(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Do charytatywności ogólnej i "niecelowej" mam stosunek raczej na nie, a do zrywów klasy i rozmachu WOŚP w ogóle mam stosunek jak tutej u MRW w noci i mniej więcej jak w dyskusji w komciach się rozwinęło, czyli - czy do cholery w PL jest tsunami co roku, że akcja, że spalanie milionów zł na ołtarzu ego Owsiaka i darczyńców, dla zebrania dziesiątków mln, tudzież wielki odpust krajowy; czy może jednak jest to wyraz brzydkiego polskawego braku planowania, i biedy po prostu. A tym bardziej, że deczko słyszałem z wiarygodnej drugiej ręki o zapleczu fundacji różnych celebrytów, i co oni mówią o tych dzieciaczkach i potrzebujących, jak już kamery są wyłączone i zmywa się makijaż. Tudzież pojąć nie mogę niektórych rozliczeń rocznych niekórych fundacji, ale może gupi jakiś jestem, albo po prostu się czepiam, w końcu wśród 12000 fundacji w PL może być trochę szarej strefy, nieprawdaż.
I z tego wszystkiego przeważnie jestem jedynym gościem bez serduszka na klacie, w promieniu wzroku.
Ale nie znaczy, że bym nie dał, tylko znacznie łatwiej dać mi komuś na coś konkretnego, nawet żulowi na wino, niż fundacji (czyli nikomu, ew. zarządowi), na cokolwiek, na co tam akurat "jest akcja" - to są trywialne mechanizmy psychologii z #sawanna. Tyle, że przecież prawie nikt mnie wprost nie prosi w ten sposób (zresztą, zawsze znajdzie się tłumaczenie "ja też mam dzieci"). Suprajz, jednak jakby prosi - przecież co roku kłuje moje nikczemne sumienie rubryczka 1% PIT. Ale przeważnie machałem reką, bo co za różnica, czy "bezcelowo" wtopię to państwu czy jakieś fundacji. A jak nawet próbowałem dać komuś konkretnemu na konkretne rzeczy, to się okazywało, że nie ma ich w wykazie, albo KRS nie teges, i kończyło się wzywaniem w celu poprawienia PITa, i najwyżej wyżebraniem 1% przez panienki z US, na znajome czy lokalne fundacje.
I nagle idiotyczny poprzednio 1% podatku na org.poż.pub stał się sensowną propozycją, odkąd jest tam rubryczka "celowości". I teraz już nie mam żadnej wymówki, kiedy dostaję spam jak ten

Bo tak normalnie na wcześniaki ogólnie bym nie dał, na tę czwórkę też niekoniecznie, dzieci na świecie jest i tak za dużo, a ja mam też swoje, i w ogóle po co mi te dylematy, niech ten 1% weźmie państwo, i szlus. Ale jak moge nie pomóc konkretnym ludziom, których znam z pracy, którzy proszą, i mnie to nic nie kosztuje? I którzy skądinąd starają się związać koniec z końcem, i próbują nie utonąć w problemach, których los dostarczył im hurtowo, i boję się myśleć nawet, jak im jest trudno?
Więc dam.
I fajnie, jakby spece od marketingu charytatywności zastanowili się, jak wykorzystać potencjał celowości charytatywnej bardziej, zamiast potencjału debilnego "róbta co chceta".
(BTW przyczynek do tego, w jak fajnym lokalnie miejscu, jednak, przyszło nam mieszkać i pracować - na poczatek Iwona i Zbyszek dostali w dzierżawie dom, i działkę pod budowę własnego domu od gminy. A nasz wspólny pracodawca-kapitalista-wyzyskiwacz dał im vana prawie nówkę, z bieżącej floty służbówek.)