NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2024-01-04, czwartek
Tagi:  triptrop, okolice, varia     
___________________________________

Spisuję malutkie świeże wspomnienie z wycieczki okołoświątecznej po Herefordshire i okolicy, nie tylko wizyty u córki, ale też ogólnie "na angielskim zarzeczu".

Bazą były okolice wioski Pembridge, bardzo malowniczej i poleca się, jeśli ktoś chce zobaczyć naprawdę stare budownictwo, nadal zamieszkane i używane (kawałki z XIV i XVw, mnóstwo z XVIw). Ale to wszystko zwiedzaliśmy poprzednimi razami, na nóżkach, w lepszej, letniej pogodzie. Bo skądinąd zimowe wycieczki po zlewanym deszczami UK i tradycyjnie podtapianym Herefordshire, nie są szczytem turystycznego sensu.

Pembridge Pembridge Pembridge

Miasteczko Hereford jest dosyć typowe i "nijakie-takie". Ale jest tam parę ciekawostek, na przykład firma tuningowo-samochodowa Richarda Hammonda (tego z Top Gear) właśnie tam się mieści, oraz mają tam jedną z najlepszych hamborgirowni w UK, a nawet na świecie, The Beefy Boys - żarcie rzeczywiście pyszne i w ogóle miejsce do rzeczy, ale sława powoduje, że należy bukować wizytę ze znacznym wyprzedzeniem (zasługa córki, że zabukowała!).

Na rozgrzewkę, i zanim rzeki i rzeczki wylały na dobre, skoczyliśmy zaraz za róg, na granicę Walii, do Hay-on-Wye. Malutkie starożytne miasteczko, w ślicznej okolicy, z małym sympatycznym zameczkiem, zostało" wkręcone" na maxa hej w latach '80, przez Richarda Booth'a, bibliofila, księgarza, samozwańczego króla Hay, w kierunku, którego nikt nie przewidywał - z sennego minimiasteczka na zadupiu, stało się mekką książki używanej, literatury, festiwali, i w ogóle! Fenomenalne miejsce, festiwal książki na przełomie maja i czerwca musi być mega, jeśli nawet w środku grudniowych deszczów było tak fajnie - coś koło 20 zakręconych antykwariatów książkowych, kilka antykwariatów sztuki i 1001 drobiazgów, kilka wypasionych sklepów papierniczych, zakręcona mini-gorzelnia, odleciany zameczek, wszystko w zasięgu spacerku, w zabytkowym otoczeniu. POLECA SIĘ.

Hay-on-Wye Hay-on-Wye Hay-on-Wye Hay-on-Wye

Większą wycieczkę zrobiliśmy na południe, do Bristolu. Z trzech motywów, udało się nam "zrobić" dwa, bo dni za krótkie, drogi za wolne - odpuściliśmy sobie Bath (zabytki rzymskie oraz Solsbury Hill, tak, TO wzgórze z singla Petera Gabriela), zrobiliśmy tylko Wells, czyli kolejne miłe miasteczko UK, oraz Bristol, czyli miasto pod wezwaniem św. Isambarda Kingdoma Brunela.

Wells jest przeciętne, ma sporo zabytków (spory ufortyfikowany pałac biskupi był akurat zamknięty na głucho), ładne miejsca, ciekawe zakamarki. Ma też jedną cechę, której nie ma żadne inne miasteczko w UK - otóż zagrało w kultowym filmie "Hot Fuzz" ("Ostre psy") Simona Pegga i Nicka Frosta, środkowej części tzw. "trylogii cornetto"; łatwo odnaleźć znane z filmu kościół, hotel, rynek czy teatr, itd. itp. Ale może powiem tak: miasteczko spoko, wolę film...

