Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-01-05, czwartek
Tagi:  varia
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

(Uwaga - poniżej tasiemiec nieuśmieszony, i nudne jak cholera, z nieprzyzwoitą ilością emo, jak na ten blog)

Nowy rok poznaję po tym, że niedobitki palaczy w pracy chodzą złe i nerwowe, bo znowu rzucają palenie. Wiadomo, postanowienia noworoczne, blablabla, nałogowcy potrzebują cezury i Nowej Nadziei.

A w znajomych internetach - wysyp i comingout nałogowców od jedzenia, i czas odchudzania, piękne i dobre notki MRW i Mebci; to może, zamiast bucować im w komciach, też se strzelę notkę, przy okazji nieco biograficzną, żeby badacze otchłani mieli łatwiej z diagnozowaniem moich patologii.

(Dygresja dla ustalenia uwagi i do biografii - jestem najstarszym synem/bratem z trójki chłopaków o niezbyt wielkich odstępach wiekowych, z przeciętnej socjalnie i nierozbitej rodziny PRLowskiej inteligencji w pierwszym pokoleniu. Naprawdę zadziwiające jak wiele można wywnioskować o człowieku z takiego jednego zdania.)

Nie byłem dzieckiem grubasem, byłem fizycznie przeciętny. Geekiem zostałem w przedszkolu, okularnikiem zostałem gdzieś w połowie podstawówki (dawnej, 8 klasowej), wtedy też trafiłem do klasy sportowej w szkole zorientowanej na siatkówkę (wf+treningi 4 razy w tygodniu). Zanim zdążyłem zostać ubernerdem i na dobre zniszczyły mnie gangi klasowych czy osiedlowych ziomali, czy starszaków, które lubiły komuś trzy lata młodszemu strzelić w kły, czy z półobrotu, nastąpił niespodziewany zwrot akcji - szybko dojrzałem i wyrosłem fizycznie. Stąd pod koniec podstawówki to ja ew. mogłem spuszczać wpierdol, ale nie mnie. W wieku lat 15 miałem obecny wzrost i ważyłem nieco ponad 70kg, w realiach podstawówki byłem kafarem, i na prośbę m.in. wychowawczyni zacząłem się golić, bo młodociane kłaki były żenujące (fun fact - w obecnym i poprzednim życiu, nikt, łącznie z żoną i córkami, nie widział mnie bez wąsów, ostatni raz w połowie technikum zgoliłem, w zasadzie niechcący, należy mi się chyba order Wąsacza II kategorii).

W średniej życie nieco się zmieniło, bo w I klasie nadal byłem w górnym 1-2% kafarowania, ale przez 5 lat technikum połowa towarzystwa mnie przerosła wzwyż i wszerz. Z nudów, dla podniesienia samooceny i zdrówka też, przypakowałem wszerz, ale uwaga - ekologicznie (naczytałem się od cholery o dietach itp. i zero koksu, nawet suplementów śladowo, no bo skąd AD1988). W nową Polskę i w dorosłość w wieku lat 20 wszedłem z dobrym zdrowiem, minus uszkodzenia od sportów itp., z idealną wagą, i brałem 120kg sztangi na klatę w małej serii.

Przez pierwszą dekadę dorosłości, w tym małżeństwa i dzietności, pomimo pracy w zakładach mięsnych i podżerania, ale z drugiej strony w realiach zapierdzielania, często fizycznie, za dwu czy trzech, na budowach, w przemyśle, w domu i zagrodzie, i w ogóle, plus dorobienia się minipakerni domowej, zyskałem dodatkowe parę kilo, straciłem trochę siły i wytrzymałości, ale powiedzmy, że w nową dekadę #po30 wszedłem z 80kg i dobrym zdrowiem i siłą, minus trochę uszkodzeń cielesnych od wypadków i przypadków.

