(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Ostatnio gdzieś z plejlisty kompa czy samochodu wpadła mi leciutko zapomniana, aczkolwiek doskonale osłuchana rzecz - Deine Lakaien
Podłapaliśmy ich w duchu poprzedniej notki - z jakiegoś tele puszczanego w tv około 10 lat temu, chyba szło promo "Kasmodiah" (niestety, mojego gugle-fu nie starczyło by odnaleźć to ładne tele).
Duet jest bardzo malowniczy, szczególnie Veljanow, a muzycznie, cóż, są na granicy tego co słucham, na osi popsynth-darkwave-eksperyment, gdzieś pomiędzy darkwave a eksperyment. Osobowość muzyczna i głos Veljanowa jest zawsze fascynujący, teksty też mają fajne, natomiast aranżacje, hm, gdy Horn trzyma się "mojej" strony darkwave i tylko lekko skacze w bok, jest bardzo bardzo przyjemnie, ale kiedy puszcza się poręczy i odlatuje w swoje klasyczno-elektroniczno-dyrygenckie nie-wiadomo-co, no to już niekoniecznie mi pasuje - ale wybaczam. Cały czas nagrywają różne fajne rzeczy, ale najlepiej dostarczają mi ich kawałki z czasów "Kasmodiah" i "White lies", od ballad:
po mniej lub bardziej "normalne" songi:
Ale chyba największym ich kawałkiem, jak dla mnie, pozostaje "Kiss" - najbardziej zakręcona szanta wszechświata: