Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 17:36
@Boni Ale to nie jest bezradność. Bezradnością...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 16:38
@Bober Przykład z wczoraj czy dzisiaj - masz fajny...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 10:56
"Oczywiście, można by wypisać tu zylion anegdot w...

Boni - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 18:40
@Gatling Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak,...

Gatling - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 12:51
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious...

Boni - Historia jajem się toczy
Wed, 4 Jul 2018 20:18
@charliebravo IMHO może i jest jakaś tam większa...

zz_top - Historia jajem się...
Wed, 4 Jul 2018 08:48
Ależ zasada "zajmujemy się najpierw zabezpieczeniem...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-01-02, poniedziałek
Tagi:  przemysł, DIY, fun
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Obiecany ciąg dalszy historii oczywiście zmyślonych, po ciągu poprzednim.

Tym razem nacięcia, ścięcia i wycinanki, albo "cztery palce w umywalce, czyli gdzie jest kciuk" (podkład muzyczny: temat z "Piły"):

- na początek i rozgrzewkę: nieoczywista zaleta samochodów z automatyczną skrzynią biegów - znacznie łatwiej takim, w raze czego, dojechać na pogotowie, mając jedną rękę/nogę do dyspozycji, kiedy druga broczy, jest zawinięta w chusteczkę, albo zawinięta w chusteczkę na tylnym siedzeniu.

- palce zawsze warto pozbierać, w miarę możność schłodzić, i dostarczyć lekarzom razem z delikwentem - serio, nie ma nic smutniejszego niż paluszek, który samotnie został na miejscu zdarzenia. Najwyżej lekarze wyrzucą zbędne paluszki do utylizacji.

- luźno zwisające poły kurtek, fartuchów, kufajek itp. legandzkich ubrań roboczych są wrogiem człowieka pracującego piłą - a jeśli już, to warto zawczasu przemyśleć, co puści pierwsze, ubranko wciągnięte w piłę lub napęd, czy ręka, noga, klata. Bo naczelna zasada mówi, że piła zatrzymuje się z reguły ostatnia.

- często uchwyt wiertarki daje się do zaciśnięcia przyhamować ręką, bo wiertarka ma nieduży moment. Ale jesli ktoś nie jest biegły w obliczeniach przełożeń, momentów, popędów i innych takich nieprzyzwoitości, tudzież przejawia IQ na takim poziomie, że nie zauważa, że wiertara górnowrzecionowa 3m wysoka spoko obraca nieprzykręcone 50kg imadło, to niech przyjmie ogólną zasadę, że nie przyhamowujemy uchwytu wiertarki ręką. Bo potem trzeba go będzie odwinąć z wrzeciona, i choć 7 krotne złamanie reki, aż po obojczyk, jest efektowne i można się pochwalić znajomym, to chyba jednak nie warto.

- jeśli heblarce nie daje się ustawić noży, bo albo czepia nimi o stół, albo ma extra wibrację, nie zaczynamy pracy. Gdyż duża wibracja plus heblarka równa się latajace w koło kawałki drewna i mielone palce. A palec jednak nie odrasta.

- jeśli jesteś głuchy, czy półgłuchy (albo masz przyrośnięte do uszu słuchawki z umcyumcy), rozważ czy warto bawić się piłą czy heblarką, szczególnie jeśli to porządna i dobrze wyważona maszyna, szczególnie z małymi narzędziami. Bo już niejednemu się wydawało, że piłka czy noże stoją, i wygodnie oparł się w zamiarze o stół, w praktyce o piłę. A tłumaczenie konsylium nad pomieloną ręką "nie słyszałem piły, panie dochtorze" jest wyjątkowo żałosne.

- ciężkich noży, wyostrzonych na brzytwę, nie kładziemy wysoko i niepewnie, szczególnie pracując obok młotem czy wiertarką. Gdyż od wibracji zaraz robi się "Dom latających sztyletów", i mało pocieszające, że zabrało się stopę z tego miejsca gdzie nóż wbił się na 1cm w dębowy parkiet, kiedy wcześniej jednak przeleciał się po ręce.

- tarcze i piłki kupujemy raczej markowe i solidne, a im tarcza większa, tym musi być mniej rusko-chińska, i bardziej solidna. Bo wiara w osłony tarcz (nawet te namacalnie istniejące, a nie magiczno-wirtualno-niewidzialne), i że wyłapią to, co się rozleci - to piękna religia, ale po co liczyć od razu na cuda. Szczególnie, kiedy tarcza złośliwie rozlatuje się na duże solidne kawałki, niczym turbina z Iła, i wyskakuje spod osłony - jeśli jedna połówka przelatuje 30 metrów, to nie chcecie dostać tą drugą. Bo jak powiada poeta "człowiek boi się spojrzeć tam gdzie dostał i czy jeszcze ma rękę".

