Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Zakazane piosenki
Sat, 20 Oct 2018 01:57
@cmos, Blind Guardian Kiedyś już polecałeś,...

Codiac - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 18:25
@Hadouken - nie no, jasne, ja też nie jestem jakimś...

cmos - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 14:50
Ja bym zaproponował Blind Guardiana "Wheel of Time" (...

Boni - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 08:47
@Codiac @Hadouken mam trochę problem jak z innym...

Codiac - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 18:25
Skoro można dopisywać... zerkając na opis myślałem...

Boni - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 09:23
Dopisałem małe co nieco, które zapomniałem. Oraz...

Codiac - Na Zachodzie bez zmian
Fri, 12 Oct 2018 13:00
"Życie płynie nam mniej więcej należycie. I tyle. "...

Boni - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:58
@wyparowanie strony A tak, to też była...

Gatling - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:47
> Życie płynie nam mniej więcej...

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-04-26, czwartek
Tagi:  varia, namysł
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Naczytałem się ostatnio o modnym buzzwordzie - grywalizacji (gamefication). Tylko nie wiem po co się naczytałem. Bo już zwykłe gry mnie słabo bawią, a co dopiero próby przepchnięcia gier do aktywności rodem z normalnego świata - ani to bardzo pożyteczne samo w sobie, ani jakoś nie wierzę, że będzie to etyczne i dla dobra i piękna, jakiejś edukacji czy ekologii - a nie dla marketingu i jeszcze lepszego podkręcenia korposzczurków biegających w kółku, itp.

Jak się  zastanowić, to opozycja (lub jej brak) pojęć gra - zabawa, jest jedną z najdziwniejszych rzeczy jakie trafiają się w językach i kulturach, bo jednak dotyczy to zupełnie podstawowych zjawisk z psychologii i socjologii, i doświadczenia praktycznie każdego homo ludens, więc trudno mi pojąć, skąd te różnice. Za słabo znam się na lingwistyce i okolicach, żeby dobrze zrozumieć, co tak naprawdę implikuje unifikacja gry i zabawy w niemieckie Spiel czy rosyjskie igra; częściowa unifikacja angielskiego play z game, i gdzie jest miejsce fun; no i skąd w polskim dosyć wyrazista opozycja zabawy i gry. Ale już sam fakt, że takie fundamentalne różnice istnieją, i język i kultura rzutuje na opis, także naukowy (ludologiczny, serio, jest taka nauka, co prawda w powijakach i zamiast być ogólna, to raczej tylko o grach, i to cyfrowych, no ale jest), co sprawia nieliche problemy w dialogu między różnymi językami i kulturami, daje sporo do myślenia.

A opis ten wydaje się cholernie niewystarczający, jak się tym wszystkim ludologicznym ogólnym teoriom i opisom bliżej przyjrzeć. Bo ja tam widzę jakieś pomieszanie z poplątaniem - dla mnie gry (w sensie rozrywkowym ew. sportu, nie w sensie teorii gier czy psychologicznej analizy transakcyjnej, czy tych nowych konceptów o grywalizacji) i zabawy są podzbiorami rozrywki, ale rozłącznymi - gra zawsze ma reguły i najczęściej cel inny poza radością samą w sobie i z gry; zabawa może mieć reguły, ale nie ma celu poza radością samą w sobie i z zabawy; a z definicji rozrywki wynika dla obu, że są dobrowolne, bezproduktywne, itd. A badacze (nie wiem czy właśnie nie z powodów językowych jw.), potrafią ponaciągać wszystko na jedno kopyto, i robi się jakiś miszmasz - żeby wpasować zabawy jako podzbiór gier, tworzy się karkołomne konstrukcje myślowe, bo raczej ciężko wpasować zabawy dzieci w naśladowanie, czy ruchowe "oszałamiające" (karuzela) itp. w paradygmat gry - bo jakie są tu reguły i cele? Wypisuje się dodatkowe niezbyt sensowne założenia o niepewności (serio, niektórzy znikają z "niepewności wyniku gry" pojęcie "wyniku gry", i dopychają kolanem "niepewność" dla zabaw - no chyba w życiu nie rozmawiali z dzieciakiem budującym zamki z piasku czy modele, czy starszym panem budującym hobbystycznie motocykle czy samoloty). Podobnie, z sufitu biorą się założenia o "ustalonych ramach czasowych i przestrzennych", to już w ogóle nie wiem skąd i po co, zarówno dla gier i zabaw, chyba tylko po to, żeby dało się wyodrębnić przedmiot badania, więc dla wygody badaczy.

