(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Po 20 latach kapitalistycznego Dzikiego Wschodu, skręcającego pomału w Central Europe, człowiek powinien przyzwyczaić się do gry rynkowej, nespa?
A może nie, i ić pan w chu, i tu trzy gwiazdki.
Bo gra rynkowa, przy masówce, jakoś zbyt często, jak na mój gust, skręca w naciąganie na granicy oszustwa. Oczywiście, tak skonstruowane przez marketoidy i krawaciarzy, żeby nie dało się tego nazywać oszustwem, czy robić problemy, czy sprawę, bo "widziały gały co brały". Ale...
Ja dosko rozumiem, że producent se gardło podrzyna. Że konkuruje z Chińczykiem i Hindusem. Że jak nie będzie miał 20% stopy zysku oficjalnie, a 100% w wersji BBB, czyli "bardzo brudne brutto", to się obrazi, rzuci się na główkę ze swego jachtu w Morze Karaibskie, i wypłacze mi tako rzeke. I w tych celach musi podążać z ceną produktu za cenami materiałów, z cenami robocizny za płacą minimalną (a jak jest święty to za średnią), z jakością za Chińczykiem. I za inflacją. I za ulgami podatkowymi. I ciąć koszta.
Dlatego mogę znieść, że cena pewnych produktów klasy FMCG wzrosła 2x przez dekadę czy 15 lat. Dlatego rozumiem, czemu wchodzą na rynek podróbki i podróbki podróbek, i noname, i noname produkowane przez markowe fabryki.
Czego nie rozumiem, to jak można, w dobie globalizacji, dużej elastyczności producentów i konsumentów, i nacisku na wizerunek marki i lojalność jej klientów, strzelać sobie w stopę, zmieniając cichaczem fundamentalne dla klienta parametry produktu, oczywiście utrzymując cenę i robiąc w klientach silne błędne wrażenie, że to nadal ten sam produkt. A czasem wprost przeciwnie, robić superhiperekstra nowy produkt w nowej jakości, przez zmianę wyłącznie nazwy i ceny...
I nie, nie mówię o każdej zmianie materiałów, czy udoskonaleniu albo i uproszczeniu, ogólnie o każdej zmianie produktu. Mówię o chamskim waleniu klienta po rogach, w jakiejś popieprzonej nadziei, że nie pamięta, czy co? bo inaczej trudno to zrozumieć.
Może poopowiadam o przykładach, żebyśmy się rozumieli - trywialne batoniki korpo Mars: Snickers - z 60g, zrobił się 55g, a tak naprawdę bliżej 51g. Zrobił się miejscami podróbką z ryżem zamiast orzechów. Zrobił się też droższy oczywiście. Twix - mało kto pamięta że nazywał się Raider, po czym zrobiono megakampanię nowego Twixa, a przy tym zero zmian. Zresztą, podobnie działa Nestle np. z Lionem - nie chce mi się dokładnie szukać, ale re-launch w 2010r przyniósł Liona na pewno większego niż obecne nędzne 48g...
Z innej beczki - chemia gospodarcza - na co liczy producent, który w miejsce solidnego nieźle żrącego płynu typu "na kamień i rdzę" wystawia nagle w takiej samej butelce i cenie rozcieńczony homeopatycznie kwasek cytrynowy, z maciupeńkim dopiskiem "ecological"?? Że ludzie nie zauważą, i kupią siłą rozpędu? Owszem, kupią, kupiliśmy, ale przecież był to bój nasz ostatni. Jak może ktokolwiek przytomny z właścicieli czy zarządzających pozwalać na takie rzeczy marketoidom??
Tak w szczególe, to notkę sponsorują tabletki do zmywarek - mamy tę samą zmywarkę od ponad 15 lat, mamy kiepską wodę od lat 10, używaliśmy konkretnego typu tabletek ze średniej półki od lat około 8. Zmywanie zaczęło być kiepskie parę miesięcy temu, zmywarka zaczęła nie tylko słabo myć, ale być jakby brudna po prostu. Obwinialiśmy maszynę - stare filtry, stara pompa, wiadomo. Rozebrałem co się dało, poczyściłem zakamienioną katastrofę, sprawdziłem wodę (nie gorsza niż przez ostatnie lata), zaczęliśmy kombinować nad nową zmywarką. Ale zanim do tego doszło - "może te tabletki jakieś inne? aż tak? eee niemożliwe... ale spróbujmy czegoś innego". I tu umarłem na udar przed regałem z produktami do zmywarek. Luuudzie! Handel bronią? Narkotyki? Idioci, weźcie się lepiej za chemię do zmywarek, zarobicie więcej i na legalu... Bo nawet w produkcji oszukanej wędliny czy innej parówki z MOMu nie ma przebitki rzędu 100zł za litr wody z dolaną i dosypaną odrobiną chemii - a taka jest przy co bardziej specjalnych markowych płynach i środkach, np. do "oczyszczenia zmywarki", zalecane raz na miesiąc, opakowanie 150ml, po 100zł za litr mniej więcej, w składzie ok. 10% środków czynnych...
Tu troszeczkę wyszedłem z siebie i stanąłem obok - zrobiliśmy full przegląd po kolei, szukając czegokolwiek co ma JAKIŚ sensowny skład, i nie kosztuje na wagę złota. Znaleźliśmy, nie tabletki, tylko płyn. Wypróbowaliśmy. Naczynia wychodzą jak w reklamie telewizyjnej, full kryształ.
*** do *** i niech ich *** trafi i *** im w ***!!! Tych od tabletek, oczywiście - bo mało co nie kupiłem nowej zmywary. I nie, nie mam ochoty robić śledztwa, co i o ile zmienili - bo na 99% to oni coś zmienili, jeszcze niedawno myły ok - głosuję portfelem na kogoś innego.
I tyle.
Ale jaki jest morał z tych historyjek - tak w zasadzie, jak, poza szczególną uwagą i porównywaniem produktów, zabezpieczyć się przed dymaniem bez wazeliny przez "markowych" producentów?
Jeśli idzie o tru FMCG, to nic innego mi nie przychodzi do głowy, poza uwagą i polityką "zero lojalności" na pierwszy ślad kiwania mnie przez Big Korpo - bye, bye, i idziemy po inny napój, chlebek, batonik, czy co tam znowu oszukano. A przy takich nieco mniej fast moving FMCG, w skali domu, to można sobie pozwolić na to co zrobiliśmy dzisiaj - wróciliśmy do sklepu, i za 100 kupiliśmy kolejne 4 butelki nowego, działającego płynu, czyli zapas na wiele lat, położymy sobie "na magazyn", i zaczniemy się zastanawiać za wiele lat, co znowu oszukano w tym konkretnym temacie.