- pracując "w ręcach" czymkolwiek większym niż dremelek, czyli frezarką ręczną czy nawet wiertarką z frezem/tarczą, z nieosłoniętym narzędziem "do góry" czy "do siebie" warto zawczasu rozważyć, w którą stronę to wszystko się kręci, jak podrywa narzędzie i w ogóle jakieś opancerzenie własnej osoby. Okulary to dobry pomysł na początek, ale może się okazać niewystarczający, kiedy np. kawał freza wystrzeliwuje w szyję. Bo potem, jak powiada poeta, "człowiek boi się spojrzeć w dół, czy i jak bardzo czerwono leci spod brody".

- pracując dużym młotem przy twardej stali, solidnym betonie czy kamieniu, podstawą są nie bicepsy, czy mięsień najszerszy grzbietu, ale okulary. Gdyż te wszystkie efektownie latające iskry i drobinki, zostawiające dziury i szramy w rękach, twarzy czy ubraniach, niekoniecznie zatrzymują się na gałce ocznej. A życie z drzazgą, nawet za cudem uratowanym okiem, jest niekomfortowe - np. przez dłuższy czas nie można ani kichnąć, ani pierdnąć, ani dzieciaka na ręce wziąć, bo oko może zrobić puff.

- każdy "góźdź żelazny", przebity przez deskę czy płytę jest największym wrogiem człowieka poczciwego, do momentu wyciągnięcia, zagięcia lub ścięcia. Znaczy, gwoździa, nie człowieka. Ci którzy beztrosko gwoździ nie szanują i nie zaginają, mają po pierwszej budowie łby jak zsumowana cała kompania Kmicicowa, i od czasu do czasu próbują dziarsko maszerować z deską przymocowaną do stopy, rzeczonym gwoździem, na który wdepnęli. Apeluję, nie idźcie tą drogą.

- z pogranicza elektryki - choć najnaturalniejszą metodą nacinania izolacji grubych i bardzo grubych kabli jest "do siebie", robimy to "od siebie", choćby było niewygodnie. I nie idzie mi o draśnięcie się nożem w brzuch czy klatę czy po rękach, bo to wyciska najwyżej pare łez z twardziela, a blizny dodają mężczyźnie uroku. Bardziej idzie o tętnice udowe, w które trafienie się jest wyjatkowo niekomfortowe, szczególnie kiedy daleko od Boga, ludzi i szpitala, i mało kto może po czymś takim snuć wspomnienia, jak to szybko się stało, że się tak mocno zesrało.

- na deser najbardziej frapujący, moim zdaniem, sposób usunięcia sobie macek, palców, i innych tego typu rzeczy - zaczepienie się drobnym fragmentem jestestwa podczas zeskoku/upadku. Mało kto potrafi zawisnąć na palcu, a nawet wytrawni skałkarze i Chuck Norris nie potrafią złapać się palcem w locie za konstrukcję czy budowlę, znaczy może i potrafią, ale podobnie jak u zwykłego człowieka, wytrzymałość zakleszczonego palca na zrywanie może przekroczyć przyłożone obciążenia. I następuje efektowny acz bolesny trach. Stąd warto uwaznie ocenić, czy młodzieżowo skakać/spadać, czy jednak zejść statecznie.

CDN







2012/01/02 16:52:02
I należy zdejmować zegarki, obrączki i pierścionki, bo można np. tak popsuć sobie palec.


Boni
2012/01/02 22:05:14
@mgr

A tak, obrączki są spektakularne, jak przychodzi co do czego.
Natomiast zegarki itp. niekoniecznie tak straszne, kwestia dobrania wytrzymałości paska/mocowania. A mogą też robić za osłonę nadgarstka - na przykład jak się ręka zaplącze między beton a kabel grubości ręki, pociągnięty przez 10 chłopa, to fajnie mieć zegarek od strony betonu; niewiele z niego zostaje, ale lepiej jak się tryby sypią z zegarka, a nie z nadgarstka.