Dlaczego w ogóle mamroczę w tym kierunku? Bo niezwykle przykre, jak bardzo ludzie grają, a jak mało się bawią (i nie w sensie "ostatnio, w nowych niedobrych czasach", tylko ogólnie i zawsze); i to powszechne "granie w życie" (i o kasę, oczywiście), zamiast "zabawy w życie", moim zdaniem znacznie zmniejsza ilość piękna i dobra na tym łez padole. Jasne, że każdy trochę wyrasta z niektórych rodzajów zabaw, i wtłacza się nas w najróżniejsze gry z powodów społeczno-kulturowych, ale uważam, że nie wolno się tak łatwo poddawać. Dość dawno temu przyjąłem strategiczny plan powrotu w szczęśliwe czasy dzieciństwa, i jednym z ważnych punktów jest możliwie dużo bawić się, a jak najmniej grać. I sprawdza się takie nastawienie nieźle, także w kontekście zen (a nawet, konkretniej, zen rinzai). Ale czego w ogóle nie przewidziałem, to że spowoduje spore nieporozumienia w kontaktach z otoczeniem, któremu do zen i zabawy czasem tak daleko, jak mnie do faszyzmu czy wyścigu szczurów. Bo co i rusz miewam nieporozumienia z kolegami i znajomymi, ze znajomymi i nieznajomymi z internetów, z dalszą rodziną, na tle ich pytań sprowadzających się do "ale jakie są zasady i cel twojego X?", gdzie za X można podstawić "5 samochodów", "pisanie głupawych programików", "dyskusje w internetsach", "1001 hobby", "odbiór 5 raz tej samej książki/filmu/muzy" itd itp. A odpowiedź "ziom, to nie gra, celem jest radość z zabawy, a jedyną zasadą jest zmienność zasad, szczególniej, że niespecjalnie planuje się koniec zabawy" powoduje reakcje od mindfaka przez nieporozumienia po niezrozumienie na granicy wyparcia.

Jedyne co pocieszające, to że takich jak ja też jest trochę, co wychodzi także z różnych badań i ocen - sporo ludzi nie odróżnia pracy od zabawy (i nie, nie idzie o prokrastynację tylko), uprawia wiele aktywności dla czystej przyjemności i radości, a nie, żeby coś wygrać, także w grze z samym sobą. Tyle, że wśród zyliona ludzi grających ciągle i o wszystko, przeciwko sobie nawzajem, i z samym sobą (a nawet przeciwko samemu sobie...), jakoś nie spotykamy się zbyt często.







2012/04/26 10:26:40
"Bo już zwykłe gry mnie słabo bawią, a co dopiero próby przepchnięcia gier do aktywności rodem z normalnego świata - ani to bardzo pożyteczne samo w sobie, ani jakoś nie wierzę, że będzie to etyczne i dla dobra i piękna, jakiejś edukacji czy ekologii - a nie dla marketingu i jeszcze lepszego podkręcenia korposzczurków biegających w kółku, itp."

Oczywiście, że do korpo. Robiłem prelekcje i pokazy w Łodzi i oczywiście na jednego nauczyciela (a było sporo o grach edukacyjnych, w tym bezpłatnych - nic tylko jumać i używać) przypadało dwóch przedsiębiorców (aż kumple lewacy dziwnie na mnie patrzyli). Generalnie korpo łyka wszystko na czym da się wycisnąć kasę z innego korpo.

Z drugiej strony masz grywalizacyjną Akademię Khana (osiągnięcia, rywalizację z samym sobą) i guardianowskie Investigate Your MP (po którym trochę przepisy docisnęli). Już te dwa przykłady dają jakąś nadzieję.

