Istnieje wiele stron i list poświęconych błędom w twórczości Stanisława Lema, ale kto bogatemu zabroni skompilować kolejną. Będę leciał wg mojego widzimisia, po błędach bardziej i mniej znanych, wg dzieł. W planie: będę dopisywał kolejne dzieła i kolejne błędy, aż mi się wyczerpią, albo wola mi się wyczerpie. Poza stricte błędami będę dopisywał komentarze i uwagi o błędnych błędach, czyli gdzie krytycy Lema i kolekcjonerzy jego błędów mylą się, moim zdaniem.
"Powrót z gwiazd" (PzG)
(znane) Bragg dostaje "kalster", czyli "drukarkę pieniędzy", ze stanem 5000 "itów". Wyświetlacz pokazuje 1100 1000 czyli 200. Lem jak zwykle ma kłopoty z układem dwójkowym.
Bragg wrócił z wyprawy "Prometeusza" do Fomaulhault (taka gwiazda), jest to wielokrotnie powtarzane w tekście, łącznie z właściwą odległością 23 lat świetlnych (tzn. obecnie podaje się około 25, ale to zrozumiała różnica stanu astronomii). Natomiast w kilku innych istotnych akcjach Bragg i Arder latają
nad Arkturem. Który leży o 36 lat świetlnych od Słońca i prawie "w przeciwną stronę"; kąt kierunków na te dwie gwiazdy to jakieś 150 stopni z punktu widzenia Ziemi. Nigdy nie zrozumiałem, jak Lem mógł zrobić taki błąd.
Nie da się w podróży o 23 lata świetlne wyrobić 127 lat dylatacji na Ziemi. Tłumacząc prostacko relatywistykę przyświetlnych podróży: lat na Ziemi upływa zawsze (nieco) więcej, niż podróż zajmie przy prędkości światła - bo inaczej pojazd przekraczałby prędkość światła w ziemskim układzie odniesienia. A zwiększając przeciążenia, tj. zbliżając się do prędkości światła, to astronauci lecą
krócej, ale nie, że na Ziemi od tego upływa więcej czasu (tego najwyraźniej Lem nie zrozumiał, mógł przecież wybrać jakąkolwiek gwiazdę o 55-60 lat od ziemi). Dla przypadku z PzG, dla 10 lat podróży w tekście, tam i z powrotem na 23 lata świetlne, na Ziemi upłynęłoby około 50 lat, a nie 127...
... ale takich statków jak "Prometeusz" nie ma i nie będzie. W PzG statek ma napęd SF-fotonowy ("Wyglądał jak biały, długi ołówek z grzybkiem na końcu — to był fotonowy reflektor"), załóżmy napęd SF-anihilacyjny. W tekście pada jego masa spoczynkowa: ponad 300 tysięcy ton. Jest to nadal o wiele za mało i to przy założeniu o 100% sprawności napędu - te 300kt paliwa zanihilowane 100% wystarczy w dyskutowanym locie dla masy użyteczniej statku rzędu 150 ton. Trochę mało. Dla takich pomysłów obowiązuje nie jak w tekście "9/10 masy to napęd" ale "9995/10000 masy to paliwo" (dla 1000t użytecznej masy w locie PzG potrzeba około 2Mt paliwa. Anihilacyjnego. Ze 100% sprawnością...).
Komentarz pro: te 300 tysięcy ton dla 12 ludzi to zapewne był w rozumieniu Lema kolos i overkill, i choć nadal za mało, to jest bardzo dobre, w porównaniu z typową ówczesną SF, także samego Lema (Niezwyciężony, Eden). Skądinąd ciekawe, że przeciążenia podróży z PzG akurat wyszły Lemowi w miarę sensowne, może to akurat policzył? Bo dla dyskutowanej wyprawy potrzeba średnio około 1.3g, czyli lecą z komfortowym 1g z jakąś wstawką 2g (może nawet więcej przez rok w "hibernacji", ale pada też niezbyt spójne "7 lat podwójnego ciążenia"), co dyskutuje Bregg z lekarzem.
"Niezwyciężony"
(znane) W pierwszym akapicie "Niezwyciężony" leci przez "skrajny kwadrant gwiazdozbioru". W sensie kosmonawigacji takie pojęcie nie ma sensu, umowne gwiazdozbiory ziemskiego nieba nie mają żadnego znaczenia, kiedy lata się w trójwymiarze MIĘDZY ich gwiazdami.
Sekwencja napędów na pierwszych stronach jest błędna - krążownik "szedł fotonowym ciągiem", napęd "popychał odrzutem statek", gwiazda powiększa się na ekranach. Kiedy dolatują w wyznaczony punkt, wyłącza się napęd, ZARAZ POTEM automaty budzą załogę i statek zaczyna "wstępny manewr hamowania" używając "dziobowych wyrzutni" i "statek tracił szybkość". To są wizje dziecinne, skrzyżowane ze słabym holyłudem.