I tu się kończy idylla a zaczyna otchłań tłuszczu nowego tysiąclecia - nowa praca w semi-korpo była bardziej siedząca, a stołówka bardzo porządna. A Grażyna, która lubi i umie gotować, pracowała wtedy z dzieciakami i w domu, i miała czas i ambicje na gotowanie. Więc przez parę lat, zanim dzieciaki podrosły i Grażka poszła na studia, opierdzielałem fullsize trzydaniowe obiadki w korpo, i jeszcze lepsze w domu, przy zmniejszonej ilości ruchu, czy to sportu czy w pracy, plus normalne podżeranie, słodycze itd. I nie pomogła akrobatyczna budowa domu, w 4 miesiące systemem "tymy rencamy", nawet kilo nie zgubiłem, może co najwyżej wymieniłem trochę tłuszczu na mięśnie. Zaczęły za to wysiadać kolana i plecy, brzuch i dupa urosła, wydolność siadła, został tylko w miarę dobry metabolizm, serducho itp. i nieco siły.

Potem trochę grubnięcie przystopowało, ale czuliśmy z Grażką (która też przybrała, po ciążach i jeszcze większym zażeraniu stresów niż u mnie, a przy tym jest malutka) że jest do bani. Zaczęliśmy serio wnikać w diety i kombinować, już nie pod kątem sportu/pakowania/ciekawości. Różne rzeczy próbowaliśmy, 1000kcal, wegetariańskie (tu nałożyło się ideololo buddyjskie), różne warzywne itp, ale przegraliśmy parę razy z różnych przyczyn, nałóg wygrał, jojo jak złoto.

Nieco ponad dwa lata temu żona przyniosła Dukana, ja coś tam wcześniej o tej diecie czytałem, ale meh, zresztą, było to podobne do pakerskich diet wysokobiałkowych z czasów prehistorycznych, kiedy nie było paszy dla koksowników, dostarczanej w wiadrach i butlach przez przemysł. Spróbowaliśmy, zadziałało, zgubiłem prawie 15kg, Grażka też proporcjonalnie, pomału przechodziliśmy do fazy stabilizowania.

Wpadliśmy na bodaj Wielkanoc do starych, i dieta nam pękła, potem przyszły mocno stresujące czasy, zażerane oczywiście (fun fact - wyprawienie się z córką do Szkocji jesienią = minus 4kg, odbite z nawiązką w tydzień). A tydzień temu po świętach, które skądinąd wcale nie były zażarte, bo u nas takich dawno już nie ma, wlazłem se na wagę ch... wie po co, i znowu zobaczyłem trzycyfrowy wynik.

Fcuk.

Bez kalkulatora i zastanowienia wiem, że to BMI 30 czyli może i niedokładny, ale dzwonek alarmowy, i czas się brać za siebie. Stąd przednoworoczne postanowienie, pewnie na coś w stylu Dukana, bo tylko to w ogóle zadziałało.

Tyle biograficzno-tłuszczowego wstępu, teraz będę się nieprzystojnie wymądrzał o życiu, diecie i wszechświecie, i nie, nie mam pojęcia, stopnia naukowego, a podtytuł bloga to "luźne gadki", więc jak ktoś będzie się nad moimi głupstwami bardzo napinał z bólem dupki w komciach, to dam odpór bucernicą. I tu napiszę raz, ale jakobym 100 razy napisał:

In My Humble Opinion

Celem życia jest samo życie, jako proces przeciwentropijny lokalnie, pytania o sens życia, jego motywacje, koniec, i co po końcu, 9/10 etyki, religii, filozofii odrzucam jako bzdety i uwikłanie umysłu małpy naczelnej w język i rozpoznawanie wzorców.

Świat w którym przyszło nam żyć, pełen ch... entropii i jeszcze bardziej ch... popłuczyn po ewolucji, w skrócie - pełen cierpienia, jest nieco lepszy jeśli jakość życia każdego z nas i wszystkich razem jest lepsza niż gorsza. Życie w subiektywnie dobrej jakości warte jest przedłużania.

