wrogie rzeczy, ale nagle obudził się mój wewnętrzny projektant - połamał bejzbola homunkulusowi, pogroził czerstwym kułakiem buddzie, kopnął w dupę księgowego, i powiedział "to się k... w pale nie mieści, żeby mając taki strych nie mieć na niego schodów, choćby młynarskich czy rozkładanych, tylko j... drabinę - plan S był dobry, to plan SS czyli Strych ze Schodami jest jeszcze lepszy". Na moją nieśmiałą opozycję, że ten projekt był rozważany, ale wymaga obmierzenia wszystkiego dokładnie, przebudowy przynajmniej jednego dźwigara dachu, no i schodów, sypnął mi w synapsy dopaminą i endorfiną, i zagroził, że mnie zmusi do wyżarcia pół puszki masy makowej, jeśli będę marudził. Cóż było robić, poszedłem po piłę, pilarkę, młotki, gwoździe, okucia, i inne takie, i zacząłem prace rozbiórkowo-przebudowujące. I nawet nieźle żarło, oczywiście nie bez dylematów "czy nie piłuję przypadkiem więźby na której stoję", "jak to wytnę to o co oprę drabinę", "czy ten słupek jest ważny", "dlaczego znienacka zaskakuje mnie bojler, który jest tu od 11 lat", itp. Ale generalnie wszystko poszło zgodnie z planem - tak to jest, kiedy wykorzystać rzeczy przeciwko nim, bo zaprawdę, zaskakujące, ile można rozwalić i poskładać, nie ruszając się z domu, w pół dnia; tylko trzeba mieć zapas narzędzi, materiałów i opioidów. Oczywiście, schodów jeszcze nie ma, ale kiedy dziewczyny wróciły, mogły w miarę bezpiecznie, pierwszy raz odkąd stoi ten dom, wejść po drabinie na strych i podziwiać. Równie oczywiste, że młoda natychmiast zaczęła pytać, jak z tego zrobić pokój-studio, ale tu barierą jest kasabubu, mierzona raczej dziesiątkami kilozłotych, niż tysiącami.

Trzeba jeszcze ogarnąć wszystko, m.in. elektrykę, no i zrobić schody, ale jest pięknie. Szczególniej, że w trakcie popołudniowej przerwy żona zakradła się do audio i nagle zapakowała CD którego wyhaczyła w Wawie, z dawno nie słyszaną muzą (będzie o niej więcej), i zrobiła mi tym tak dobrze, że rozruszałem się, i jak tylko przesłuchałem CD, to od razu załadowałem, nadal po drabinie, ale jednak znacznie wygodniej, wielką hałdę przydasiów na nasz może i nieużytkowy, ale już użyteczny strych. A wieczorem sąsiad zabrał cały złom żelazny. I nawet tak jakby widać pod wiatą, gdzie jeszcze dwa lata temu stał samochód - czyli jednak wygrywam bitwę z rzeczami!







2012/08/31 09:25:20
Czy użyłeś metody sześciu sigm do obliczenia wytrzymałości stropu? A podjazd dla wózków inwalidzkich przewidziałeś?


Boni
2012/08/31 09:45:42
@janekr

Różnicę między DIY/rzemiosłem w duchu zen a strategiami zarządzania jakością w duchu Six Sigma przystępnie wytłumaczy ci znany konsultant znanej firmy Lucasfilm Ltd.: "Do or do not. There is no 'try'".
Rożnicę między podjazdem dla wózków, schodami stałymi a schodami-pod-które-zrobiłem-se-miejsce, przystępnie wyjaśni ci Dziennik Ustaw 2002 nr 75 poz. 690.


2012/08/31 11:22:46
Ale tak poważnie - jaka jest nośność stropu, a właściwie szkieletu? Ja rozważam umieszczenie 200 litrowego zbiornika wody na stryszku i nie wiem, czy domek mi się nie złoży.


2012/08/31 11:35:05
Ciekawe, czy to jest kwestia pory roku czy raczej przypadek - bo całkiem niedawno ja też przeprowadziłem dość wyczerpującą walkę na tle rzeczy. W wersji mini, bo dotyczyła zaledwie łóżka. A konkretnie przerobienia czegoś, co kiedyś złożyłem prowizorycznie ze starej skrzyni i ramy od wersalki, dziesięciu półek meblowych i dużego materaca na Mebel Zaprojektowany.

Nie rozpisując się, bo to temat na jakieś piwko, wspomnę tylko, że fantazja nas poniosła (to często nam się zdarza) i - pierwszym rzutem - stworzyliśmy katafalk o wysokości całkowitej (z materacem) w okolicach niemal 80 cm. Co prawda spełniało to pierwsze założenie ("DUŻO miejsca") ale nie zgadzało się z drugim: "i ma być wygodnie"). W efekcie ciąłem osiem metrów płyty P5 (no, co, napatoczyła się) ręczną wyrzynarką. Nawet równo wyszło, ale jednak wolałbym tego wyczynu już nie powtarzać. Da się, potrafię - i na tym poprzestańmy.


Boni
2012/08/31 14:04:48
@janekr
"Ale tak poważnie - jaka jest nośność stropu, a właściwie szkieletu? Ja rozważam umieszczenie 200 litrowego zbiornika wody na stryszku i nie wiem, czy domek mi się nie złoży."