Inna sprawa, że część gier edukacyjnych jest fajna właśnie ze względu na zaangażowanie. Fate of the world czy Peacemaker byłyby prostą turówką gdyby nie model klimatologiczny / polityczny tkwiący w silniku. Trochę to w poprzek zen, ale jest zabawne.

"Bo ja tam widzę jakieś pomieszanie z poplątaniem - dla mnie gry (w sensie rozrywkowym ew. sportu, nie w sensie teorii gier czy psychologicznej analizy transakcyjnej, czy tych nowych konceptów o grywalizacji) i zabawy są podzbiorami rozrywki, ale rozłącznymi - gra zawsze ma reguły i najczęściej cel inny poza radością samą w sobie i z gry; zabawa może mieć reguły, ale nie ma celu poza radością samą w sobie i z zabawy"

Podałeś właśnie klasyczną definicję z pedagogiki, spora część ludologów, z którymi gadałem ją jakoś akceptują.


Boni
2012/04/26 12:00:17
@redezi
@edutainment
"Trochę to w poprzek zen, ale jest zabawne."

Pewnie, ja nie mówię, że nie istnieja gry na granicy zabawy, albo gry dające dużo miodnej radości. No ale właśnie problem, że grywalizacja jest raczej na modelu Farmvilla, niż tych co wymieniłeś...

"Podałeś właśnie klasyczną definicję z pedagogiki, spora część ludologów, z którymi gadałem ją jakoś akceptują."

Mhm, ale jak poczytałem to mam wrażenie że polscy tak mają, ale już europejscy jakby niekoniecznie. Stąd refleksja nad lingwistyką czy semantyką w kontekście takiego Spiel, ale jak zaznaczyłem, nie znam się i nie wiem, czy np. Niemiec w Spiel nie odróżnia gry od zabawy, czy zabawa jest dla niego zupełnie inną kategorią niż Spiel. Z zachodnich ludologów, to jakby próbowali wszystko wepchnąć w game, Spiel, itp.


2012/04/26 14:46:24
A to znasz?

en.wikipedia.org/wiki/Man,_Play_and_Games

Było po polsku chyba w książce Żywioł i ład


Boni
2012/04/26 15:53:12
@marekkrukowski
@Caillois

Wyszło w PL, "Ludzie i gry" Warszawa 1997, Oficyna Wydawnicza Volumen, ISBN 83-86857-24-2. Ale nie czytałem, znam z omówień. I to jest właśnie przykład na popieprzone deczko - zobacz jak nawet w tym artykule na wiki przeplata się play z game, miejscami niezbyt sensownie (complexity of games by referring to four play forms - i np. mimicry jako play form, wyjaśniająca complexity of games? helou, ktoś tu się IMHO puścił poręczy).


Boni
2012/04/26 16:01:06
@Caillois

Zaraz, on jest Francuz, a po francusku też jest trudno odróżnić, bo jest zintegrowane jeu, jak niemieckie zintegrowane Spiel? (francuski znam jeszcze gorzej niż niemiecki). To znowu daje do myślenia.


2012/04/26 16:15:45
Dlatego właśnie przechodzi na mieszane - bo w języku się nie da. Ale jest to jakaś próba zmierzenia się.


Boni
2012/04/26 16:35:23
@marekkrukowski
"Dlatego właśnie przechodzi na mieszane - bo w języku się nie da. Ale jest to jakaś próba zmierzenia się."

Próba zmierzenia się, owszem, znana, BTW artykuł na polskiej wiki o "zabawa" jest kalką tego, który podlinkowałeś.

Właśnie w tym point, że np. dla mnie i przeciętnego Polaka dość naturalne jest odróżnienie gra - zabawa, i niekoniecznie spektrum od ludus do paidia jest tak ciągłe jak dla Francuza czy Anglika czy Niemca, bo u nich "w języku się nie da"; jak te spektrum "play" rozciągające się od "game" do "playfulness" - slyszał ktoś, żeby nativ w normalnej rozmowie użył "playfulness"???

A wnioski o historycznej zmianie zabaw w gry są dość oczywiste, pisałem, to nie było moje narzekanie na "obecne złe czasy", tylko taka natura lucka od zawsze, więc tu nie jest Caillois jakiś super odkrywczy.





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018