Wells Wells Wells Wells

W Bristolu, sporym mieście (skądinąd kojarzyło nam się z Belfastem), jest do zwiedzania i "zabawy" sporo, ale ograniczaliśmy się, a ja będę jeszcze bardziej ścinał wspominki, do dwu kluczowych miejsc, związanych z jednym z najgenialniejszych inżynierów wszechczasów, Isambardem Brunelem (1806-1859). A zresztą, po prostu najgenialniejszym i najbardziej pracowitym inżynierem w historii, kropka. Nie będę tu wypisywał notki i peanów na jego cześć (hańba mi, że dawno tego nie napisałem), ale kto minimalnie zna historię rewolucji przemysłowej, czy rozwoju floty parowej, ten wie, kto był zacz; a jeśli ktoś nie zna, niech doczyta, poleca się.

W Bristolu są pod ręką dwa piękne zabytki techniki po Brunelu: most wiszący Clifton, nad rzeką Avon, ponad 200m, ponad 70 nad dnem rzeki, wtedy największy most wiszący na świecie (z przyczyn polityczno-ekonomicznych ukończony po śmierci Brunela, projekt mocno zmodyfikowano)...

Clifton Bridge Clifton Bridge Clifton Bridge

... oraz jedyny zachowany z "wielkiej trójki" statków Brunela, SS Great Britain, tak w zasadzie pierwszy nowożytny statek: metalowy, z kolosalnym silnikiem parowym, napędzany śrubą. Wtedy największy i najlepszy statek świata (w zasadzie, okręty mu się też powinny kłaniać), tylko, że Brunel zaraz zaprojektował i zrobił znacznie większy SS Great Eastern (oryginalnie miał nazywać się Leviathan)... SS Great Britain w Bristolu jest po ciężkich przebudowach i odbudowach, ale wyszło to nieźle, poleca się fanom marynistyki, cudeńko porównywalne przełomem i "wagą" z HMS Warrior w Portsmouth, tylko, że lepsze, bo wcześniejsze i po Brunelu.

Isambard Kingdom Brunel Isambard Kingdom Brunel Isambard Kingdom Brunel Isambard Kingdom Brunel Isambard Kingdom Brunel

Na deser, zaczepiliśmy po drodze na prom powrotny o miasteczko Ludlow, warto było. Spory zamek Ludlow okazał się genialną ruiną normańską (a więc - romańską), gotycką oraz renesansu Tudorów NA RAZ. Piękna rzecz, jakieś 8 na 10 na moim zamkometrze. Oraz mieścina pełna fantastycznych zaułków, budynków, klimatów; czuje się na każdym winklu bogatą i dawną historię "podzamcza" rezydencji wysokiej arystokracji i rodziny królewskiej, ale przy tym - całkiem żywą.

Ludlow Ludlow Ludlow Ludlow Ludlow

Parę podsumowań:

Pomijając, że zawsze miło spotkać się z córką, w dowolnej pogodzie, to jak na wycieczkę w środku deszczowo-powodziowej zimy UK, wypad uważa się za całkiem udany.

Isambard Kingdom Brunel bez wątpienia wyprzedził epokę, kwestia w jakim obszarze jego zainteresowań, i o ile, na moje oko, 20 do 50 lat.

Dodatkowym motywem marynistycznym - promy Stena Line. Na liniach Belfastu i Dublina pływają nowoczesne jednostki, zaprojektowane przez Stena "pod siebie", i są to bardzo fajne, duże i szybkie czółna. Np. Estrid, w Sylwestra, w resztkach wichury i sztormu, na sporej fali, lajtem dogoniła i wyprzedziła któryś normalny ro-pax Irish Ferries (łatwe, jak ma się z 5 węzłów przewagi...). Zdaje się, chcieli zdążyć na szampana o północy przed konkurencją, aż prosiło się o komunikat kapitana w stylu tego żartu lotniczego "Może zauważyliście państwo po naszej lewej samolot/prom konkurencji, który właśnie rzucił nam wyzwanie do wyścigu. W związku z tym, proszę zapiąć pasy, gdyż shit hit de fan i nie damy się!". Tak było, a fajerwerki nad Dublinem oglądaliśmy z wiaduktów obwodnicy.

Dla trzech miasteczek UK (Hay, Wells, Ludlow), nasz ranking idzie jakoś tak: najfajniejsze było zakręcone Hay, najnudniejsze było filmowe-posh Wells, a Ludlow gdzieś w zdrowym pośrodku.

