Rzeczy różne piszą się na bloga, ale jeszcze się nie napisały, więc chwilowo, media które wskoczyły w moim bąbelku w tamtym tygodniu:
A) Aurora wypuściła trzeci album, zgodnie z zapowiedziami, po bodajże 5 czy 6 singlach krążących po sieci. "The Gods We Can Touch" jest dobra, a nawet miejscami bardzo dobra, powiedzmy, może ciut słabiej niż debiut, ale to raczej "All my demons..." jest dosyć trudna do przebicia, a nie następne płyty słabe. Ulubionym kawałkiem z "The Gods..." chyba nadal jest "Cure for me", ale parę innych też jest bardzo do posłuchania. Poleca się, jak wszystko od Aurory.
B) Wyszła na nośnikach "Diuna" 2021, oczywiście natychmiast nabyłem drogą kupna i już ze dwa razy obejrzałem w zaciszu domowym.

Nadal 10/10 oraz bardzo mi przykro, że istnieją ludzie, którym się ta "Diuna" nie podoba, albo którzy myślą, że można to było zrobić w tym formacie lepiej (znaczy, 2 części kinowe, a nie jakieś mrzonki o 10h filmu), albo, że "Diuna" Lyncha leży na tej samej półce, a nie o cały regał niżej. Ale nie będę się rozpisywał, bo nic się nie zmieniło
od tamtej notki czy komentarzy. Tyle, że moja przyjemność teraz większa, bo nie muszę męczyć się zamknięty w jakimś kinie, z jakimiś hominidami.
Drobna uwaga antropologiczna - ciekawe, czy "Diuna" 2021 stanie się dla pokolenia alfa tym, czym Avatar dla zetek, Matrix dla milenialsów, czy Starwarsy dla mojego pokolenia, tj. kultowym i formatującym "dużym" filmem SF z dzieciństwa. Ale żeby się przekonać, trzeba chyba z 10 lat poczekać, oraz konkurencja "niższej jakości, ale o dużej sile rażenia", jak marvele itp. czy kiedyś tam nadciągające kolejne Avatary, może wszelkie mniejsze lepsze filmy, jak "Diuna", zmieść z popkulturowego rynku idei, niestety. Bardzo widzialna ręka rynku, co nie.
Drobna uwaga techniczna - o ile normalnie utykałem z nośnikami "poprzedniej generacji" na dekady, tak tym razem przeskok od DVD przez blureje do UHD miałem wzg. błyskawiczny, bo skoro TV i odtwarzacz i tak są 4K, więc... Oczywiście, nie wyrzucam tych setek DVD i ze dwu półek BD, ale obecnie kupuję głównie 4K, jeśli tylko da się i warto (tj. film wydawany rzetelnie w 4K, a nie jakiś zabytek, czy inny upscaling anime z lat '90...). Bo jednak obraz jest znacznie lepszy; już nie mówiąc o rzeczach jak "Diuna", gdzie scenografia itd. zyskuje 238%, ale w wielu "normalnych" filmach też warto, np. razem z "Diuną" dokupiłem parę innych, m.in. "Lucy" 4K - nawet w takim w miarę "nieefektownym" filmie zobaczyłem rzeczy, których nawet na blureju nie zauważyłem... Warto nieco dopłacić.