No ćwierć tony punktowo, to już trzeba przemyśleć i policzyć po prostu, w kontekście mocowania baniaka i konstrukcji stryszku i domku. Na naszym strychu np. nie ma mowy o użytecznej podłodze na dźwigarach rozpiętości 8.5m, choć przecież można tam chodzić itp., położyłem płyty w rejonach, gdzie rozpiętość dźwigarów jest rzędu 2m. A odstęp między dźwigarami u nas to jest inna historia, bo to wziąłem z manuala dla Kanady, dla strefy o oczko niżej niż najbardziej śnieżna - więc na budowie pół wsi przychodziło się dziwować po co tyle drewna marnuję. No ale teraz mogę sobie w miarę łatwo przerobić jeden dźwigar bez osłabienia dachu, albo jak się hale walą od śniegu i wszyscy latają po dachach z łopatami, to ja się śmieję ostatni.

@i.znowu.aniou
"Ciekawe, czy to jest kwestia pory roku czy raczej przypadek - bo całkiem niedawno ja też przeprowadziłem dość wyczerpującą walkę na tle rzeczy. W wersji mini, bo dotyczyła zaledwie łóżka. A konkretnie przerobienia czegoś, co kiedyś złożyłem prowizorycznie ze starej skrzyni i ramy od wersalki, dziesięciu półek meblowych i dużego materaca na Mebel Zaprojektowany."

To jakaś moda jest... o_O
U brata podobnie, łóżko wrzucił na fikuśny, dwupoziomowy podest. W sumie daje to sporo schowków i schowanek, ale czy warto?


2012/08/31 16:50:01
@boni
"ale czy warto?"

Spokój i cisza w domu warte są każdej ceny. ;)



Boni
2012/09/08 21:52:49
@janekr

Och...eli. Tak w ogóle, to jakbym miał zwracać szczególną uwagę na wkurzające reklamy, czy w ogóle reklamy, to spsułbym se zen, a blog zmieniłby się w stek bluzgów.

Skądinąd, BTW, przez coraz bardziej reklamo-w-ch...-walące podejście Agory, więc Bloxa, szczególniej przez tę wpinkę chciwusków w feedy RSS, z nudów właśnie siedzę i strugam se od podstaw engine bloga (bo "darmowych" mam dość, wordpress samostójka to straszna kobyła, inne gotowe mają różne braki, no i wiadomo, autarkos is my middle name), a jak już wystrugam, to możecie spodziewać się, że wypieprzę z bloxa w podskokach z prędkością okołodźwiękową. I to wszystko dzięki reklamom, co za skuteczność, nieprawdaż.


2012/09/08 22:19:54
@boni
Reklamy na bloxie? Nie zauważyłem.


Boni
2012/09/08 22:44:34
@eli

W pracy nie mam adblocka. Zresztą, to nie tylko reklamy, ale też puszczanie wszystkiego przez gugla, bo przecież Agora stoi na guglu. I restrykcje w oskryptowaniu, przez co nie mogę sobie zrobić różnych fajnych rzeczy. I zmienianie bebechów po uważaniu (np. zobacz, że MRW na "pattern recko" nie ma nadal listy ostatnich komciów, po tym jak trzeba było dłubać, na skutek bloxowego przekierowania i rozwalenia feedów w celach reklamowych, co IMHO było i jest wyjątkowym świństwem).

Jest taki moment, kiedy te niby lekuchne kopy w dupę zaczynają się nieco kumulować, i przekraczają miarę, np. moją.


2012/09/09 19:27:01
@boni_s
"Jest taki moment, kiedy te niby lekuchne kopy w dupę zaczynają się nieco kumulować, i przekraczają miarę, np. moją."

Mnie wkurzają zwłaszcza pady, chętnie zmieniłbym platformę ale zostawiłbym mirrora na bloxie. No i rzeźbię w trochę innym kierunku - mam wszystkie notki wraz ze zdjęciami (również nieskalowanymi oryginałami) pod version control i dłubię żeby móc publikować naraz w paru miejscach, włącznie z automatyczną generacją watermarków na zdjęciach. I żeby podmiana zdjęcia robiła się wszędzie naraz. No ale ja mam bloga w cokolwiek innym celu niż ty. API Bloxa mam już rozpracowane, jestem przy automatyce.


Boni
2012/09/09 20:41:12
@cmoscmos

Mnie pady średnio wkurzają, bardziej te "komercyjne" kroczki i kierunek w jakim zmierzają.
Twoje pomysły zacne, ale faktycznie, to jest inna działka - dla mnie zdjęcia to pikuś, publikacja w paru miejscach nieprawdopodobna; liczą się teksty i prostota/szybkość (dlatego jak popatrzyłem na samostójkę wordpressa na mysqlu, to wymyśliłem, że tego mi się nie chce, bo to jakbym do pracy miał dojeżdżać kombajnem żniwnym...). No i chciałbym się kiedyś pobawić w skrypty przy których track- i ping- backi to jak hyperlink przy guglu ;) - ale takimi skryptami nie sposób bawić się na bloxie. zresztą, na innych darmowych platformach też nikt nie pozwala; no a jak mam wbijać przez API bloxa i/lub "doklejać" jakieś produkcje z zewnętrznego serwera (co też rozważałem) to przecież, na cholerę mi w tym wszystkim sam kopowdupowy blox, a nawet ogólniej, po co mi cudza restrykcyjna platforma...





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018