NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2026-01-17, sobota
Tagi:  lemiana, bibliotheca     
___________________________________

Dzisiaj na moim warstacie gburka-malkontenta "Solaris" Stanisława Lema; czyli ciąg dalszy tropienia błędów i wypaczeń w literaturze Mistrza. Od razu zaznaczę, że nie ma tego wiele, a to co wynalazłem, to typowa Lema niefrasobliwość w kwestiach jednostek i szczegółów technicznych. Zanim ktoś zacznie pyskusję: przypominam, że "Solaris" mam na wysokim 4 miejscu wszechrankingu dzieł Lema.


Możliwe są umiarkowane spojlery!


1. (drobiazg) W paru miejscach Lem dziwnie używa słowa "kosmodromiczny", np. "jednostki klasy kosmodromicznej". Nie odmawiam nikomu neologizmów w SF, ale "kosmodrom" to jednak tyle co "port kosmiczny", "lotnisko pojazdów kosmicznych" itp. i robienie z tego odniesień w kierunku zasięgów, klas pojazdów, itp. jest dosyć słabe. Oraz o ile pamiętam w innych dziełach swojego "złotego wieku" Lem tak nie pisał, i słusznie.

2. Masę oceanu Lem podał jako 17 bilionów ton. Przy Solaris o 20% większej od Ziemi, i głębokości średniej rzędu kilometra czy dwu, to byłby najwyżej ocean bardzo rozrzedzonego wodoru. Realistyczniej, powiedzmy o gęstości 1.5 wody (jak co cięższe alkohole czy rozpuszczalniki), powinien być o wiele rzędów wielkości cięższy, jakieś 1.7 tryliona ton.

3. Kelvin wysyła w panice tą "pierwszą", w rakietce, na "1000km orbitę stacjonarną". No jednak nie, określenie którego szukał tu Lem, to "orbitę stabilną", zapewne.

4. (drobiazg) Trudno było pojąć ludziom na Ziemi wytwory oceanu Solaris, bo mieli tylko "niewyraźne fotografie i nader niedoskonałe filmy". Nawet w 1960r. kiedy Lem pisał "Solaris" filmy i fotografie mogły być bardzo wyraźne i doskonałe...

5. Plazma oceanu stara się usunąć od ludzi i maszyn, z prędkością dźwięku, nawet przy "przebijaniu" przez samoloty itp. Lem podaje szacunki, że w granicy rozwijając energie rzędu 10 do 18 ergów. Oczywiście, jest trudne do rzetelnego oszacowania błyskawiczne "rozpychanie się" oceanu, żeby transonicznie zrobić w nim tunel, ale jw. jeden teradżul, czyli jakieś 170 beczek benzyny, to nie jest energia, której szukamy. Powiedziałbym, że Lem tu minimum ze trzy-cztery rzędy wielkości zaniżył.

6. Analogicznie do powyższego, szacowanie eksplozji gamma przy niszczeniu fantomów, na 5 do 7 razy dziesięć do 8 ergów na fantom kilogram masy fantomu, to nie są "małe ładunki uranowe", tylko większe petardy. To jest rzędu 6kJ, biegnący człowiek ma około 3kJ. Skądinąd, zapewne przypadkowo opis tego, co towarzyszyło ostatecznemu sukcesowi anihilacji zgadza się, niegroźny "błysk i słaby podmuch".

7. "Małe symetriady" rzędu 800m wysokości powinny być widoczne nie z "kilkunastu mil", ale maksymalnie ze 110km, z poziomu oceanu i przy Solaris większej o 20% od Ziemi. Skądinąd opis, kiedy zobaczyli z latającej nad oceanem na kilkuset metrach Stacji duże pasmo górskie Arrhenidów, z odległości 300km, jest OK; uczciwe góry (skoro później dłuższy czas lecieli wzdłuż łańcucha) rzędu 4 czy 5km wysokości tak właśnie powinni widzieć.

8. Artystyczny opis transmisji raportu i odpowiedzi, z Solaris na Ziemię i z powrotem, jest... artystyczny. Określenie, że coś jest "za gwiazdozbiorem Oriona" z punktu widzenia Solaris ma mniej więcej tyle sensu, co "latanie przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru" z "Niezwyciężonego". Jak też opis łańcucha przekaźników wkoło mgławicy nieprzepuszczalnej dla łączności nie ma sensu, bo i chmura za mała (8 trylionów mil sześciennych = drobny ułamek roku świetlnego na "średnicy" zasłaniania), i żadne łańcuchy przekaźników nie mają na takich przestrzeniach kosmosu sensu; przy sugerowanych rozmiarach i kątach jeden porządny przekaźnik umieszczony wystarczająco daleko "w bok" od mgławicy powinien wystarczyć.





Banan
Sun, 18 Jan 2026 10:12:56
Ad. 1
Sądzę, że tutaj "jednostki klasy kosmodromicznej" to coś w stylu statków "klasy" PANAMAX.
Mogło chodzić o statki, których rozmiary pozwalały na korzystanie z kosmodromu.

Boni avatar Boni
Sun, 18 Jan 2026 12:12:37
@Banan

Myślałem o tym kierunku, ale to się nie klei; bo w tym ogólnym uniwersum Lema (Powrót z gwiazd, Eden, Solaris, troszkę Niezwyciężony) "kosmodromiczne" to powinny być te MNIEJSZE, zdolne lądować na kosmodromach. W "Solaris" to jest o początku badań planety, że w końcu załatwiono "trzy jednostki o tonażu C, klasy kosmodromicznej", tak jakby to były jakieś WIĘKSZE, lepsze, itp. Oraz opis hipotetycznego przybycia do Stacji: "Ulysses albo Prometeusz, albo jakiś inny z wielkich krążowników dalekiego zasięgu" (BTW w PzG też jest Prometeusz, nielądujący na planetach, BTW BTW w Solaris pada "parastatyka" która jest b.istotnym kawałkiem fizyki SF w PzG) pokazuje kolosalny statek zdolny zawisnąć obok Stacji na tej samej zasadzie SF jak Stacja, czyli grawitorach napędzanych antymaterią.
Więc gdzie tu "kosmodromy", a jeśli już, to odwrotnie niż Lem sugeruje.

Mam wrażenie, że zrobił sobie prawie-neologizm, jak z "kosmolocją" itp. tyle, że niefortunnie go zrobił. I może dlatego poza Solaris go nie używał (to znaczy, nie pamiętam jakichś Astronautów czy Obłoku... na wyrywki, ale od Edenu po Fiasko nie pamiętam, żeby mi ten "kosmodromiczny" zgrzytał, poza Solaris).

Ale jak zaznaczyłem, to drobiazg.

Codiac
Sun, 18 Jan 2026 12:35:21
Ja pomyślałem, że to może być statek który sam jest kosmodromem. Czyli jest tak duży, że może przewozić inne statki. Taki kosmiczny lotniskowiec. Tylko czy to ma w ogóle sens? Ewentualnie statek który jest tak duży jak kosmodrom, czyli przy którym zwyczajne statki są maleńkie.
Ale to jest jeden z tych problemów z Lemem - on sobie wymyśla neologizmy, coś tam ma w głowie, tylko czytelnik nie wie co. Ani czy ta nazwa ma sens i do wizji w ogóle pasuje. Ja to przyjmuję trochę jako "kolorystykę", ot Lem tak ma, w ten sposób próbuje ubarwiać swoje światy.

PzG to trochę inna kwestia chyba? Tam ludzkość nie lata regularnie w kosmos. Zbudowała parę statków, posłała ekspedycje, a potem przestała. Nie ma nawet za bardzo z czym porównywać Prometeusza, bo jakie tam są klasy statków? Jakieś maleństwa jednoosobowe?
PzG ma podobną technologię, statek to fotonowy ołówek, ale śmiem twierdzić, że to inne uniwersum niż pozostałe. Bardzo wyraźny eksperyment myślowy w którym eksploracja kosmosu przez ludzi skończyła się nim się na dobre rozpoczęła.

Do Solaris się nie odniosę. Przeczytałem raz, a raczej przebrnąłem. Bardzo nie moja książka, wymęczyłem się. Nie przepadam za tym gdy Lem próbuje opisywać jakieś interakcje damsko-męskie i cały ten motyw głównego bohatera i pokazującej mu się kobiety mi nie podchodził. Mój problem, wiadomo. :) Ale właśnie dlatego nie bardzo chcę komentować tę książkę. Za mało z niej pamiętam, jeszcze mniej zrozumiałem.

Boni avatar Boni
Sun, 18 Jan 2026 13:25:10
@Codiac

Okej, miałem tam więcej cudzysłowów wypisać i wyjaśnień, ale mi się nie chciało, i już widać skutki ;) nie mam na myśli literalnie, że Solaris i PzG są dokładnie w tym samym uniwersum książkowym, jakaś franczyza w nowomodnym rozumieniu; ale raczej "uniwersum w głowie autora". Tak jak "Fiasko" jest niby-częścią uniwersum Pirxa, tak "Eden ORAZ Niezwycieżony", albo "PzG ORAZ Solaris"; to są IMHO bardzo zbliżone, pokrewne światy, obszary języka, pomysłów Lema. I nie zapominajmy, że Lem pisał PzG i Solaris praktycznie na raz.

BTW to jest chyba normalne, nawet wielcy pisarze, jeśli piszą w takim tempie jak Lem wtedy, nie bardzo potrafią przestawiać się na zupełnie inne tory, światy, emocje, gatunki. A np. plankton (jak ja...) jeszcze gorzej sobie radzi, to jest spory wysiłek, żeby np. moje "Kwestia..." i "Urocza" nie przypominały siebie nawzajem, a nawet nie przypominały "Labiryntu". IMHO zwykłe konsekwencje wypisania coś koło 3.6M znaków przez parę lat, w nieco podobnych gatunkach, o nieco podobnych światach i postaciach.

