(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Ostatnio, kiedy wpadam tu i ówdzie na feminizm trzeciej fali w dużym stężeniu, czy inne ideolo wprost wynikające z uprzejmego pochyłu białego człowieka z MMC nad Murzynem, kobietą, Azjatą czy inną uciskaną mniejszością, to śmiech mnie pusty chwyta i trwoga. Ja też miewam czułe serduszko i potrafię wykrzesać z siebie jakieś drobiny empatii czy wstydu, i lubię czasem poprawić świat, ale for krajst - nie mam empatii dla popaprańców flejmujących w roku 2011 jakby był rok 1911. Dyskusja o profeministycznym zmywaniu garów w MMC? O żłobkach? Ludzie, przespaliście ostatnie 50 lat?
Moim skromnym zdanim te dyskusje miały jakiś dobry sens w dobie, kiedy obiektywne różnice pomiędzy ludźmi były nieusuwalne. Kiedy kobieta zachodziła w ciążę co dwa lata, chyba, że się nie dawała dymać. Kiedy kolorowi byli naprawdę mniejszością w USA. Kiedy dostęp do wiedzy czy wykształcenie były funkcją posiadanej kasy.
To wszystko już stało się, lub właśnie staje się historią. Za historyczną chwilę będziemy mieli postludzi, i dalsze możliwości niwelowania różnic czy słabości "mniejszości", bo genetyka, bo bionika, bo informatyka i automatyzacja. Więc pierdololo o nierównościach klasowych, czy o niedoli kobiet opiekunek do dzieci w 2011 , to jest smuta - to jest tak naprawdę temat zastępczy. Temat rzeczywisty, to jak zrobić, żeby OBIEKTYWNIE kobiety prawie wcale nie różniły sie od mężczyzn. I to niekoniecznie zmieniając kobiety, ale - zmieniając mężczyzn. Bo już można, albo będzie można za chwilę. Więc postulowanie rozwijania żłobków, zamiast rozwijania państwowego in vitro i ew. żłobków (skoro ma nam społecznie bardzo zależeć na dzidziach, zamiast na imigrantach); albo dyskutowanie o niedoli opiekunek, zamiast przeprojektowania ludzi (dzieci lub rodziców...), żeby nie było potrzeba żadnych opiekunek do dzieci; albo postulowanie, powiedzmy, równouprawnienia kobiet w armii, zamiast planowania, wylobbowania i zrobienia takiej autoewolucji, żeby przeciętnym facetom jak świat długi i szeroki TAK SAMO nie chciało się walczyć jak przeciętnym kobietom - jest po prostu so last century.
Żyjecie w przyszłości, tylko jeszcze nie zauważyliście, że przyszłość to nie są ipady czy hybrydowe samochody - to jest nowa neurologia, nowa genetyka, nowa edukacja, nowa ekonomia, itd. które, jak każde technologie, na razie grzecznie pukają do drzwi, tyle że za chwilę wyważą je razem z futryną. I trzeba dyskutować, i obalać tabu, ale nie te, które obalano 100 lat temu, tylko te, które za chwilę obali, na dziko i okrutnie, technika i technologia. Bo moim zdaniem lepiej najpierw przedyskutować opcje w dyskursie zmieniającej się kultury, i przynajmniej przygotowac siebie, i innych też, mentalnie, na nowe, niż rzeźbić w guanie nadbudowę postfactum, jak już postludzi i ich kultury da nam moda czy broń biologiczna, itp. Chyba, że ktoś tak bardzo polubił swoje memy i mu szkoda - ok, nie bronię, w końcu nawet Kościół Rzymski ma jakąś niszę w XXIw. i zapewne feminizm będzie istniał jak już nie będzie kobiet czy mężczyzn.
Ale dla mieniących się tym bardziej postępowym kawałkiem przedmurza cywilizacji śmierci - to jednak żena.