Z małej powycieczkowej hałdy dziwnych pamiątek i alkoholi, najfajniejszą też mam z Hay-on-Wye: notatnik na licencji studia Ghibli, z Kaonashi/No-Face, z "W krainie bogów". Omnomnom.





igor
Fri, 5 Jan 2024 12:15:29
W Bristolu dzieje się też serial "The Outlaws" (polecam) i most się pary razy pojawia.

Codiac
Fri, 5 Jan 2024 19:34:59
Jakbym miał wybierać między miasteczkiem z Hot Fuzz a Solsbury Hill to bym chyba wolał wzgórze. Ale po pierwsze nie ja zwiedziałem, a po drugie pewnie w taką pogodę i tak by było ciężko o orła :)

Hay-on-Wye brzmi super i jeśli będę miał kiedyś okazję to chętnie odwiedzę, bo zachęciłeś. O Brunelu też chętnie poczytam, tylko muszę znaleźć coś sensownego i dorwać w łapki.

Boni avatar Boni
Sat, 6 Jan 2024 08:49:49
@igor, The Outlaws

Wygląda smacznie, może znajdę czas i wolę.

@Codiac

Pogoda, małe=wolne drogi (i ograniczenia prędkości ;) na zarzeczach Somerset, krótkie dni - były wbrew i nie chciały narobić nam na rękę; oraz trochę wzgórz i zabytków porzymskich UK już widzieliśmy, co nie. Stąd Bath wypadło z planu, ale nic to, "będzie okazja, żeby tam wrócić".

O Brunelu można zacząć z angielskiej wiki i posurfować, przez projekty i biografię. Albo od niezłego dokumentu BBC, z serii Great Britons (gospodarz - Jeremy Clarkson, też jest wielkim fanem Brunela). Pojedynczej dobrej książki jakoś nigdy nie trafiłem.

Codiac
Sun, 7 Jan 2024 11:57:37
Wiadomo, Bath nie ucieknie! Pewnie będziecie jeszcze jeździć do córki czasami.
Co do Brunela - dzięki! Jakoś mam ostatnio fazę na takie rzeczy. Po latach czytania fantastyki (nie żebym przestał uwielbiać) naszło mnie na takie bardziej realne - chociaż też fantastyczne - rzeczy. Po niedawnej lekturze "Jak nie zginąć w kosmosie" rozważam w ogóle subskrypcję Nature albo Science (albo jednego i drugiego), tylko jeszcze czekam aż mi przejdzie :)
A to co ludzie potrafią osiągnąć dzięki inżynierii to jedna z tych rzeczy za mało docenianych, bo przecież korzystamy z jej osiągnięć wszyscy regularnie. Z tydzień temu trafiłem na fajną dyskusję o pierwszym spawanym moście i jego twórcy - Polaku - który nie tylko go zbudował ale de facto stworzył wytyczne całej dziedziny. Czemu u nas się w szkołach uczy o ludziach którzy wywoływali skazane na porażkę powstania i prowadzili ludzi na śmierć, a nie o takich osiągnięciach?


charliebravo
Mon, 8 Jan 2024 10:27:33
@"Czemu u nas się w szkołach uczy o ludziach którzy wywoływali skazane na porażkę powstania i prowadzili ludzi na śmierć"
Ja się waham pomiędzy "mieszkanka katolicyzmu, nacjonalizmu i przegrywizmu", "tak miewają niegdyś potężne państwa po upadku, vide Serbia" a "bo tak naprawdę w porównaniu z dużymi graczami nie mamy czym się chwalić".

1. Na przykładzie omawianego w notce SS Great Britain. W gdańskim muzeum morskim jest jako eksponat SS "Sołdek". Pierwszy statek zbudowany w Polsce po IIWŚ, zwodowany w 1948. Jeden i drugi jest parowcem napędzanym śrubą, o metalowym kadłubie, podobnych rozmiarów. Różnice wynikają z odmiennego przeznaczenia i jednak pewnego ewolucyjnego postępu, ale Brunel zwodował swojego ponad sto lat wcześniej.

