... nie mylić z BRICS, czy innymi cudami politycznymi. Dzisiaj będzie długo, i mieszanka staroci i nowoczesności, aktualności i nostalgii.
1.
"Aktualności w nowoczesności" zaczęły się w takich okolicznościach, że mła-żona postanowiła mi zrobić przyjemną niespodziankę. Pewnie teraz żałuje, ale kupiła mi u pana Chińczyka spory zestaw - podróbkę LEGO Technic. Nagle kurier dostarczył wór klocków, które wręczono mi na pociechę, na pocieszenie, a może na pocieszkę (ze mnie).
W worze było coś koło 1540 klocków, które po rozpakowaniu niepokojąco kojarzyły mi się z puzzlami 3D, ale w półtora dnia i pół nocy udało się złożyć z nich model torowego Porsche 911 RSR.
To nie my, to zdjęcie ze stron LEGO, dobrze oddaje wielkość modelu...Po rekonwalescencji (stolik był za niski, garba dostanę od takich zabaw), przyszło zrobić reklamację i zamówić dodatkowo niewłaściwie dostarczone części, dosyć istotne/widoczne (pan Chińczyk wrzucił 4 identyczne elementy drzwi/maski, zamiast prawe i lewe). Ale poza tym drobiazgiem, tudzież drobnymi błędami w napisach, na mało ważnej nalepce i w instrukcji, najpewniej wynikającymi z nieznajomości alfabetu łacińskiego przez chińskiego drukarza, wszystko jest tip-top.
W sensie koncepcji zestaw jest "wypasiony", jak wszelkie duże Technic (bo klasa "1500 części" to chyba te większe) - model ma jakieś tam wnętrze, otwierane drzwi i maski; "napęd" od kół przez kompletny dyferencjał do półotwartego modelu sześciocylindrowego silnika boxer, aż po korbowody i "pracujące" tłoki; podobnie kompletny układ kierowniczy, od kierownicy przez kolumnę i przekładnię po zwrotnice kół przednich. A wszystko to jest na zawieszeniu i 4 sprężynowych "amortyzatorach" (w rzeczywistej geometrii sportowych wozów, "amortyzatory" poprzecznie-skośnie w ramach pośrednich), więc przy mechanice jw. wymaga zmiennej geometrii półosi i układu kierowniczego, jak w prawdziwym samochodzie.
Jakość samych klocków jest 100% jak LEGO, tzn. IMHO to są spady z tych samych form/fabryk, które robią klocki LEGO; tylko naklejki i instrukcje zrobiono "od chińskiego zera".
Zestaw jest już wycofany z bieżącej oferty LEGO, ceny jakie znalazłem to było 200 euro za wersję pudełkową, 160 za "eko", czyli worek klocków. Dla ustalenia uwagi, u pana Chińczyka kosztował ten worek 22 euro (BTW zwrot paru euro z tytułu reklamacji znosi się z kosztem dokupienia właściwych elementów, więc nadal koszt wyszedł około 10% oryginału).
Zabawa była przednia, a tym bardziej, że względnie tania.
2.
W sensie nostalgii, nastąpił jej spory przypływ, gdyż różne klocki to były jedne z ważniejszych zabawek mojego dzieciństwa (lat '70 i początku '80). Ale nigdy nie miałem oryginałów LEGO, były poza zasięgiem finansowo-logistycznym.
Skądinąd, temat klocków został u mnie mentalnie i historycznie bardzo głęboko zakopany, znacznie głębiej niż modelarstwo, a nawet głębiej niż modelarstwo kolejowe. Dlatego było dla mnie sporą niespodzianką, że dostałem od żony worem LEGO, a nie jakimś modelem do sklejania itp. Bo żona orientuje się, a nawet była przy tym, gdy okazyjnie bawiłem się w modele kartonowe czy plastikowe, od czasów przedślubnych po jakieś zabawy w ostatnich latach. A ze dwa pudełka zbędnych modeli taboru kolejowego w skali TT nadal gdzieś tu są, przewiezione przez wszystkie kraje i dekady.
Więc skąd nagle LEGO??
