(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)"Reportaż" puszczony w DF rozpętał tu i ówdzie dyskusje w necie i IRL o epopei tak jakby niezbyt ogarniętego Grocholskiego - u WO że wąsaczostwo pierwsza klasa, albo, w wielu innych miejscach, że wybitne nieogarnięcie techniczne, albo że to fejk ew. przepisany flashback z '90.
Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym, stwierdzam autorytatywnie, że znani mi komentujący missnęli pointa i sedno sprawy.
Grocholski nie jest wąsaczem w sensie w jakim definiuje go przeważnie WO i podobni, jak bohater "Wesela" - taki wąsacz jest chytro-durny, myśli, że coś wie i kogoś zna (tylko że nie i nie), myśli że stać go (ale niekoniecznie), szuka postPRLowskich oszczędności (i czasem nawet trafia inne niż fałszywe), empatię ma przyzerową. Grocholski tego nie spełnia - nie jest nawet minimalnie chytry (stąd pozostaje wrażenie, że jest tylko durny), nic nie wie, nikogo nie zna, myśli że go nie stać, nie szuka oszczędności (wąsacz z assistance? to jest głupi wół a.k.a oxymoron), jakieś tam szcząty empatii przejawia.
Grocholski nie jest rasowym polackim turystą, co najwyżej jest taternikiem - nie ogarnia zależności ekonomiczno-czasowo-przestrzennych (stąd przepłaca koszmarnie), co, gdzie, za ile, czyli rzeczy które nasze polskie bydełko ogarnia aż za dobrze, że wczoraj alinkluziw do Hurgady, a jutro jednak lastminet do Izmiru. To zupełnie co innego niż wiedza gdzie stoi jaka górka, i jak się przywiązać do niej na jakiej ściance - już choćby dlatego, że tania turystyka dalekobieżna odbywa się w wysoce zmiennym świecie, a łażenie po górkach można próbować uprawiać AD2012 w świecie Przerwy-Tetmajera, bez GPS, ubezpieczenia czy kasy.
Grocholski nie jest typowym polskawym szrociarzem - w sposób oczywisty nie ogarnia nie tylko podstaw surwiwalu szrotowo-dalekobieżnego, ale nawet ogólnie techniki moto. Dlatego nie ma co w ogóle rozwodzić się nad jego oplem, akumulatorem, olejem, itp. - widać, że to nie jego światy, nie jego porno. Na poziomie meta- czyli dlaczego trzyma się aż takiego opla-trupexa i nie ogrania, że to bessęs, szczególniej w dalekie trasy, no to można by porozmawiać polityczno-edukacyjnie, ale to już nie raz było i mi się nie chce, i też nie jest to główny point historyjki.
Przez chwilę szedłem tropem, że Grocholski jest głownie romantykiem-humanistą, z inklinacją do chumanizmu, z czego wynika wszystko powyższe, od taternictwa przez akumulator po assistance, i wszelkie rzeczywiste i pozorne dysfunkcje - ale po namyśle, nie dajmy się zwieść romantycznym wypadem poza autostradowe ścianki przeciwhałasowe czy Szymborską.
Bo cały czas z tyłu czachy miałem wrażenie, że gdzieś to wszystko w formie skondensowanej już czytałem. I możecie mnie podziwiać i dotknąć, bo przypomniałem sobie gdzie - otóż u de Barta:
Dziesięć lat temu, wizytując z moją wkrótce byłą żoną jej prawie rodzinny Kraków, poznałem bardzo sympatycznego fanatycznego katolika. Katolik ów, na imię mu było Krzyś, mając na utrzymaniu żonę i malutkie dziecko, przejawiał podejście do tematu pracy i pieniędzy, które mnie, racjonalnie myślącemu ateiście, wydawało się ździebko dziwne. Mówił ów katolik z grubsza tak:
W Krakowie pracy nie ma, do mojej kapeli grającej chrześcijańskiego rocka to raczej dokładam, mieszkamy kątem w przykościelnej suterenie. Ale ja się nie martwię! Jak nie mam roboty, a zwykle jej nie mam, jeżdżę sobie po mieście na moim rowerku i się modlę. A kiedy zaczyna być naprawdę źle, wtedy Pan Jezus przysyła mi jakieś pieniądze przez umyślnego. Ot, choćby w zeszłym tygodniu, kiedy już gotowaliśmy obierkową, przyszedł pleban i spytał, czy go na tym moim rowerku nie zawiozę na Podgórze za pięć złotych!
Detale zmyślam, oczywiście, ale ogólna wymowa oraz tekst o Panu Jezusie przysyłającym kasę są autentyczne.
I to jest właśnie sedno postawy Grocholskiego do wyprawy życia opelkiem - on jest takim polsko-katolickim, ogórkowo-kiszonym szymborsko-świętokrzyskim Krzysiem szrotowo-autostradowym. Pomodli się, poduma, pomartwi się, ale niezbyt wiele, i Pan Jezus czy inny Święty Krzysztof zapali zatartego opla, albo ześle bankomat, albo przyśle Pawła z holownikiem. A jak Pan Jezus nie zapali i nie ześle, to wina przecież nie Pana Jezusa (religia zabrania), nie samego Grocholskiego (psychologia zabrania), tylko Szatana i sług jego, czyli bankierów i bogaczy.
I stąd wydaje się to wszystko nie-teistom, szczególnie racjonalniej myślącym, ździebko dziwne, bo to jest postawa jednak coraz bardziej egzotyczna, nawet w PL, nawet w starszym pokoleniu; no i niezbyt pasująca do GazWyb DF. Ale wyjaśnia najwięcej i pasuje najlepiej - stąd moim zdaniem najwłaściwszy tytuł "reportażu" to "Teista w szrotwagenie" a już niekoniecznie "Polak na autostradzie".
PS. Jak widać, może zacznę znowu pisać bloga. Z naciskiem na "może".