Duża część cierpienia jest w umysłach, a nie w realnym świecie, stąd moją filozofią życiową jest buddyzm. Głównie świadomość określa byt, a nie odwrotnie. Ale nie ma sensu odpuszczać sobie świat realny, i "naciągać" świadomością jego niedostatki i cierpienia tam, gdzie można je załatać znacznie mniejszym "wydatkiem" i nieszkodząc innym (innych można definiować różnie, ale ja niestety w praktyce ograniczam się do, z grubsza, naczelnych). Dlatego nie jestem za ascezą, mistyką, itp. tylko technologią i nauką, tam gdzie działają i wydają się nie zwiększać cierpienia. Ale to w którym punkcie ustala się równowaga świadomość-byt i powyższa ocena bytu, w tym nauki i techniki, jest oczywiście indywidualne. Dla mnie jest taka, że życie warto uprawiać zarówno i rzeczywiście: świadomie, dłużej, i w wyższej jakości. Mniej więcej.

Długość życia określa głównie zdrowie i to, "czym" się zajmujemy (to "czym" pominę tym razem). Jakość życia określa głównie: szczęście, zdrowie i komfort (w komforcie jest też powyższe "czym się zajmujemy"). Szczęście jest subiektywne i możliwe bez zdrowia i komfortu, ale nie można go tak w żaden sensowny sposób intersubiektywnie planować, dyskutować, zmieniać, co najwyżej można zapytac o subiektywne poczucie, i spróbować pomóc jednostkowo nieszczęśliwym, więc nie rozmawiam tu o tym. Ale - zdrowie i komfort życia, które już nie są zupełnie subiektywne, wydają się ułatwiać uzyskanie szczęścia. Stąd warto zadbać o komfort i zdrowie, szczególniej jeśli można zbytnio nie szkodzić przy tym innym. Aha, szkodzenie sobie jest wewnętrznie sprzeczne, ale o tym innym razem. A na potrzeby tej notki komfort określa poziom zaspokojenie potrzeb z piramidki Masłowa or compatible plus aktywności delikwenta ("czym się zajmuje").

(dygresja - będzie coraz bardziej szczegółowo, ale ja się elastycznie trzymam bardzo ogólnych aksjomatów i zasad, bo tak jestem poskręcany i dobrze mi z tym, reklamacje przy innym okienku proszę)

Z mojej najlepszej wiedzy i praktyki, otyłość pogarsza zdrowie, oczekiwaną długość życia, i nieco zmniesza komfort. W moim przypadku jest skutkiem łakomstwa i zażerania stresów, innych tłumaczeń nie mam. Trzeba ją zwalczać, jak każdy nałóg (tyle że całkowita abstynencja jest tu raczej trudna...), najpierw w głowie, potem w materii. Głowę przestawiłem na ile potrafię, i z praktyki to wystarczyło co najmniej raz, więc powinno znowu wystarczyć na -15kg. Materialnie, do zbicia otyłości i powrotu do akceptowalnej wagi w akceptowalnym czasie, ergo powrotu do komfortu i zdrowia, potrzebna jest dieta.

Ilość materiałów i publikacji o żywieniu i dietach jest olbrzymia, znam ich sporo, przez 25 lat wyrobiłem sobie na nie ogólny MEH, bo co parę lat jest ogłaszany przełom i rewolucja w dietach, i już jest ich tyle sprzecznych, że weś. Dieta dla mnie: ma działać (czyli waga spada, i ogólnie, daje wzmocnienie negatywne do łakomstwa), i nie pogarszać kluczowych IMHO parametrów zdrowia, także w średniej perspektywie (powiedzmy, lat). Czyli tu trzeba te parametry podać i badać (co do badania - mam komfort bycia praktycznie zdrowym, poza zużyciem "mechanicznym" ze starości i z kontuzji; stać mnie mentalnie i finansowo na coroczne, albo i częstsze, badania, żeby to sprawdzać, a nie tylko subiektywne wrażenie zdrowia - ogólnie, co do badań, "mam na to papiery"). Z mojej najlepszej acz niskiej wiedzy o state of art w temacie, kluczowymi parametrami zdrowia i oczekiwanej długości życia jest gospodarka cholesterolu, gospodarka cukrów/insuliny, elektrolity/woda, i na deser unikanie wolnych rodników i jeszcze gorszego syfu a la petrochemia, ew. ochrona przed nimi (pomijam tu nieco tematy zdrowia neurologicznego i psychiatrycznego, jak w sensie prewencji Alzheimera, itd itp, ale mam świadomość związków, i tego, że fizjologia i metabolizm, to jeszcze nie wszystko (świadomość określa byt!)). Co ponad to, i drobniejsze szczegóły, ścinam i mam w nosie, bo nie chodzi o to żeby z nałogowego żarcia przejść na różne manie i schizy na tle żarcia.