Akurat interakcje damsko-męskie w Solaris, tak powszechnie znane, pamiętane, (realizowane w adaptacjach...) to IMHO jest malutkie zagadnienie nawet w skali interakcji tych dwu POSTACI, o całej reszcie Solaris nie mówiąc. Zresztą, pewnie to osobnicze jak piszesz, taki PzG ma 3x tyle damsko-męskich interakcji, no i bez żadnych atrakcji dodatkowych (pun intended) a la Solaris, i jakoś mnie to nie przeszkadza.

Codiac
Sun, 18 Jan 2026 13:48:42
Ciężko mi powiedzieć, co miał Lem w głowie. Wydaje mi się, że on w ogóle nie myślał "uniwersami", nie układał sobie że to czy tamto jest w takim świecie i ma wspólnych bohaterów. Ot, trzymał się pewnego stanu wiedzy i jego technikalia są często podobne, stąd podobieństwo tych światów. Czy kiedykolwiek poszedł w spekulacje wymagające założeń dla nas niesprawdzalnych typu "mamy dostępne podróże FTL"?

Co do interakcji - W PzG kawałek gdy pojawia się Eri jest dla mnie najsłabszy. Ta krótka interakcja z Nais jest ciekawsza. I może dlatego lubię Pirxa, że on nawet gdy próbuje czegoś z kobietami, to jest w tym niezgrabny - tak jak nieco niezgrabny jest sam Lem piszący o takich tematach.
Ja nie wiem czy Lem się trochę nie wstydził opisywać czegoś bardziej intymnego, właśnie dlatego, że to intymne. Tak mi to wygląda, on zdecydowanie nie ma macho-męskiego podejścia że "Hłe hłe, cycki!" - i bardzo dobrze! Ale mam wrażenie, że kiedy sięga po te tematy, to one mają pokazać coś ważniejszego, są rekwizytem. I przez to nie wypadają mi naturalnie. Pirx wypada, bo to są drobiazgi ubarwiające postać i elementy mocno poboczne.
W PzG przecież Eri jest po to, żeby pokazać jak bardzo różni się Bregg od neoludzi, jak inne ma zwyczaje ale i zachowania czy wręcz biologiczne reakcje. Lem nie pisze romansów tylko filozofię w sztafażu naukowo-fantastycznym.

W każdym razie ja się o Solaris rozbiłem. Więc ciężko mi ją komentować czy dyskutować o. Jeśli chce ci się napisać coś więcej o co tam chodzi albo czemu to takie dobre SF, to chętnie się doedukuję. Ale za cienki jestem na to, żeby o tej książce rozmawiać.

Boni avatar Boni
Sun, 18 Jan 2026 14:43:51
@Codiac

@to nie jest cykl powieściowy, ALE

Jeszcze raz, spróbuj zrozumieć: nie mówię, że układał sobie "to będzie ten sam świat", "to będzie podobny bohater", ale że MIMOCHODEM tak mu wychodziło. Jak każdemu. Połowa światów czy bohaterów Kinga czy Murakamiego jest na jedno kopyto, i co? i nic. Autorzy są tylko ludźmi.

@technika pisarska Lema

IMHO myślisz się. Dobrym pisarzom wychodzi "podobnie" nie dlatego, że wychodzą z podobnego sztafażu (a nawet - ograniczeń, bo dla SF aktualny stan nauki i techniki to ograniczenia), ale dlatego, że mają stałe obsesje, emocje, światopogląd, "core beliefs".

Oczywście, że FTL jest u Lema, w pewnym sensie ;) "Fiasko" i użycie rezonansu czarnej dziury do powrotu nie tylko w przestrzeni, ale też w czasie.

@co jest rekwizytem

W mojej opinii (bo nie znam aż tak bardzo wywiadów i lemologii, żeby stwierdzić na pewno "co autor miał na myśli", zresztą, nie interesuje mnie to, nawet w przypadku ulubionych autorów), w kwestii co tu jest rekwizytem, a co sednem, to jest rozmowa klasy "jajko czy kura".

IMHO pierwsze jest, że Lem chciał/próbował opisywać i badać literacko "kondycję ludzką" POZA możliwościami powieści bieżącej, czy historycznej, naturalistycznej, itd. itp. i na skutek różnych wyborów i zbiegów okoliczności użył SF, z sukcesami (a nie np. fantasy). Bo nawet jeśli zaczynał od dziecinnego zauroczenia czołgami czy rakietami, przecież nie to było najważniejsze w jego "złotym wieku" i nieco później. I teraz: czy interakcje damsko-męskie w kontekście badania "kondycji ludzkiej" to ważny element tej "kondycji", czy narzędzie badania, to IMHO jw. "jajko czy kura".

@damsko-męsko

BTW zauważ, że kiedy pomnożyłem w "Labiryncie" sprawy damsko-męskie razy trzy, wzg. pruderyjnego Lema (bo miałem motto "from Lem and beyond..."), to w naszej obecnej epoce, gdzie w nie-porno popkulturowych "young adult", w SF, w fantasy ruchają się wszyscy ze wszystkimi, przytrafiły się opinie, że za dużo erotyki wsadziłem. Więc może, może warto brać poprawkę, że rozmawiamy o dziełach z 1960 i co było WTEDY naturalne w PRL, a nie co nam w XXIw "kulturze Zachodu" wydaje się naturalne.

Boni avatar Boni
Sun, 18 Jan 2026 14:52:01
"Myślisz się" zamiast "mylisz się", muszę gdzieś zanotować tę frojdówkę, może się przydać... ;D

Codiac
Sun, 18 Jan 2026 15:43:43
"MIMOCHODEM tak mu wychodziło. Jak każdemu. Połowa światów czy bohaterów Kinga czy Murakamiego jest na jedno kopyto, i co? i nic. Autorzy są tylko ludźmi."
No, jeśli masz na myśli że wychodzą mu takie same światy i po prostu nie wiemy - bo to nigdy nie było celem - czy bohaterowie innych książek gdzieś tam są czy nie, to jasne, ja się zgadzam. Są ludzie, którzy tworzą jakieś założenia świata i da się pokazać, że one są niekompatybilne, a są tacy, którzy po prostu piszą o tym co ich interesuje i się nie przejmują jak to się ewentualnie łączy z innymi ich dziełami. Lem jest wśród tych drugich.
Dlatego Solaris, Niezwyciężony czy Pirx mogą spokojnie być tym samym uniwersum, a mogą nie być, to nieustalone.
Natomiast co do PzG to jednak mi nie pasuje. Bo PzG ma bardzo konkretny rozwój Ziemi który kłóci się z eksploracją kosmosu taką, jaką mamy pozostałych książkach. To byłaby bardziej historia alternatywna, startujemy z tego samego poziomu, mamy takie same podejście, taką samą technologię, ale coś idzie inaczej. Przy czym sam Lem traktuje to co się dzieje bardzo podobnie - opisy tego co się działo na Fomalhaut/Akturze czy w drodze z są już w tej samej estetyce, z tym samym podejściem.
Może kwestia tego co uznajemy za uniwersum. Stylistycznie i pod względem podejścia te książki są bardzo podobne, zgoda. Ale możemy pokazać, że nie skolapsujemy tego do "ten sam świat tylko x lat później". Trochę jak u Trurla i Klapaucjusza, którzy robili różne eksperymenty - PzG dzieje się w innym niż pozostałe historie kosmiczne.

"Więc może, może warto brać poprawkę, że rozmawiamy o dziełach z 1960 i co było WTEDY naturalne w PRL, a nie co nam w XXIw "kulturze Zachodu" wydaje się naturalne."
Pewnie warto :) Przy czym ja niekoniecznie porównuję z tu i teraz, ale faktycznie nawet porównania z Besterem czy Haldemanem mogą być problematyczne, bo to też potrafi być np. dekada różnicy.

"Myślisz się"
Bardzo możliwe! Ale rzadko mi to ktoś zarzuca wprost! ;-)


Boni avatar Boni
Sun, 18 Jan 2026 16:22:51
@Codiac

Ok, niech ci będzie, że PzG i Solaris to są dwie "historie alternatywne" tego samego uniwersum Lema.

@krytyka literacka ahistoryczna

Dla Lema itp. to może być znacznie trudniej oceniać niż tylko "ach, bo to różnica dekady". Gdyż np. dekada 1960 a 1970 to były zmiany kultur jak za trzy "normalne" dekady, oraz trzeba to pomnożyć przez gdzie były (na początku i na końcu) demoludy a gdzie Zachód.

janek.r
Sun, 18 Jan 2026 17:15:23
Eksperyment, który przekonał bohatera, że nie ma halucynacji jestg znakomicie opisany, ale wyczuwam tam dziury logiczne.

Boni avatar Boni
Sun, 18 Jan 2026 20:21:26
@janek

Owszem, ale a) to jest i tak bardzo dobry test specyficznych omamów np. jak pojawienie się "gości" vs. "normalna rzeczywistość" - a jeśli haluny rozciągają się do takiego poziomu szczegółowości, że w ręku Krisa wydruki z Sateloidu i wydruki z kalkulatora NIE zgadzają się tak, jak powinny się nie zgadzać, to równie dobrze można przyjąć te WSZYSTKIE omamy za aktualną rzeczywistość b) tego typu "dziurki logiczne" w Solaris niekoniecznie składam na konto Lema, ale także na konto postaci, tzn. że Lem chciał pokazać, że Kelvin (w końcu zawodowiec psycholog) niby wie, że w 100% halunach czy solipsyzmie nie istnieje metoda udowodnienia "prawdziwości" lub "nieprawdziwości" rzeczywistości, ale jednak próbuje.

Ewentualnie c) jakby każdą taką dziurkę usunąć, to "książki by nie było". Więc tego typu rzeczy nie wypisuję jako "błędy".

Thu, 22 Jan 2026 13:36:40
Ja się podpisuję pod spostrzeżeniem, że z opisami relacji damsko-męskich, czy w ogóle z budowaniem kobiecych postaci najwyraźniej Lem miał trudności. Te nieporadności Pirxa wypadały wyjątkowo... szczerze. Przypadek? Nie sądzę. Ssąc z palucha, wyczuwam w Lemie kogoś, kto kobiety ubóstwiał - dystansu, gdyż jednocześnie się ich obawiał i za bardzo nie znał. Ale może to moja projekcja, jako słabo socjalizującego się nerda, który od nastolęctwa do wieku mocno dorosłego też miał podobne problemy?

