(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Dzisiaj w cyklu "co można fajnego ujeżdżać za grubo mniej niż pół nówki kompakciny" kategoria dosyć szczególna i relatywnie wąska pt. pony cars - oczywiście w jakiejś mojej chorej definicji. Czyli myślę tu o samochodach "sportowatych", tanich, relatywnie prostych coupe, raczej 4 miejscowych, często na bazie czegoś nudno-popularnego i z części zalegających magazyny, ale z bardzo dobrym wyglądem, i lepszą niż gorszą trakcją. Dawno dawno temu wymyślono tak mustanga i jego konkurencję, i nazwę "pony cars", no a potem wymyślano co jakiś czas pony cars w różnych stronach świata, a kategoryzowano je jak popadnie, a to w "sport cars" (jaaasne...), a to w "sport compact", a to w "performance cars" itp. co sobie marketoidy wymyśliły. Ogólnie od prawdziwych sportowców, nawet od sport sedanów/kompaktów czy muscle cars, odróżniają je oczywiście niezbyt imponujące osiągi i trakcja (i cena), a od performance sedanów czy hatchbacków, lepszy wygląd, z osiągami i ceną bywa różnie. A od GT odróżniają je osiągi, wypasy, przeważnie rozmiary (i cena).
Dodatkowo mam na uwadze modele dobrze skalowalne, mające wersje od "ładna buda bez trakcji" po "ta sama ładna buda o malutkie oczko niżej niż true sport", co daje możliwości do wyboru do koloru, i ulubione zamieszanie w głowach znajomych, rodziny, innych kierowców, i w ogóle "wpisujcie miasta które zgadujom co ma pod maskom!!!1". Aha, i jednak takie raczej trwalsze i wyjątkowe, oczywiście.
3. Ford Probe II

czyli jak zamaskować nudną jak flaki z olejem mazdę 626 w ładnej budzie, znacznie lepiej niż sama Mazda to zrobiła w modelu MX6. Ford miewa czasem przebłyski prawdziwego geniuszu, i to właśnie zaszło w przypadku "proboszcza" - Mazda dała płytę GE od 626, i mechanikę, ale to Ford wystrugał budę i wnętrze, i nic dziwnego, że tak ładnie, bo miał być to nowy mustang. Ale w międzyczasie ktoś popukał się w czoło, że jak to, Mustang bez opcji V8, i na mazdzie, i w ogóle; więc mustanga zrobiono od nowa (wielostronnie gorszego, moim zdaniem...), a hybrydowy, prawdziwie japońsko-fordowski "proboszcz" został jaki został. Skalowalność może nie jest najsilniejszą stroną probe, bo tylko dwa silniki, i tylko FWD, ale nadrabia to śmieszną obecnie ceną i kosztami. A wygląda i jeździ całkiem wystarczająco.
2. Mitsubishi Eclipse III

czyli historia pozornie podobna do probe, ale pozornie, bo Chrysler Sebring w wersjach które bazowały na eclipse, to jednak tylko brzydsze i przebrandowane eclipse, a nie hybryda jak mazda-ford. Dlatego trzymałbym się oryginału jak na zdjęciu, w ostateczności 2 generacji. Skalowalność znacznie poważniejsza, od śmiesznego 2.0 po bardzo zacne 3.0, a jeśli ktoś jest w stanie znieść turbo, to w 2gen. GSX, czyli 2.0 turbo AWD. Ciekawostka, że eclipse wyjątkowo jest na oryginalnej platformie, a nie na kompakcie czy sedanie, ale jednak poskładane z części z niskiej półki.
1. Chevrolet Camaro / Pontiac Firebird IV

Klasyczny ponycar w późnej odmianie, na specyficznej platformie, ale jednak poskładany ze złomu (mam dobrą unifikację w stajni, bo hamulce ma zgodne z vanem... ale nie mówmy o bębnach z tyłu...). Za to wygląda bardzo dobrze, jeździ, cóż, wystarczająco, przynajmniej jest RWD... A kosztuje względnie tanio. Skalowalny bardzo szeroko, od raczej słabego i gołego 3.4, po bardzo zacnie wyposażone, w zasadzie muscle, czyli V8 5.7 w manualnej skrzyni, czyli powertrain wprost z corvetty. Jak na Europę silniki oczywiście są raczej duże, ale nic to, tu liczy się wygląd. Wersja ze zdjęcia podoba mi się najbardziej (i dlatego tego sobie kupiłem) - poliftowe po 1998 są jakieś uładzone, a firebirdy, i szczególniej transamy, choć normalnie cenię pontiaki znacznie wyżej niż chevy, to za przeproszeniem, batmobile a nie samochody dla normalnych ludzi.
Konkluzja - w tej kategorii w zasadzie czuję się motoryzacyjnie zaspokojony, zupełnie jak w temacie vanów. To miłe.