2. Z tego co pamiętam, pierwsze propozycje wkopania linii kolejowej w Londynie były w okolicy naszego Powstania Listopadowego. Wtedy nic z tego nie wyszło, ale pierwszą linię podziemną uruchomiono kilka dni przed wybuchem Powstania Styczniowego.

Ja wiem że jest sporo przypadków typu "w Polsce powstał pierwszy prototyp czegoś", albo "to koleś z Polski pierwszy zasugerował wsadzenie Merlina do Mustanga", albo "ojciec tego bardzo znanego człowieka w sumie to urodził się na terenach dzisiejsze Polski", ale jednak w technice na ogół jest tak że między "niczym" a "z sukcesem rozwiniętym przemysłem" masz takiego prekursora nie jednego, jak samotny biały żagiel, tylko wielu ludzi którzy próbowali, nawet coś im tam wyszło, a potem wypadek, brak kapitału, wojna, choroba, śmierć i nic z tego nie wyszło. Więc to że pojedyncze jednostki były wybitne i próbowały...podejrzewam że w takiej Anglii porównywalnych osób było nie trzy, tylko sto razy tyle.

@SS Great Britain, szczegóły techniczne
Widzę na zdjęciu Gospodarza ten słynny "cichy łańcuch". Trochę doczytywałem o przeniesieniu napędu i Wiki pisze coś takiego "The gearing for Archimedes, of the spur-and-pinion type, had proven almost unbearably noisy" - i że dlatego Brunel zrobił łańcuch a potem był refit i "The cumbersome chain-drive gearing was replaced with a simpler and by now proven cog-wheel arrangement". Czy ktoś wie może jaka jest różnica między "spur-and-pinion" i "cog-wheel arrangement", bo przy mojej nienajlepszej znajomości mechanicznego angielskiego wychodzi mi że to mogło być mniej więcej to samo?

Jedyne co kojarzę przy "hałasowaniu" kół zębatych to że te "proste" są hałaśliwe, a "helical gears" są między innymi cichsze i dlatego wsteczny w samochodach "gada" głośno. No ale chyba sobie nie zrobili "helical gears" w 1850tych?

Boni avatar Boni
Mon, 8 Jan 2024 11:54:55
@Codiac

Bath nie ucieknie, ale córka może się przeprowadzić ;D U nas to rodzinne, jak to mówią, "gena nie wydłubiesz", także w temacie elastyczności pracowo-mieszkaniowo-przeprowadzkowej.

@kompleksy a inżynieria

Co do polskich itp. kompleksów, zgadzam się z tym, co Charliebravo wypisał, oraz #miałemotymnotkę ;D

Co do historii inżynierii, również mam podobne zdanie, to że jakiś Polak, Portugalczyk czy Holender wymyślił/skonstruował cośtam cośtam, to nie zawsze ma jakieś znaczenie dla tzw. postępu czy cywilizacji, or compatible. A nawet, bardzo często, nie ma żadnego.

@przekładnia SS Great Britain

Z tego co pamiętam i z jakichś rysunków, ori przekładnia była jakby na zestawie iluś tam łańcuchów w typie kotwiczno-rowerowym i WIELU kołach na ośce, kształtu jak od obecnych przekładni rowerowych (tzn. wąskie, z relatywnie wysokimi zębami), to jest spur-and-pinion; a późniejsza (i obecna, aczkolwiek mam wrażenie, że to podróbka 50/50 i niekoniecznie jest bazą dyskusji - cały silnik był wyrwany ze statku i "odbudowany"), to jest nieco jak koła młyńskie, widać na zdjęciu/w necie, i łańcuch "zespolony", jak nowoczesne cięższe łańcuchy przemysłowe, czy wielokrotne łańcuszki rozrządu co mocniejszych spalinowych, i idący po szerokim boku walcowego koła (cog wheel), a nie po wąskich kołach o wysokich zębach (spur wheel).