Boni avatar Boni
Thu, 22 Jan 2026 23:57:09
@kuba_wu

Nie bardzo wiem, z kim polemizujesz, bo przecież jasne i powszechnie wiadome, że Lem był pruderyjny plus mizoginem (BTW a kim miał być, urodzony i wychowany 100 lat temu w inteligenckim mieszczaństwie IIRP; może i literatura mainstrejmowa zaczęła przepracowywać "sprawy damsko-męskie" z przytupem właśnie mniej więcej wtedy, no ale).

Co próbowałem powiedzieć, to IMHO "sprawy damsko-męskie" u Lema oscylują między ważnym rekwizytem a badaniem człowieczeństwa, którego są częścią, i nie da się tego rozwikłać inaczej niż arbitralnie. A jeśli ktoś widzi/odbiera te rzeczy jako "nieporadne" czy zbędne kawałki w "klasycznym SF", no to co ja mogę. Dla mnie są w sam raz i nie mam na myśli drobiazgów "sprawek d-m" u Pirxa czy Tichego itp. ale Solaris czy PzG. Albo Maskę...

janek.r
Fri, 23 Jan 2026 08:02:12
W Obłoku Magellana są takie fragmenty, które sugeruję, ze po wzięciu poprawki na powściągliwość autora Gea była miedzygwiezdnym zamtuzem.

charliebravo
Fri, 23 Jan 2026 09:00:05
@Solaris
Czytałem jako nastolatek, i nie dotarło. Niedawno wpadłem na genialny pomysł, że skoro już jestem po czterdziestce to pewnie będę umiał docenić. Niebałdzo. Pewnie za gupi jestem.

@Obłok Magellana i zamtuz
Drogi Janku, wydaje mi się że osoby pracujące w zamtuzie robią to jednak w zamian za jakąś formę rekompensaty materialnej. Nie przypominam sobie żeby coś takiego miało miejsce w Obłoku Magellana.

Owszem, pamiętam że sugerowano pewne rozluźnienie surowej socjalistycznej moralności (czytaj: zamknięci na wiele lat w niewielkiej przestrzeni ludzie uprawiali seks). The horror!

@potęga literatury i innych form sztuki
Możecie mi wierzyć albo nie, ale zacząłem biegać pod wpływem opisu maratonu z Obłoku Magellana oraz "Samotności długodystansowca" (żeby było jeszcze śmieszniej, najpierw w wersji Iron Maiden, dopiero potem przeczytałem Silitoe'a). Nie przestaje mnie to zadziwiać że jeden jajogłowy i niekoniecznie atleta opisał jak sobie wyobraża sport, a drugi nieruchawy nerd od komputerów uznał to za atrakcyjne.

Boni avatar Boni
Fri, 23 Jan 2026 13:45:19
@zamtuzy SF

Te rozmówki ładnym przykładem, że jeśli Janek z epoki "w domach z betonu nie ma wolnej miłości" widzi zamtuz, to co widziało pokolenie Lema, z epoki "w kamienicach z cegieł nie ma miłości" ;D

@Solaris

Ja cenię Solaris, bardzo dobra SF i bardzo ciężkie problemy kontaktu, ludzkiej kondycji i filozofii, mniam. Tylko dlatego PzG, Eden i Maskę mam wyżej, że Solaris czy np. Niezwyciężony, Katar czy Fiasko mają IM-VERY-HO "psych/socj-ologię" nieco niżej ALBO Lem trafił w nich mniej uniwersalnie (tj. tacy kosmonauci jak w Niezwyciężonym byli zajebiści w 1960, tacy jak w Edenie są nadal; takie postacie jak z Solaris były sensowne wtedy, w PzG są o "wiele bardziej", itp.)

@inspiracje literaturą i sztuką

Zastanawiałem się chwilę i tak bardzo konkretnych w moim życiu chyba nie było. Tzn. wychowałem się (sam) na książkach itp. (co w pewnych sensach jest porażką rodziców, a potem żona marudzi "SAM JESTEŚ Z LEMA!" ;), ale bardzo "ogólnie". Takie konkrety, żeby zacząć bieganie, czy jakieś inne duże hobby pod wpływem konkretnej książki czy mediów (albo np. wyprowadzić się w przysłowiowe Bieszczady pod wpływem "Farmy Clarksona" o_O ) to jednak nie. Najsilniejszy trop to może wybór krain do zamieszkania, ale to też przecież nie na podstawie jednej książki/filmu, nawet "Highlandera" ;D

Codiac
Fri, 23 Jan 2026 14:56:43
@sporty
Ja od dawna miałem wrażenie, że Lem był trochę wysportowany, albo przynajmniej się interesował. Nie w tym sensie w jakim my to obserwujemy teraz, czyli jogging w lycrze czy inne rowerowanie, ale właśnie w taki sposób, w jaki traktowano to w jego czasach - nie tylko dorosłych ale i dziecięcych, czy w tym co go kształtowało.
Przecież w jego książkach odniesienia do aktywności fizycznych pojawiają się regularnie. W PzG mamy cały dłuższy wywód jak to różne sporty zaginęły, w tym piłka nożna bo zbyt brutalna. Potem Bregg się z kolegą boksuje w ukradzionych z muzeum rękawicach. A na sam koniec mamy tę wspinaczkę przełajową i to jest coś co mi się bardzo z Lemem kojarzy.
W Pirksie jest całe opowiadanie o robocie który poszedł się wspinać na górę bo dostał ludzkiego dążenia do sprawdzania się w starciu z naturą.

Zupełnie mnie nie dziwi gdy Lem opisuje długie spacery, w tym takie w trudnym terenie, jakby to było coś co on sam robił po prostu dla przyjemności albo utrzymania formy. Jest w tych opisach - dla mnie - bardzo wiarygodny.

janek.r
Fri, 23 Jan 2026 18:20:30
@inspiracje literaturą i sztuką
Ja przez Lema poszedłem studiować matematykę! Teoretyczną! I skończyłem może nie na śmietniku, ale prawie...

janek.r
Fri, 23 Jan 2026 19:37:37
@Obłok Magellana
Było o tym na syffie, ale nikt nie przedstawił przekonujących argumentów, że tu nie chodzi o to, co ja myślę, że chodzi.
Oto bohater ma jutro odlecieć do gwiazd, spotyka się na ostatniej rance z Anną z Ziemi i
"Chciałem ją przyciągnąć do siebie, ale wyswobodziła się łagodnie.
— Jeżeli znaczę coś dla ciebie — powiedziała — to tylko dlatego, że byłam niezależna.
Gdybym była inna, na pewno nie byłabym ostatnim człowiekiem, którego żegnasz…
— Może masz rację, chociaż nie wierzę w to, ale czy doprawdy musimy mówić o tym?
— Chciałbyś jakichś słów ładnych, melancholijnych może, które stałyby się rodzajem
symfonicznego finale naszej znajomości? — rzekła z odrobiną szyderstwa. Już się nie
uśmiechała. — A gdybym ci teraz powiedziała, że chcę…
— Proszę cię, daj spokój żartom — odparłem, a ona roześmiała się na widok poruszenia,
które opanowałem o ułamek sekundy za późno."

charliebravo
Fri, 23 Jan 2026 19:51:25
@miłość w kamienicach z cegieł
Ja mam wrażenie, że zmieniła się głównie swoboda mówienia o tym, a nie robienia tego. Mam na to anecdatę - przodkami Pani Żony byli także (cytat) "okropni krakowscy mieszczanie". I pośród nich wybitną postacią była pani, która znudziwszy się mężem odesłała go "do wód" na permanentny pobyt. A w swojej kamienicy wynajęła mieszkanie młodemu obiecującemu lekarzowi. Zupełnie przypadkiem to mieszkanie, które akurat łączyło się z zajmowanym przez nią...a po tym jako poprzedni mąż zachował się elegancko i zmarł, jej nowy mąż elegancko był łaskaw uznać "dzieci poprzednika".

No albo jednak się zmieniło, ale nie to że właściciel kamienicy może więcej.

@inspiracje
Ja mam nawet więcej książkowych. Oczywiście nie mogę sobie przeprowadzić symulowanego życia bez przeczytania danej książki i zobaczyć czy będę X robić. Oraz są tu inne wpływy, na przykład na Mazury i na Solinę na żagle zabierał mnie Ojciec, a na morze wybrałem się już sam (ale literatura marynistyczna miała wpływ). Ale dużo "książkowych inspiracji" na pewno. "Trzy diamenty" Meissnera też rzuciły mi się na mózg skutecznie.

Swoją drogą, Ty pisałeś kiedyś, bodaj apropos swojego cabrio Lexusa że coś podobnego widziałeś w Młodym Techniku jako dziecko. Ja wiem że on nie był kupiony dlatego, ale takie rzeczy gdzieś tam zostają. Z innych takich rzeczy - gdzieś u Suworowa jest (o oficerach NATO), że "mieszkają w domach zaprojektowanych przez architektów", jako symbol pewnego jednak wypasu.

@jogging w lycrze
Proszę mnie nie obrażać, biegam w dresie :P

@Lem i sport
Mam wrażenie że to już było dyskutowane. Wydaje mi się, że albo Orliński w biografii Lema, albo Tomasz Lem pisząc o ojcu wspomina o Tatrach, nie tylko w kontekście zjazdów z Kasprowego w zimie, ale i długich spacerów w lecie. Ja też mam wrażenie że te opisy piarżysk i terenu górskiego, które przemierza choćby Rohan w "Niezwyciężonym" to ja gdzieś widziałem.

@Solaris
Ja bez kokieterii piszę że to na pewno jest dobre, tylko że do mnie nie trafia. Chyba czegoś mi brakuje, "Eden" mi robi takie "łooo, to jest zajebiste", a Solaris męczy mnie tymi opisami oceanu...

@matematyka teoretyczna
Szacun, na to jestem za cienki w uszach.

