(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)(długie, nudne, przemysłowe)

Pogadajmy o projektowaniu urządzeń technicznych. Tak ogólnie. Od prostych, jak wiertarka czy regulator temperatury, do skomplikowanych, jak pojazdy, samochody czy samoloty, czy skomplikowane instalacje. Ale takich raczej małoseryjnych, na potrzeby przemysłu, nauki czy wojska.
Gdzieś we wczesnych latach '90 ubiegłego wieku na dobre do tej powyższej "trójki" weszły pryncypia COTS, czyli cośtam-off-the-shelf (normalnie - commerce, albo coś jeszcze innego, co poeta podstawia za C), co oznacza branie do projektów sprawdzonych i komercyjnych rozwiązań, zamiast rozwiązań technokratycznie bezkompromisowych. Dlaczego akurat wtedy? Można o tym książki pisać, ale ogólnie - bo już nikogo nie było stać, na tle końca zimnej wojny i początku prawdziwej globalizacji, na proprietarne rozwiązania, czy ciągłe wynajdywanie koła albo młotka, dla rozwiązań małoseryjnych, czy prototypowych. Bardzo bardzo ekstremalne urządzenia, w typie silników promu kosmicznego czy innych reaktorów atomowych, nadal były, oczywiście, prawie-prototypami, ale już na przykład ich drobny osprzęt czy sensory czy procesory nimi zawiadujące, itp., były COTS, czyli powiedzmy, bieżącą produkcja Intela, tyle, że z górnej półki, military grade - co jeszcze w latach '80 wcale nie było oczywiste, wtedy procesory czy inne zawory, to se wojsko czy inna NASA zamawiała super wypasione, rzecz jasna w super cenach.
Zaraz potem wymyślono, że skoro procki czy inne gwoździe mogą być COTS, no to może komputery czy młotki też. A jak komputery czy młotki, to programy czy skrzynki na młotki też. Itd. Czyli docelowo - robimy prom kosmiczny czy krążownik czy unikalną maszynę przemysłową skleconą z tego, co już jest komercyjnie dostępne na danym rynku, z jak najmniejszą "wkładką" własną (hardware i software). Co zredukuje koszta mniej więcej o 30% i czas do osiągnięcia urządzenia nawet o połowę, jako rzeką mądre opracowania. I nie nabijam się tutaj, jest to zapewne prawda.
Teraz mała dygresja - w tym samym czasie, może kapeczkę wcześniej, spopularyzowała się koncepcja TCO, czyli Total Cost of Ownership, albo dowcipniej, TrueCO (czasem pisana jako TOC). Czyli - pamiętaj, chłopcze płaskostopcze czy managerze na rowerze, że zakup urządzenia czy w ogóle czegokolwiek, samochodu, domu, programu, to jedno i jeno początek, jego amortyzacja to drugie, ale koszt tego czegoś w czasie życia tego czegoś, to suma wielu wielu kosztów, poupychanych w różnych formach i kieszeniach. I dopiero jak podsumujesz se to wszystko cuzamen, to możesz powiedzieć, ile cię kosztował służbowy samochód czy myśliwiec i jak się amortyzuje, tudzież planować ich zakupy, czy porównywać oferty. I darmowego linuxa na PC, czy darmo podarowanej ci fregaty rakietowej, to też dotyczy.
Na oba poprzednie "tematy" rzutuje trzeci, znacznie starszy koncept - czas życia urządzenia. Czyli, myśliwce czy samochody czy prasy hydrauliczne bynajmniej nie są wieczne, tudzież starzeją się moralnie (istnieje postęp prawno-techniczno-ekonomiczny), więc projektujemy urządzenia optymalnie i racjonalnie na jakiś założony resurs, czas, ilość cykli itp. (dygres - podobno H. Ford był pionierem nie tylko normalizacji i taśmy produkcyjnej, ale też badań niezawodności i projektowania czasu życia, w kontekście Forda T - przebadano zużyte fordy, oceniono podzespoły, i rzecz jasna, nakazano przeprojektowanie i potanienie=pogorszenie tych nazbyt trwałych (np. zwrotnic i kierowniczego). Ale nie mam źródeł tej anegdoty, gdzieś ktoś to w TV o Fordzie opowiadał).
Wiążąc to wszystko w niezgrabną puentę teoretyczną - w początku lat '90 świat się nieco zesrał. Bo zbieg powyższej trójki zaowocował skutkami ubocznymi. (Będę skracał i przewijał dłużyzny) Czas życia urządzenia to między 10 a 15 lat. Pamiętacie swój komputer sprzed 15 lat? Albo samochód? Albo sprzęt do przenośnej muzy? No właśnie.