Otóż chińskie algo podpowiedziało żonie efektowne zestawy a la Technic, a wiedząc, że normalnych modeli nie mam gdzie, jak i kiedy robić czy trzymać, uznała, że może klocki są łatwiejsze, prostsze, wielokrotnego użycia, tanie, ale wystarczająco fajne i że zestaw wygląda efektownie. I że "na dwa tygodnie będziesz miał zajęcie". Tu się myliła, ale tylko tu, gdyż w pozostałych punktach oczywiście miała rację, tak samo jak wszyscy fani i producenci klocków, a szczególniej w stylu LEGO, tj. z porządnego tworzywa, w porządnych asortymentach.
Skądinąd nie wiem, czy istnieje bardziej kreatywna zabawka dla dzieci, niż porządne "klocki spinane", gdyż nawet "małe chemiki" czy inne zestawy naukowo-techniczne może i są przefajne, ale nie mają nawet ułamka elastyczności i wszechstronności klocków, napędzanej wyobraźnią; bonusowo jeśli jakość pozwala - klocki są praktycznie "niezużywalne", zawsze można coś innego zmontować.
Podobnie musieli myśleć moi rodzice, bo pomimo często nieciekawych czasów PRL i braku dostępu do, like, wszystkiego, obsypywali mnie i braci nie tylko książkami i czasopismami, nie tylko modelami czy materiałami modelarsko - malarsko - rysunkowymi, odświętnie "małymi chemikami" czy
"małymi optykami", ale też znacznymi ilościami klocków.
3.
Starożytność i prehistoria: w PRLu '70 "wszyscy mieli" jakieś odległe polskie podróbki LEGO (a raczej PEBE), sporo firm i firemek próbowało robić coś w temacie.
Średnia półka podróbki z PRL - polistyren, ale jakość materiału i form słabsza niż LEGO/PEBE, stąd "nacięcia" dla kompensacji/sprężystości na krótkich bokach klocków.Spektrum rozciągało się od badziwnego polietylenu, jak z odzysku i w przydymionych czy półprzezroczystych kolorach, tylko z daleka przypominającego LEGO; przez nieco lepsze z polistyrenu/ABS, ale nadal z "nacięciami" (jak na zdjęciu), po praktycznie podróbki LEGO. Tak naprawdę o wszystkim decydował materiał, a raczej jego braki - z badziewnego tworzywa nie da się zrobić tego, co robi LEGO, nawet mając formy i przemysł jak LEGO. A tworzywo, szczególniej w żywych kolorach, było za PRLu zawsze "towarem deficytowym".
Mieliśmy tych różnych PRLowskich klocków trochę, bo jw. "wszyscy mieli", ale w temacie "prawie-LEGO z PRL" w naszym domu i zagrodzie nastąpił duży i interesujący zwrot akcji. Otóż mój ojciec pracował jako inżynier - konstruktor w zakładach zaplecza technicznego dla Spółdzielczości Inwalidów.
Dygresja: w PRL funkcjonowały pseudo-koncerny czyli "zjednoczenia" przemysłowe, konglomeraty branżowe itp., Spółdzielczość Inwalidów była z jednej strony sensowną inicjatywą dla dawania szeroko zakrojonych szkoleń i pracy niepełnosprawnym, w całkiem sporych firmach; z drugiej strony była dziwna, bo w "zjednoczeniu" funkcjonowały najróżniejsze branże i rozwiązania, wyznaczane przez niepełnosprawności a nie dziedzinę czy przemysł (bo nie można dać tych samych zadań, maszyn, pracy głuchoniememu, niewidomemu i komuś bez ręki czy nogi). Dla Spółdzielczości stworzono synergiczne Zakłady techniczne i zaplecza, żeby Spółdzielnie zajmowały się produkcją i inwalidami itp. a parę zakładów zajmie się R&D, obsługą, itp. wielu Spółdzielni.
W Spółdzielczości Inwalidów na Podlasiu z jakiegoś powodu była całkiem mocna branża plastików i wtryskarek; robiono rzeczy od wiader i misek (do tego całkiem duże wtryskarki są potrzebne) po drobne części, konfekcję, itp. Stąd ojciec m.in. projektował formy wtryskowe, nadzorował próby, doradzał w utrzymaniu itp. w Spółdzielniach robiących "w plastiku".