Boni avatar Boni
Sun, 25 Jan 2026 12:53:08
@inspiracje literaturą

Faktycznie, mat-teor po inspiracji Lemem to chyba jest wysoko odleciane. Jw. nie miewałem takich konkretów, najogólniejsze kierunki przeprowadzek oraz "automatyka + trueAI rulez", to powiedzmy jest troszeczkę "z Lema".

@Janek, Obłok Magellana

To jest motyw spotykany u Lema (skądinąd dlatego użyłem w końcówce "Labiryntu", czego NIE robią bohaterowie). Ale nie bardzo mi się ten i podobne kawałki Lema układają w literki "zamtuz", or compatible.

@charliebravo, inspiracje

Ale to, że istnieje coś takiego jak "wychowanie" (czy ogólnie modyfikowanie umysłów) przez to, co badamy, spotykamy, rozważamy, w kontekście estetyki, techniki, czy przecież wyborów życiowych, religii, itd. itp. to jasne. Te bardzo konkretne i świadome "poszedłem na mat-teor bo Lem", "zostałem kierowcą wyścigowym bo film XYZ" czy "wyprzedałem się w Wawie i zostałem rolnikiem na zadupiu PL, bo Clarkson" to IMHO nieco inna bajka.

@dobroć Solaris

Generalnie cokolwiek średniego Lema męczy opisami w XXIw. Ale "Solaris" jeszcze nie jest taka okropna (tu patrzymy w stronę "Fiaska"), to jest IMHO klasa PzG (te opisy na początku, dworca od wewnątrz i z zewnątrz, błądzenia itd.); zresztą, moja ocena nie jest przecież miarodajna, Lema znam na wyrywki i prawie nie czytam nowej literatury, nie mam pojęcia co jest obecnie "dłużyzną" w powieści (inna sprawa, że chyba wszyscy nie będący totalnie offline mamy deficyty uwagi większe niż kiedyś). Pewnie najwięcej wiem o tym z interakcji z moimi czytelnikami, ale to anectdata oraz miks opinii.

janek.r
Sun, 25 Jan 2026 17:48:17
@te opisy na początku, dworca od wewnątrz i z zewnątrz, błądzenia (Powrót z Gwiazd)
O ile wiem, Lem nie był nigdy w Japonii, niestety.
Ale próba opuszczania dworca głównego w Jokohamie przypomina (na swoją skromną skalę) błądzenie Bregga.
Tam w ogóle nie ma wyjścia na miasto, wychodzi się do gigantycznego centrum handlowego, które najlepiej opuścić metrem.

Boni avatar Boni
Sun, 25 Jan 2026 20:46:22
@błądzić rzeczą ludzko-turystyczną

W Yokohama nie byłem, ale mam wrażenie, że Shinjuku Station z przyległościami, a nawet Tokyo Station z jeszcze większymi przyległościami (kto ma dwa kciuki i wyszedł z Tokio Station gdzieś tak na końcu Gyoko Dori od strony zamku Edo?), są lepszym modelem Terminalu z PzG.

janek.r
Sun, 25 Jan 2026 21:30:09
@Tokyo Station
Ma wyjście prowadzące bezpośrednio na ulicę. Tam większym problemem jest to, że w okolicy dworca są trzy stacje metra, do wszystkich *da się* dojść podziemnymi korytarzami, ale w każdym wypadków trzeba się liczyć z długim marszem.

Boni avatar Boni
Wed, 28 Jan 2026 12:43:55
@janek.r

Jeśli w sensie "DA SIĘ dojść podziemiami", to popełniasz mylny błąd lekceważąc jak bardzo zryte jest centrum Tokio. Bo tak normalnie, okej, od Tokio Station do nawet odległych wyjść z jej rejonu (jak moje, prawie na bramie dawnego zamku Edo) jest ze 200 czy 300m, gdy w Yokohama itp. ze 400m.

Ale w pewnym sensie DA SIĘ dojść z Tokio Station podziemiami na "dalszą stronę" Higasi-ginza, tylko nieco w koło... Jakieś 2.5km, zupełnie bez sensu, bo na powierzchni jakieś 1.5km, no ale można nie wychodzić z podziemi (trza najpierw jak ja poszedłem kiedyś, na zachód w stronę zamku Edo, potem na południe do skrzyżowania Hibiya, korytarzami wzdłuż linii metra Chyoda, potem wzdłuż linii metra Hibiya do najdalszego wyścia z podziemi, tj. chyba pd-wsch wyjście ze stacji Higasi-ginza na linii Hibiya).

janek.r
Fri, 30 Jan 2026 18:32:29
Taki fragment z Summy...

"Ale znamy układy krystaliczne, powstające przez śladowe zanieczyszczenie atomowej siatki — atomami określonych pierwiastków, w taki sposób, że całość zachowuje się, w zależności od wstępnego zaprojektowania, jako wzmacniacz kaskadowy, jako heterodyna, jako przekaźnik, prostownik itp. Z podobnych kryształów można złożyć np. odbiornik radiowy. Dalszym krokiem będzie już nie układanie dowolnej całości funkcjonalnej z bloków krystalicznych, ale radio (czy mózg elektronowy) z jednej bryły kryształu.
Dlaczego zależy nam na takim rozwiązaniu? Otóż osobliwością podobnego systemu jest to, że radio–kryształ, rozcięty na dwoje, stanowi dwa niezależne i w dalszym ciągu działające, tyle że z połowiczną mocą, radioaparaty. Można rozcinać te części dalej i za każdym razem otrzymamy „radio”, i to dopóty, dopóki ostatnia cząstka będzie jeszcze zawierała niezbędne części funkcjonalne, którymi są atomy."

W czasie pisania tej książki oczywiście układy scalone były słabo znane w źródłach dostępnych u nas.

Boni avatar Boni
Fri, 30 Jan 2026 20:56:26
@janek.r

Nie widzę w tym (czy podobnych kawałkach z Lema, albo i nie Lema) ani błędu, ani uproszczeń, co najwyżej kolosalny wysiłek "futurologiczny" pisarza i ew. nietrafione pomysły SF. Że tak powiem: też mi się przytrafia, na mój skromny sposób.

Skądinąd wtedy scalaki były słabo znane WSZĘDZIE, a nie "u nas". Pierwsze scalaki (ale prawdziwe, a nie poronione koncepcje jeszcze "lepsze" niż Lema) to 1958-59, Lem pisał Summę gdzieś tak 1961-63. Więc pierwszy akapit, to tak jakbyś miał dziś opisać w eseju istotny wynalazek techniczny sprzed 3-4 lat, za który za 30-40 lat ktoś dostanie Nobla. A drugi akapit, to jw. wizja pisarza SF i filozofa na temat tegoż wynalazku i dalszych możliwości. Nawet mając kolosalny handicap w dostępie do netu i wiedzy wzg LEma w 1960, "życzę powodzenia, nie wróżę sukcesu"; a ci, którzy z taką futurologią trafili, to IMHO w 99.99% fuksem.

Borys
Wed, 11 Mar 2026 12:10:20
Dzisiaj nareszcie przeczytałem „Solaris”. Szału nie ma. Boni, nie banuj mnie, proszę, od razu. :-) Koncepcja myślącego (?) Oceanu jest oczywiście fenomenalna, ale narracja pozostawia miejscami trochę do życzenia. Podoba mi się, jak Lem flirtuje z horrorem, ale w środkowej części książki, zamiast opisywać bibliografię solarystyki, powinien raczej postarać się ożywić dynamikę między postaciami, może pokusić się o jakiś zwrot akcji (np. fantomy osiągnąwszy samoświadomość zaczynają spiskować przeciwko naukowcom).

Znalazłem też kilka błędów, co prawda nietechnicznych.

[1]1: W rozdziale „Mały apokryf” czytamy:
„Kilka większych bąbli na skroni i policzku nakłułem sterylną igłą do zastrzyków i wycisnąłem z nich surowiczy płyn.”
Zaraz, zaraz, to po oparzeniach należy wycisnąć surowiczy płyn z bąbli?! Zawsze sądziłem, że bąble i pęcherze powinno się zostawić w spokoju, bo ochraniają uszkodzoną tkanką. To akurat mógłbym szybko sprawdzić w internecie, ale boję się, że wyjaśnieniom towarzyszyć będą drastyczne zdjęcia, a ja jestem brzydliwy. :-)

2: W tymże rozdziale czytamy:
„Każdej nauce towarzyszy zawsze jakaś pseudonauka, jej dziwaczne wykoślawienie w umysłach pewnego typu; astronomia ma swego karykaturzystę w astrologii, chemia miała ją kiedyś w alchemii (...)”
Trochę nieuczciwe postawienie sprawy, historycy nauki protestują: Astronomia i chemia WYWODZĄ SIĘ z astrologii i alchemii. To nie tak, że astrologia i alchemia przyczepiły się do astronomii i chemii jak rzepy do psich ogonów.

3: I słoń w pokoju: Gdy Harey się pojawia, Kris mówi, że wyglądała wciąż na 19 lat, „tak samo jak wtedy, kiedym ją ostatni raz widział żywą”. Potem, w rozmowie ze Snautem, mówi:
„Zabrałem manatki i wyniosłem się, dała mi do zrozumienia, nie powiedziała tego wprost, ale jak się z kimś żyje latami, to nie jest potrzebne...”.
Hmm, „latami”? Czyli Kris przygruchał sobie szesnastkę, żył z nią przez kilka lat i doprowadził ją do samobójstwa? Trochę Epstein. Usprawiedliwić go może tylko to, że on był jej rówieśnikiem, a ona jakąś „high school sweetheart”, i zamieszkali razem, gdy byli nastolatkami. Ale zważywszy, że zwraca się do niej per „dziecko” – nie sądzę.

Woke mode off.

