(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Może nie najbardziej egzotyczny, czy najciekawszy technicznie szrotwagen z naszej "puli", ale chyba najbardziej zakręcony i pokręcony. Czyli Dodge Shadow:


Samochód wzbudzający ogólne WTF? nawet wśród miłośników szrotu, zresztą, we mnie też wzbudził podobne pierwsze wrażenie. Powiem tyle, że drugiego z tej serii chryslera(Shadow/Sundance/ES) to w życiu jeszcze na żywo nie widziałem. To jest kanadyjska wersja Dodge '88 budżetowa trzydrzwiowa (były 5 drzwiowe i kabrio) - czyli mały silniczek 2.2 około 100KM na monowtrysku (max to były 2.2/2.5 turbo...) napędzający przód; korben dallas w drzwiach, jak mawia znajomy; lusterka i fotele bez elektryki (no dobra, kierowcy z elektryką zaadaptowaną z "przydasiów" fordowskich), bez szyberdachu itd. Ale, jak to w amerykańcu, z drugiej strony - automat, klima, tempomat, porządne radio (jak na tamte lata), wszędzie miękkie szmaty, wygodne fotele.

Jest to wariacja chryslera na temat "kompakt na koniec lat '80" - wzięli zawiechę z Daytony, budę z jeszcze innego, silniki z półki, plus wydziergali trochę, i oto je coś, co nijak nie przypomina potworów z USA. Samochód jest minimalnie krótszy niż ford Sierra, a rozstaw osi i wnętrze ma mniej więcej jak Golf rówieśnik, tylko jakość lepszą. Najzabawniejszy jest oczywiście tył - śmieszna buda ewidentnie sedan, ale klapa z szybą i półką otwiera się jak hatchback, i ma całkiem fajny bagażnik. Był to nawet punkt marketingowy bodajże, że "sedan z ukrytą funkcjonalnością hatchbacka". Następcą była popularna seria Dodge/Chrysler Neon (tu uwaga - Neony to już porażka lat '90 i co najdziwniejsze - szczególnie pod względem bezpieczeństwa biernego)

Wygląd jest oczywiście oldskulowy na maxa, i niektórych odrzuca, ale mi się nawet spodobał (kiedyś "chorowałem" trochę na Saratogę, czyli większego brata). Z boku trochę "kaczor" ale z przodu ma fajny badlook przez "wpadnięte" małe wredne oczka i cross-grill dodge; a z tyłu jest dosyć fajnie amerykański. Jeździ równie zabawnie jak wygląda, bo z jednej strony, cienko - 3 biegowy automat zestawiony na USA, ze 100KM silniczkiem, powoduje, że jak się zapominam po przesiadce z V6/V8 i odruchowo biorę się za wyprzedanie byle passata, to przy 110-120 dodge dostaje zadyszki i szkoda go piłować, i byle VW czy ford odjeżdża mi w tempie TGV. Ale z drugiej strony, ten silnik jest zestawiony "pod moment", a nie "pod moc" jak typowe kompakty z tamtych lat - zachowuje się jak mała V6 albo jak mały diesel; przy ruszaniu i do 100km/h zbiera się fenomenalnie. Nieraz umieraliśmy ze śmiechu, jak ot tak, czasem nieumyślnie i przypadkiem, z byle świateł, jechaliśmy równo z bardzo solidnym bmw czy audi - a gdy dodge szedł łeb w łeb, plus basowy wydech, to często normalny człowiek w porządnym wozie zdumiony odpuszczał, akurat na chwilę przed tym zanim nam się skończył obrotomierz i silnik.
Egzemplarz zakupiony megaimpulsowo, w cenie lepszego roweru, szukałem czegoś na śmieszny prezent-niespodziankę dla żony, jakiegoś wozidełka w automacie, i gdy nagle w zalewie ogłoszeń fiest i podobnych zobaczyłem tego dodge, i to pod Wawą, to pół godziny później byłem w drodze po niego. Buda jest "z wierzchu" fajna, poza dachem z którego klar złazi, i co gorsza, podłogą z której już blachy znikają miejscami. Ogólnie zadbany, wnętrze igła (chyba naprawdę "po kobiecie"), silnik i skrzynia też spoko. Troszkę zadbałem przez ponad rok, troszkę się rozpadło przez ponad rok - na razie stoi, bo jest 3 w kolejce i zbędny, z usterką hamulca itp drobiazgami, które wykluczają go z jazdy jak u ludzi - ale nadal zapala od strzała, objeżdżam go po lesie co jakiś czas. Był plan, żeby może, skoro jeździ, dojechać nim na szrot i tyle - ale po walce wewnętrznej, odpuściliśmy mu jeszcze, opłaciliśmy OC itd, i na razie - czeka.