Bodaj ojciec (a może ktoś z jego zwierzchników czy z zespołu?) pewnego razu wylansował ideę "zróbmy najporządniejszą podróbkę LEGO jaka jest możliwa tu i teraz". Ojciec rzucił się na projekt niczym Reksio na szynkę, i nawet coś zrobili.
"Ojcowa" podóbka LEGO, żadnych "nacięć", wrażenie prawie jak oryginału. Rozpoznawalne po tych charakterystycznych kratownicach, a raczej "kratkach" okienno-balkonowych.Największym problemem było jw. tworzywo, musiało być klasy jak LEGO, kolory były żywe i kosztowne, stąd w sklepach z zabawkami widywałem te malutkie zestawy nieczęsto i w cenach nieco absurdalnych; zdaje się nie był to sukces biznesowy.
Ale dla nas był, gdyż z prób form itd. ojciec "ukradł" (bo pewnie powinno to iść do recyklingu czyli na przemiał) całe reklamówki próbnych wyprasek, w takiej wersji jak dostajecie modele plastikowe, tj. z kanałami i nadlewkami, czasem częściowo wadliwe; niestety tylko kilku rodzajów i tylko w dwu kolorach, szarym i brązowym (na próbach szły najtańsze kolory). Musieliśmy je "wyciąć" z nadlewów i przesortować, ale na końcu mieliśmy nie pudełeczko klocków czy samochodzik jak na zdjęciu, tylko raczej mieliśmy, parafrazując również PRLowską powieść SF dla dzieci "Ci z dziesiątego tysiąca" (dialog nt. pobierania próbek meteorów):
- Ile tego jest? - speszył się Alek - Właściwie nie bardzo pamiętam.
Tu podniósł głowę:
- Ile tego jest, Zwiadowco? - spytał.
- Dwa i trzy - odpowiedział [AI zawiadujący "Zwiadowcą"] - Razem pięć.
- Czego pięć?
- Pięć ton - wyjaśnił spokojnie.
... no może nie aż 5kg, ale mieliśmy ładne parę kilo "prawie LEGO". Zaprawdę, był to skarb, zabawa była przednia. I za darmo.
Z podobnie fajnych rzeczy w temacie, ale absolutnie nie "za darmo", w tamtych czasach dostaliśmy też parę klocowatych wyrobów z DDR, czyli Niemieckiej Republiki Demokratycznej.
Dosyć popularne (żona też miała) były klocki odległe od LEGO i dość unikalne technicznie, ale moim zdaniem, w przeciwieństwie do różnych "meccano" czy dziwolągów, bardzo estetyczne i fajne:
wielka płyta w natarciu czyli Großblockbaumeister (szczegóły u "naszego człowieka z DDR").
Normalny zestaw to była ok. 1/4 obrazka, robiliśmy z tego raczej wille i warsztaty, niż wielkie blokiKlocki te były oczywiście mniej uniwersalne niż LEGO itp. ale miały kolosalny potencjał i były urocze. Także roślinki, wystrój, szczegóły, plus nakręcały kreatywność nie gorzej niż typowe "cegiełki"; bonusowo któryś rozmiar "żołnierzyków" był w mniej-więcej zgodnej skali...