Boni avatar Boni
Fri, 13 Mar 2026 01:58:13
@Borys

(przepraszam że przeoczyłem, nie jestem przyzwyczajony do takich ilości komentarzy jakie tu były ostatnio; gdzieś musiałem klepnąć "przeczytany" o jeden za dużo w RSS)

Tutaj nikomu nie grozi ban za subiektywne lubię/nie lubię, jeśli nie rzuca one-linera (z tym idźcie na fejsa czy Xy), nie próbuje zwekslować subiektywne->obiektywne, i bardzo nie przynudza (z tym na swojego bloga, jak mawia WO). Nie spełniasz żadnej z przesłanek, więc lodzio-miodzio.

Natomiast w kwestii "recenzji" i "błędów", łoł, jakże okropnie się mylisz... o_O

Bardzo bardzo ostrożnie radzę używać formuły, że autor powinien coś tam zmienić, coś tam wstawić, i wtedy ewentualnie może łaskawie dzieło chyba by ci się o mało co spodobało. A może nie, bo skąd niby to wiadomo, drugi raz go nie przeczytasz pierwszy raz. W skrócie: RECENZJA TO NIE JEST REDAKCJA. Twoja wersja jw. jest borderline, ale naprawdę, recenzowanie przy pomocy SWOICH halunów "co bym chciał poczytać / jaki film bym wolał obejrzeć" zamiast dyskutowanego dzieła, jest wadliwe z definicji. I tak normalnie, to wyśmiewam takie recenzje i recenzentów z całym sarkazmem na jaki mnie stać, poczuj się ostrzeżony.

W kwestii "ożywiania dynamiki między postaciami", nie wydaje mi się, żeby coś brakowało. A wsadzanie tam jakiegoś "spiskowania fantomów" i "zwrotów akcji" zamiast egzystencjalnego horroru zbioru ludzi i fantomów, ale najbardziej: nasuwającego się niczym ciemny lodowiec (bez żadnych wielkich "zwrotów akcji" i całe szczęście że bez) horroru "zagubionego" fantoma, który może i się "odnajduje", ale [wyraz] nic dobrego z tego nie wynika, dla nikogo? nooo, to IMHO byłoby robienie z arcydzieła SF jakiegoś marnego holyłuda czy słabego komiksu.

W kwestii takich ODCZUĆ jakie prezentujesz (ale nie pisałbym tego normalnie w recenzji, a już na pewno nie w "błędach"), to dla mnie naukowcy w Solaris są nieco zbyt przerysowani, nieco zbyt infantylni, nieco słabsi socjologicznie niż inni bohaterowie złotego wieku Lema. Jw. gdzieś pisałem, to chyba główna przyczyna, że mam Solaris tak "nisko" na liście.

Pozostałe twoje "błędy" IMHO nie kwalifikują się dla mnie jako "błędy autora (SF)", raczej powiedziałbym, że to twoje błędy ;)

1) Błąd anachronizmu. Typowe COKOLWIEK np. metody usuwanie skutków drobnych oparzeń, w czasach Homera, Cycerona, Lema i twoich, mogą być różne. Nie podnosimy takich rzeczy jako błędy autora, chyba, że wyraźnie zaznaczono, że to fiction udająca science, i to jest bardzo głupia fiction. A nawet wtedy raczej walidujemy to wzg. science z czasów dzieła (czy nawet: wiedzy autora, jw. gdzie Janek przyniósł Lema o scalakach i abso-kurde-lutnie nie mam za błąd), niż tej, jaką mamy w czasie recenzji. Chyba, że chcemy zrobić idiotycznego flexa "ależ głupi ci Rzymianie czy Lem, nie mieli wiedzy i metod z XXIw, zatruwali się ołowiem i przekłuwali bąble oparzeń! haha!", na co moja cięta riposta: Ale wiecie, że z praktycznie WSZYSTKICH waszych NAJLEPSZYCH rzeczy, metod, przekonań itd. ktoś będzie za jakiś czas zalewał się "Ale te pre-transhumany w początku XXIw to były głupie! Zawsze sądziły, że XYZ!".

2) Ogólnie nie zgadzam się, przy astronomii zdecydowanie, przy chemii mniej, ale też nie. To co przedstawiasz, tezy chyba często spotykane w pop-nauce i pop-historii, że to są przykłady ewolucji protonauki w naukę, też kiedyś łykałem, ale po zastanowieniu eee tam. Żeby tak było jak różni spece próbują tę ewolucję wykazać (tj. NIE-RÓWNOLEGŁĄ i to przez wieki, może tysiąclecia), to trzeba uprawiać niezły cherry picking, ignorować duże kawały historii nauk-tech oraz bardzo specyficznie zdefiniować poprzedniczkę - następniczkę. Nie chce mi się elaboratów pisać w komciu, ale takie jest moje obecne zdanie, więc dlatego te zdanie w Solaris nawet mi nie zazgrzytało.

3) Tak, zastanawiałem się nad tym (okoliczności i wiek jej i jego kiedy byli razem), chyba za każdym razem przy czytaniu, więc zgadzam się, można się na tym "potknąć". Ale "błąd"??

a) niby, że w SF czy fantasy nie powinno być społeczeństw z niższym wiekiem przyzwolenia na związki, seksy, itp. niż ci się wydaje normalny? Serio? Zanim ktoś zacznie wymachiwać AKTUALNYMI (błąd anachronizmu nadciąga) paragrafami i prawem: a jak ktoś chciałby napisać nie fantazje, ale dokument/współczesną w realiach paru krajów, które w tej chwili nadal mają 13 lat, czy paru całkiem istotnych (Chiny, Brazylia) z 14, czy nawet w dużej puli jak PL, 15? Rozumiem, że budzi twój niesmak czy cringe, i nie jesteś fanem Nabokova, ale w jakim sensie "Lolita" jest "błędem autora"??

b) mam wrażenie, że 16 latka np. mogłaby się obrazić za twoje "przygruchał sobie szesnastkę" i dać ci w papę. Albo jej mąż, bo imaginuj waćpan, "szesnastka" jak najbardziej może w Polsce być w związku, a nawet po prostu wyjść za mąż za zgodą sądu.

@ woke off

Proponowałbym zanim sobie zrobisz znowu "woke on" ustalić z jakiej dokładnie jurysdykcji albo i planety ;) nadajesz. Na pier...tych amerykańskich neo-post-kwakrach świat się nie kończy i może nie warto ich aż tak naśladować.

Borys
Fri, 13 Mar 2026 11:21:58
Że odpowiadasz z opóźnieniem, nie ma oczywiście najmniejszego problemu. Dzięki za wyczerpującą ripostę.

Że „recenzja to nie jest redakcja”: Zasadniczo się zgadzam, ale po pierwsze, nie traktuj mojej krótkiej impresji (pisanej notabene kilka godzin po skończeniu lektury) jako recenzji, a po drugie, w recenzjach jest przecież miejsce na wytknięcie autorowi niedociągnięć. A owo wytykanie może przybierać charakter: „Element X jest fajny, element Y jest słabszy, szkoda, że było mało X i dużo Y”. Moja krytyka wpisała się właśnie w ten schemat.

Z drugiej strony zgodzę się szybko z poglądem, że książki z kanonu literatury – jak „Solaris” – należy opiniować na innych zasadach niż beletrystykę. Że o takiej literaturze wypada pisać eseje, a nie recenzje. W tym ujęciu moje czepialstwo jest całkowicie nieuzasadnione. Jak napisałeś, jest to rodzaj „egzystencjalnego horroru”, i tyle.

(Ale tą ciągnącą się przez wiele stron zmyśloną bibliografię zmyślonej gałęzi nauki mógł sobie nerd siedzący w Lemie darować).

Co do Twojej odpowiedzi na mój punkt pierwszy (wyciskanie płynu surowiczego z bąbli po oparzeniach): Przypomniało mi się, że Lem studiował przecież medycynę! Więc albo napisał zupełną bzdurę o tych bąblach, albo wtedy oparzenia leczyło się inaczej i jak piszesz, trzeba „walidować wedle wiedzy autora”. Jeżeli w latach 50. leczyło się inaczej, to okej, ale bardzo trudno mi to uwierzyć.

Ogólniej, Twoje kontrargumenty „walidować wedle wiedzy autora” oraz „ktoś kiedyś być może będzie zalewał ze wszystkich naszych przekonań” mają siłę udaru termojądrowego (cytując Lema). No bo tak:
- może terminy „kosmodrom” i „gwiazdozbiór” w epoce „Solaris” nabrały już zupełnie nowych znaczeń;
- może nie wiemy czegoś o masie pierwiastków, tak jak przez długi czas myliliśmy się co do wieku Wszechświata (doszło do sporej korekty zaledwie 10 lat temu);
- może Lem nigdy nie widział wyraźnej fotografii i wyraźnego filmu;
- kto może wiedzieć, z jaką energią odsuwa się „myśląca” plazma zagadkowego Oceanu?

I tak dalej. Swoją drogą, potknąłeś się chyba przy tych ergach porównanych do petardy. Owszem, 5*10^8 ergów na kilogram masy fantomu to jakieś 5 kJ. Ale mówimy o promieniowaniu gamma! Załóżmy, że osoba stojąca w pobliżu anihilowanego fantomu przyjmie pół kilodżula, czyli, po podzieleniu przez jej masę, to będzie jakieś 5 Gy. To jest dawka raczej śmiertelna.

Co do alchemii i astrologii postrzeganych jako pseudonauk, sprawa sprowadza się do interpretowania tego jednego zdania u Lema. Mnie zazgrzytało, Tobie nie, okej. Podkreślę jednak z całą mocą, że uznawanie alchemii i astrologii jako pseudonauk w kontekście historycznym i bez żadnych kwalifikatorów uważam za tak samo nierozsądne jak odgórne nazywanie epoki średniowiecznej „wiekami ciemnymi”. Kepler był trochę astrologiem, Boyle był trochę alchemikiem, Newton był trochę filozofem (i biblistą, ale to inna bajka).