Codiac
Mon, 8 Jan 2024 12:02:11
Z mojej strony to było pytanie retoryczne :)
Tak, wiem że mamy stosunkowo niewiele do chwalenia się. Ale coś tam mamy. Tylko nasza edukacja lubi rzeczy robić na odwrót, jak już się czegoś uczepi to trzyma się twardo.
Mamy Curie-Skłodowską, której osiągnięcia są niezaprzeczalne i doceniane międzynarodowo. Oczywiście w Polsce też każdy o niej słyszał, ale ile jej jej w szkole? Niewiele. Jasne, to nie są łatwe tematy, ale nawet ja na biol-chemie nie miałem o niej niczego dodatkowego i nikt nam nie pokazywał dlaczego jej odkrycia były takie ważne. Nie w szkole.
Stefan Bryła, o którym pisałem, też był doceniany międzynarodowo. Miał mnóstwo publikacji, tworzył podwaliny pod pewne typy konstrukcji włącznie z budowaniem pierwszych takich na świecie - nie prototypów tylko w pełni funkcjonujących. Współpracował przy budowie budynków w USA - wtedy najwyższych na świecie. Wiedzą o nim pasjonaci, w szkole jego nazwisko nie pada.
O Kościuszce można długo, ale w szkole głównie jest o jego nieudanym powstaniu, też zresztą bardzo szybko i pobieżnie.
O Beniowskim pewnie bym nie wiedział gdybym o nim nie przeczytał w jednym z Tomków. Bo w szkole się w ogóle nie wspomina.
Przy okazji marynat mieliśmy już tutaj dyskusje o tym, jak to u nas się pompuje baloniki i tworzy legendy Gromu, Błyskawicy czy Orła a nie wspomina o ciężkiej pracy i ofierze wielu innych polskich marynarzy.
Albo taka bitwa pod Wiedniem. W szkole jest oczywiście wspominana, ale tylko jako jedna z wielu, nie ma za bardzo informacji ani czemu była ważna ani jakie były konsekwencje. Ot, bitwa jak bitwa. Wygraliśmy ją, nie ma o czym mówić. Za to na przegrane powstania poświęca się więcej czasu. Bo porażki to nasza specjalność i martyrologia musi być!

Mamy to wszystko postawione na głowie. Tam gdzie faktycznie moglibyśmy się czymś pochwalić i stawiać kogoś za przykład ciężkiej pracy, etosu, uczciwych osiągnięć, wolimy to pominąć. Łatwiej robić z siebie ofiary losu i sąsiadów.

charliebravo
Mon, 8 Jan 2024 19:25:38
@Boni
Dzięki, nie znałem tej różnicy w znaczeniu spur/cog.

@Treść notki
Znajomy kiedyś sugerował, że nazwa Isengard pochodzi od imienia Brunela i postać Sarumana, i cały ten "postęp techniki" z Tolkiena jest inspirowany rewolucją przemysłową.

@Polskie problemy
Dla nas Skłodowska Curie jest polską uczoną, dla reszty swiata francuską. I, po prawdzie, ja znam biografię i wiem że włożyła dużo pracy, często fizycznej, ale czy w Polsce miałaby nawet takie możliwości? Tak samo jak wiem ze Tadek Marek konstruował fajne silniki dla Aston-Martina, a Stefan Bryła współpracował w Stanach, i takich ludzi było dużo. Ale ciągle Aston brytyjski a budynki amerykańskie.

W sumie nie wiem czemu Łukasiewicz nie jest bardziej znany, ale pewnie to znowu nie byłaby "Polska" tylko Austro-Węgry.

Uczenie w szkole historii techniki. A kto miałby to robić? No bo tak jak zauważasz, nie każdy historyk wytłumaczy za co S-C dostała te Noble. I nie wiem jak w Twojej szkole, ale mojej zarówno "historia" jak i "język polski" zużyły tyle czasu grzebiąc się w romantyzmach i powstaniach, że ledwo dotarły do XX wieku. W sumie jest ten pozytywizm - w literaturze, a konkretnych przykładów ludzi pchających świat do przodu brak, są tylko wydumane "szklane domy"...