2012/01/03 08:41:05
"nieoczywista zaleta samochodów z automatyczną skrzynią biegów"

W "Jednorocznej wdowie" bohaterka masakruje brutalnego kochanka rakietą tenisową. Łamie mu obojczyk i miażdży kolano. Po czy z ulga stwierdza, że facet ma automat, więc jakos do domu sam dojedzie i nie trzeba sobie nim zawracać głowy.

@Wiertarki i moment

W akumulatorowej wkrętarce żeby zacisnąć końcówkę przytrzymuję uchwyt samozaciskający i daję obroty na full. Momentu za dużo nie ma, a i tak jest ogranicznik.
Ale któregoś dnia używałem dwóch narzędzi naraz - wkrętarki i zwykłej wiertarki. Jak złapałem uchwyt w wiertarce z całej siły i dałem pełne obroty, to kilka dni nosiłem plastry.
Zwykły amatorski sprzęt...


2012/01/03 09:39:52
@janekr
"W akumulatorowej wkrętarce żeby zacisnąć końcówkę przytrzymuję uchwyt samozaciskający i daję obroty na full. Momentu za dużo nie ma, a i tak jest ogranicznik"

Heh. To ja jestem istny paranoik, bo nigdy nawet o tym nie pomyślałem.


2012/01/03 10:15:26
@boni_s
"każdy "góźdź żelazny", przebity przez deskę czy płytę jest największym wrogiem człowieka poczciwego, do momentu wyciągnięcia, zagięcia lub ścięcia."

O masz, właśnie sobie coś przypomniałem. Tu, we Frankfurcie, jest taki przygodowy plac zabaw dla dzieci, gdzie dzieciaki budują regularne, paropiętrowe wieże z desek, dostają do ręki solidne młotki i piętnastocentymetrowe gwoździe i tłuką sobie. Raz moje dziecko zostało zaproszone na taki plac na urodziny jakiegoś kolegi, jak przyjechałem go odebrać i popatrzyłem na dzieciaki zasuwające po pierwszym piętrze, gdzie z niskiego sufitu wystawało co i raz dwanaście centymetrów nie zagiętego gwoździa to mi się słabo z wrażenia zrobiło. Jakoś żadnemu nic się nie stało, ale drugi raz bym tam mojego bez kasku nie puścił. A nawet i z kaskiem też nie.


Boni
2012/01/03 21:03:47
@janek, aniou, wiertarki

Oprócz momentu jest jeszcze kwestia w jakim stylu i wielkości jest uchwyt, wkrętarki i małe wiertarki mają gładkie, dokręcane ręką, to i hamuje się ręką bez większych obrażeń, ale jak uchwyt jest klasyczny, pod klucz, zębaty, i przełożenie jest wolne, to można se i małym sprzętem krzywdę zrobić. Sprzęt z notki, to akurat raczej nie był mały, miał duży uchwyt pod klucz wstawiony w stożek Morse'a, i jak się nie przykręciło do T-stołu imadła 50kg (bo wcięło śrubę albo klucz itp), to czasem potrafiła te imadło obrócić. Ale w zasadzie główny point był taki, że ten nawinięty na wrzeciono, to trzeźwy nie był, stąd aż tak głupi pomysł miał na dokręcenie uchwytu ręką w bydlacznej wiertarce.

@aniou
Mało kto wpada sam na ten głupi pomysł, ale jak się to raz czy drugi zobaczy, łapy wyrosną do full size, i człowiek spróbuje, to potem robi to odruchowo.

@cmos
No hardkorowo dosyć 8-/ rozumiem zabawy dzieciaków w rzeczy skręcane z prefabrykatów jakichś, ale to co piszesz, to normalna budowa kanadyjki, więc bhp powinno być jak na budowie...


2012/01/04 10:51:19
@wkrętarki

W mojej, całkiem mocnej, nawet nie da się inaczej dokręcić - nie da się złapać za tę część uchwytu przymocowaną na stałe do osi, bo cała jest zakryta. Ale po to wkrętarka ma sprzęgło i płynną regulację obrotów.

Ogólnie: IMHO największym problemem nie jest alkohol, tylko rutyna. Ja tylko okazjonalnie coś dłubię koło domu i praktycznie zawsze stosuję taki sprzęt ochronny, jak napisali w instrukcji. A jak kiedyś ciąłem deski tarczówką to specjalnie zmontowałem tak, by wymagała dwóch rąk do obsługi - w ten sposób nie dało się wsadzić palca pod tarczę. A wystarczy się przejść obok pierwszej lepszej budowy by zobaczyć podejście zawodowców do tego tematu.




