(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Dziś trochę odwrotnie, czyli nie tyle o zakupach, co o sprzedaży, a dokładniej o kupujących samochody używane, dla ustalenia uwagi: NA "SZROCIE" I W CENIE ROWERU . Polecimy klasyfikacją wg. starego klucza zwanego "saligia":
1. Typ "ja wiem wszystko, jestem expertem auto-moto, miałem zylion samochodów, fantastyczne było żółte cienkocienko, w ogóle to mam teraz najlepszy samochód świata, fabię-klekocik na gnojówkę, 60KM, ale znam sie na każdym, szczególnie na kupowanym". I właśnie dlatego w pierwszym V6 jaki w życiu z bliska widzi, widzi sto i jeden usterek i braków, i te 150KM to "nie wkręca się" albo "nie jeździ"; i ogólnie jest przykre wrażenie, że typek zupełnie nie ogarnia, co ważne, a co nieważne, w danym modelu i jego usterkowości. No weś nie rób wsi, człowieku dobry.
2. Bardzo powszechny "mister upust", negocjator, "ile z tej ceny zejdziemy". Np. samochód, powiedzmy prawdę - technicznie blisko szrotu, ale wypasiony, zarejestrowany i jeżdżący, cena adekwatna, np. śmieszne 1000 - "a ile upustu i dlaczego nie 400?". Serio, 50zł upustu takiemu dałem. A ostatniemu zatankowałem za 100zł na odczepnego. Ale tak sobie myślę, że trzeba tłuc buca, więc od teraz mam zamiar robić tak, jak kiedyś pamiętny sprzedawca na giełdzie na Wolumenie, gdy kolega się upomniał przy cenie 25zł za jakieś gówno, i żeby 10zł upustu, na co gość bez mrugnięcia okiem "jasne, nie ma sprawy", kolega z dumy uniósł się w powietrze, że tak "negocjuje" na co handlarz nieco odczekał, aż 15zł zostanie wygrzebana z portfela, po czym z satysfakcją przekłuł koledze ego i sprowadził go na ziemię "ach, ale tu jest pomyłka na karteczce z ceną, to kosztuje 35zł, z upustem 10zł należy się 25zł".
3 Typek "tak w zasadzie nie potrzebuję karty wozu, a umowę to spisalibyśmy na wujka Jaśka i brata szwagra, i z datą z zeszłego miesiąca, ok?". A won, bo służbie obić każę.
4 Typ "nie stać mnie ale przecież marudzenie jest tanie". Czego ni chu nie rozumiem, bo to, że mnie szkoda czasu na prezentacje szrotwagena i słuchanie marudzenia, to mój problem, ale że komuś nie szkoda czasu na dojazd i marudzenie, skwitowane "i tak bym nie kupił, bo za drogi", to naprawdę...
5 Typek "A czemu nie ma szyberdachu? A czemu nie ma skóry? A czemu nie ma LPG?" A czemu nie ma dwu nagich dziewic gratis na tylnej kanapie? Bo nie dowieźli, a w ogóle w ogłoszeniu nic nie było o szyberdachu i hurysach, ziom.
6 Typ skwaszeńca, czyli wkurw. Większy wkurw. Megawkurw, że musiał przyjechać, że kupuje, że gardło sobie podrzyna, że w ogóle cokolwiek, a najbardziej że 20 letni samochód za 2000 nie jest lepszy niż nówka z salonu - no bo przecież, k... powinien być, nie? Dotarty i w ogóle.
7 Typ perfekcjonisty, ale bez wkurwu jw. Bo jezu, co za szrot. Jakby był świeżo pomalowany, miał zrobiony i udokumentowany remont hamulców, elektryki, zawieszenia, wnętrza, silnika i skrzyni automatycznej, to może i rozważyłby 2000, ale tak jak stoi 20 letni wypasione autko, no to przecież skucha i grzybnia, i on kupuje samochód do jazdy, a nie do roboty. To że samochód jeździ, hamuje, nie ma dziur od rdzy, i przechodzi przegląd z marszu, to jakby nie ważne. A to jednak może pospierdalaj.
(Nocię sponsoruje wizyta klienta na wózek wczoraj - nie mówię że był bardzo zły, ale nieco z punktów powyższych spełnił, i rozstaliśmy się w niesmaku. I mocno się zastanawiam, czy jeśli się jeszcze odezwie "bo się zastanowi" nie spławić takiego z trzaskiem, wiecie, w celach edukacyjno-prospołecznych, coś jak "shoot him on general principles" by Vincent Vega.)