Co do wieku Harey: Myślę, że porównaniem do „Lolity” i powołaniem się na legalny wiek zawierania małżeństw w różnych krajach (i epokach) stawiasz miłośników „Solaris” przed trudnym wyborem. Czy ta książka jest o myślącym Oceanie i filozoficznych implikacjach niemożności nawiązania kontaktu z Obcym? Czy o starszym facecie będącym w dziwnej relacji z dużo młodszą kobieta, którą doprowadza do samobójstwa, a potem jeszcze dwa razy przyczynia się do jej śmierci? Może i o tym, i o tym? A może to jest w ogóle metafora aranżowanych małżeństw w Indiach?

Twórczość Lema znam słabiutko, ale skądinąd wiem – mogę się całkowicie mylić, popraw mnie, proszę – że kiepsko radził sobie z postaciami kobiecymi i z odmalowywaniem męsko-damskich relacjach. Może ta nieszczęsna, nastoletnia Harey jest nie tyle błędem, tylko symetriadyczną erupcją jego nieudolności w tym zakresie?

Boni avatar Boni
Fri, 13 Mar 2026 15:28:50
@Borys

@bąble oparzeń

Najwyraźniej nie wyjaśniłem jasno: metoda opisana przez Lema w Solaris była zupełnie normalna jak byłem dzieckiem czy nawet nastolatkiem, więc nawet mi przez myśl nie przeszło, że to jakiś błąd, bo Lem powinien znać zalecone metody z twoich czasów.

@uwzględnianie stanu wiedzy czasu i autora w ocenie błędów SF

Pewnie, że to spektrum, ale zwróć uwagę, że jako błędy bezprzymiotnikowe podnoszę w notkach, nie tylko o Lemie, ale Weira itp. to, co intersubiektywnie/obiektywne i BYŁO, JEST i BĘDZIE z dużym prawdopodobieństwa błędem zawsze (i oczywiście ułatwia mi sprawę, jeśli autor niemądrze używa jednostek SI czy CGS, zamiast handwavium i unobtainium). Że w systemie binarnym coś tam bzdura, że po prostu niemożliwe są wiatry na Marsie, wywracające MAVy; że masa oceanu Solaris jeśli z czegokolwiek ciekłego w 1g MUSI być o wiele rzędów wielkości większa, niż rzucił Lem; że da się grubo oszacować energie potrzebne do przesuwania mas cieczy z prędkością dźwięku; że po prostu nie da się gadać radiowo z Marsa na Ziemię "na wprost" w czasie nocy marsjańskiej, itd. "twarde" błędy i wypaczenia. Potem: z zastrzeżeniami ("drobiazg", "nie znam się" itp.) wypisuję takie, gdzie przy bardzo dużej ilości dobrej woli o SF/fantasy albo o intencjach autora, chwiejący się kołek do zawieszania niewiary może jeszcze nie wyrywa się ze ściany, ale przy mniejszej ilości dobrej woli to jednak już błędy. Np. jw. o fotografiach z kosmosu, myślę, że Lem po prostu miał słaby dzień i mu się pop... gówniane zdjęcia i filmy z kosmosu jakie są wkoło niego, z tym jakie ma NASA czy Moskwa, nawet w 1960, nie mówiąc o 2160 roku; albo że Watney'owi te ziemniaki jednak nie wyrosłyby, przy tak słabym oświetleniu. A na moim "drugim końcu skali" są takie rzeczy, jak teoryjki historiozoficzne autora czy postaci, jak w temacie "czyż alchemia była protonauką?", albo "czy na pewno tak działa hakowanie serwera w świecie przedstawionym?", albo czy w danej powieści historycznej np. rapier ewidentnie OK, katana byłaby błędem, ale może miał niewłaściwe przyrapierze podrapierza? czy historyczne staniki w XIX rozpinało się na pewno jak opisano, albo czy zmyślone staniki XXIII wieku w ogóle da się rozpiąć, itd. itp. To rzeczy IMHO już tak miękkie i mgliste na spektrum obiektywne-subiektywne, albo DLA MNIE TAK BŁAHE, że niekoniecznie zauważam czy traktuję jako "błędy", ani mi się nie chce tego wypisywać, nawet jeśli coś mi mikro-zgrzytnie. Bo wtedy przyszłoby paru komentatorów i spytało kiedy se mierzyłem analnoretentyzm ostatnio.

@anihilacja fantomów

No banana. W tekście od 5 do 7 razy 10 do 8 to jest dla całego fantomu, a nie na kilogram, oraz Kelvin prezentuje różne teorie jak to niby zajdzie, od "nic nie zajdzie" przez max w świetle (tylko błysk) po tę pesymalną "widmo emisji jest znacznie szersze, a maksimum przypada na twarde promieniowanie gamma", NIGDZIE nie ma "wszystko w twardym gamma". Więc zapewne, pesymalnie nieobojętne, ale to NAJWYŻEJ choroba popromienna, i to chyba jeśli ktoś będzie się z tym anihilowanym fantomem przytulał w trakcie, a NIEMOŻLIWE że to będzie "mały ładunek uranowy, wybuchający wewnątrz [otuliny] Stacji" a.k.a MATULA.

@astrologia, alchemia

Dla mnie jedno zdanie mniej czy bardziej nietrafionej dygresji historycznej, bo z niewłaściwymi kwantyfikatorami, na 200 stron solidnej SF to jest, jakby to grzecznie ująć, tylko twój problem? Bo jw. nie mój, nie pamiętam, żeby ktokolwiek kiedykolwiek to wytykał, oraz IMHO rozmowa o tym nie warta tego prądu, który te bajciki dyskusji przez całą EU pogania.

@nieletnia Harey

A ja twórczość Lema znam doskonale ;P tyle, że przecież tu już nie idzie o słowa, ale o interpretacje, egzegezy, recenzje i zakres przykładania własnych miar do cudzej twórczości (a to ostatnie, to chyba faktycznie ostatnio specjalność woke?).

IMHO wiek i stosunki Kelvina i Harey w aspekcie który podnosisz nie wynikają z nieudolności (czy nawet mizoginii średniego kalibru) Lema piszącego "o kobietach". To znaczy, owszem, jest w "Solaris" coś z tego, ale w innych miejscach/warstwach, nie to stoi za zamysłem, że ona jest o tyle młodsza, że on mówi do niej "dziecko", itd. IMVVHO Lem chciał te fantomy odrobić (NIEKONIECZNIE ŚWIADOMIE) jako maksymalny freak-show i horror SF, ale egzystencjalny, psychologiczny, itd. i wzg. nisko gore czy ero itp. Więc: rozumiem, że ciebie krindżuje nieletnia Harey, ale zastanów się porządnie (Winston mode on: I MEAN. CHEWED. DOWN. TO THE BONE.) nad pozostałymi opisanymi (czasem przez niedomówienia i wyimki) fantomami. Jeśli mniej więcej wiemy jak krindżowa, tragedią i otchłanią jest historia Kevina i Harey sprzed Solaris, to jaka TAK NAPRAWDĘ była historia pozostałych fantomów?? To był główny, mniej czy bardziej świadomy, zamysł stojący za TAKIM związkiem K i H, a nie to, co podnosisz.

A jeśli chcesz robić dalszy rozbiór i egzegezy, co kogo krindżuje i czemu Lem napisał to, co napisał, to chciałem zauważyć, że IIRC Lem powiedział o "Solaris", że sam tej powieści nie rozumie. Po napisaniu paru książek, ja go rozumiem i nie uważam, że się krygował; bo też paru swoich kawałków nie rozumiem. W tym paru kawałków "Labiryntu", najwyraźniej w spadku po Lemie.

Może wystarczy wyjaśnień dlaczego sam pomysł, że nieletność Harey, w zupełnie dowolnym kontekście, może być uważana za "błąd", a jeszcze stawiana w jednym rzędzie z "a tu pan autor pier..ął się licząc na palcach masę zmyślonego oceanu o ileś tam rzędów wielkości" itp., powoduje mi głównie WTF? i chyba po prostu nie rozumiem twojego podejścia do literatury fantastycznej.

Codiac
Fri, 13 Mar 2026 16:31:14
@błędy
Czasami autor sam się przyznaje, że pewne rzeczy to nie do końca, ale są wystarczająco bliskie żeby tylko najwięksi maniacy się przyczepili, a bez tego nie byłoby powieści. Albo po jakimś czasie stwierdza, że hej, nowy stan wiedzy (w znaczeniu uzyskanych informacji, nie tym co ostatnio dyskutowaliśmy) właśnie mu tę powieść unieważnił.

Np. Weir nie wiedział gdy pisał Marsjanina, a teraz już mamy to uaktualnione, że marsjańska gleba zawiera spore ilości bodajże metali ciężkich. I te ziemniaki to by się słabo nadawały do jedzenia, a co dopiero przeżycia na nich przez konkretne miesiące.
Podobnie o Hail Mary, napisanym przed covidem, stwierdził podobno, że był zbyt optymistyczny względem tego, jak w obliczu globalnego zagrożenia (ale nie wroga) ludzie na Ziemi się jednoczą.

Borys
Sat, 14 Mar 2026 18:30:06
@Boni

Ad bąble oparzeniowe:
Przemogłem się i zrobiłem research zaciskając oczy, gdy gdzieś pojawiały się zdjęcia. Masz/macie rację: Tak, w latach 60. i 70. (w PRL) najwyraźniej leczono oparzenia drugiego stopnia tą metodą, co mnie naprawdę zadziwiło, bo przecież dzisiaj „powszechnie wiadomo”, że płyn surowiczy trzeba zostawić w spokoju. I wszak na chłopski rozum to też ma sens; ten płyn to nie ropa, a odsłoniętą tkankę trzeba jakoś zabezpieczyć. Aż zacząłem się zastanawiać, jaka wówczas była szpitalna przeżywalność po poważnych oparzeniach...

Mógłbym się oczywiście upierać, że Lem powinien wybiec myślą w przyszłość i kazać Kelvinowi wyciągnąć żel z medpaka. Ale okej, to na pewno nie jest błąd.


Ad które błędy są błędami:
Rozumiem, przyjmuję Twoje wyjaśnienie do wiadomości. Chyba najprościej będzie podsumować, że Ty jesteś zorientowany na błędy matematyczno-naukowo-techniczne, a ja tutaj przylazłem i zacząłem marudzić o medycynie, historii nauki i metrykach.