Dieta wysokobiałkowa w typie Dukana dla mnie i żony a) działała b) nie spowodowała pogorszenia wyników, w tym np. pracy nerek; ogólnie wyniki cacko (a żona została zaserwisowana w międzyczasie bardzo dokładnie, bo miała poanginowe zapalenie serca itd itp więc wymacano jej np. gospodarkę cholesterolu i zmiany miażdżycowe, również nerki, stereo, w kolorze, i z przytupem), wg. powyższych ogólnych kryteriów "zdrowia" - cel był już w zasięgu ręki, tyle że wystąpiło duże jojo. Nie interesuje mnie czy będzie kolejne, czy nie, interesuje mnie teraźniejszość i uogólniona skuteczność diety.

Stąd, po fazie przejściowej (nie zależy mi na uderzeniowym odchudzaniu, mam w nosie o ile można odwodnić się przez tydzień), przechodzę na cykl tygodniowy a la Dukan (w tym - zero ziemniaka, ryżu, pieczywa, cukru; w fazie z węglowodanami - warzywa i owoce; białko max zróżnicowane, co tylko się da; plus witamina C w średnich dawkach, tak ogólnoprewencyjnie i "żeby mocz był droższy"). Plus rozważam powrót do siłowni, wstyd się przyznać mam w pracy po cenach preferencyjnych, a nie korzystam. Ale najpierw spróbuję odkupić od sąsiada mój dawny sprzęt, który mu na koniec budowy oddałem w rozliczeniu za dniówki, pewnie go nie używa, może nie oddał na złom ławki, sztangi, i całej reszty.

Pozostaje namówić żonę, żeby się przyłączyła.

Życzcie mi powodzenia.







2012/01/05 17:57:10
Ja tam nie wiem, ale żona uważa, że Dukan to jest loteria. I to raczej nie pod względem tego, czy się schudnie (co ma się nie chudnąć, chudnie się) - tylko tego czy wątroba strzeli czy nie.

Tutaj troszeczkę przemyśleń na ten temat, jakbyś miał za dużo czasu.


2012/01/05 20:01:37
Powodzenia. Ja zacząłem od aerobiku (i spokojnie schudłem do górnej normy z małej nadwagi), teraz cisnę na siłowni i trochę bardziej patrzę na dietę. Generalnie ruch odpowiada mi dużo bardziej, bo lubię od czasu do czasu stek na mieście zjeść.

O dietach będę musiał pomyśleć, bo Żona ma większy kłopot a za ruchem nie przepada.


2012/01/05 22:10:07
"(fun fact - w obecnym i poprzednim życiu, nikt, łącznie z żoną i córkami, nie widział mnie bez wąsów, ostatni raz w połowie technikum zgoliłem, w zasadzie niechcący, należy mi się chyba order Wąsacza II kategorii)."

Ditto, plus broda. Znaczy - przed ślubem na specjalne życzenie narzeczonej zgoliłem jednorazowo samą brodę, bo chciała zobaczyć moje prawdziwe oblicze.
Z tym że maturę jeszcze miałem bez dodatków na twarzy, bo nie wolno było.


Boni
2012/01/05 22:35:26
@aniou

Dlatego po prostu trzeba się monitorować, i tyle, zresztą, jak praktycznie przy każdej ostrzejszej diecie. Nie mówię, że Dukan jest dużo mniejszą loterią zdrowotną niż inne diety, okazał się względnie bezpieczny dla nas, i dla nas był dobrym kompromisem: skuteczności jako odchudzanie, skuteczności psychologicznej (dobre samopoczucie, lepsze nawyki, późne jojo) i niskimi niepożądanymi efektami ubocznym. A np. teoretycznie najbezpieczniejsze zrównoważone 1000kcal jest dla mnie nieskuteczna pod względem psyche, realnie co najwyżej utrzymuje mi wagę, bo ją zbyt łatwo łamię i wracam do złych nawyków.

