(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Tak w zasadzie "inteligentny projekt" kreacjonistów nie kłóci się z nauką na poziomie epistemologii, tylko jest "obok" (inna sprawa, że kreacjoniści się kłócą z nauką). A jedyny duży problem jaki jest z "inteligentnym projektem" w nauce o naturze, i jeśli przyjąć go za dobrą monetę, a nie tylko jako niefalsyfikowalny objaw niemocy teistów, to ustalić gdzie (i dlaczego akurat tutaj) zaczyna się ten projekt, a gdzie kończy (bo jak się nie kończy, to jest nieodróżnialny od religii).
Jakoś tak ostatnio nachodzą mnie dziwne myśli co do przemysłu i w ogóle nowoczesnego designu - mam wrażenie, że wpadamy, jako cywilizacja techniczna, w dylemat "inteligentnego projektu", a raczej "nieinteligentnego projektu". W świecie emergencji i konwergencji; świecie gdzie nad tym samym, praktycznie, problemem, pracuje niezależnie 5tys inżynierów (z tego 2tys inżynierów Foxconnu i społki) i gdzie doprowadzono do absurdu koszty, wydajność i efektywność; gdzie modelowanie, symulacja i badania focusowe zabiły już dawno kreatywność i analizy projektanta czy designera - równie trudno ustalić gdzie w przemyśle i designie kończy się projekt, a zaczyna ewolucja, prawo wielkiej liczby, memy i virale, teoria chaosu i brownowskie ruchy mniej więcej trzech miliardów ludzi, jak byłoby ustalić, gdzie zaczyna się i kończy "inteligentny projekt" w naturze w rozumieniu kreacjonizmu.
"Od zawsze" byłem fanem wizji Lema, sprzedanej przez prof. Kouskę dla żartu i dla jaj, czy przez dr. Saussure'a bardziej serio, ale jakoś nigdy nie myślałem, że świat widziany w ten sposób stanie się taki - smutny.