(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Nie tyle muza, co nostalgia trip. Wrzucenie do samochodowego pendrajwa różnych starych kawałków spowodowało, że nagle trafiło mnie z dużą siłą starocie:
Tears for Fears było jednym z synthpopowych filarów mojej młodości, nawet jeszcze tej końcowo-PRLowskiej - razem z Erasure, New Order, Eurythmics itp. no i oczywiście z Depeche Mode (który nadal i ciągle rządzi i panuje, ale o tym innym razem). Do PRLu doszła ta fala zespołów walących w klawiszki z 2-3 letnim opóźnieniem, ale i tak trafiło to dość mocno. W zasadzie młodzi w miarę rozgarnięci ludzie głównie załapywali się wtedy na metal albo na synthpop, albo na jakieś zupełne nisze nisz - Pink Floyd i progresywny rock czy inny punk były już nieco passe, jazz czy inne polskie rocki itp. postPRLe były już oldskulem albo żeną. Ok, nierozgarnięci powszechnie załapywali się na italodisco czy inny Modern Talking (no dobra, kto się zupełnie nie załapał na disco w '80 niech pierwszy rzuci kamieniem...).
TfF nie było obecne tak bardzo jak np. DM, bo akurat wśród tych pięciu na krzyż prezenterów radiowych i tv którzy ustawili całe pokolenie końcówki PRLu, chyba nikt specjalnie TfF nie lansował (w przeciwieństwie np. do tandemu Beksiński + Depeche Mode). Szkoda, że "Mad World" i pierwsza płyta w ogóle "nie trafiła", bo w 1982-83 to w zasadzie było krucho ze wszystkim i z muzą też. Ale już druga płyta i Shout przebiło się nawet do tv, jakoś prawie od razu, w 85 czy 86.
I gdy tak wczoraj trafiłem na składankę typu the best of, i Shout, to jednak - to była bardzo dobra i bogata muza, i kudy ówczesnym DM czy innym Erasure itp. do TfF. I nadal jest, chociaż inni, których kariery były "bogatsze", poszli z synthem mocno do przodu, i chociaż pokazało się przez ostatnie parę lat wiele niezłych podróbek synthu lat '80 - to parę najlepszych kawałków Tears for Fears rulezuje po dziś dzień.