(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Bo czemu nie, skoro już jestem tym petrolheadem. Bo w Top Gear są supersamochody, ale bo bywają też Logany czy Pandy, czy w ogóle bardzo szrotowate szrotwageny, czego w podobnych programach raczej nie uświadczy. Bo są popieprzone questy, które są zabawne same w sobie, a czasem zabawne na wielu poziomach. Bo są ładne ujęcia i ciekawe miejscówki i okoliczności przyrody. Bo zaproszeni goście bywają ciekawi. Bo prowadzący, czyli Clarkson, May i Hammond, odpowiednio skontrastowani, i odpowiednio polewający z siebie, wszechświata i całej reszty, dostarczają wystarczająco, żeby parę razy na godzinę się uśmiechnąć.
Ale to, że Top Gear jest jaki jest, i jeszcze ma wewcholerę oglądalność, oczywiście nie podoba się wanabe hipsterom, z kompulsją na political corectness i dwujajeczny feminizm trzeciej fali, których najbardziej bawi "politycznie poprawny metahumor". Bo, powstańcie narody! Clarkson jest mizoginistycznym szowinistycznym non-pc bucem, Hammond mu wtóruje, a May milczy, zamiast wyjechać Clarksonowi z glana za te wszystkie głupie odzywki. Hm, w zasadzie prawda. Tyle że, jak to mówią, każda prawda ma dwa końce. I nie, nie leży pośrodku.
Otóż, w moim małym popieprzonym świecie, buc jest bucem, nawet jeśli jest kobietą. Gejem. Murzynem. Lesbijką. Uciskaną mniejszością. Małym biednym człowieczkiem, nad którym pochylam się z empatią. Ale jak mi się wyczerpie pokład empatii, mogę buca utłuc. Bo za bycie biedną uciskaną mniejszością daję kredyt, ale nie będzie to dług publiczny RP. I swoją drogą, to przeważnie wystarcza do w miarę normalnego funkcjonowania mojego i uciskanej mniejszości, nawet jeśli daję palec, a urywają mi rękę (a teksty w stylu "popierzony Boni, myśli złamas, że wystarcza, kiedy niewystarcza, bo..." możecie se wsadzić - na tle otaczającej mnie mentalnie wąsatej BKŚ i małomiasteczkowej-wiejskiej pojebki, to ja tu jestem lokalne maksimum PC i nie, naprawdę nie mam ochoty zasypywać ipadów towarzyszy z wielkich miast anecdata jak naprawdę wygląda mizoginizm i szowinizm na analfabetycznych wiochach Mazowsza czy Podlasia, a nie te różne -izmy ą ę w prasie krajowej czy innym blogowisku-psychiatryku).
I jak się tak zastanawiam nad hejterzeniem przez różnych niekoniecznie młodych aczkolwiek gniewnych towarzyszy takiego Clarksona, to mam silne wrażenie, że jest coś fundamentalnie nieuczciwego w tłuczeniu buca-Clarksona, za to, że on tłucze buców-w-swojej-opinii. Bo przecież tak naprawdę każdy tłucze swoich buców. I każdemu zdarza się pojechać po stereotypie, tak nas małpa natura zrobiła; niech pierwszy rzuci kamieniem, ten kto nie, i tak dalej, i tak dalej. Więc może i polewki z Walijczyka czy innego Szkota, czy karawaniarzy, czy podobne miniszowinizmy to nie jest humor najwyższej próby, ale od tego, że nie bedzie się opowiadało kawałów o polaku, rusku i niemcu, gejach czy księżach itd. nie osłabią się tak strasznie nacjonalizmy czy homofobizmy czy antyklerykalizmy, żeby warto było się nad tym pochylać, ponad wzruszenie ramion i powstrzymanie się od śmiacia i podawania dalej, skoro tak kogoś serce boli.
Co innego mnie tu wpienia - ok, przycinanie po stereotypie, szczególnie uciskanej mniejszości, to hurr durr, niech będzie. Ale przycinanie po osobie publicznej wskazanej palcem, to jednak zupełnie co innego, i nie mam tu żadnych obiekcji, zarówno jak Clarkson tłucze, jak i kiedy jego tłuką; a jak ktoś ma to niech idzie do sądu, albo ogólnie spierdala ze świecznika, zamiast tam się wpychać. I tu zaczyna się hejt właściwy - no żesz fak, czy ten słodziusi milusi taki sobie standupowiec jest takim idiotą, czy takim geniuszem podwieszania się pod Top Gear, że chwyta się za serce akurat na tle tłuczenia przez Clarksona premiera Gordona "blind child" Browna??? I broni biednego Browna, człowieka pracy, bo z Partii Pracy, inwalidy gołębiego serca, przed tym brzydkim Clarksonem. Czyli broni uberhipermegabuca przed megabucem. Bo jeśli Jeremy nie miał racji, nazywając "jednookim szkockim idiotą" szkockiego klerykała, który czuje się socjalistą, bo z tatusiem pastorem zwiedzał instytucje charytatywne, gdzyż ponieważ, tak normalnie, to raczej zwiedzał towarzystwo księżniczek krwi i arystokracji; który ukatrupił Partię Pracy, kontynuując politykę Blaira; który tak odpalił drukarenkę pieniędzy, że Lepper się spłonił ze swoimi żałosnymi planami skoku na mennicę; który poparł przeniesienie zioła z kategorii C w kategorię B, czyli tam, gdzie jest opium, morfina i kokaina, uwalając przy okazji paru profesorów, którzy sugerowali, że rząd pojebało, i stwierdzając "so much of the cannabis on the streets is now of a lethal quality" (WTF???) i który, na deser, choć owszem, chorował na oczy, to jednookim został na skutek meczu rugby na studiach - to ja przepraszam, ale w dupie mam takie PC, które zakazuje tłuc buc na świeczniku, bo akurat jest jednookim Szkotem, czy innym beznogim Kaszubem.
I na końcu zostaje miałka blogerka, moja czy MRW, podwieszająca słupki poczytalności pod małego standupowca podwieszającego swe malutkie słupki oglądalności pod Clarksona podwieszającego swoje słupki ogladalności pod następnych celebrytów, czy producentów samochodów. Bo tak naprawdę, to zawsze podwiesza się swoje słupki pod innych, a nie pod samochody, czy słuszną sprawę PC.