Codiac
Tue, 9 Jan 2024 11:06:36
@charliebravo
Ale przecież nie musimy być najlepsi na świecie. Bryła zbudował też mnóstwo budynków i innych obiektów w Polsce. Właśnie sprawdziłem gdzie ma ulicę - w Warszawie to jakaś nieduża, boczna od Domaniewskiej, czyli tak trochę zadupie.
Ja bym chciał, żebyśmy nie skakali pomiędzy tymi dwoma ekstremami, czyli "Polska największa, najsilniejsza" i "... tylko sąsiedzi nam zawsze zazdrościli i się zmawiali, a inni nas zdradzali". Żeby pokazywać, że człowiek z Polski też może osiągać jakieś sukcesy normalną, uczciwą pracą. Żeby przestać promować tych którzy przegrywali i wykrwawiali kraj a więcej mówić o tych, którzy robili swoje. A w szkole jest o tym niezmiernie mało.
Z innych przykładów to chociażby Banach i polscy matematycy. I znowu, nie chodzi o to żeby od razu "to my złamaliśmy Enigmę, bez nas alianci by przegrali!" bo wiadomo że nie i nie odbierajmy może dokonań chociażby Turingowi. Ale że mieliśmy swój wkład i ludzi na światowym poziomie to może jednak warto? Szkoła to pomija całkowicie. Albo taki Lem.
Jest jak mówisz, brandzlowanie się porażkami, martyrologią i ludźmi którzy "wielkimi pisarzami byli". W liceum nie pamiętam roku żebyśmy nie przerabiali czegoś Mickiewicza/Słowackiego. Ciągle się do nich wracało. Szekspira ledwo co, we fragmentach, bo na co Polakom światowa literatura, co nie? A tych dwóch i ich rywalizacja dostają grube godziny. Lem? Kto by go tam szanował? Co on w ogóle napisał? Z kim rywalizował, jakimś Dickiem? To przecież nie Polak!
Więc chyba sedno tego jest takie, że ja bym chciał więcej pozytywizmu. Ale nie jako epoki literackiej, tylko faktycznego. Takiego gdzie ludziom którzy coś robili oddajemy co ich i pokazujemy młodym ludziom, że tak też można.

Boni avatar Boni
Tue, 9 Jan 2024 13:08:16
@Codiac

Ale teraz, zdaje się, postulujesz względnie błyskawiczną wymianę 300 lat etosu katolicko-mesjanistycznego, na protestancko-pracowity, i to na bardzo wielu "poziomach socjologicznych", może na wszystkich (od pojedynczego obywatela, po instytucje mediów, edu, (samo)rządu), w średniej wielkości narodzie; ew. dziwisz się, że nie zmienia się łatwo, przez paru pozytywistów itd. "Życzę powodzenia, nie wróżę sukcesu".

Codiac
Tue, 9 Jan 2024 16:48:49
Tam zaraz względnie błyskawiczną. Wystarczyłyby mi małe kroczki!
Oraz to że ja bym chciał żeby taka była polska szkoła nie oznacza że postuluję jakieś zmiany czy się ich spodziewam. No chciałbym, uważam że mielibyśmy lepsze społeczeństwo gdybyśmy tak nie płakali nad tą krainą i jak ją wiecznie wszyscy zdradzają, ale i nie mam złudzeń że to się zmieni.

Przy czym nie wiem czy nazwałbym to protestancko-pracowitym etosem. Pracowitym pewnie tak, z protestanckim miałbym ten problem że on też ma swoje niefajne strony.

Borys
Thu, 11 Jan 2024 15:59:32
Mogę poprosić Cię o radę turystyczną? W najbliższe wakacje rozważamy dwu-trzytygodniową wyprawę do UK. Chcemy zacząć w Londynie i skończyć w Edynburgu. Ale mam na razie nikłe pojęcie, jakie miasta, miasteczka i okolice warto odwiedzić w międzyczasie. Czy masz jakieś swoje polecanki? Zaznaczam, że będziemy podróżować z trzylatkiem i będziemy przemieszczać się pociągami lub autokarami, więc scenariusze "trzy-cztery dni w jednym większym miejscu" jest lepszy od "trzech małych miejsc w jeden dzień".

