Dzisiaj na moim
warstacie gburka-malkontenta "Solaris" Stanisława Lema; czyli
ciąg dalszy tropienia błędów i wypaczeń w literaturze Mistrza. Od razu zaznaczę, że nie ma tego wiele, a to co wynalazłem, to typowa Lema niefrasobliwość w kwestiach jednostek i szczegółów technicznych. Zanim ktoś zacznie pyskusję: przypominam, że "Solaris"
mam na wysokim 4 miejscu wszechrankingu dzieł Lema.
Możliwe są umiarkowane spojlery!
1. (drobiazg) W paru miejscach Lem dziwnie używa słowa "kosmodromiczny", np. "jednostki klasy kosmodromicznej". Nie odmawiam nikomu neologizmów w SF, ale "kosmodrom" to jednak tyle co "port kosmiczny", "lotnisko pojazdów kosmicznych" itp. i robienie z tego odniesień w kierunku zasięgów, klas pojazdów, itp. jest dosyć słabe. Oraz o ile pamiętam w innych dziełach swojego "złotego wieku" Lem tak nie pisał, i słusznie.
2. Masę oceanu Lem podał jako 17 bilionów ton. Przy Solaris o 20% większej od Ziemi, i głębokości średniej rzędu kilometra czy dwu, to byłby najwyżej ocean bardzo rozrzedzonego wodoru. Realistyczniej, powiedzmy o gęstości 1.5 wody (jak co cięższe alkohole czy rozpuszczalniki), powinien być o wiele rzędów wielkości cięższy, jakieś 1.7 tryliona ton.
3. Kelvin wysyła w panice tą "pierwszą", w rakietce, na "1000km orbitę stacjonarną". No jednak nie, określenie którego szukał tu Lem, to "orbitę stabilną", zapewne.
4. (drobiazg) Trudno było pojąć ludziom na Ziemi wytwory oceanu Solaris, bo mieli tylko "niewyraźne fotografie i nader niedoskonałe filmy". Nawet w 1960r. kiedy Lem pisał "Solaris" filmy i fotografie mogły być bardzo wyraźne i doskonałe...
5. Plazma oceanu stara się usunąć od ludzi i maszyn, z prędkością dźwięku, nawet przy "przebijaniu" przez samoloty itp. Lem podaje szacunki, że w granicy rozwijając energie rzędu 10 do 18 ergów. Oczywiście, jest trudne do rzetelnego oszacowania błyskawiczne "rozpychanie się" oceanu, żeby transonicznie zrobić w nim tunel, ale jw. jeden teradżul, czyli jakieś 170 beczek benzyny, to nie jest energia, której szukamy. Powiedziałbym, że Lem tu minimum ze trzy-cztery rzędy wielkości zaniżył.
6. Analogicznie do powyższego, szacowanie eksplozji gamma przy niszczeniu fantomów, na 5 do 7 razy dziesięć do 8 ergów na fantom
kilogram masy fantomu, to nie są "małe ładunki uranowe", tylko większe petardy. To jest rzędu 6kJ, biegnący człowiek ma około 3kJ. Skądinąd, zapewne przypadkowo opis tego, co towarzyszyło ostatecznemu sukcesowi anihilacji zgadza się, niegroźny "błysk i słaby podmuch".
7. "Małe symetriady" rzędu 800m wysokości powinny być widoczne nie z "kilkunastu mil", ale maksymalnie ze 110km, z poziomu oceanu i przy Solaris większej o 20% od Ziemi. Skądinąd opis, kiedy zobaczyli z latającej nad oceanem na kilkuset metrach Stacji duże pasmo górskie Arrhenidów, z odległości 300km, jest OK; uczciwe góry (skoro później dłuższy czas lecieli wzdłuż łańcucha) rzędu 4 czy 5km wysokości tak właśnie powinni widzieć.
8. Artystyczny opis transmisji raportu i odpowiedzi, z Solaris na Ziemię i z powrotem, jest... artystyczny. Określenie, że coś jest "za gwiazdozbiorem Oriona" z punktu widzenia Solaris ma mniej więcej tyle sensu, co "latanie przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru" z "Niezwyciężonego". Jak też opis łańcucha przekaźników wkoło mgławicy nieprzepuszczalnej dla łączności nie ma sensu, bo i chmura za mała (8 trylionów mil sześciennych = drobny ułamek roku świetlnego na "średnicy" zasłaniania), i żadne łańcuchy przekaźników nie mają na takich przestrzeniach kosmosu sensu; przy sugerowanych rozmiarach i kątach jeden porządny przekaźnik umieszczony wystarczająco daleko "w bok" od mgławicy powinien wystarczyć.