(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)
Jako Badacz Niezłomny i Poznawca Kabli Prostych, tudzież Znawca Rur Zakrzywionych, przeważnie zajmuję się kablami, rurami, czy innym złomem, ale że od czasu do czasu zajmuję się nim nie tylko w województwie mazowieckim czy sąsiednich włościach, ale także w rejonach jak z obrazka
Ori zdjęcie zaginęło, obecne jest znacznie nowsze niż notka, ale miejsce to samo.
natura Badacza Niezłomnego skłania mnie do zastanawiania się o co cho z tą całą globalizacją. I z antyglobalizacją też.
Oglądam se w Indiach różne różności i zjawiska społeczne i przemysł, w wersjach od XIX po XXIw, i mógłbym zasypać czytelników anegdotami, zresztą, nie tylko z ostatnich paru dni, na grubość minimum 10kB, ale chyba po pierwsze, tylko mnie się wydają interesujące, po drugie nie w anegdotach punkt będący. Raczej w tym, o co cho i dlaczego rzeczy, procesy i ludzie wyglądają, powiedzmy, w Danii, w Polsce i w Indiach tak, jak wyglądają. A że moje przemyślenia wydawały mi się jakieś takie miałkie, to dziś polazłem se poczytać co nieco w internetsach, co mądrzy ludzie piszą o przyczynach i skutkach globalizacji, za, a nawet przeciw.
I o tu, tak nisko, opadła mi szczęka na debilstwa jakie ludzie piszą - niby się widziało niejedno w internetsach, a jednak.
To może jednak przedstawię swoją wersję skróconą o globalizacji, bez polemiki z matołkami wypisującymi idiotyzmy o (anty)globalizacji w stylu "send form my ipad from starbucks".
1) Skąd się ulęgła - z indywidualizacji, czyli z rozpadu więzi tradycyjnych społeczeństw Zachodu, z dobrobytu i nawyków z nim związanych (no i z chciwości, oczywiście, ale to niezmienna od paru wieków). Wydaje mi się to najzupełniej oczywistą oczywistością, a tu nagle! czytam jakieś pierdoły o neokolonizacji czy technice i transporcie, czy o spiskach WTO. Jak ktoś twierdzi inaczej, to pytanie kontrolne - dlaczego, skoro takie kryzysy i sryzysy, nikt z polityków dużych i w miarę samowystarczalnych krajów, jak USA, UK, Niemcy, nie potrafi zadziałać, a niech obłożyć
kraje BRICS wybiórczym i zaporowym cłem, i wyjść z WTO? za to zadaje jeden z drugim głupawo-naiwne pytania jak
Obama do Jobsa? Moim zdaniem dlatego, że polityka, szczególniej w demokracji, może i kiedyś polegała na ustalaniu i osiąganiu WSPÓLNYCH celów, na przykład "zyskamy do X roku Y miejsc pracy" "obalimy ustrój" "pójdziemy na wojnę, nawet jeśli I wojnę światową". Ale takich celów już dawno realnie nie ma, poza deklaracjami na papierze, i nie ma dróg ich osiągnięcia, bo w bogatych demokracjach Zachodu przeważyły cele INDYWIDUALNE "chcę to" "chcę tamto" "chcę 20% zysku" "chcę ekologii" "chcę wojny z terroryzmem" "chcę iphona ze szkła, nie z plastiku". I dopóki to się nie zmieni, dopóki społecznie nie wróci jakieś minimum solidarności i wspólnoty, dotąd będzie globalizacja, bo będą rządziły bigkorpo/finanse, które najlepiej wyrażają i zaspokajają "chcę to", dla wszystkich zainteresowanych. Klasyczna polityka wyrażała i zaspokajała "chcemy to", którego już nie ma w I świecie, i właśnie dlatego musiała przez ostatnie 30 lat stać się dziwką na usługach bigkorpo/finansów (pewnie pomogło, że jej młodsza siostra, Media, puściła się jeszcze wcześniej). Aha, BTW - w świecie BRICS tej solidarności społecznej i wspólnoty, ponad rodzinę/klan przeważnie nie ma bardziej - zgadnijcie, pomaga im to, czy przeszkadza, w zglobalizowanym świecie. To tyle w temacie motywacji, a całą resztę załatwia różnica w dobrobycie ergo konkurencyjności.
2) Plusy ujemne - outsourcowanie nieekologii, i w ogóle biodegradacja III świata. No i puszczenie wielkiej finansjery "na żywioł" i wszelkie patologie wirtualnego kapitału wirującego wokół planety po infostradzie, coraz szybciej i szybciej - z tego jest bardzo wiele zła na świecie. I nie, nie chodzi o zupełnie wyłączenie operacji globalnej finansjery, chodzi o to, żeby rozważania kapitalistów miały horyzont czasowy nieco dłuższy niż jak obecnie, czyli jak skupienie bachora z ADHD, niech to będzie 5 albo lepiej 10 lat - wtedy cała ta globalizacja byłaby naprawdę fajna. Wiem że to prawie nie do zrobienia ale tu warto zginąć próbując, nie wiem, przeforsować jakiekolwiek mechanizmy kontroli, nadzoru, nawet ten podatek Tobina.
Innych minusów jakoś nie widzę.
3) Plusy dodatnie - cała reszta. A najważniejsze, że globalizacja wyrównuje cały świat. Nawet jeśli WB czy IMF łże o poprawie wskaźników, to w BRIC jest od niej lepiej, a w I świecie - gorzej. I bardzo dobrze, drodzy biali zdrowi wykształceni, nie chcieliście się podzielić światem z empatii, podzielicie się z najczystszej kapitalistycznej chciwości.
I o ile po ludzku rozumiem antyglobalne protesty LC tracącej miejsca pracy, czy MC tracącej biznesy, bo to normalne, że człowiekowi który żył wygodnie i na luziku, nagła konkurencja ze zdesperowanym na lepsze życie Hindusem czy Chińczykiem nie w smak - to nijak nie rozumiem protestów na tle ideologii lewicowej. Przecież to spełnienie marzeń o rewolucji światowej - nagle wszytko się wyrównuje, płace, prace, egalitarność lub jej brak, itd itd - a że niekoniecznie w górę, do standardu Danii czy Szwecji, tylko, z obu stron, do standardu, tak jakby, Polski?
PROFIT!!!
(wstępniak Badacza Niezłomnego mi sie ulągł, bo znalazłem przypadkiem jedno ze śmieszniejszych opowiadań mojej młodości "Fantastyka" styczeń 1986, Włodzimierz Różycki, "Weekend w mieście". Nie popieram aż tak piractwa, więc nie będzie linki, ale polecam, gugiel przyjacielem waszym)