Boni avatar Boni
Thu, 11 Jan 2024 17:52:49
@Borys

Coś wymyślę (chociaż słabo znam się na podróżach po UK nie-samochodem), ale może doprecyzujmy: trzylatek oraz dorośli mają jakieś konkretniejsze zainteresowania, które należy skanalizować w UK? znaczy, raczej lasy, wody, technika, góry, czołgi, zabytki, okręty, itd.?

Borys
Fri, 12 Jan 2024 08:56:55
Wszystko, co wymieniłeś, jest dla nas ciekawe, chociaż lasy i woda wymagałyby możliwości pójścia na dłuższy spacer z wózkiem (czyli powinny posiadać szersze dróżki). Celujemy poza tym w średniej wielkości miasta, które posiadają na tyle interesujące śródmieście / starówkę, że można sobie po niej pochodzić, ale w których są też jakieś fajne muzea albo inne atrakcje (albo w mieście, albo w najbliższej okolicy). Myślałem na przykład o Cardiff. Lubisz, nie lubisz, polecasz?

Boni avatar Boni
Fri, 12 Jan 2024 10:07:17
@Borys

Akurat w Cardiff nie byliśmy, i chyba nie polecałbym w ramach "2-3tyg Lądek-Edibruh"

Moja wizja takiej wycieszki jw. idzie jakoś tak (w nawiasach opcje/kontekstowe):

- (szczególnie jeśli lądowanie na Luton albo Stansted - rzutem na taśmę dotrzeć pod Cambridge, giga-cel muzeum IWM Duxford, samo Cambridge opcjonalnie)
- Lądek zdrój centralny, X dni
- Portsmouth, ze 2-3 dni (poza Warriorem, Victory itd. nie przeoczyć HMS Allianace i HMS Holland w Gosport po drugiej stronie zatoki, niby do samych łodzi podwodnych nie da się z wózkiem, ALE)
- Oxford, ze 2 dni
- York, ze 2 dni (+ opcja Leeds - niewiele tam jest, ale Royal Armouries JEST)
- Edynburg Y dni (w okolicy: Cramond, Queensferry; ew. wypad aż do St.Andrews, ew. aż do Stirling)
- (powrót z Glasgow a nie z Edi, wtedy Cramond-Quensferry-Stirling robi się "po drodze" oraz coś tam można zobaczyć w Glasgow, ale bardzo opcjonalnie, po 2tyg. i "na końcu" przesyt i zmęczenie IMHO zabiją cokolwiek, co Glasgow ma do zaoferowania)

Nie byłem w York, ale IMHO warto, reszta BTDT. Edynburg, Stirling, Glasgow są nieco "górzyste", ale jakoś z wózkami ludzie po nich chodzą.

Generalnie, bez opcji samochodowej, sporo rzeczy IMHO jest poza rozsądnym zasięgiem, np. pętelka Lon-Portsmouth-Oxford prosi się o włączenie Salisbury, Bovington Tank Museum, Stonehenge. Podobnie okolice Glasgow czy Edynburga, autkiem 3x tyle opcji, o szybkim wypadzie przez szkockie Trossachs czy Highlands nie mówiąc. BTW mam wrażenie, że pożyczakiem taka wycieczka wychodzi taniej niż pociągami. No ale jeśli nie ma tej opcji, to nie ma.

Autobusy dalekobieżne UK są znacznie tańsze niż pociągi i niby całkiem cywilizowane, ale raz spróbowałem nocnego GLA-LON, i wrogom nie życzę. Ale może rozpieszczony jestem.

Borys
Fri, 12 Jan 2024 11:52:51
Fenk ju są macz.

W Edynburgu chcemy skończyć, żeby załapać się na Fringe Festival na początku sierpnia. W Glasgow spędziłem lato 2008 r. na wymianie studenckiej; podobało mi się (jest tam niesamowity stary cmentarz), no ale UK ma więcej ciekawych miejsc do zainteresowania, więc wracać tam chyba nie będę.

„Górzystość” miejska nas nie zraża, bo mieszkamy w Oslo. :)

Boni avatar Boni
Fri, 12 Jan 2024 12:27:45
@Borys

No problemo.