@redezi

Ja nigdy nie przepadałem za ruchem, bo nie byłem nigdy bardzo wydolny, taka budowa. Stąd bieganie, rower, niby mogę, jedne wakacje przejeździłem do pracy te parę kilosów, ale to dla mnie jednak mordęga. A #po30 to już w ogóle, niewydolność, plus nadwaga, zużyte kolana, kostki, równa się oddaliśmy rower stacjonarny, bieżnia też jest już spakowana i będzie do oddania, chyba na allegro wystawię, górala w tamtym roku nie wyjąłem nawet z garażu.

Natomiast siłka mi pasowała od wczesnej młodości, i była super zawsze. W technikum napakowałem się w klubie, w poprzednim domu miałem komplecik wystarczający do zakatowania się, w obecnej pracy używałem przez moment korposiłki. Ale potem nie dawałem rady przy okazji budowy drugiego domu, odpuściłem w korpo, zresztą trochę się załatwiłem zdrowotnie tą ekspresową budową; sprzęt przywiozłem, ale nie miałem gdzie trzymać i woli i zdrowia nie miałem, oddałem sąsiadowi. I odpuściłem na wiele lat.

Ale np. na delegacjach trafiały się hotel z fitnesem, czy jakieś klub pod ręką, to z rozkoszą korzystałem, zabijając bardzo przyjemnie czas, zamiast chlać, zalegać w hotelu czy robić jakieś zupełne debilstwa, które potrafią robić prawdziwi maczo muczaczo wypuszczeni z domu w szeroki świat. Stąd wiem, że mi się nadal podoba, i pomysł by wrócić do tego.


Boni
2012/01/05 22:54:18
@janekr
"Ditto, plus broda. Znaczy - przed ślubem na specjalne życzenie narzeczonej zgoliłem jednorazowo samą brodę, bo chciała zobaczyć moje prawdziwe oblicze.
Z tym że maturę jeszcze miałem bez dodatków na twarzy, bo nie wolno było."

A nie wiedziałem, że reżim był aż tak opresyjny.

U mnie śmieszniej było na początku, w 8 podstawówki, rodzina trochę tylko napomykała, ale w końcu wychowawczyni która była o głowę mniejsza powiedziała, żebym coś zrobił, ogolił się, czy coś, bo z dołu patrzeć już nie może na moje kłaki sterczące spod brody i na szyi (szczególnie że ubierałem się przeważnie a la Jobs, znaczy, Jobs ubierał się a la ja z 1986, dżinsy i ciemne golfy, i kłaki puchatej nastoletniej brody sterczące znad golfa były rili ohydne).
Ok, broda pooszła, ale wąsy zostawiłem, i stąd średnią zacząłem z wąsami i bez brody, i nikt mnie przez lata nie widział inaczej. A dzień w którym przystrzygłem se za mocno wąsy z jednej strony, na co machnąłem ręką i maszynką na gładko po całości, i ukazało się moje okrąglutkie cherubinowate oblicze w miejsce ponurej mordy niezapomniany - wrażenia kiedy 100 chłopa rży, w tym 10 autentycznie rollin on the floor, bezcenne. Takie miałem wejście na korytarz technikum jak się całkiem ogoliłem, gdzieś koło 3 czy 4 klasy ;)
Dziewczyny od czasu do czasu strzelają focha, że mnie nigdy poza zdjęciami nie widziały bez zarostu, i obiecują ze zetną mi połóweczkę w śnie, więc śpię czujnie i z jednym okiem otwartym, bo przekorny jestem i nie dam się ogolić bez walki.


2012/01/05 23:03:50
@boni&redezi

No to macie, moi drodzy, pod górkę. Bo o ile się zdołałem zorientować, to uważa się obecnie, że bez bez aktywności fizycznej odchudzanie jest mało efektywne. Przy czym, w przypadkach ciał steranych wiekiem, sportem i różnymi takimi często zalecane jest pływanie (tego nie wymienialiście chyba?).

Przy czym ja teoretyzuję, bo z racji budowy ciała, zamiłowania do spacerów i zieleniny (to ja jestem ten typ, który potrafi się przeżreć owocami) i tego, że żona mnie pilnuje to ja raczej szczupły jestem.


