Spisuję malutkie świeże wspomnienie z wycieczki okołoświątecznej po Herefordshire i okolicy, nie tylko wizyty
u córki, ale też ogólnie "na angielskim zarzeczu".
Bazą były okolice wioski
Pembridge, bardzo malowniczej i poleca się, jeśli ktoś chce zobaczyć
naprawdę stare budownictwo, nadal zamieszkane i używane (kawałki z XIV i XVw, mnóstwo z XVIw). Ale to wszystko zwiedzaliśmy poprzednimi razami, na nóżkach, w lepszej, letniej pogodzie. Bo skądinąd zimowe wycieczki po zlewanym deszczami UK i tradycyjnie podtapianym Herefordshire, nie są szczytem turystycznego sensu.
Miasteczko Hereford jest dosyć typowe i "nijakie-takie". Ale jest tam parę ciekawostek, na przykład firma tuningowo-samochodowa Richarda Hammonda (tego z Top Gear) właśnie tam się mieści, oraz mają tam jedną z najlepszych hamborgirowni w UK, a nawet na świecie,
The Beefy Boys - żarcie rzeczywiście pyszne i w ogóle miejsce do rzeczy, ale sława powoduje, że należy bukować wizytę ze znacznym wyprzedzeniem (zasługa córki, że zabukowała!).
Na rozgrzewkę, i zanim rzeki i rzeczki wylały na dobre, skoczyliśmy zaraz za róg, na granicę Walii, do Hay-on-Wye. Malutkie starożytne miasteczko, w ślicznej okolicy, z małym sympatycznym zameczkiem, zostało" wkręcone" na maxa hej w latach '80, przez Richarda Booth'a, bibliofila, księgarza, samozwańczego króla Hay, w kierunku, którego nikt nie przewidywał - z sennego minimiasteczka na zadupiu, stało się mekką książki używanej, literatury, festiwali, i w ogóle! Fenomenalne miejsce, festiwal książki na przełomie maja i czerwca musi być mega, jeśli nawet w środku grudniowych deszczów było tak fajnie - coś koło 20 zakręconych antykwariatów książkowych, kilka antykwariatów sztuki i 1001 drobiazgów, kilka wypasionych sklepów papierniczych, zakręcona mini-gorzelnia, odleciany zameczek, wszystko w zasięgu spacerku, w zabytkowym otoczeniu. POLECA SIĘ.
Większą wycieczkę zrobiliśmy na południe, do Bristolu. Z trzech motywów, udało się nam "zrobić" dwa, bo dni za krótkie, drogi za wolne - odpuściliśmy sobie Bath (zabytki rzymskie oraz Solsbury Hill, tak, TO wzgórze z singla Petera Gabriela), zrobiliśmy tylko Wells, czyli kolejne miłe miasteczko UK, oraz Bristol, czyli miasto pod wezwaniem św. Isambarda Kingdoma Brunela.
Wells jest przeciętne, ma sporo zabytków (spory ufortyfikowany pałac biskupi był akurat zamknięty na głucho), ładne miejsca, ciekawe zakamarki. Ma też jedną cechę, której nie ma żadne inne miasteczko w UK - otóż zagrało w kultowym filmie
"Hot Fuzz" ("Ostre psy") Simona Pegga i Nicka Frosta, środkowej części tzw. "trylogii cornetto"; łatwo odnaleźć znane z filmu kościół, hotel, rynek czy teatr, itd. itp. Ale może powiem tak: miasteczko spoko, wolę film...
W Bristolu, sporym mieście (skądinąd kojarzyło nam się z Belfastem), jest do zwiedzania i "zabawy" sporo, ale ograniczaliśmy się, a ja będę jeszcze bardziej ścinał wspominki, do dwu kluczowych miejsc, związanych z jednym z najgenialniejszych inżynierów wszechczasów,
Isambardem Brunelem (1806-1859). A zresztą, po prostu najgenialniejszym i najbardziej pracowitym inżynierem w historii, kropka. Nie będę tu wypisywał notki i peanów na jego cześć (hańba mi, że dawno tego nie napisałem), ale kto minimalnie zna historię rewolucji przemysłowej, czy rozwoju floty parowej, ten wie, kto był zacz; a jeśli ktoś nie zna, niech doczyta, poleca się.
