(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)
Wychowywał się w cieniu namiętności polityki i władzy, i walki, jak większość chłopców jego stanu i czasu. Ojca dyktatora zabito w zamachu, kiedy miał sześć lat. Ale jego przeznaczenie zatrzasnęło się, kiedy 21 dnia 7 miesiąca dziesięcioletni starszy brat, prawowity i wybrany sukcesor schedy po ojcu, spadł z konia, i zmarł tego samego dnia. Dwór natychmiast wyniósł jego, ośmiolatka, na stanowisko władcy, ale oczywiście realne panowanie (na ile realne było w splocie koterii, możnowładców, ich rodów, ich prowincji, zadawnionych waśni i namiętności), objął sześć lat później. Nie miał zdrowia i smykałki do wojny, do polityki i państwa też nie. Wolał zajmować się kulturą i sztuką. To jemu zawdzięczamy podniesienie mody na zen, na oszczędną estetykę i na piękno w życiu, do rangi religii samurajów. Byli dzicy i barbarzyńscy, byli namiętni, byli wojownikami i dowódcami wojowników, odległymi od cywilizacji i kultury, jak tylko może być feudalna klasa żołnierzy. Ale jednak kacykowie klanów i prości samuraje zaczęli snobować się na oszczędną elegancję, na oszczędną filozofię, na oszczędne piękno w życiu i zabijaniu, oszczędną poezję - w opozycji do bizantyjskiej chińszczyzny poprzedniej elity, i znosić te ceremonie herbacianie, i uczyć się tej poezji, i robili to na tyle długo i intensywnie, że ufundowali na następne 1000 lat memy japońskiej estetyki i całe wabi-sabi.
Musiał prowadzić wojny, ale raczej przez braci i doradców, tak też uprawiał politykę. Nie wychodziło mu to zbyt dobrze, bo na fali wzrostu gospodarczego i politycznego każdy możnowładca, szczególnie dalszy od stolicy, podnosił głowę i usiłował być udzielnym księciem. Nie miał serca do tego wszystkiego, planował rzeczy piękne i dobre, a zen, kultura i sztuka interesowały go tak mocno, że kiedy nie zanosiło się na potomka, i dla świętego spokoju, zrzekł się władzy na rzecz brata - człowieka religijnego, mnicha i opata, który niezbyt palił się do sukcesji, ale dał sie przekonać doradcom. Jednak Los postanowił zadrwić z ich usiłowań przeprowadzenia pokojowej i cywilizowanej zen-sukcesji w barbarzyństwie średniowiecznej polityki - nieco ponad rok później urodził mu się prawowity dziedzic. Może i olałby kwestie dziedziczenia i sukcesji, ale geny, ale syn to syn, ale żona nie odpuściła mężowi, bo przecież matka następcy tronu. Natychmiast znaleźli się doradcy biorący stronę dziecka, stronę brata, jego stronę, a jeszcze w tle majaczyły widzimisia dworu cesarskiego, czy ważnych możnowładców z ważnych prowincji. Wojna Onin między braćmi skończyła się wybiciem rebeliantów, śmiercią brata i jego stronników, ale osłabiła i tak niezbyt mocną pozycję szoguna, i rozpoczęła okres stuletniego rozpadu Japonii na walczące księstwa.
Wojna o geny w dziedzicach jest już tylko rozdziałem w wyspecjalizowanych książkach i podręcznikach, artykulikiem na wiki, pyłem historii. Memy zen i japońskiej estetyki, które dopieszczał i stylizował przez całe życie, są żywe nadal, teraz już w kulturze i sztuce globalnej. Żeby lepiej pojąć jakie to memy i o co mu chodziło, wystarczy pojechać do Kioto, by zobaczyć dzieło połowy jego życia, zaplanowane jeszcze przed problemami z sukcesją, przed Wojną Onin, dzieło, które jest obecnie w takim stanie i wygląda tak, jak on je widział, kiedy uciekał do kontemplacji ogrodów przed wojną pustoszącą Kioto. Choć nie potrafił i nie zdążył zrobić wszystkiego tak, jak chciał, to przed końcem 56 letniego życia zdążył zostać mnichem i ostatnie lata spędzić w ukochanym Srebrnym Pawilonie.
Zen ze swej natury powoduje, że dobre memy wygrywają ze złymi genami.
(trigger do dawno planowanej notki
tutaj, o szogunie Ashikaga Yoshimasa
tutaj, wycieczkę przez memy można zacząć
tutaj)