Boni
2012/01/05 23:22:43
@i.znowu.aniou
@boni&redezi

"No to macie, moi drodzy, pod górkę. Bo o ile się zdołałem zorientować, to uważa się obecnie, że bez bez aktywności fizycznej odchudzanie jest mało efektywne. Przy czym, w przypadkach ciał steranych wiekiem, sportem i różnymi takimi często zalecane jest pływanie (tego nie wymienialiście chyba?)."

Ale przecież zawsze tak zalecano i twierdzono, odkąd sięgam pamięcią i półkami z literaturą przedmiotu. Pewnie, że nie zaszkodzi poruszać się, ale IMHO to jest osobnicze. Zresztą, m.in. urok Dukana w tym, że może i wolno, ale zrzuciłem 15kg nie uprawiając dodatkowej aktywności, tylko to co zwykle (szrot, zagroda, łażenie po fabryce, z minimalna ilością prac ręcznych).
Pływanie jest ok, szczególnie dla nieco pokancerowanych jak ja, fakt, ale nie przepadam (a Grażka nie umi) i jest upierdliwe logistycznie, to już chyba wolę rower. Na bieganie zdecydowanie nie mamy już stawów i otyłej wydolności, BTDT całkiem niedawno na bieżni, która zagraca pokój.

"Przy czym ja teoretyzuję, bo z racji budowy ciała, zamiłowania do spacerów i zieleniny (to ja jestem ten typ, który potrafi się przeżreć owocami) i tego, że żona mnie pilnuje to ja raczej szczupły jestem."

No ja myślę, że raczej


2012/01/06 10:18:17
@Pływanie
jest świetnie, ale logistycznie paskudne, poza tym po dwóch operacjach zatok nie za bardzo - za łatwo się przeziębiam.

Stepper mi się rozleciał, ale to było to - muszę kupić jakiś lepszy.

@Dukan
Żona jakoś tam aplikuje Dukana, w szczególności do pracy smaży sobie placuszki z twarożku, jajek i otrębów.
I pilnuje fazy warzywnej, chociaż na niej się nie chudnie.

A w ogóle właśnie teraz, gdy latają flejmy o odchudzaniu, wpadł mi w ręce kryminał "Ostatnie tchnienie".
Bohaterką jest dziennikarka z nadwagą, która się *nie* odchudza.
blip.pl/s/876946787


2012/01/06 10:20:39
"A nie wiedziałem, że reżim był aż tak opresyjny. "

Tak, nie było mowy o brodzie czy nawet wąsach w liceum. Więc goliłem się, płacząc i brocząc krwią, aż do matury.


Boni
2012/01/06 12:19:48
@janek
@reżim a wąsy
Szoczek, w moich czasach to już nikt nie wnikał, połowa starszaków białostockiego ZSElektr chodziła jak rumcajsy. Ale jak tak się zastanawiam, to nie jestem pewien czy tech. mechaniczne nie miało jakichś takich zajobów postalinowskich jeszcze wtedy, w późnych '80, bo oni jeszcze wtedy chodzili w marynarkach szkolnych i chyba wszyscy wygoleni...

@ruch na diecie
Steppera nigdy serio nie próbowałem. A tak się patrzę na tą bieżnię, i zastanawiam się ciągle, że ona jednak fajna, tylko może jakby jej regulację i nachylenie przerobić itp żeby nie mordowała nas tak strasznie, przynajmniej na początek... bo szkoda, fajna jest.


2012/01/06 12:20:15
@boni_s
"to już chyba wolę rower. Na bieganie zdecydowanie nie mamy już stawów i otyłej wydolności, BTDT całkiem niedawno na bieżni, która zagraca pokój."

Nie wiem, czy się nie powtarzam, bo troszkę czasu minęło - ale jak w zeszłym roku zaliczyłem ślizg na chodniku i coś mnie się nadwyrężyło w nodze to poszedłem do lekarza. Ten obejrzał, zasugerował zwiększenie aktywności (żeby mięsień lepiej trzymał) i nafukał na mnie za wzmiankę o bieganiu. Rower tak, basen cacy - a bieganie jest - wedle niego - iviiil, za obciążenia i mikrourazy.


