(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)
"Analog man in digital world" jest, zdaje się, całkiem popularną frazą - sporo cyfrowo wykluczonych opisuje tak swoje wykluczenie, co zabawne, także w internecie. Ale to jest raczej trywialne i mnie w zasadzie ani ziębi ani grzeje, cała ta dyskusja społeczno-polityczno-ekonomiczna, czy, jak i po co podłączyć niepodłączonych, więc o tym może innym razem.
A tym razem, może przez to, że siedziałem nad rzeczami ze zdjęcia i podobnymi, przez sporo czasu w ostatnim tygodniu, tudzież przez jakieś drobne scysje przemysłowo-metrologiczne ostatnio, chciałem poopowiadać jak w tytule.
Świat realnych rzeczy, które nas otaczają, jest analogowy. Nieważne, co zwiduje się jednemu czy drugiemu fizolofującemu przed ekranem czy kamerą na temat granulacji czy ziarnistości rzeczywistości, czy jej dyskretyzacji; nieważne, jakie ciekawe rzeczy o kwantówce mówi nowoczesna fizyka - wszystko co nas otacza, w zakresie najważniejszych zjawisk na natywnym poziomie fizycznym, jest analogowe. Moje grube paluchy, którymi klepię w nierówną klawiaturę, robiąc literówki i gubiąc literki - to jest technika analogowa. Ekrany z których to czytacie, ich wymiary, wymiary masek pikseli, podświetlenie, badpixele - to jest świat analogowy. Wifi przez które do was piszę, zawiera w sobie kawał nowoczesnej analogowej techniki nadawczo-odbiorczej (szczególniej, że przy 2.5 czy 5GHz to wszystko robi się naprawdę bardzo ciekawe...). Schematy ze zdjęcia to hałda układów analogowych, sterujących na końcu cholernie analogowym i całkiem sporym serwosilnikiem prądu stałego. Itd. itd.
I powyższego wcale nie neguje, że klawiatura operuje na wyższym poziomie dyskretnymi znakami ASCII czy UTF; że ekrany pokazują cyfrowe dane RGB; że wifi transmituje strumień cwanie zakodowanych, na kilku poziomach, znaków dyskretnych; że jak się przypatrzeć, to parę stopni układu sterującego ze zdjęcia jest w technice cyfrowej.
Ale ja nie o tym - problem nie leży w "analog/digital world" tylko w "digital men". Bo przez to, że żyją w digital world, sporo ludzi zapomina, albo istotnie nie doświadcza, więc fundamentalnie nie rozumie, świata analogowego. Więc tak naprawdę świata w ogóle. Dla przypomnienia - digital world powinien być i przeważnie jest: zsynchronizowalny i obliczalny, kopiowalny ad infinitum, bezbłędny, kompresowalny, z dobrze określonym językiem/protokołem, i co najwyżej z szumem kwantyzacji. A prawdziwy, analogowy świat, szczególniej rzeczy i zjawisk, jest asynchroniczny i probabilistyczny, niekopiowalny bezstratnie, pełen błędu i szumu, trudny do skompresowania w ogóle, nie tylko bezstratnego; najczęściej bez umownego języka/protokołu.
I przez te fundamentalne różnice dzieci świata cyfrowego gubią się w zderzeniu z tym analogowym. A jeśli jeszcze na dokładkę nie miały do czynienia z pracą realnymi narzędziami i rękami w realnym świecie rzeczy i zjawisk, no to robi się kanał klasy średniej wielkości rowu oceanicznego. A jeśli dochodzi do tego w przemyśle (a już nie daj Boginii, w budownictwie...), to robi się coś pomiędzy festiwalem żeny a Rowem Mariańskim.
Ja nawet nie o tym, że układ ze zdjęcia rozumiem ja, mniej więcej, i jeszcze jeden kolega w kawałeczkach, a paru młodszych techników i inżynierów nawet nie wie o co cho i na co patrzy (a producent układu na pytanie o serwis i jakichś ludzi z know-how reaguje jak na pytanie, czy nie mają w serwisie dinozaurów - "T.Rexy od układów z 1987? wyginęły") - to jest prehistoria, nieważne, i najwyżej wyrzuci się starszą maszynę za jakieś parę milionów, ludzi zwolni, a produkcję outsourcuje albo zamknie. Bardziej o tym, że ci co młodsi tech. i inż. mają ciężkie omamy, co do cyfryzacji i metrologii. Na przykład, jest sobie elektromechaniczny pomiar w mikronach, ale z końcówką zakładaną ręcznie na wyrób, wyrób zatrzaskiwany byle jak i byle gdzie, i wszystko w zmiennej temperaturze pokojowej - imaginujcie sobie, że całe konsylium się zbiera nad czymś takim, i dlaczego pomiary nie są powtarzalne w setnych milimetra? I tak dobrze, że nie pytają, czemu nie w mikronach (BTW jak powiedział kiedyś stary tokarz do młodego - "nie wiem jak ty to robisz na tej swojej supercyfrowej tokarce, ale jak ja chcę wałek cieńszy o 3 mikrony to chucham na nóż...") - i jak się tłumaczy, że w tych warunkach powtarzalność w dychach to byłoby nieźle, i też tylko dlatego, że pomiar jest względny, to patrzą się szklanym wzrokiem. Albo potrafią ustalić pewne tolerancje o rząd wielkości lepiej niż zdolność pomiarowa "bo przecież tam pokazuje dwie cyfry po przecinku" i nie rozumieją, że znacząca jest tylko jedna (a na moją zmęczoną propozycję zgaszenia drugiej cyfry bo i tak nieważna, robi się niemiło i zdziwnie).
Bo przecież cyferki nie kłamią.
Tylko, że w prawdziwym świecie, mechaniki i fizyki na poziomie pop-przemysłowym, cyferki to coś zupełnie innego, niż okienko kalkulatora, miernika, czujnika. Ale większość digital men tego nie rozumie, bo a) nie doświadczyli tego okiem i ręką b) nie nauczono ich - a wyświetlacze telefonów pokazują im zawsze tru data (może poza analogową, dosłownie i w przenośni, linijką mocy sygnału?); objętości dziewczyn.jpg mierzone w kB przekładają się zawsze dokładnie na TB dysków; klawisze dyskretne klawiatur pilotów i komputerów włączają bezbłędnie kanały i funkcje urządzeń; głośność reguluje się dyskretnymi poziomami nawet jeśli gałeczką; licznik trupów w Quake czy innym God of War pokazywał zawsze dokładnie ilości zabitych; procenty paska ładowania przekładają się na MB.
Tylko, że w metalu, w prądzie, w tworzywie sztucznym, w napięciu i mocy; w odległości, wymiarach, ciśnieniu czy temperaturze nie ma tak dobrze, men. Pamiętajcie, to jest analog world.