(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Lato w kwietniu zaskoczyło drogowców i "drogowców" (dzisiaj nad asfaltem 31 stopni...), zdecydowanie nadszedł czas na nabicie klimy i sprawdzenie czy szyberdachy działają po zimie, ale też - to czas na rozważenie kabrio/roadstera. Jak mówią, kabrio to kryzys wieku średniego, najlepsza pigułka na andropauzę to brak dachu (w innej wersji - wydajna klima) itd. itd. a tak naprawdę, fajne kabriolety są tanie jak coś bardzo taniego, więc nie ma problemu, żeby takiego sobie sprawić, jeśli tylko ktoś zechce poczuć wiatr we włosach. Czy na łysinie. Oczywiście nowsze, fajne, mocarne i z hardtopami, kosztują krocie, ale na szrocie też coś ciekawego można trafić, i nie mówię tylko o złomowatych golfach czy oplach czy escortach kabrio w cenie roweru.
Drobne wyjaśnienie - mój ranking z czapy leci raczej po własnościach jezdnych i po wyglądzie, a nie tylko po braku dachu czy, ulubionej na moim szrocie ogólnej wielkości czy mocarności napędu. Albowiem, moim zdaniem, jeśli już bawić się o oczko niżej niż w motocykl, musi to jeździć bardziej niż przyzwoicie.
3. BMW Z3

Wymyślony przez Japończyków roadster BMW produkowany w USA. Taki miszmasz nie wróżył zbyt ciekawie, ale jednak - jest na wysokim 3 miejscu. Owszem, Z4 to nie jest, owszem, typowe silniki są raczej słabiutkie (automat to podobno katastrofa), owszem, jakość wykonania nieco odstaje od typowego BMW. Ale jednak to jest śliczny samochodzik, jeżdżący przyzwoicie, i całkiem dostępny - a konkurencja z dalszych miejsc jest albo przestarzała albo przepłacona w porównaniu. Wersja M roadster, czy z silnikiem 2.8 są trochę drogie, na szrocie mamy raczej tylko słabsze i starsze modele, ale np. zdecydowanie wolałbym słabsze Z3 niż mocniejsze serii 3, nawet M3 kabrio, które w tej samej cenie jeżdżą zapewne znacznie lepiej, ale wyglądają jak kupa (a M dodatkowo kosztuje w utrzymaniu jak uch och).
2. Chrysler Sebring

Samochód bardzo fajny, choć pomieszany z poplątanym, wiec trzeba uważać, w co dokładnie się pakujemy. Skracając porąbaną historię modelu Sebring/Stratus kabrio do minimum, żeby nie zanudzić - rozważamy tylko I generacji, 1996-2000, a najlepiej 1998-2000 w wypasie Limited, tylko z silnikiem V6 2.5 (i nic innego!). Co daje nam jedno z najsztywniejszych kabrio średniej wielkości ever (bo nadwozie "pod spodem" ma niewiele wspólnego z coupe i sedanem, Cirrusem, itd itd) ze znośnym napędem od Mitsubishi, niestety, napędem na przód. Nawet sedan/coupe prowadzą się przyzwoicie, a kabrio jak ze zdjęcia to bardzo dobry wybór. Wygląd też jest fajny, moim zdaniem, już spory i amerykański, a jeszcze nie typowy ponton made in US. I ceny są bardzo przyjemne, w porównaniu z konkurencją.
1. Mazda MX5

Nieunikniona królowa, ciągle i nadal nie do pobicia. I generacja osiągalna praktycznie dla każdego, II generacja z początku produkcji, jak ze zdjęcia, kapkę droższa, ale jeszcze do przyjęcia. A w cenie - tylny napęd, małe lekkie nadwozie, legendarne prowadzenie, wystarczający silnik, pomimo symbolicznej pojemności. Od ponad 20 lat wzorzec małego roadstera, nic dodać, nic ująć.
Jedyny z powyższej trójki, który naprawdę serio kiedykolwiek rozważałem, to praktyczny i tani numerek 2 (jednak zamiast niego kupiłem Fiero) - ale kto wie, mx5 może się jeszcze kiedyś przytrafić...