(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)In the immortal words of mushroom - trzeba siać, siać, siać, czyli będzie o muzie raczej egzotycznej w PL, choć Gdzie Indziej to megahit popu (Gdzie Indziej to India). Lejdis end żentelmen - Himesh Reshammiyah, Aap Kaa Surroor. W skrócie, dla niechętnych klikaniu po wiki - miśkowaty ziom jest z Gudżaratu rocznik 1973, z rodziny muzykalnej, od małego kręcił się koło bolywooda i muzy filmowej, i szło mu spoko loko. Koło 2006 trzasnął se na boku dyskutowaną płytę - mieszankę hindi, bolywooda i western, plus różności, pomieszane jak w blenderze. Płyta zrobiła się ubermegahitem, bodaj coś koło roku na topie, i wogle. Więc zara zrobiono z niej film, z Himeshem w roli głównej, itd itd. pare lat numero uno, oczywiście kasa i sława, muzykowanie do filmów, filmy, krytyka (że śpiewać nie umie, że przez kinol daje głos, że ziomalstwo, że ruja i porubstwo) i tak dalej. No ale kogo to, jeśli dostarcza. Na przykład to (wersje teledyskowe są nie do końca zgodne z płytą, lekko zremiksowane w kierunku niewłaściwym, ale warto popatrzeć w ramach studiów miedzykulturowych):
albo to (no tu już naprawdę remix wzg. płyty):
Polecam wszystkim, którzy chcą wiedzieć, co znaczy top pop muza poza naszym malutkim kręgiem kulturowym. A płytę poznałem bardzo dokładnie, bo taksiarz nas woził przez tydzień po Chennai (Madras) nie wyjmując jej z CDka. I po tygodniu wcale nie osłuchała się, tylko nadal dostarczała. Więc na pożegnanie, przy kursie na lotnisko, odkupiłem CD od zioma, przepłacając okrutnie, ale to w sensie napiwku - kolo chciał mi ją dać w prezencie. I tyle - muza ok, przy tym niezastąpiona do zawieszania przetwarzania w różnych pustawych łbach, na dosłownych i przenośnych drogach i bezdrożach, no i do drażnienia koleżeństwa w pracy.