Ale "królem stworzenia" w tamtych czasach, klasy "1500 klocków LEGO Technic" z początku notki, był największy zestaw "FORMO mobili", robiony w DDR bodaj w tym samym "zagłębiu" wtryskarkowo - zabawkowym w Gotha, gdzie robiono powyższe Großblockbaumeister. O ile pamiętam, był tak kosztowny (nie mówiąc, skąd go rodzice wytrzasnęli), że był wspólnym prezentem pod choinkę, dla mnie i brata. Nie jestem pewien, który dokładnie to był zestaw, bo było kilka, (a może dostaliśmy dwa i wymieszaliśmy je? może brat przyjdzie i podpowie...), ale chyba coś takiego jak ten:
Nie pamiętam pudełka (szybko porwało się, bo to jest "rękaw". Widzę różne w sieci, zresztą, ludzie mylą je oraz wkładają najróżniejsze klocki "na sprzedaż"), ale mniej więcej ten komplet - poza normalnymi klockami w jednym zestawie na raz opony i koła, drzwi i okna, oraz przekładnie (aż po kątową i ślimakową!). W innych/mniejszych zestawach czegoś z tej listy brakowało.Klocki FORMO były bardzo podobne do LEGO/PEBE (ale jak większość tych wyrobów DDR i PRL nie były zupełnie kompatybilne ani z LEGO, ani z czymkolwiek "obcym"). Występowały serie "system" (bazowa? potem część nazwy ogólnej?), "constanti" (ogólno - budowlana), oraz najbardziej techniczne "mobili", z zaawansowaną mechaniką przekładni, oponami, ośkami, itp. To był fenomenalny zestaw, zabawa była bardziej niż przednia.
4.
Wracając z nostalgia tripów do, nie wahajmy się użyć tego słowa, nowoczesności - przez miły prezent od żony niespodziewanie wpadłem w Otchłań. Gdyż przez 50 lat świat poszedł nieco do przodu w temacie klocków LEGO i otaczających je usług, i fogóle gdzieś sobie poszedł.
Na przykład poznałem ceny nowych zestawów i ciekawych czy unikalnych starszych klocków. Że tak powiem, "jezu, jezu (nieczyt.)". Oraz istnieją strony podające wzrost wartości różnych klocków w czasie, rok do roku, popyt/podaż i w ogóle dane niczym z giełdy papierów wartościowych...
Na przykład w końcu bliżej poznałem asortyment klocków LEGO, starych i nowych, tych wszystkich serii tematycznych, i Technic, i Mindstorms (wycofane w 2022??). Przymiotnik, którego szukamy to "kolosalny".
Na przykład odkryłem olbrzymi rynek używanych klocków i tanich chińskich kopii. Łał-łiiii!
Na przykład odkryłem program klasy
"IDE dla LEGO", czyli Studio, czyli edytor projektowania modeli z LEGO, plus dodatki. No więc ostatnio zajmuję się dorosłymi zajęciami (prfff...) w przerwach między dłubaniem sobie wirtualnych modeli, na początek: ilustracji do moich książek SF, a na początek początku załoga i Obrońca z
"Labiryntu", czyli inspirowany "Edenem" Lema.
"Obrońca" typu PEGASUS Mk
XIII. Konfiguracja "gładka" jak do garażowania. Na przodzie po lewej manipulator, po prawej lufy anihilatora. Na tyle "nad prawym barkiem" laser punktowy na złożonej maszcie-platformie.
Jak poprzednio, konfiguracja "gładka" jak do garażowania albo jazdy bez rozwiniętej platformy. Koordynatorka dla skali.
Jak poprzednio, konfiguracja "gładka" jak do garażowania, widok od tyłu. Po lewej drzwi pojazdu, po prawej podwójnie złożony maszt, łączność obrócona "do góry nogami", laser po prawej, z minimalnym polem ostrzału w przód.
Inspekcja przed wsiadaniem, Inżynier się szczerzy. Ciężki uniwersalny Szary siedzi na uchwytach i "na zderzaku" gotowy do jazdy. Niebieski maksymalnie podniesiony grzebie w siłowniku; platforma w pozycji "do jazdy z w pełni rozwiniętym sprzętem".
Na froncie sprawdzenie manipulatora, Koordynatorka i średni uniwersalny Czarny (typu "modliszka")
"Pancerny kaptur" odsunięty, konfiguracja "kabriolet" (platforma złożona, więc nie ma miejsca "na progu"). Trudno powiedzieć, jak sobie to wyobrażał w "Edenie" Lem, moja wersja jest jak widać. W LEGO trudno zrobić "mechanikę" tej pokrywy, a przynajmniej żeby była elegancka; ta wersja wymaga ręcznego "przepięcia" kaptura między pozycjami.