Okazało się, że COTS ma taką właściwość, że ten shelf z commercem to jest zawsze coś innego, niż parę lat wcześniej, bo na tym polega commerce. Na to remedium miały być partnerstwa i ciężkie umowy zamawiających z dostawcą commerce, żeby commerce zechciało dostarczać przez 15 lat dany złom. Ale to zesrało się błyskawicznie, bo nie ma takiej siły, nawet w US Departament od Defence czy innym NASA, o prostej fabryce nie mówiąc, która wielgachnego dostawcę commerce do tego zmusi, czy wyegzekwuje umowę, nawet jak umowy mają solidne kary umowne itp. a jeśli nawet umów nie ma, to razu można udać się na ebay i allegro... Malownicze przykłady to superkomputer US Air Force poskładany z konsol PS3 i co na to Sony czy historyjka, do której nie chce mi się szukać źródeł, laptopów Zenith (ktoś pamięta taką firmę?) używanych do programowania pocisków Tomahawk (budowanych COTSem z szumem i przytupem) - rzecz, która oparła się o Senat czy Kongres US, bo to jednak trzon sił uderzeniowych US, także z nukami, i trochę zgrzało polityków, że rozłożyć je może brak laptoków. Na które umowy były jak złoto, tylko że w międzyczasie Zenith padł na ryj przez kijowe kontrakty na desktopy dla rządówki US i USAF, i po przejęciu przez Packard-Bella, nowy właściciel pokazał US fakulca w sensie "to my zapłacimy karę i odstosunkujcie się, albo w promocji możemy wam sprzedać, przeznaczoną do zamknięcia, gównianą meksykańską fabrykę gównianych laptopów dla waszych pocisków, tyle że niekoniecznie w gównianej cenie i niech se DoD sobie robi te laptopy".1) Podobnie w przemyśle, moja pamiętna rozmowa z dostawcą około '95 - "panie, jak można zrobić pod tak solidną tradycyjną marką taki krap, już nie mówiąc o sterowaniu, ale o mechanice - przecież to się rozpada! to miał być mercedes, a sprzedaliście w jego cenie forda!" - "Hm, wiecie, miedzy nami mówiąc, ta maszyna, to jest efekt sporu projektantów, bo się pokłócili, czy da się zrobić dzielarkę z popularnych części (COTS!) od samochodów czy innych maszyn rolniczych. No i to jest efekt, da się, ale przeguby od traktora, łożyska od golfa i paski od pralki nie dają rady. Ale nową serię mamy robioną w stary solidnym stylu, mogę wam tanio sprzedać!" - (tu scena szczucia domokrążcy psami).
Innym rozwiązaniem zastępczym jest po prostu zachomikowanie części i zapasów w kontekście COTS, które bywają przestarzałe od razu przy wdrożeniu, tak, żeby starczyło na lata. Ale to działa średniacko jak się ma trzy urządzenia i potrzebuje parę elementów, jak ma się powiedzmy 3000 urządzeń, i 15 lat w perspektywie, i sto elementów do urządzenia, to robią się wagony i całe hale (a dostawcy niekoniecznie chcą w tym partycypować, bo to niekoniecznie ich interess).
A to wszystko, uczciwie policzone, bardzo znacznie podnosi TCO, i łatwo kasuje zyski z COTS.
To tyle teorii i praktyki z górnej półki i anecdata. A z mojej działki, w średniej wielkości fabryce importowanej z Danii do PL - najstarszy działający PC to 386DX z MSDOS 6.22 (286 wywaliliśmy dopiero parę lat temu). Najstarszy istotny i trudny w upgrade - około 10 letni fikuśny dell pentium trójka z WinNT i fieldbusem, który rynkowo umarł i dogorywa (za chwilę nie będzie hardware fieldbusa, dell już nie supportuje PCta, MS nic nie supportuje). Najstarsze sterowanie czy PLC - muzealny hitachi CJ z okolic '85. Najstarsze istotne sterowanie - duży automat na trzech proprietarnych kompach z motorolami 68000 (Amiga!) i praktycznie brakiem serwisu. I mnóstwo drobnych maszyn i urządzeń, niemaintainowalnych przez COTS (ok, wiele innych z starości po prostu). I oczywiście, wszystko da się zrobić, także upgrade dowolnej maszyny, na Księżyc też da się dolecieć. Tylko, że wymaga to cholernie dużo zasobów, i się nie opłaci, zupełnie jak z Księżycem. A różnica tylko w tym, że od NASA nie wymaga się lotów na Księżyc, a ode mnie i innych ludzi i działów utrzymania, w przemyśle czy wojsku czy nauce, owszem, managerowi wymagają, żeby 10 czy 15 letnie urządzenia działały, bo przynoszą kasę, bo obrona narodowa, bo nie będzie na czym pracować. Selawi.
PS1 sprawa wielkoseryjna to jest coś innego, i nie szukajcie tam COTS - nawet jeśli występuje unifikacja i szeroka "wymienność" podzespołów, itd itd. to nie COTS. Bo jak masz do zrobienia milion sztuk i jeszcze 200tys. na serwis, to robisz technokrację, full optymalizację, efekt skali i serious biznes, i produkcję jak trza, i to od ciebie będą brali COTS. Czego przykładem automoto czy pop-komputery. Więc jeśli znajdziecie przyciski z mondeo w myśliwcu czy jaguarze, to COTS, jak znajdziecie takie same przyciski w 15 modelach fordów przez 10 lat, to standaryzacja i efekt skali.
PS2 panele na zdjęciu na górze, to nie tyle COTS, co ilustracja upgrade - po prawej oldskulowy multiplexowany LED, po lewej nowoczesna dotykówka, udająca, sprzętowo, programowo i wyglądem ("bo panie się przyzwyczaiły") takie coś jak po prawej.
1) Bardzo śmiałem się czytając zapiski z przesłuchań na tę okoliczność z komisji (ale nie mogę teraz jakoś odszukać) bo był to niezły kabaret, kiedy powiedzmy pani senator zagadywała generała odpowiedzialnego, czemu, skoro COTS, nie można se wziąć do Tomahawków nowszych laptoków, bo ona ma znacznie lepszy i nowszy, na co generał z wyraźnie zaciśniętymi zębami odpowiadał w stylu "Mad[zgrzyt]am, czas kompletnego sprawdzenia i wycertyfikowania lethal weapon w rodzaju Tomahawk czy podobnych, to kilka lat, powiedzmy 5. Pani notebook, madam, za 5 lat TEŻ będzie nienaprawialnym przestarzałym złomem, jak Zenith".