Ad anihilacja fantomów:
Poczekaj momencik. Po pierwsze, Ty sam mnie zmyliłeś, bo napisałeś „na kilogram masy fantomu”. Stoi ciągle czarno na białym w Twojej notce. Przecież właśnie dlatego wyszło Ci 6 kJ, przemnożyłeś to mniej więcej przez 100, czyż nie?

Ale rzeczywiście, Lem napisał jakoś pokrętnie:

„Przyjmując na jeden kilogram masy spoczynkowej dziesięć do ósmej ergów, otrzymujemy dla jednego tworu F – pięć do siedmiu razy dziesięć do ósmej.”

„Pięć do siedmiu”? Znaczy, jeden fantom waży 5-7 kg? Czy 5^7 = 78125 kg? A może tutaj znaczenie ma niby mieć masa spoczynkowa, ale to też bez sensu.

Anyway, jeżeli summa summarum wychodzi poniżej 10^9 ergów, czyli poniżej 100 J, owszem, robi się całkiem bezpiecznie. Jednak błysk promieniowania 5 kJ to już nie w kij dmuchał, oczywiście nie mały ładunek uranowy, ale więcej niż petarda. Możemy sobie ustawić krzywą Plancka tak, żeby na gamma przypadało dobrego 50% tej energii.

„o chyba jeśli ktoś będzie się z tym anihilowanym fantomem przytulał w trakcie” – Kelvin i Harvey się sporo przytulali. :-P


Ad astrologia i alchemia:
Oczywiście, to jest szczególik, ale nie zżymaj się już tak, że ktoś pod notką o, uwaga, błędach w „Solaris” (co prawda błędach ścisłych), napisał, że jemu bardziej od klasy kosmodromicznej zazgrzytało odczapisty i skrajnie powierzchowny pogląd o astrologii i alchemii. Chyba zgodzimy się, że „Solaris” ma wielkie ambicje filozoficzne – więc może i historii nauki wypadałoby przypilnować (nie mówię o Tobie, tylko o Lemie)?

„na 200 stron solidnej SF to jest” – czy naprawdę takiej solidnej, skoro sam tyle błędów wypunktowałeś? ;-) Mam wrażenie, mogę się mylić, ale mam wrażenie, że u Clarke'a takich baboli nie było.


Ad nieletnia Harvey:
Widzisz, ja w trakcie lektury stanąłem przed następującą alternatywą:

a) Lem walnął się podając wiek Harvey. Jak już wiemy, często mylił się przy liczbach. Powinno być 29 lat, a on napisał 19. I tyle.
b) Lem za jeden z tematów „Solaris” postanowił uczynić krindżowy związek dojrzałego (?) psychologia i nieletniej, może niestabilnie psychicznej dziewczyny, która zostaje wpędzona w samobójstwo.

Okej, może chodzi o b). Mnie jednak bardziej pasowało a), więc dlatego użyłem tego strasznego słowa na cztery litery rozpoczynającego się od „b”. A kość Winstonowską mogę żuć do późnej nocy i chyba nie zrozumiem, co sugerujesz. Że Gibarian, Snaut i Sartorius wszyscy wyrządzili jakąś krzywdę osobm młodym / nieletnim, i stąd te odgłosy dziecięcie w laboratorium?

igor
Sat, 14 Mar 2026 19:04:28
@bąble

Trochę obok tematu oparzeniowych, ale ludzie na długich pieszych wędrówkach regularnie przekłuwają bąble od odcisków na stopach, chociaż medycyna nie zaleca. Bo prawdopodobieństwo zakażenia jednak znikome, a od razu da się znów chodzić bez bólu. Możliwe, że z oparzeniowym też jest tak, że zależy od warunków i celu, ale przyjęto jedno zalecenie dla uproszczenia.

Boni avatar Boni
Sun, 15 Mar 2026 00:04:38
@Borys

@błędy

Tak dokładniej, nie tyle jestem "zorientowany" na "błędy ścislackie", co ZACZYNAM (w sensie skali błędności; nie w czasie, czy hierarchii, czy triggerów, itd) rozważanie błędów od maksymalnie obiektywnych/intersubiektywnych (więc naturalnie wpadają te, które "ewidentnie" są ponadczasowe, czy logiczne/matematyczne, czy mocno "ściślackie" jeśli ktoś podaje jednostki...), przez coraz bardziej mgliste, niepewne (może tak, a może siak; może to historiozofia autora, a może tylko postaci; może w czasach autora to była najlepsza wiedza, itd), aż w granicy przy subiektywnych czy mających wiele INTERPRETACJI, staram się nie wrzucać ich jako "błędy", zresztą, rzadko mnie takie rzeczy uderzają w tekście.

@historiozofia a SF

Wybacz, ale zwracasz teraz U-turn, albo to zdanie o pseduonaukach jest IYO niefortunne i nieco za duże kwantyfikatory, na co ja meh; albo to jest IYO jakiś wielki błąd (i tak chyba naprawdę uważasz, skoro zaraz po lekturze to przyniosłeś), na co ja również meh, gdyż na pewno nie jest to błąd intersubiektywny czy rzeczowy czy historyczny, a zaledwie opinii i historiozoficzny. I możemy o takich rzeczach do us... śmierci się przekomarzać, czy to była ewolucja, czy byty równoległe, skoro przez wieki sam mówisz, że prawie każdy badacz XYZ był trochę tak, a trochę wspak, albo np. astrologia ma się nadal świetnie w ponowoczesnym świecie, nespa? Oraz zwróć uwagę, że zdanie Lema wychodzi raczej z założeń teleologicznych o nauce, a NA PEWNO nie z tego, jak sobie w 2026 konkretnie definiujesz nauki i pseudonauki.

@Clarke

IIRC sam chyba pisałeś na blogu, że Odyseję 3001 należy sobie odpuścić, a powiem ci, że "Cradle" należy sobie odpuścić co najmniej tak samo, więc może nie wymachujmy za bardzo Clarke'iem jako lepszym wzorcem SF niż Lem. Zresztą, kiedyś może zrobię "błędy i wypaczenia" z jakiegoś Clarke'a, IIRC nie było tam wiele, ale coś było (inna sprawa, gdzie Lem a gdzie Clarke na mojej skali "czy chce mi się w ogóle te ramoty czytać i analizować").

@wiek Harey, fantomy

[!!! SPOJLERY NADAL I WIĘCEJ !!!]

Okej, oficjalnie mi opadły macki i łapki, nie znajdziemy chyba płaszczyzny porozumienia. Zastanawiam się, jak bardzo różnimy się wyobraźnią napędzaną SF oraz czy ty przeczytałeś Solaris dostatecznie uważnie, i czy rozmowa ma sens. Ale spróbujmy:

Np. skoro chyba dopiero po moim poście zaczynasz kumać, jakie piekło próbował pokazać w "Solaris" Lem, i co materializuje Ocean wyjęte z (semi/pod/CHGWjakiej)-świadomości "najlepszych z najlepszych" zacnych "radzieckich astronautów", wybranych z milionów, i NADAL wydaje ci się, że inne najoczywiściej niedopowiedziane fantomy w Solaris to mogą być w NAJGORSZYM wypadku podobne do historii Krisa i Harey, to ja nagle wątpię, czy ma sens dyskusja i wspólna egzegeza SF/fantastyki, mój ty "niewinny chłopcze", cytując Snauta do Krisa. Oraz może przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie, właśnie ten kawałek kiedy Kris mówi Snautowi o Harey i komentarz Snauta (więc Lema), gdzie próbuje czytelnikowi, TOBIE, objaśnić, psychologiczną otchłań z której wychodzą fantomy, mniej więcej od miejsca gdzie Snaut pyta Kelvina "Czy możesz powiedzieć, kto tu był?".

Np. z jakiego tekstu (ew. z jakiego zakamarka TWOJEJ podświadomości ;P ) wynika dla mnie niezrozumiałe zafiksowanie, że Kris BYŁ "starszym facetem" który "przygruchał 16", kiedy był z PRAWDZIWĄ Harey? Bo moje wrażenie "od zawsze" i nadal, chyba znacznie lepiej przystające do tekstu, że był starszy od niej, ale powiedzmy młodym doktorantem najwyżej, skoro na posiedzeniach Instytutu przynudzał mu gruby Pelvis trzy lata po śmierci Harey, albo był kiedyś asystentem Gibariana (który jak inni na stacji ma stopień zaledwie doktora, i cała ta trójka doktorów wydaje się być najwyżej w średnim wieku). Ile twoim zdaniem lat ma Kelvin w czasie akcji na Solaris i kiedy wzg. tego umarła prawdziwa Harey?

Boni avatar Boni
Sun, 15 Mar 2026 02:01:36
Dopisek, bo jakoś zapomniałem o obiekcjach co do anihilacji fantomów:

@energia anihilacji fantomów

Faktycznie, pomyliłem w notce, zaraz poprawię, nie "na kg" ale "na fantom". IMHO można zmyślać do tego co Lem wypisał o "w ergach" jakieś uzasadnienia S w SF (że np. dla bryły (pseudo)materii jak fantom emitującej coś jak światło/gamma zachodzi wtórne pochłanianie, przesłanianie itd. w masie, w czasie anihilacji). Ale po prawdzie jeśli autor w sednie tak naprawę nie przykłada wagi / myli się o 6 do 7 rzędów wielkości (milion albo i 10mln RAZY, to jest skala między jakieś kJ a najmniejszym "wybuchającym ładunkiem uranowym"), to mi nie chce się wnikać w dalsze detale, w ustawianie krzywych widm, w próby wyjaśnień.

Codiac
Sun, 15 Mar 2026 10:26:32
@Clarke
Zresztą, kiedyś może zrobię "błędy i wypaczenia" z jakiegoś Clarke'a, IIRC nie było tam wiele, ale coś było (inna sprawa, gdzie Lem a gdzie Clarke na mojej skali "czy chce mi się w ogóle te ramoty czytać i analizować").