Konfiguracja "kabriolet", widać nieco wnętrze kabiny (miejsce siedzące dla 3, plus można dodać ze 2). Pulpity bez kalkomanii itp. bo nie planuję tego kupować, raczej zrobić naklejki. Widać, jak zapina się kaptur nad kabiną (lekko) oraz to jest "jeden ruch", szyba, kierowca w hełmie itd. wszystko się mieści pod "kapturem".
Konfiguracja stacjonarna, z masztem max do góry, laser mierzy "w niebo". Cały maszt i platforma mieści się, składa się i rozkłada jak na obrazkach, bez jakichkolwiek trików czy "oszustw"
Cała ekipa w cywilnych ciuchach, łącznie z Królową. Plus roboty, Szary w normalnej pozycji, Niebieski "spakowany" (nieco inaczej niż moja wizja z książki), Biały - modliszka, i na deser Fiolka, czyli pająkowaty trzyramienny Fiolet.
Jak poprzednio. Niestety, jeszcze nie umiem opanować w reenderingu tego minimalnego "unoszenia się" obiektów nad wirtualną "podłogą"
(Ujęcia nie są "z książki", tylko przypadkowe, ot, testy na pustyni na Pramie. Jakość też jest taka sobie, "uczę się" Studio a niektóre co ładniejsze metody reenderingu zawieszają mi program)
Jest to nawet pożyteczne, gdyż dawno obiecywałem czytelnikom jakieś wizualizacje; ale mi się nie chciało porządnie bawić Blenderami, CADami itp. W "legutkach" to zabawa lepsza niż w CAD/SketchUp (czym czasem robię sobie szkice, żeby nie pogubić się w skali i rozmiarach pojazdów czy lokacji, pisząc powieści). Zabawa prawie tak dobra, jak
od dekady w Kerbalki (czym robiłem inne szkice oraz kawałki okładek), niestety minus symulator z KSP. Ale za to mogę sobie kupić te klocki i fizycznie poskładać model, co (dokładnie jak żona wymyśliła, kupując mi prezent) znacznie łatwiejsze, niż zrobienie kartonówki itp. Bo zaczęty lata temu Obrońca stoi tu obok mnie na półce i jakoś nie chce się skończyć; na samą myśl o tych gąsienicach, przypominam sobie, dlaczego nie byłem fanem kartonowych czołgów...
A jeśli dopracuję LEGO-model i instrukcję, to mogę wystawić listę klocków i instrukcję, albo wręcz pliki .io, i też sobie będziecie mogli złożyć taki model z "Labiryntu", jakiegoś Obrońcy, Fregaty (hm, raczej duży...), części załogowej Minotaura w skali naturalnej minifigurek "legutków", czy nawet całego, w większej skali (bo w skali minifigurek Minotaur ma prawie 3m wysokości). Albo może model czegoś z "Kwestii...", pojazdów czy wspomagaczy. Albo może katamaran Shannon z "Uroczej".
Kupa świetniej zabawy, choć niebezpiecznej. Nawet nie tylko z powodu pożerania kolosalnych ilości czasu i uwagi, ale w duchu jaki przewidział Lem w "Kongresie futurologicznym": o ileż łatwiej budować zmyślone katedry i pojazdy kosmiczne, niż prawdziwe! A na moim skromnym poletku: o ileż łatwiej budować wirtualne domy czy samochody, niż prawdziwe! A teraz okazało się, że nawet: o ileż łatwiej budować z wirtualnych klocków LEGO, niż z prawdziwych...
Witajcie w dystopii 2026, "Welcome to the Desert of the UnReal".
Ale zawsze trzeba szukać pozytywów. Na przykład: co by było, gdyby żona mi kupiła chiński worek pełen Warhammera 40k.
(dodane 01-04-2026)
Nieuniknione: postawiłem sobie kącik o klockach, żeby nie robić tutaj zamieszania, to znaczy: jeszcze większego. Oraz chciałem sprawdzić, czy jeszcze umiem w ten swój silnik bloga i ile mi to zajmie czasu (krótko, dłużej tamte notki pisałem niż bloga robiłem). Ta-da,
zapraszam do Cegielni, jest tam dalszy ciąg zabaw z Obrońcą z "Labiryntu"; link ląduje na szpalcie obok w "Inne".