"Chropawy pancerz" nie ma sensu dla pojazdów startujących/lądujących w atmosferach klasy ziemskiej.
Osiemdziesięciu trzech ludzi na 18tys ton krążownika z napędem fotonowym i zasięgami międzygwiezdnymi równa się "o wiele wiele za mały".
(znane) Paradowanie załogi, nawet od razu na PIERWSZYCH badaniach terenowych, w maskach nie zakrywających nawet oczu i bez w pełni hermetycznych kombinezonów, na planecie gdzie zaginął poprzedni pojazd, robi głupotę większą niż wszelkie zabawy astronautów w filmach serii "Alien" R. Scotta. I jest to w dziwnym sensie intencjonalne, bo w tekście ludzie pytają Rohana, czy idą na stereotyp w pełnych skafandrach, na co dostają odpowiedź "tylko tlenówki".
(znane) Dopisane i komentarz, bo waham się, czy wolno to nazwać błędem, czyli: atmosfera Regis III z 4% metanu i 16% tlenu. Ogólnie rzecz biorąc jest to rzecz niemożliwa, i ktokolwiek obeznany w podstawach chemii jest na taki pomysł "specjalnego metanu", który nie powoduje jednego wielkiego wybuchu atmosfery bo reaguje z tlenem dopiero w obecności katalizatorów itd. słusznie oburzony. Ale jest to ewidentnie świadomy pomysł Lema, rozwinięty w tekście, i istotne narzędzie fabularne, więc trudno nazwać to "błędem", raczej nietrafionym pomysłem SF. W sensie - Lem zrobił tu fantastykę "za blisko" prawdziwej chemii, zamiast użyć maskującego żargonu czy handwavium (mógł napisać wszystko to, co napisał, tylko zamiast "metanu" nazwać to "śladowymi ilościami niskoreaktywny związków azotowych" itp.). Coś jakby wytłumaczył 300% sprawności klasycznego reaktora "specjalnym rodzajem uranu", albo że ktoś biega maraton w godzinę, bo ma "specjalny rodzaj mięśni" - to nie są dobre pomysły SF. Skądinąd, może dałoby się jednak wytłumaczyć ten nieszczęsny metan pomysłami oczko niżej niż szkolna chemia np. izomerami nuklearnymi itp. drobiazgami kwantowymi/fizycznymi "pod" chemią, ale to niewiele polepsza pomysł - może jest to dość handwavium, żeby chemicy troszkę się uspokoili, ale wtedy każdy czytelnik ma prawo zapytać o podstawową konsekwencję i logikę dzieła: dlaczego tylko metan jest tak dziwny, a nie cała chemia Regis III. BTW można zadać to pytanie tak czy owak.
(znane) Wytrzymałość pól siłowych mierzona w unikalny sposób, czyli jeden z najwspanialszych dialogów SF zepsuty koszmarnym błędem na poziomie podstawówki: "[pole superkoptera] Nawet milion atmosfer na centymetr kwadratowy! - Co to znaczy "nawet"? Czy pan mi chce to sprzedać?". Atmosfera to kilogram na centymetr kwadratowy, więc drugi człon "na centymetr kwadratowy" jest błędem Lema.
Drobiazg: "o twardości diamentu" to nie powinna być najważniejsza zaleta pancerza czołgu - Cyklopa.
Dyskusje o orbitach bywają nieprzytomne (np. albo orbita jest stacjonarna, albo ma jakieś dowolnie wymyślone czy zalecone "uczciwie policzone" elementy, ale nie może być naraz taka i taka), ale to niewielki problem, powszechny w SF.
Komentarz pro: niektórzy podnoszą, że "bilierg" (biliard ergów) jako miara energii miotaczy używanych przez pojazdy "Niezwyciężonego" jest maluśka ("tylko" 100MJ), np. blog "Błędy Lema" to podnosił. Moim zdaniem bezzasadnie, nie jest to kosmicznie dużo, ale jednak to np. ekwiwalent wybuchu 48kg TNT. A jeśli przyjąć, że "na sekundę", czyli 100MW albo 48kg TNT na sekundę, to jako POMOCNICZE uzbrojenie (bo głównym pozostaje antymateria) miotacz czy laser tej klasy jest moim zdaniem zupełnie OK, i zgodny z intencją i tekstem.
Komentarz pro oraz obok: o ile pamiętam krytykę błędów "Niezwyciężonego" Lema przez Marka Oramusa jakieś 20 lat temu w "Bogowie Lema" - bardzo malowniczo wywrócił się na niezrozumieniu, czemu jednak Rohan i koledzy noszą maski (bo 4% zagadkowego metanu jednak podtruwa i ogłupia ludzi, choć nie zabija...) oraz "naukowo" i logicznie zniknął możliwości lądowania rakiet jak w "Niezwyciężonym czy "Edenie", czyli tak jak lądują Falcony i Starshipy firmy SpaceX...
(ciąg dalszy nastąpił)