Z Clarke'a czytałem tylko "Spotkanie z Ramą" i bardzo miło wspominam. Co prawda pod względem samych pomysłów to nie jest nic nadzwyczajnej (ot, wykryto jakiś obiekt pozaziemski i go eksplorują), Lem by do tego dołożył jeszcze kilka warstw, ale Clarke ma z kolei bardzo dobry styl pisania.
Ciekawszy wydaje mi się Bester, który potrafił wymyśleć bardziej nietypowe rzeczy oraz wyciągać z tego konsekwencje.

Boni avatar Boni
Sun, 15 Mar 2026 11:18:33
@Codiac

Z Besterem, i np. Aldissem, Herbertem, nawet Asimovem, i wieloma innymi, IMHO jest taki "problem", że pisali znacznie miększe SF niż typowy Clarke i połowa Lema, i byli na tyle mądrzy, żeby nie wypisywać szczegółowo detali S w niezłym SF. W ogóle wszyscy zmądrzeli gdzieś tam w '70 w tym punkcie; że dla rzesz normalnych czytelników wystarczą ciekawe ogólniki i handwavium, a dla garstki nerdów nie wystarczy nawet full wypas profesorska naukowa podbudowa i obliczenia inżynieryjne, bo albo zaraz się to zestarzeje, albo trafią się w tym błędy, albo nerdy tak czy owak znajdą w tym błędy ;)

Boni avatar Boni
Sun, 15 Mar 2026 11:35:01
BTW przypomniało mi się kombatancko, jak ze 25 lat temu dyskutowałem IIRC z Aldissa "Cieplarni" możliwość trawersera, tj. mega-pająka latającego na zasadzie balonu wodorowego, czy coś w podobie. Zachciało mi się pół-żartem bronić tego pomysłu w duchu Borysa ("jeśli bardzo zmrużymy oczy, to trzy rzędy wielkości pomyłki/różnicy SF vs IRL to w jeszcze całkiem twarda SF"); nie pamiętam kto (Adam P?) z stawalców (przeciwieństwo bywalców) sf-f demontował mi i Aldissowi ten durny pomysł, bardzo skutecznie demontował. Ergo nawet w takiej "odległej" i dość miękkiej SF jak "Cieplarnia" da się zabawiać w "błędy i wypaczenia", jeśli autor używa fizyki zamiast "Ale jak ten trawerser lata?? - BARDZO DOBRZE LATA!" (parafraza z Roddenberrego na pytanie o fajans ze "Startreka").

Borys
Mon, 16 Mar 2026 10:28:39
historiozofia a SF
Jeżeli Ty zawsze meh, to temu wątkowi musimy dać spokój. Podsumuję i powtórzę, jednym zdaniem: W tamtym króciutkim fragmencie z astrologią i alchemią uderzyło mnie ostre, historycznenaukowe uproszczenie, jakiego dokonał autor.

Clarke
Jeżeli zrobisz wgląd w błąd ACC-owi, z przyjemnością przeczytam. Z pewnością jego proza nie jest całkowicie wolna od błędów, ale sądzę, że staranniej liczył ergi, dżule i kilogramy niż Lem. Tak, „3001” jest kiepska, ale przede wszystkim w sensie fabularnym.

wiek Harey
Okej, skapowałem nareszcie. Fantomy wychodzą z otchłani podświadomości. Sartorius skrzywdził jakieś dzieci, Snaut kogoś drobnego wzrostu w słomkowym kapeluszu, Calvin Klein doprowadził do samobójstwa dziewiętnastolatkę, a Gibarian był niemiły wobec „czarnej Afrodyty”. W schyłkowej fazie solarystyki na Solaris latali już tylko naukowcy, którzy mieli jakieś brudy na sumieniu.

Fragmenty, w których jednoznacznie podano wiek Harey w chwili śmierci i prawie jednoznacznie informację, że Kris i Harey żyli ze sobą przez kilka lat, podałem powyżej, w moim pierwszym komentarzu (12:10:20). Ile lat ma KK, nie wiemy. W tymże fragmencie podałem dwie możliwości, albo „Epstein”, albo „high school sweethearts”.




Boni avatar Boni
Mon, 16 Mar 2026 16:53:37
@Borys

(ścinam to, co IMHO wyczerpane)

@czytanie Solaris

Okej, skapowałem nareszcie

Nie wydaje mi się. A co jeśli Sartoriusowi np. TYLKO uporczywie śniło się mordowanie wkurzającej bratanicy siostry, ale akurat tego jego osobowość się ultra-wstydzi, a np. Snaut WŁASNORĘCZNIE utopił postać w słomkowym kapeluszu, a Gibarin naczytał się powieści sprzed 200 czy 300 lat (bo niby gdzie miał spotkać taką Murzynkę) i latami podświadomie TYLKO marzył, żeby karmiła go piersią czarna Afrodyta; a w tym wszystkim Kelvin z "wstydliwym problemem z Harey" jest gdzieś "pośrodku"? A może fantomy poza Harey to obraz ZNACZNIE gorszych "problemów psychologicznych" (szczególnie - subiektywnie gorszych i wstydliwych), niż w 10s zmyśliłem powyżej?

Oraz pisząc "w schyłkowej fazie solarystyki na Solaris latali już tylko naukowcy, którzy mieli jakieś brudy na sumieniu" w moich oczach zupełnie nie zrozumiałeś autora, DKJP jakie "już tylko"? IMHO Lem, w powieści SF której SIŁĄ są niedopowiedzenia, miał na myśli "KAŻDY Z NAS ma jakieś brudy na sumieniu, bardzo skutecznie spychamy je w mentalne lochy i podziemia, i módlmy się gorąco, żeby nigdy żaden bóg, szatan czy Ocean nie wyjął ich na światło dzienne", a nie, że na Stacji Solaris to jest jakaś zupełna anomalia statystyczna i zlot 5 psycholi.

@wiek Harey

Mhm, i teraz zrozum mój punkt będący: niby wiesz od początku, że związek K. i H. w Solaris to możliwość od "parę lat różnicy (klasy studentka 1 roku - student ostatniego roku)" do "epstejna"; i "nie wiemy ile lat ma KK". Ale OD POCZĄTKU uważasz ŻE LEM ZROBIŁ TU JAKIŚ BŁĄD, tak ustawiając tę parę w powieści; że to na pewno "epsztejn"; prowadzisz rozmowę i stosujesz narrację "starszy gość przygruchał 16"; krzywisz się na przyciąganie nawet nie Nabokova, ale IRL wieku przyzwolenia czy 16 lat dla MAŁŻEŃSTW w PL itd. Więc z mojego punktu widzenia to nawet nie jest kwestia, co to w ogóle miałby by być za "błąd" Lema, ale raczej: po co dyskutujemy tu i teraz twoje idiosynkrazje? Mnie w zasadzie nie interesuje, co myślisz IRL o wieku przyzwolenia 15 czy 16 lat, czy o warunkowych małżeństwach 16 latek w PL, czy po prostu małżeństwach 16 latek bez pytania tatusia Borysa o opinię (tu pozdrawiamy ukochaną Szkocję i jej szczególne prawo), a TYM BARDZIEJ mnie nie interesuje twoja projekcja twojej opinii na SF Lema z 1960. Bo to chyba rzeczywiście jakaś odmiana "krytyki literackiej woke", tylko nie wiem, czy niebieskowłoso-opiekuńcza "16 letnie dzieci nam gwałco", czy czarnoziemno-konserwatywna "16 latka nie powinna decydować o swojej seksualności czy związkach, a nie daj Panie Boże ze starszymi facetami". Do wypisywania swoich opinii jw. polecam własnego bloga, masz fajnego. EoT z mojej strony.

Borys
Tue, 17 Mar 2026 09:07:03
OK, EOT. Ale jeszcze chciałem zapytać, a zapomniałem: Widziałeś ekranizacje Tarkowskiego albo Soderbergha? Polecasz, nie polecasz? Bo ja Tarkowskiego nie znam w ogóle (wstyd), i może i Wielkim Reżyserem Był, ale pytanie, czy się nie zestarzał. Z kolei Soderbergha lubię, ale u niego jest trochę hit-or-miss.

Boni avatar Boni
Tue, 17 Mar 2026 11:16:24
@adaptacje filmowe Solaris, nie mylić z ekranizacjami

IMHO obie nie są bardzo złe, ale też nie jestem fanem żadnej z nich.

Tarkowskiego jest w "standardzie" Tarkowskiego, wiadomo, zestarzała się w sensie efektów, maniery filmowania, aktorstwa, dłużyzn, itp. O ile pamiętam metaforycznie "połowa" jest zrobiona OK i nawet "z Lema", również w sensie: znalazł sposoby pokazania rzeczy trudnych do pokazania albo w duchu, a nie literze Lema. Ale druga połowa to zupełnie zbędne zmiany treści i kontekstów (kompleks pana boga-rezysera), całe sceny które się nie kleją z tym, co zostało z Lema; i typowe rosyjsko - dostojewskie pierdoły, których u Lema ni ma. I po prawdzie spłycenie wielu rzeczy. I dobór aktorów mi robił WTF? Ale IIRC jako zamierzona demoludowa polemika z "Odyseją" Kubricka to może i wyszło.

Soderbergha dość podobnie, metaforycznie: połowa OK, tylko ta nietrafiona połówka jest "w inną stronę", holyłudzko - płaska jak dupa Clooneya, i jw. istotne zmiany kontekstu i scen, spłycenie wielu rzeczy; powiedzmy, to nie jest żadna polemika z czymkolwiek, to kawałkami semi-plagiat (no dobra, załóżmy: tribute) Tarkowskiego albo "Odysei" Kubricka. I też dobór aktorów WTF? A kompleks boga-panrezysera pewnie pomnożony, bo za zaraz za Soderberghiem stał James "Panbuk" Cameron (producent).

IIRC najbardziej mnie gorzko bawiło, że oba jaśniepany reżysery MUSIAŁY zrobić inne zakończenia niż u Lema, i każdy inne, tylko jakoś ni chu... nie rozumiem, po co. Pewnie tępy jestem.




 

Engine: Anvil 1.08   BS