(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Trafiłem jakiś czas temu na blog i sajt Steve Pavlina, który miewał i miewa niezłe teksty o personal developingu i biznesach internetowych, a kiedyś - o biznesie, o developingu gier, itd itp. I jest ta jego twórczość miejscami bardzo dobra i mądra, i pare rzeczy mi się bardzo. A parę innych rzeczy mnie wkurza, także to, że niektóre moje przemyślenia, ktoś już wypisał (na dodatek w stylu, który usiłuję czasem uprawiać) - ale czasem też z powodów merytorycznych i społecznych.
I jak tak czytam sobie 10 przyczyn dla których nigdy nie powinno pracować się na etacie, to mi się nieco ulewa na kolejne pienia zachwytu frilancersko-samozatrudnionego (a ulewa mi się nie raz). Więc rozbiorę to troszeczkę na kawałeczki (skrótowo SZ=samozatrudnienie).
1. Income for dummies.
Tak, praca na godziny jest w sumie głupia. Ale jeśli praca jest na ograniczone godziny, i nie zawraca głowy pracownikowi poza 8h na etacie, przy tym nie alienując zbytnio, to nagle już taka głupia nie jest. Bo wtedy pracownik ma 16h wolnego na dobę. Ile ma wolnego, tak naprawdę, "zrelaksowany" frilancer czy biznesmen? Z mojego skromnego doświadczenia z samozatrudnieniem, lata temu - ma mniej.
A kwestia zbudowania systemu przynoszącego zdywersyfikowany znaczny dochód 24/7, to nie jest kwestia SZ czy etatu, tylko kwestia jak bardzo smart są dyskutowani smart people - ponieważ takich SZ jest procent promila, sugerowałbym nie "smart people" ale "smartest people" (wrócę do tego w konkluzji).
2. Limited experience.
Tu argumenty są poniżej mułu pod dnem - to, że ktoś nie umie rozwijać się w pracy na etacie, to znaczy że nie umie się rozwijąć w ogólności (co dość powszechne). I nie, jak pójdzie na SZ to nie zacznie się nagle rozwijać, bo z pustego i Pavlina nie naleje.
3. Lifelong domestication.
Całe nasze życie to jest "conditioning made you a pet for life", i sugerowanie, że nieee, że trzeba być "naprawdę" wolnym, bo coś tam to mrzonka (kto ma wątpliwości, niech poczyta o "dzikich dzieciach" albo prawdziwą historię Robinsona Crusoe czyli Selkirka) - tak naprawę, idzie nie o wolność, tylko o zwykły socjopatyczny egoizm. A w ogóle, praca na etacie, we w miarę cywilizowanych krajach i miejscach, to nie obóz koncentracyjny, for krajst.
4. Too many mouth for feed.
Archetyp korwinistów, randystów (od Ayn Rand), itp. "Podatki to zło i koszt, socjal to zło i koszt, pracownicy to zło i koszt, dyrekcja to zło i koszt, w ogóle wszystko poza moim prywatnym zyskiem, który mnie i tylko mnie się należy, to zło i koszt". Otóż nie, i naprawdę, zdumiewające, jak ci niby inteligentni ludzie, fundamentalnie nie rozumieją, że społeczeństwa, kultury, warunki, i okazje, w których se kręcą prywatne zyski, zaistniały i są uwarunkowane, przez istnienie cywilizacji potężnie zasilonej m.in. podatkami i socjalem. Bo nie mamy XIXw, gdzie można było se zasilić swoja cywilizację grabiąc kolonie (chociaż, niektórzy próbują, vide akcje inwestorów wobec rynków azjatyckich bodaj 15 lat temu, albo Chin wobec Afryki itp. obecnie) - więc nie, niewidzialna ręka rynku nie zapewnia rozwoju, ani znośnego poziomu życia, stąd przestańcie marudzić na te "many mouth for feed" albo won do Somalii.
5. Way to risky.
Szef nas może zwolnic, i dlatego "morons"? FYI - wygrywają organizacje. Państwa. Korpo. Systemy. Jednoosobowemu frilancerowi nikt nie powie "you are fired", ale kto powiedział tak którejś Big Korpo czy państwu? Więc, choć ja czy ty nie jesteśmy Big Korpo czy państwem, ale jako mający pewien udział w państwie czy etacie w Big Korpo podpinam się pod mniejsze ryzyka i większą pewność, niż na SZ. A szczególnie przykry jest ideolog SZ, który jak trwoga to do państwa, po law enforcement czy socjal.
6. Having an evil bovine master.
Przy takiej opinii pozostaje złozyć kondolencje w temacie rodziców i nauczycieli opiniodawcy. Tudzież zadumać się nad tym czy wychowuje swoje dzieci ew. skąd się ulągł, ze mchu i zgniłych liści, czy może jednak przez masterów, których słuchał, albo którzy napisali mądre książki jakich się naczytał. Co w ustach człowieka pretendującego do master personal developera, śmierdzi. A wracając ze świata ch... analogii pt. "Who’s your daddy?" do świata realnego - tu jest jak w życiu, Funky, bywają paskudni ojcowie, szefowie, nauczyciele, ale bywają też dobrzy, mądrzy i mentorzy, w tym - szefowie również.
7. Begging for money.
Mój ulubiony dowcip korwinoidów i randoidów. Otóż jak ja rozmawiam na etacie o pieniądzach, to ich zdaniem "begging for money", jak oni, fistowani przez niewidzialną pięść rynku, rozmawiają o pieniądzach z kontrahentami, klientami, itd. to są "wolne negocjacje". Jaaasne, oczywiście, racjonalizacja piękna rzecz.
8. An inbred social life.
To jest akurat, moim zdaniem, cecha danego osobnika, niezależna od etatu czy SZ.
9. Loss of freedom.
Teoretyczna wolność piekną jest, ale praktyczną wolność w kapitalizmie dobrze wyjaśnia wierszyk "Wolny najmita", czym różni się "prawdziwa" wolność od "niewoli". A hasełko "Be smart. Be nice. Do what you love. Have fun." może być prawdziwe dla etatu, i wcale niekoniecznie zachodzi na SZ czy frilancerce. I tak w zasadzie kondolencje, jeśli ktos pracował w tak toksycznych firmach jak z tego punktu, że obey master i nic nie wolno (tyle że IIRC Pavlina tutaj ogólnie zmyśla, bo na etacie praktycznie nie pracował...)
10. Becoming of coward.
Tak, to ważna rzecz, bo odwaga to w ogóle ważna rzecz. Serio. Tylko, że skądinąd, na etacie można rozwijać odwagę cywilną, jak i inne cnoty, w znacznie trudniejszym środowisku i wszechstronniej niż na SZ. Więc jeśli to akurat ma być celem (rozwijanie odwagi i cnót) to raczej odwrotnie - nie uciekaj na cieplutkie spokojniutkie (w opinii Pavliny et co.) SZ, tylko zatrudnij sie w Apple czy innym M$, działaj, awansuj, i przy okazji zreformuj je na wzór Gore czy Googla, wtedy pokażesz, że masz odwagę i jądra jak stado bawołów, a nie wtedy, jak podejmujesz wielce odważne decyzje w zaciszu kacika małego frilancera.
Konkludując - jak się jest białym cwanym mężczyzną #po40, i bogatym, albo wręcz odnoszącym sukcesy, to wypadałoby się trzy razy bardziej zastanowić, nad tym, co się mówi i proponuje, i jakie daje rady, także biednym, wykluczonym, młodym, głupim, skażonym wyuczoną bezradnością i depresją. Bo inaczej łatwo wyjść nie na personal developera, tylko na zadufanego kutasa.