W Bristolu są pod ręką dwa piękne zabytki techniki po Brunelu: most wiszący Clifton, nad rzeką Avon, ponad 200m, ponad 70 nad dnem rzeki, wtedy największy most wiszący na świecie (z przyczyn polityczno-ekonomicznych ukończony po śmierci Brunela, projekt mocno zmodyfikowano)...
... oraz jedyny zachowany z "wielkiej trójki" statków Brunela,
SS Great Britain, tak w zasadzie pierwszy nowożytny statek: metalowy, z kolosalnym silnikiem parowym, napędzany śrubą. Wtedy największy i najlepszy statek świata (w zasadzie, okręty mu się też powinny kłaniać), tylko, że Brunel zaraz zaprojektował i zrobił znacznie większy
SS Great Eastern (oryginalnie miał nazywać się
Leviathan)...
SS Great Britain w Bristolu jest po ciężkich przebudowach i odbudowach, ale wyszło to nieźle, poleca się fanom marynistyki, cudeńko porównywalne przełomem i "wagą" z
HMS Warrior w Portsmouth, tylko, że lepsze, bo wcześniejsze i po Brunelu.
Na deser, zaczepiliśmy po drodze na prom powrotny o miasteczko Ludlow, warto było. Spory zamek Ludlow okazał się genialną ruiną normańską (a więc - romańską), gotycką oraz renesansu Tudorów NA RAZ. Piękna rzecz, jakieś 8 na 10 na moim zamkometrze. Oraz mieścina pełna fantastycznych zaułków, budynków, klimatów; czuje się na każdym winklu bogatą i dawną historię "podzamcza" rezydencji wysokiej arystokracji i rodziny królewskiej, ale przy tym - całkiem żywą.
Parę podsumowań:
Pomijając, że zawsze miło spotkać się z córką, w dowolnej pogodzie, to jak na wycieczkę w środku deszczowo-powodziowej zimy UK, wypad uważa się za całkiem udany.
Isambard Kingdom Brunel bez wątpienia wyprzedził epokę, kwestia w jakim obszarze jego zainteresowań, i o ile, na moje oko, 20 do 50 lat.
Dodatkowym motywem marynistycznym - promy Stena Line. Na liniach Belfastu i Dublina pływają nowoczesne jednostki, zaprojektowane przez Stena "pod siebie", i są to bardzo fajne, duże i szybkie czółna. Np.
Estrid, w Sylwestra, w resztkach wichury i sztormu, na sporej fali, lajtem dogoniła i wyprzedziła któryś normalny ro-pax Irish Ferries (łatwe, jak ma się z 5 węzłów przewagi...). Zdaje się, chcieli zdążyć na szampana o północy przed konkurencją, aż prosiło się o komunikat kapitana w stylu tego żartu lotniczego "Może zauważyliście państwo po naszej lewej samolot/prom konkurencji, który właśnie rzucił nam wyzwanie do wyścigu. W związku z tym, proszę zapiąć pasy, gdyż shit hit de fan i nie damy się!". Tak było, a fajerwerki nad Dublinem oglądaliśmy z wiaduktów obwodnicy.
Dla trzech miasteczek UK (Hay, Wells, Ludlow), nasz ranking idzie jakoś tak: najfajniejsze było zakręcone Hay, najnudniejsze było filmowe-posh Wells, a Ludlow gdzieś w zdrowym pośrodku.
Z małej powycieczkowej hałdy dziwnych pamiątek i alkoholi, najfajniejszą też mam z Hay-on-Wye:
notatnik na licencji studia Ghibli, z Kaonashi/No-Face, z "W krainie bogów". Omnomnom.