Boni
2012/01/04 11:43:23
@igor

Alko to wiadomo, nic już nie uratuje, jak pijany lezie do frezarki czy tarczy.
IMHO rutyna robi większość trywialnych wypadków, ale takie efektowne jak niektóre w notkach, to jednak nie tylko rutyna, ale też zmysełki i pomysełki ludzi, przyznasz. Oczywiście, to są zmyślone wypadki i przypadki, dlatego takie najbardziej efektowne starałem się wybrać.


2012/01/04 14:56:43
Zgodzę się na połączenie tych dwóch. Bo bez rutyny to możesz mieć pomysł, ale Respekt Przed Nieznanym nie pozwoli wprowadzić go w życie w obliczu wirującej zębatej tarczy.


Boni
2012/01/04 15:13:31
@igor

Ok, w tym sensie pewnie racja. Popatrzyłem w notkę, i ze dwa przypadki, że tak powiem, mojego autorstwa, wydawały mi się przez chwilę "debiutami" i męstwem w obliczu ostrza, ale po zastanowieniu, może nie rutynę, ale jakieś ogólne obycie i opatrzenie z heblarkami i ostrzami miało się od dziecka, nieprawdaż. Więc żeby zejść do nieustraszonych zmysełków i pomysełków, to musiałbym zejść do przedszkola, ale to mało pouczające, bo ilu 6 latków łapie się za fullsize Celmę pod nieobecność rodziców, żeby powiercić se w sklejce dziury fi 16, oczywiście od razu wiertłem fi 16 (skrzynka ze sklejki obracała się w jedną, a ja z celmą w drugą, brat jak zwykle uciekł, ale to może i lepiej, że nie utrzymał tej skrzynki).


2012/01/04 19:08:16
@boni_f

"Oczywiście, to są zmyślone wypadki i przypadki"

Uff, bo juz myslalem, ze Ci sie to wszystko przytrafilo i zastanawialem sie, jak przezyles zeby opowiedziec.



Boni
2012/01/04 20:37:39
@ramone
"Uff, bo juz myslalem, ze Ci sie to wszystko przytrafilo i zastanawialem sie, jak przezyles zeby opowiedziec"

No nie, w tej oczywiście zmyślonej narracji widziałbym dla tych bodaj 13 podpunktów gdzieś tak 6-7 delikwentów, a siebie w kilku zaledwie. Chociaż niektóre punkty są powszechne, a nawet bym powiedział, dziedziczne, jak ten z gwoździami, czy z heblarkami (i tu pozdrowienia dla ojczulka, machamy se nieźle wyremontowanymi prawicami).


2012/01/05 15:26:05
@boni_s

Ja z tych punktów widziałem na własne oczy tylko jeden. Siedziałem sobie mianowicie na (nie swojej) budowie, i mozolnie strugałem OD SIEBIE i "w powietrze" wtyczkę kabla od wiertarki, bo prlowska wtyczka nie wchodziła w gniazdo wyprodukowane w wieku dwudziestym i pierwszym. Strugałem i strugałem, szło bardzo wolno bo wtyczka stara i twarda.

W końcu ktoś mi to zabrał, z jakimś złośliwym komentarzem na temat wielkich chłopów którzy nie mięśniami zarabiają na życie, i zaczął strugać. Co zrobić, faktycznie głównie klepię w klawisze i mam szacunek dla tych co "tymy recamy". Nie zdążyłem jeszcze sobie pójść, tyle że się odwróciłem, kiedy fachowiec jęknął, stęknął i trzeźwo skonstatował "to będzie trzeba szyć".

Na szczęście było komu zawieźć fachowca do szpitala. Szyć trzeba było dwa razy, bo po pierwszym wywaliło szwy, a po drodze w samochodzie przekonałem się że Hemingway i kino nie przesadzają - z przeciętej tętnicy, nawet nie takiej największej, potrafi literalnie sikać krew.

A skoro już jesteśmy przy głupich pomysłach, zastanawiam się na ile głupie jest moje cięcie gałęzi piłą maszynową nad głową.


Boni
2012/01/05 22:04:49
@charliebravo

A ja tego akurat nie widziałem, tylko ze słyszenia pobliskie dwa przypadki. I to chyba jedna z nielicznych rzeczy której się obawiałem odkąd pamiętam, tj. cięcie "do siebie", szczególnie na siedząco, bo innych albo mi nie starczało/starcza wyobraźni, albo rutynizacja.





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018