2012/01/06 12:43:10
@ aniou

Właśnie z tą myślą staram się mieszać siłownię, aerobik, rowerki i bieganie. Maratonu nie pobiegnę, ale rozkładam zużycie równomiernie.

Co do ruchu - pełna zgoda. Tyle, że Żona nie daje się przekonać.


Boni
2012/01/06 12:52:47
@aniou

No ja mam o bieganiu podobne zdanie jak twój lekarz, zresztą, pół świata się odwróciło od joggingu, jak powszechnie zaczęły wysiadać stawy, ścięgna i takie tam różne.

Tak się zastanawiam, że jak pogmeram w tej bieżni, to może da się po nie po prostu chodzić, spacerować, przed tv, i to już lepsze niż siedzieć w fotelu przed tv. No chyba ją zaraz rozłożę, ostatnie podejście.


2012/01/11 10:11:58
Zajrzałem do kalkulatora BMI:

www.halls.md/body-mass-index/bmi.htm

Dowiedziałem się zeń że:

1. Mam pół kilo nadwagi, ale...
2. 70% amerykanów w moim wieku i mojego wzrostu waży więcej ode mnie. ???


Boni
2012/01/11 10:49:47
@janekr

IMHO 0.5kg oznacza w rozważaniach na podstawie wagi i wymiarów, dowolnych, w przybliżeniu nic. Ja cokolwiek poniżej 2kg traktuję jako szum, nie ważne w BMI, na wadze, itd itd. no dobra, przy twoim wzroście niech 1kg.
A to ile Amerykanów waży mniej czy więcej ode mnie, no to naprawdę mnie nie interesuje.


2012/01/11 10:55:30
"A to ile Amerykanów waży mniej czy więcej ode mnie, no to naprawdę mnie nie interesuje."
Z punktu widzenia osobiste - faktycznie nieważne.
Ogólnie - zadziwia mnie. Na jakże tak?...

@pół kilo
Tendencja się liczy i strach ma wielkie oczy. Z powodu nadwagi leżałem w szpitalu w trzeciej klasie podstawówki - to załatwia dożywotnią traumę.


Boni
2012/01/11 12:49:15
@janekr
"Ogólnie - zadziwia mnie. Na jakże tak?... "

Normalnie, jak chcesz postPRLowego dziadka na kartki porównywać z rednekami pasionymi stekami i afro i samoańczykami na fastfoodzie.


2012/01/11 13:24:06
@janekr

Pospamuję znowu (niech się Boni nie gniewa, proszę) - ale troszkę o BMI i dlaczego nie należy panikować jest tutaj.

Przy czym - o ile nie przekręcam za bardzo - to z BMI było "zabawnie", bo WHO dostosowała widełki do rasy żółtej, co dało odchudzającym się nastolatkom dodatkowego kopa ("A WHO to mówi, że mogę mieć JESZCZE mniej i to jest w porządku!").


2012/01/11 13:55:14
"WHO dostosowała widełki do rasy żółtej,"

No tak, w kalkulatorze według załączonego linku można wybrać 'according to' i jak wybiorę WHO, to mam nadwagę, a jak to drugie, to nie.





Licencja:

Creative Commons License

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

red.grzeg - Wielki brat paczy
Mon, 15 Jan 2018 08:24
Tak, teraz (od 2 lat?) da się założyć firmę bez...

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 20:33
@księgowy DG (księgowy jest za 3-4 stówki, widzę...

Boni - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:46
@charliebravo Primo, dlatego nawiązałem do...

Codiac - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:36
'Tutejsze banki, tak, śmierdzą na milę XIXw' ...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:56
@czyli czego, 206sw? skoda fabia kombi. ...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:14
@Janek Ok, chodziło mi o „uogólniony za duży...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 17:42
@ilu ludzi wozi kombiakiem bądź SUVem jedno dziecko....

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 15:49
@Prowadzenie firmy w PL No wiec ja mam wrażenie (DG...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 15:35
@„Hint - rozmawiasz na blogu człowieka, który...

Boni - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 12:58
@doxa @tłumaczenie księgowości w UK No...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.84   BS 2012-2017