Fringe jest genialny, ale kolosalny, zatłoczony i ofertę dla 3 latków zdaje się ma ograniczoną. Nie mówię nie, nie mówię tak, ale dla mnie to jest pomysł nieco podobny jak rodzinne zabieranie małych dzieci na Woodstock, czy Glastonbury. IMHO niby można i każdy średnio inteligentny rodzic jest w stanie uzasadnić, że to samo piękno y dobro, także dla dzieciaczków; ale tak naprawdę, po co siebie i dzieci męczyć akurat w takich okolicznościach tornada ludzi, z programem zdecydowanie skierowanym od nastolatków w górę (plus na Fringe - przeważnie w wyszukanym języku obcym, no chyba, że dzieci rozumieją EN jak native). Mam wrażenie, że z małymi dziećmi, po tygodniu wycieczki, to wolałbym Edi POZA Fringe, a na Fringe skoczyć kiedyś jako "TYLKO Fringe, 3 dni szaleństwa", w "dorosłym" składzie, upychając małe dzieci w jakiejś lodówce, czy przechowalni. Albo poczekać, aż nieco podrosną ;)

Jeśli Glasgow skreślamy, to sugerowałbym opracować Edynburg tak, żeby poza znanym centrum itp. może zrobić oba wypady, Qeensferry-Stirling i St.Andrews. Cramond też jest super (grobla+wyspa, kawałki porzymskie, miejscówka po-mezolityczna, spacerek wzdłuż rzeki) ale chyba bez samochodu trudniej osiągalne. Z innych kawałków poza ścisłym znanym Edi, to Rosslyn Chapel poleca się, akurat chyba łatwo dotrzeć bez autka, bo kierunek na IKEA ;)

igor
Fri, 12 Jan 2024 18:39:09
@Borys

Skoro Portsmouth, to po sąsiedzku na Isle of Wight są m.in. ośrodek testowy brytyjskich rakiet, pałac królowej Wiktorii (mały, ale gustowny) i klify z jaskiniami. I jeszcze można tam się dostać poduszkowcem.

W okolicach Luton i Cambridge jest jeszcze Milton Keynes, a w nim muzeum komputerów i Bletchley Park. Jeszcze nie byłem, dopiero mam zamiar.

I tak jak Boni pisał, samochodem pewnie wyjdzie taniej, a na pewno łatwiej i więcej będzie dostępnych opcji. Mniejsze miejscowości są słabo skomunikowane, może być tak, że przejechanie 10km autobusem będzie wymagało 2 dni (bo najpierw 100km do większego miasta, potem 100km z powrotem, ale ten drugi autobus odjeżdża wcześniej). Hotele są czasem w środku niczego. Zostaje taksówka (przy 3 osobach może nawet wyjść taniej niż autobus/pociąg), ale czasem jest niespodzianka: dzwonisz i dowiadujesz się, że wszystko zarezerwowane, najbliższy termin za 5 godzin.


Boni avatar Boni
Sat, 13 Jan 2024 01:29:47
@igor

Myślałem o poleceniu IofW, ale to jest tak, że Portsmouth jest po sąsiedzku Londynu, a Stonehenge czy IofW czy Bovington są po sąsiedzku Portsmouth, a Cardiff czy Kornwalia są po sąsiedzku do Stonehenge, a Irlandia jest po sąsiedzku od Cardiff i Kornwalii, i w ten sposób w paru sprytnych krokach można zwiedzić zupełnie inne Newcastle, niż planowało się na początku ;D

@taxi w UK

No, jeśli mówią, że nie ma, ale będzie za 5h, to jest jeszcze całkiem spoko. Lepszy numer, to kiedy mówią 5 razy, że na pewno będzie, ale na 10min przez przyjazdem mówią, że rozmyślili się i wcale nie będzie. BTDT i nie było to zabawne, taxi o północy na lotnisku Glasgow.

A propos pociągów UK, to poza sprawdzaniem rozkładu i cennika (który wydaje się być pisany pod wezwaniem matki boskiej pieniężnej), warto też sprawdzać rozkłady strajków, przebudów itp.




 

Engine: Anvil 1.08   BS